Lubię konstruktywną krytykę...”


165.

Jakie to dziwne. Tak bolało. Nie chciało się żyć. A teraz takie nieważne, niemądre. Jak nic.”

To zdanie w dużym stopniu oddaje to co czułam przez kilka lat i to, co czuję teraz J Po kilku latach stałego związku nie przestawała mnie dręczyć jedna myśl.. Dlaczego mamy problem z wprowadzeniem członka? Czy ze mną jest coś nie tak? Tak, na pewno ze mną jest coś nie tak.. Płakałam. Obwiniałam się po każdej próbie. Myślałam, że postradam zmysły – zwłaszcza kiedy mój związek chylił się ku końcowi. Z jednej strony nie mogłam sobie poradzić z rozstaniem - zastanawiałam się na ile nieudane próby seksu mają wpływ na koniec związku a z drugiej PARALIŻOWAŁA mnie myśl jak ja – czy kiedykolwiek - zbliżę się jeszcze do mężczyzny. Jeśli nowo poznanemu mężczyźnie powiem, że mając 27 lat jeszcze nigdy nie uprawiałam seksu (a jedynie dochodziło do nieudanych prób wprowadzenia członka…) pomyśli, że jestem wariatką.

Zdesperowana znalazłam kontakt do Andrzeja. Rozpoczęłam terapię. Miałam wrażenie, że nie ma wtedy dla mnie ważniejszej sprawy na świecie niż przespać się z kimkolwiek i udowodnić sobie, że jestem normalna. Dzięki radom Andrzeja, warsztatom, ćwiczeniom i własnej bardzo silnej woli stałam się dużo pewniejsza siebie i ( w końcu!! ) świadoma swojego ciała – myślę, że ten punkt odegrał bardzo ważną rolę. Zaczęłam zupełnie inaczej myśleć o mojej pochwie (jak również pochwicy). W sumie to chyba się z nią zaprzyjaźniłam ;) Pierwszy raz w życiu zamówiłam sobie wibrator i kulki gejszy. Po pierwszym orgazmie z użyciem wibratora tańczyłam nago po mieszkaniu i śpiewałam „We are the champion ;)” – Taaaaki duży wibrator zmieścił się we mnie! I to bez problemu. A do tego był przyjemny orgazm ;) A przecież orgazm rzecz ludzka i warto się nim cieszyć i nie być świętszą od papieża :) Zmieniłam podejście do pieszczot.

Zaczęłam spotykać się z mężczyznami, flirtować, UŚMIECHAĆ SIĘ :) Wyluzowałam. Pomyślałam, że będę poważna w sprawach, które są poważne i niepoważna w sprawach niepoważnych. Do której grupy zakwalifikowałam seks? Do niepoważnej. W końcu.. dopóki nie nadamy mu emocji, miłości, intymności… to nic innego jak tylko wprowadzenie kilku centymetrów do dziurki. A na tym mi teraz zależało. Na udanej próbie z sympatycznym, przystojnym, kulturalnym facetem.

Coraz częściej spotykałam się z A. (nie chodzi o Andrzeja ;). Były pocałunki, pieszczoty, ale z seksem chciałam poczekać. Nic mu nie mówiłam o mojej „wyjątkowości”. Nie uwierzyłby. Widział we mnie tak pewną siebie kobietę, która potrafi kusić i wabić, że gdyby usłyszał, że mam pochwicę to chyba zszedłby z tego świata ;) W końcu po 2 miesiącach spotkań przyszedł ten dzień. Tak, było wino. Było dużo chemii w powietrzu. I przyznaję.. były wątpliwości i strach. A co jeśli w kulminacyjnym momencie okaże się, że znowu jest problem..? Z drugiej strony byłam taka podniecona, że szybko odłożyłam analizy i myślenie na bok. Skupiłam się na członku. Jego członku J Pierwszy raz od daaaaaaaawna miałam szczerą ochotę zrobić loda. Do tej pory robiłam go jednej osobie i nie sprawiało mi to przyjemności. Tym razem było inaczej. Gdy jego penis był już gigantycznych rozmiarów lekko się ode mnie odsunął, spytał czy jestem gotowa i wyciągnął z szafki prezerwatywy. Myślałam: o Boże! Boże!! Zaraz się wszystko wyjaśni. :) Bez żadnych, absolutnie żadnych, najmniejszych problemów, niczego nieświadomy A. wprowadził członka do mojej pochwy. SUKCES!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I w tym momencie się zaczęło… Jak się okazało, mój partner był dzikim zwierzęciem podczas seksu.. co podniecało mnie jeszcze bardziej, bo było mi to obce. Około 40 minut totalnego szaleństwa. Począwszy od pozycji klasycznej, później na pieska w łóżku, której do tej pory nie znałam, poprzez przejście do kuchni i szalone „od tyłu” przy kuchennym blacie, skończywszy na kuchence elektrycznej i boskim orgazmie. A potem znowu… przejście z kuchni do sypialni i pozycja na jeźdźca.. Gdyby tylko ktoś siedział wtedy w mojej głowie lub nagrał moją minę… przekonałby się, jak podekscytowana byłam i jak cieszyłam się tą chwilą. Zapomniałam o całym świecie. Cieszyłam się chwilą i tym jak piękny może być seks!!! Po niezliczonych pozycjach w sypialni i kuchni, włączyliśmy moją ulubioną piosenkę i całkowicie nagusieńcy tańczyliśmy do niej wtuleni. Skrywałam przed A. moją twarz, z której delikatnie ciekły łzy. Nie mogłam uwierzyć, że to się stało!!!!!!!!!! Przez moment nawet myślałam: „czy to na pewno był seks? Tak łatwo? Tak prosto i przyjemnie?????:D” Tak to był seks. To było zrzucenie z siebie ogromnego ciężaru, który nie dawał mi żyć latami. Żałowałam tylko jednego.. że nie mogę podzielić się moim uczuciem z A. Ale on by i tak nie zrozumiał ile dla mnie znaczyła ta noc.. Zostawiłam to wzruszenie wyłącznie dla siebie. I oczywiście dla Andrzeja :).

Większość, baa zdecydowana większość naszych problemów siedzi w głowie. Jesteśmy tym, czym myślimy. Dlatego z całego serca życzę wszystkim byłym i obecnym pochwiczankom samych ciepłych i dobrych myśli na swój temat! Jesteśmy wyjątkowe :) Nie bójmy się naszych ciał. Cieszmy się tym, że mamy super fajną pochwę. Traktujmy ją jako bardzo fajny element naszego ciała :)

Andrzej to bardzo mądry mężczyzna. Warto mu zaufać, choć czasem trzeba przygotować się, że to co powie może zaboleć.

Ale przecież chodzi o to, żeby metoda była skuteczna :)

Dziękuję Ci Andrzeju.

Iwona

15.09.2017


164.

Witamy Andrzeju,

Wraz z Kingą chcielibyśmy podziękować za pomoc. Udało nam się wygrać z pochwicą. W końcu możemy się kochać bez żadnych problemów. Od naszego spotkania minęło pół roku. Od tamtej pory całkowicie zmieniliśmy z Kingą nastawienie do siebie. Lepiej rozumiemy swoje potrzeby i nie boimy się o nich rozmawiać. Pierwszy raz odbył się bez żadnych komplikacji i bólu. Długo ćwiczyliśmy, czekaliśmy na ten moment, aż się udało. Gdyby nie Twoje rady i uszczypliwe uwagi, wciąż zataczalibyśmy błędne koło obwiniając się nawzajem o nasze niepowodzenia. Dzięki Tobie znaleźliśmy odpowiednią drogę do celu.

Dziękujemy za wszystko,

Kinga i Bartek

2.08.2017


163.

Witaj Andrzeju! ;)

Dużo się u mnie pozmieniało. Zdobyłam się na odwagę żeby zakończyć 4 letni związek, który już od dłuższego czasu był martwy. Mimo starań nie udało mi się osiągnąć CELU mimo, że byłam już bardzo blisko. Jak byliśmy na spotkaniu u Ciebie, powiedziałeś, że my mówimy że chcemy się ruchać, a tak naprawdę nie chcemy... pomyślałam wtedy, że jak to nie chcę? przecież ćwiczę, staram się po to, żeby zacząć w końcu uprawiać seks. Po jakimś czasie zorientowałam się, że ja chce zacząć uprawiać seks nawet bardzo, ale nie z Ł. Dotarło do mnie, że jestem z nim tylko z obawy przed samotnością. Bałam się, że nie dam sobie rady sama, że ciężko będzie mi kogoś poznać i rozpocząć z nim związek przez mój problem, bo Ł. to rozumiał, wspierał mnie był ze mną od początku...

Kiedy się rozstaliśmy zdziwiłam się, że tak szybko pozbierałam się w końcu to były 4 lata. Jestem teraz szczęśliwa, dumna z siebie, że to zakończyłam (teraz żałuje, że tak późno).
Odżyłam, praktycznie co tydzień wychodzę gdzieś, poznaje nowych ludzi, zapisałam się na siłownie, na angielski, nagle mam na wszystko czas, siłę i ochotę...

Ale pojawił się problem. Otóż zauważyłam, że jak poznaje jakiegoś faceta i zaczynamy ze sobą rozmawiać, bliżej się poznawać ja myśle tylko o tym jak ja mu powiem (jesli zanjomość bedzie sie rozwijac i będe gotowa na związek), że mam 27 lat i jestem dziewica, że mam pochwice itd. Ta myśl spędza mi sen z powiek, nie wyobrażam sobie tego. Wiem, że jeśli trafie na odpowiedniego faceta to to zrozumie itp ale nie przemawia to za mną...Wydaje mi się, że przez te moje myśli i obawy nigdy nikogo nie znajde i spieprze coś, zanim się jeszcze zacznie.... Po prostu wstydze się tego... nie mogę sobie z tym poradzić... Jak poznaje jakiegoś faceta, to wydaje mi sie, że każdy chce mnie tylko przeruchać... masakra! Boje się, że niedługo popadne w paranoje.. nie wiem, jak mam to sobie wytłumaczyć....

Na koniec chciałam Ci powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwa, że Cię poznałam, że spotkaliśmy się, że byłam na zlocie... Dzięki pochwicy i dzięki Tobie nie marnuje sobie dalej życia z facetem, który nie jest dla mnie i którego nie kocham. Dzięki Tobie miałam siłę, żeby to zakończyć... nie chce myśleć, co by było, jakbym Cię nie poznała... pewnie dalej byłabym z Ł. i pewnie wzięlibyśmy ślub i zjebałabym sobie całe życie...

Pozdrowienia i uściski

Justyna

23.04.2017

Witaj ! :)

Andrzej nie uwierzysz co się wczoraj stało! Musze Ci to napisać :)

Jakiś czas temu pisałam do Ciebie o moich obawach, dotyczących poznania nowego faceta, po rozstaniu z Ł. Bałam się, że ten ktoś tego nie zrozumie itp mimo, że jeszcze nikogo konkretnego nie poznałam.

Parę tygodni temu poznałam fajnego faceta i zdecydowałam się powiedzieć mu, że jestem dziewicą i nie wiem co to sex. Jego reakcja i sposób w jaki się zachował zaskoczyły mnie mega pozytywnie.

No i wczoraj stało się ..uprawialiśmy sex :D Nadal jestem w szoku i nie mogę w to uwierzyć. To wyszło na spontana więc przed w ogóle nie ćwiczyłam z marchewką więc wyobraź sobie jakie było moje zdziwienie, że poszło jak po maśle :D Praktycznie w ogóle nie czułam bólu. Bardziej bolało mnie jak mój były po 2 godzinnym rytuale wkładał mi palca niż wczorajsze zbliżenie.

Teraz zastanawiam się czy ja w ogóle miałam tą pochwice... albo czy miałam ją tylko z Ł...

Myślałam, że jak zdecyduje się na seks to będę musiała trochę poćwiczyć z marchewką, a tu takie zaskoczenie.

Jaka ja byłam głupia, że męczyłam się w tym związku 4 lata z obawy, że inny mnie nie zechce i nie zrozumie. A to wystarczyło się dobrze podniecić i po sprawie :D

A na koniec jeszcze raz chcę Ci podziękować. Bo to dzięki Tobie jestem ex virgin :) i dzięki Tobie zakończyłam ten związek i mogę cieszyć się nowym, lepszym.

DZIĘKUJE!!

Justyna

24.06.2017


162.

Andrzeju,

po prostu się udało - uprawialiśmy seks.

W różnych pozycjach! :)

Nie wiem, co takiego stało się, że się odblokowałam.

Dziękuję Ci za wszystko, bardzo Ci dziękuję.

Dzień 0, faktycznie, bo przede mną nowe życie!

Pozdrawiam,

Nina

17.12.2016


154a.

Witaj Andrzeju,

U mnie tyle się działo ostatnio, że nie wiem od czego by zacząć.

Może zacznę od tego, że jestem szczęśliwą mamą. :)

Córeczka urodziła się pierwszego czerwca, najmilsza.

To takie małe cudo, a daje tyle radości, nie tylko mnie ale i moim bliskim. Mąż odnalazł się w roli ojca i dużo mi pomaga. Córeczka jest jego oczkiem w głowie.

Termin porodu miałam wyznaczony na 30/31 maja. Niby data jak data, ale ja widziałam w niej coś więcej. W nocy z 30 na 31 maja 2015 roku płakałam z powodu pochwicy. Wtedy też znalazłam informacje o Tobie i pojawiła się we mnie nadzieja. 31maja napisałam do Ciebie pierwszego maila i tak zaczęła się moja przygoda z Tobą i walka z pochwicą. Resztę znasz.

Ciąża przebiegała u mnie prawidłowo i trwała 40 tygodni. Zaznałam różnych dolegliwości od wymiotów, zgagi, drętwienia rąk, ale większość czasu tryskałam energią, zwłaszcza pod koniec ciąży. Był moment, że myślałam, że będzie to ciąża przenoszona, gdyż nie miałam żadnych oznak zbliżającego się porodu.

Poród i tak zakończył się w południe cesarskim cięciem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie, mimo iż córeczka urodziła się z obrzękiem na głowie, spowodowanym długotrwałym parciem. Kilkadziesiąt godzin cierpienia uwieńczone zostało radością jaką jest trzymanie swojego dziecka w ramionach. Przy porodzie i po wspierał mnie mąż. To tak w skrócie opowiedziałam Ci swój poród. :)

Na koniec chciałam Ci jeszcze wyznać, że spełniło się pewne życzenie, które wypowiedziałam kiedyś w myślach. Rok temu na początku czerwca moja koleżanka była w szpitalu i czekała na przyjście na świat swojej córeczki. Pomyślałam sobie wtedy „Ale ona się ma fajnie. Chciałabym być za rok na jej miejscu”. Wypowiedziałam to życzenie z taką wiarą w spełnienie… I spełniło się. Tak bardzo się cieszę, że Cię poznałam, że skrzyżowały się drogi naszego życia.

Serdecznie pozdrawiam

Sandra

3.08.2016


161.

Andrzeju,

Serdeczne dzięki za wszystko, co dla nas zrobiłeś :)

Nie zapomnę naszego pierwszego spotkania… Zadymiona kuchnia, pełno gadżetów związanych z seksem, książki i Ty… no bynajmniej nie uprzejmy, wyrozumiały Pan w białym kitlu, z dobrotliwym uśmiechem, którego spodziewałam się spotkać i któremu chciałam się wygadać… ;)  Załamka :(

Ale jednak coś mówiło, że Ty pomożesz i trzeba wrócić, trzeba zacząć, spróbować i dokładnie tak się stało.

Rozpoczęliśmy współpracę i dziś z perspektywy czasu, wiem dobrze, że praca z Tobą to była super przygoda. Zmieniła mnie, moje poglądy, jest zdrowiej, jest lepiej, małżeństwo nasze jest bardzo dobre, a już wkrótce powitamy na świecie nasze dzieciątko :)

Dzięki za Twoje poczucie humoru (udzieliło się ;), dzięki za motywację (opłaciło się), dzięki za niekonwencjonalne metody (można inaczej), dzięki za mnóstwo mądrych książek, które mi poleciłeś i dzięki wielkie za to, że jesteś !!!

J.

14.04.2016


160.

Witaj :)

Myślę, że to już najwyższy czas na salwy pochwał dla Ciebie;);););)

Dziękuję, że pokazałeś nam jak odkryć nowy, nieznany i naprawdę piękny świat doznań;)

Dziękuję, że wskazałeś podstawy tego seksualnego alfabetu.

Dziękuję, za odautorskie elementarze życia, które warto czytać na okrągło by lepiej zrozumieć siebie i innych.

Dziękuję, za trzymanie w ryzach obowiązkowych sprawozdań z postępów ćwiczeń.

Za codzienny kontakt, wiarę w to, że się uda, za wszelkie słowa krytyki i pochwały Dziękujemy; )

Marta&Łukasz

11.04.2016


159.

... oczywiście nie chodzi tylko o te kilka słów na stronę, te raczej chciałabym skierować do kobiet, które będą Cię szukać z problemem, z którym ja się tak długo borykałam.

Po prostu dziękuję. Za lekcje. Za metodę. Za sukces...

Tak, osiągnęłam swój cel. To, w co na samym początku wydawało mi się nierealne, urzeczywistniło się :) A więc jest sposób i zawsze, zawsze należy go szukać. Ja szukałam wiele lat zanim znalazłam Andrzeja i dowiedziałam się co mi właściwie dolega. Ha, jak się okazało dolegało i to sporo :) Potem zaczął się proces :) przeprogramowania ze starego na nowe. I ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia… Gdzieś wyczytałam, że jak jednego dnia zrobimy 1% do zmiany swojego życia, to po roku będzie tego 365%... czyli całkowita zmiana życia! I tak było w moim przypadku. Kluczem do zmiany były małe, regularne kroki, które po pewnym czasie dały oczekiwany rezultat. A sam proces był jedną, wielką przygodą :) Chyba nigdy wcześniej nie przeczytałam tylu książek co przez ostatnie trzy miesiące... z czego najbardziej wartościowymi okazały się książki Andrzeja. Wbijające w krzesło i zmuszające do refleksji nad własnym życiem. Bo życie jest jedno. I żeby spędzić je pełniej, lepiej zmienić ograniczające przekonania, nawet jeśli nie znamy innych. Nigdy nie jest za późno na zmiany. Pukaj, pytaj, doświadczaj. Szukaj ludzi, którzy mogą pomóc. Ja znalazłam :)

L.

7.04.2016


158.

Drogi Andrzeju, minął już jakiś czas jak osiągnęłam swój cel, tj. 29.11.2015 r.

Dziś wiem, że to co mi powiedziałeś to prawda. Wtedy rzekłeś, że ktoś tam na górze zlitował się nade mną i podarował mi taki prezent. Nie wierzyłam, nie chciałam w to uwierzyć, bo niby czemu tak wielka udręka jak pochwica miałaby być darem od losu, przecież tak naprawdę to coś co burzyło, zakłócało  moje życie. Dziś wiem że to właśnie pochwica to było coś co zmusiło mnie do zmiany siebie, swojego toku myślenia patrzenia na życie na świat na otaczającą mnie codzienność.

Na początku było czekanie, dręczenie samej siebie obrzucanie się winą, zadawanie tysiąc razy dziennie pytań: Dlaczego ja? Czemu ja? Po co? Na co? I w ogóle?

Gdy zdałam sobie sprawę i zaczęłam pełna zdesperowania szukać informacji okazało się, że w sumie mam dolegliwość zwaną pochwicą.

Zgłębiłam temat, jak leczyć, u kogo i jedyną osobą polecaną byłeś Ty. Skuteczność gwarantowana. Czytałam najróżniejsze podziękowania , a w nich zachwyt nad Tobą i Twoją osobą…

 Dziś wiem, że ten zachwyt był w pełni uzasadniony i dziś ja też Tobą się zachwycam.

Za co Ci dziękuję, oj trudno byłoby wymienić wszystko, ale chociaż o kilku rzeczach wspomnę:

Dziękuję za Twoje fantastyczne, niebanalne poczucie humoru

Dziękuję za spotkania, każde z nich niosło coś dla mnie nowego

Dziękuję za pozytywne spojrzenie na życie i spokój

Dziękuję za to, że jeśli uwierzę, że będzie dobrze to właśnie tak będzie

Dziękuję za te książki, które obudziły mnie i pobudziły do działania, otworzyły mi oczy, zmieniały i cały czas zmieniają moje patrzenie na świat

Dziękuję za ćwiczenia przed lustrem, które sprawiły, ze chociaż trochę uwierzyłam w siebie

Dziękuję za to, że nie obwiniam się i nie czuję się gorsza od innych

Dziękuję za te kawały, dziś opowiadam na każdej imprezce coś nowego i wszyscy się śmieją,

Dziękuję za pomoc w odnalezieniu swojego wewnętrznego ja, poczucia, że jestem super człowiekiem

Dziękuję za to, że przestałam oceniać siebie i nie tylko

Dziękuję za to, że jeśli uwierzę, że mogę coś zrobić to zrobię, a jeśli nie to nie i wszystko zależy ode mnie

Dziękuję za to, że mówię w swoich myślach do siebie pozytywne rzeczy

Dziękuję za to, że lubię siebie i jestem dla siebie pierwszym i najlepszym przyjacielem

Tak fantastycznego człowieka jak Ty nigdy w życiu wcześniej nie spotkałam.

Zmieniłeś mnie i nasze życie, ale wiem też, że wiele jest przede mną i nie mogę się tego bać.

Dziękuję Ci z całego serca, a raczej dwóch serc, bo też tego małego Aniołka, który jest pod moim sercem:)
3 stycznia dowiedzieliśmy sie, że jestem w ciąży, dziś jest 13 tydzień, czyli udało się za pierwszym razem:)) Wyniki moich badań i usg maluszka są na razie ok. Oby tak dalej:)

Andrzej, dzięki za wszystko.

Pozdrawiam

Asia

12.02.2016


157.

Udało mi się. Osiągnęłam wielki sukces. Kochałam się z moim chłopakiem!

Dziurka, o której byłam przekonana, że nie istnieje, po 10 latach bycia razem otworzyła się na jego ciepłe, miłe ciało. Bez bólu :) I to w zaledwie cztery miesiące po tym, jak zrobiłam pierwsze ćwiczenie od Andrzeja!
To było prawie cztery lata temu.
Dlaczego nie napisałam wcześniej?

Nie dane mi było cieszyć się moim osiągnięciem. Chociaż już wiem, że pochwica nie jest mi przypisana na zawsze i że jest we mnie potencjał do uprawiania seksu z przyjemnością, nadal w moim życiu nie ma radości z seksu, ani poczucia spełnienia w relacji. I jest mi z tego powodu bardzo smutno, czuję zawód i rozgoryczenie. Czekałam z podziękowaniami, aż to się zmieni, ale mimo mojego wielkiego zaangażowania nadal mi się to nie udaje. Kiedy dawno temu czytałam wcześniejsze wpisy Kobiet, wyobrażałam sobie, jak ja napiszę kiedyś w końcu ten mój: tryskający entuzjazmem, dumą i radością. W tej chwili tak nie jest.
Napisałeś mi, Andrzeju, już ponad pół roku temu:
„NIE CZEKAJ, BO SIĘ PRZYZWYCZAISZ DO CZEKANIA I NAZWIESZ TO - CIERPLIWOŚCIĄ...”
Dlatego dziś piszę z tego miejsca, gdzie jestem, ale być może to nie jest mój ostatni wpis i wrócę tu jeszcze. W tej chwili chcę uznać moją dotychczasową drogę i wartość tego, co było. Taka jest dziś moja intencja.

Pozwól, Andrzeju, że zacznę od siebie :) Dziękuję sobie samej za to, że tak wytrwale, dzielnie i odważnie zmierzyłam się i mierzę z największą trudnością mojego życia. Za to, że mimo niepewności i strachu napisałam do Ciebie, że tak sumiennie wykonywałam ćwiczenia, że mierzyłam się ze swoimi smutkami, lękami, zwątpieniami. Za to, że sama dla siebie byłam w tym największym oparciem. Że narysowałam przepiękną ognistą cipkę i tak dzielnie strugałam sobie marchewki. Za to, że uwierzyłam w siebie, moją moc i choć trochę w moją wartość. Że zaczęłam przyglądać się swoim przekonaniom i zmieniać je. Że przestałam tak bardzo przejmować się, co pomyślą „INNI”. Za to, że uwierzyłam, że mogę być silną kobietą i że nie poddałam się mimo wielu trudności i niepowodzeń, które spotkałam po drodze. Że poszukiwałam dobrych rozwiązań, otwierając się na różne możliwości, wychodząc ze swojej strefy komfortu i podejmując ryzyko. Że próbowałam ciągle nowych dróg. Za to, że byłam autentyczna, i że angażowałam się we wszystko całą sobą najlepiej, jak potrafię. Moniczko, byłaś naprawdę dzielna i podziwiam Cię za wszystko, co zrobiłaś.

Andrzeju, Tobie dziękuję przede wszystkim za to, że jesteś.

Za to, że znasz się na pochwicy jak chyba nikt inny w Polsce i że jesteś dla tak wielu kobiet - jak to było? – „ostatnią deską ratunku” :)

Za to, że po prostu można do Ciebie napisać, a Ty zawsze odpowiesz zwięźle, po męsku, ale trafiając w sedno tymi swoimi krótkimi komentarzami.

Za niesztampowość i wyrazistość.

Za setkę czegoś mocniejszego, którą postawiłeś na stole, kiedy cała skręcałam się ze stresów różnych podczas naszego pierwszego spotkania.

Za Sunię do głaskania na rozluźnienie.

Za gumowego fiuta na lodówce!!!

Za to, że byłeś tak pewny, że wyjdę z pochwicy, że nawet ja sama zdecydowałam się w to uwierzyć, choć wydawało mi się to równie niemożliwe jak lot na Saturna.

Za to, że uświadomiłeś mi tak dobitnie, że pochwica w ciele miała źródło głównie w mojej głowie, że była swojego rodzaju utrwalonym przyzwyczajeniem.

Za 25 pytań i za codzienne zadania.

Za to, że kazałeś mi nauczyć się grać w szachy, żebym uwierzyła w swoją inteligencję.

Za ‘k’ moralność.

Za to, że mogłam zrobić korektę Twojej książki; to była fajna przygoda.

Za warsztaty oraz za Twoją wnikliwość w patrzeniu na ludzkie historie.

Za brodę jak u mojego Taty.

I za tekst powitalny na stronie: „Odpowiadam na każdego maila z pytaniem :)”. To dzięki tym słowom zrobiłam pierwszy krok w niedokończonej dla mnie jeszcze podróży ku spełnionej seksualności.

Monika

1.02.2016


156.


Chciałabym zacząć od tego, że Andrzej jest nie tylko terapeutą, bo to za mało powiedziane. Jest WYBAWCĄ.

Nie wiem jak On to robi, ale spotkania z Nim, rozmowy, książki, to nie jeden z wielu odbytych czy przeczytanych fragmentów życia, ale ogromne, mega pozytywne doświadczenie i wręcz przeżycie.

Cierpiałam na pochwicę 10 lat, przez to rozpadło się moje małżeństwo. Oczywiście leczyłam się u innych „terapeutów”, chodziłam do ginekologów, ale nikt nie umiał mi pomóc.

Po rozwodzie z mężem stwierdziłam, że jeśli naprawdę nikt mi nie pomoże, to do końca życia będę sama, bo kto będzie chciał dziewczynę, z którą nie można uprawiać seksu. Dodatkowo sama byłam bardzo ciekawa, jak to jest móc normalnie uprawiać seks.

Postanowiłam więc coś z tym zrobić, zwłaszcza, że zaczęłam spotykać się z nowym chłopakiem (któremu nic nie powiedziałam o swoim problemie…. nie chciałam…..). W internecie znalazłam informacje o Andrzeju Setmanie i opinie, że On naprawdę pomaga. Odezwałam się więc do Niego, spotkaliśmy się, nie sądziłam, że rozmowa z Nim będzie taka wciągająca, mądra, śmieszna, smutna, wzruszająca i ciekawa. Dostałam ćwiczenia, które skrupulatnie wykonywałam.

Udało się!

Po dwóch miesiącach zaczęłam uprawiać seks. To było niesamowite. Fakt, dopiero uczyłam się tego „fachu” ;), ale sama ta myśl, że po tylu latach mogę to w ogóle robić, przyprawiała mnie o dreszcze :)

Potem rozstałam się z chłopakiem i przez kilka miesięcy znowu żyłam w celibacie :)

Gdy weszłam w związek z kolejnym, nie wiem czemu zaczęły się problemy. Niby mogłam uprawiać seks, ale znowu zaczynało boleć…. O pomoc jak zwykle zwróciłam się do Andrzeja, który ponownie wyciągnął do mnie pomocną dłoń, spotkaliśmy się, porozmawialiśmy, dostałam kolejne ćwiczenia i po jakimś niedługim czasie seks znowu zaczął sprawiać mi przyjemność.

Andrzej, jesteś Niesamowitym Mężczyzną, który kobiety zna na wylot, umie pomóc, umie doradzić.

Jesteś niezastąpiony i mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę!

Jeszcze raz dziękuję za uratowanie życia – bo inaczej tego nie mogę nazwać.

AGNIESZKA

21.01.2016


155.

Andrzeju,
to tylko dzięki Tobie udało mi się pokonać pochwice, która przez lata była moim wielkim problemem. Kiedy trafiłam na Twoją stronę internetowa i czytałam wypowiedzi ex-pochwiczanek, jak cieszą się z udanego sexu z mężem/partnerem, to nie mogłam powstrzymać łez, które z każdym kolejnym przeczytanym słowem płynęły jeszcze mocniej. Tak bardzo chciałam być na ich miejscu i tak bardzo nie wierzyłam, że mi sie to kiedyś uda. Po naszym spotkaniu i wymianie setek maili w końcu się udało, w końcu bez bólu, bez łez i z czystą radością. Nie powiem, że od tego czasu wszystkie zbliżenia były już takie udane. Może wyobrażałam sobie, ze jak już raz sie udało, to juz będzie "z górki". I tu chyba leżał problem, teraz wiem, że każde zbliżenie jest inne i uzależnione jest od wielu czynników (nastroju mojego, mojego męża, tego co akurat mi w głowie siedzi i tego co sie w danym dniu wydarzyło), zdarza sie do tej pory, że czasem cos zaszczypie czy troszkę zaboli. Każde zbliżenie jest inne, ale dlatego też każde jest wyjątkowe, bo uczymy sie czegoś nowego.
Dziękuję Ci za to, ze nam pomogłeś, dziękuję za każdego maila z odpowiedziami, wskazówkami, ochrzantusem, który mnie czasem irytował, ale też przynosił efekty ...
Dziękuję po prostu za to, ze jesteś i pomagasz w tak trudnym dla nas problemie. Dziękuję, bo bez Ciebie sama bym sobie nie poradziła.
Jesteś super człowiekiem i fajnie, że jest taki ktoś jak Ty, kto potrafi naprawdę pomoc.

Basia

22.12.2015


154a.

Dziś nucę słowa piosenki "To nie jest sen. Rzeczy naprawdę dzieją się..."
Znowu płyną z oczu łzy szczęścia i wzruszenia. Zasialiśmy z mężem nasiona tak, że już rozwija się we mnie owoc naszej miłości. :)
I pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu byłam pochwiczanką. Dziś test ciążowy pokazał dwie kreseczki. :)))
Widocznie, mój sen o urodzeniu dziecka, zwiastował coś więcej. :)
"...Wszystko się może zdarzyć, gdy serce pełne wiary,
gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz..."
Pozdrawiam
Szczęśliwa Sandra :)


P.S. Moje życie układa się po mojej myśli.

27.09.2015


154.

Mój wpis jest opisem pięknej drogi, którą przeszłam. Jeśli Cię to nie ciekawi, to nie czytaj, szkoda na to Twojego czasu. A jeśli jest inaczej, to zapraszam do poznania fragmentu mojej drogi.

Ten tekst jest dla Ciebie, Andrzeju, moim podarunkiem – podziękowaniem.


Można żyć i się zamartwiać, a można żyć i być szczęśliwym - to zależy od nas. Od nas zależy, czy będziemy stali w miejscu, użalali się nad sobą, cofali się, czy pójdziemy do przodu i wybierzemy właściwą drogę.
Bo życie jak droga, gdzieś nas prowadzi…

Moja prowadziła przez chatkę Andrzeja.
Zanim poznałam Andrzeja, miałam zwiastun w postaci snu. Śniło mi się wtedy, że ginekolog chciał przerwać moją błonę dziewiczą. Tak bardzo się bałam i wstydziłam zarazem, że jestem 26 letnią dziewicą. Wybłagałam lamentem lekarza, by dał mi jeszcze jedną szansę, ostatnią. Obiecałam we śnie, że coś z tym zrobię. Można, by rzec, że to był tylko koszmar. Dobrze, że się obudziłam. Ale niestety to była moja rzeczywistość, koszmarna rzeczywistość. Prawie 2 lata nieskonsumowanego małżeństwa i nieudanych prób przerwania błony dziewiczej. A tak bardzo chciałam, by mąż był we mnie, by poczuć go w sobie.

Czekałam z tym pierwszym razem do ślubu. Niestety, nie wyszło w noc poślubną, ani później. Pamiętam myśl, która pojawiła się po początkowych nieudanych próbach współżycia - a co jeśli to potrwa 2 albo 3 lata? Poczułam wtedy, że coś jest ze mną nie tak. Zaczęłam coraz bardziej się bać tego pierwszego razu i tego, że on może nigdy nie nastąpić. Błędne koło się toczyło, a jego kręgi były coraz większe. Nie raz płakałam do poduszki, zrozpaczona i zdezorientowana. Po 1,5 roku od ślubu zaczęła mi świtać myśl, że sama sobie z tym nie poradzę, że potrzebuję specjalisty, psychologa lub seksuologa. Ale to było dla mnie takie krępujące i wstydliwe, bo co miałabym im powiedzieć „Mam problem - jestem dziewicą”?

Szukałam w Internecie informacji o błonach dziewiczych, pierwszych razach. Błądziłam i szłam w złym kierunku. Gdybym wtedy wiedziała, że istnieje coś takiego jak pochwica, byłoby mi łatwiej z tym żyć.

Ale na szczęście pewnej nocy, po kolejnej nieudanej próbie współżycia, powiedziałam sobie „Dość! Nie chcę już tak żyć, chcę inaczej.” Zamiast położyć się spać włączyłam laptopa - to był ten mój pierwszy szczęśliwy dzień na mojej nowej drodze życia. Wtedy natknęłam się na termin „pochwica”. Eureka! Mam pochwicę, jak dobrze, tak bardzo się cieszyłam. Poczułam ulgę, bo w końcu wiedziałam, co mi jest, że nie jestem sama odosobnionym ”dziwolągiem” i że to jest wyleczalne! Jeśli się zna przeciwnika, to łatwiej jest z nim walczyć.
Od terminu „pochwica” droga do Andrzeja była już bliska. Nie miałam wątpliwości, że Andrzej jest osobą, której szukam. Był moim pierwszym i ostatnim terapeutą. Ale ze mnie szczęściara, że los mi oszczędził chodzenia od ginekologa do seksuologa.
Mąż był nieufny, by do niego pisać. Jednak ja wiedziałam, że jeśli będę zwlekać, to do niczego mnie to nie doprowadzi. Mąż się bał, że to będzie jakiś oszust, ale moja kobieca intuicja mówiła mi coś innego. Nie zwlekałam z napisaniem do niego. Działałam od razu, bo CHCIAŁAM. Andrzej odpisał, i tak zaczęła się jedna z najwspanialszych przygód w moim życiu. Przemierzanie drogi razem z nim to super zabawa.

Dużo zależy od tego, jak się patrzy na życie, dużo zależy od tego, co mamy w głowie.
Błędnie postrzegałam seks i siebie. Narządy płciowe kobiety budziły we mnie obrzydzenie. Gdy miałam na nie patrzeć na filmiku podesłanym od Andrzeja, to robiło mi się niedobrze i zamykałam oczy. Nie potrafiłam im się przyglądać. Wróciłam do filmiku po paru dniach, było lepiej, mogłam dłużej patrzeć bez odwracania wzroku. Potem sama oglądałam swoje narządy płciowe w lusterku. Andrzej uświadomił mi, że narządy płciowe kobiety są piękniejsze od kwiatów.

Teraz też tak uważam, też to dostrzegłam. Wargi sromowe, łechtaczka, pochwa… są najpiękniejszymi cudami natury, jakie stworzył Bóg i jakimi Bóg obdarował kobietę.
Za to Ci Andrzej dziękuję - za to, że napisałeś mi, że „cipka” jest piękna. Wcześniej jej takiej nie widziałam. I dziękuję za potwierdzenie, że penis idealnie pasuje do „cipki”. Nie okłamałeś mnie, o czym się później przekonałam. :)

Jednym z zadań, podesłanych przez Andrzeja było sprawdzenie na ile potrafię włożyć palec do pochwy. Pamiętam emocje temu towarzyszące: niepewność, ciekawość…

O tak! Ciekawość, to ona pchała mnie do przodu. Byłam ciekawa, czy włożę palce do pochwy, jak jest w pochwie, kiedy się natknę na moją błonę dziewiczą, czy to będzie bolało,
a zwłaszcza jak to jest uprawiać seks i co się wtedy czuje.

Pierwszego dnia ćwiczeń z paluszkiem, a było to 22 lipca, przekonałam się, że mam „dziurkę”, że potrafię włożyć palec do pochwy. W czasie ćwiczeń drętwiała mi ręka, ale nie przerywałam zadania. Działałam dalej, bo chciałam, bo mi zależało. Po pierwszym dniu ćwiczeń napisałam do Andrzeja takie słowa „To była taka moja wewnętrzna walka - sam na sam, walka umysłu i ciała. Fajnie jest poznawać siebie od zupełnie innej strony. I być tam, gdzie się nigdy nie było.”

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy odkryłam, że nie mam błony dziewiczej, której przerwania, tak panicznie się bałam. Przez parę lat żyłam w przekonaniu, że jestem dziewicą i było mi z tym niewygodnie. Bałam się czegoś, czego tak naprawdę nie było. Zastanawiałam się, co się stało z moją błoną dziewiczą…? W myślach poszukałam chwili, gdy ten moment mógł nastąpić. Na początku związku z moim mężem, on bawił się swoim palcem w okolicach mojej pochwy. Kojarzę, że poczułam wtedy mały dyskomfort i się spięłam. A później w toalecie zauważyłam małą plamkę krwi na papierze toaletowym. Wyobrażałam sobie, że przy pierwszym razie to będzie bardzo bolało i będzie dużo krwi, a tu nic z tych rzeczy nie było. Nawet nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że od tamtej chwili nie jestem dziewicą. Jak dobrze, że fizycznie i mentalnie jestem już rozdziewiczona. :)

Na początku moich ćwiczeń wszystkie palce, oprócz kciuka, wchodziły do pochwy bez problemu. Powiedziałam wtedy do kciuka ”Nie odpuszczę Ci - masz też tam wejść”. Andrzej, w związku z tym, napisał do mnie „Uparciuch”, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bo ja jestem uparta w dążeniu do celu i nie lubię się poddawać, oddawać coś walkowerem.
Dziękuję za „Uparciucha” - dla mnie to było miłe stwierdzenie. Gorzej, gdy upierałam się tam, gdzie nie było to wskazane- w błędnym moim myśleniu. Mam na myśli to, że chętniej wybierałam drogę trudną, bo chciałam coś udowadniać sobie i innym. Myślałam, że łatwa droga jest gorsza. Ale teraz wiem, że łatwa droga wcale nie jest gorsza i mniej wartościowa od tej trudnej. Nie warto samemu sobie czegoś utrudniać, nie warto utrudniać sobie drogi do szczęścia.

Za uświadomienie mi tego - dziękuję.

Już na początku pisania mali z Andrzejem, zachodziły we mnie pozytywne zmiany. Miałam wrażenie, że we mnie w środku burzy się jakaś niestabilna konstrukcja, którą zbudowałam, by dotychczas funkcjonować. Była bardzo chwiejna, dlatego też byłam osobą przelęknioną, nie znającą swojej wartości. Na szczęście ona runęła. Zaczęłam budować silną i stabilną konstrukcję przy pomocy Andrzeja.
Co daje pochwiczanką, i pewnie nie tylko im, pisanie maili z Andrzejem i czytanie jego książek?
Na życie patrzy się zupełnie inaczej. To tak, jakby człowiek założył okulary i lepiej widział otaczającą rzeczywistość. Pochwiczanki stają się bardzie odważne, pewne siebie i swojej wartości.

A co ja zrobiłam takiego, co wcześniej, by mi nawet przez głowę nie przeszło?

Kochałam się z mężem w słoneczny dzień, na leśnej ambonie, wśród drzew i pól.

Przełamałam bariery wstydu i pierwszy raz byłam naga na łonie natury. Towarzyszył mi wtedy dreszczyk emocji i adrenalina, a co jeśli ktoś pojedzie tą mało uczęszczaną trasą i nas zobaczy?

To była jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Jeden z najlepszych pettingów. Dla takich chwil warto żyć i poznać Andrzeja.

Wcześniej słowa: orgazm, seks, petting, cipka, penis wywoływały u mnie skrępowanie. Teraz weszły do słownika wyrazów, którymi się posługuję na co dzień.

Za to Andrzej - też dziękuję.

I kolejna bardzo ważna rzecz, którą dla mnie zrobiłeś. Zdjąłeś ze mnie ciężki bagaż wyrzutów sumienia, który nosiłam od dnia ślubu.

Żyłam w przekonaniu, że grzeszę, gdy uprawiam z mężem petting albo seks oralny. Tak bardzo się z tym źle czułam. Obwiniałam się za to, że przeze mnie nie współżyjemy, że przeze mnie grzeszymy, bo jestem taka „nienormalna”. Jakież to moje przekonanie było błędne. Z całego serca dziękuję Ci za to, że wtedy w nocy chciało Ci się odpisać na mojego maila, za to że dzięki niemu, śmiałam się z moich lęków i poczucia winy. Tak bardzo wtedy mi ulżyło i poczułam się uzdrowiona.

Myślę, że to była jedna z największych przyczyn, która spowodowała powstanie u mnie pochwicy -surowe wychowanie religijne i błędne spojrzenie na seks, nawet ten małżeński.

Za HUMANAE VITAE i polecenie książek Ojca Knotza - dziękuję.

Pierwszy raz z Andrzejem spotkałam się  9.08.2015 r.

Wywołał we mnie takie emocje, że cała wewnątrz drżałam.

Andrzeja nie da się opisać, niczym kameleon zmienia barwy. I te jego oczy, spojrzenie…

Podczas spotkania Andrzej chciał mi „coś” dać. Uparcie z mężem twierdziliśmy, że tego nie chcemy.

Wtedy jeszcze nie chciałam prostych i łatwych rozwiązań. Nie chciałam, by problem został rozwiązany jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wolałam stanąć twarzą w twarz z moim lękiem i zmierzyć się z nim.

Może tego nie wiesz, ale to, że proponowałeś mi łatwe i szybkie rozwiązanie – drażniło mnie i zadziałało na mnie jak czerwona płachta na byka. Ruszyłam wtedy do przodu.
Za to, że się przyznałam do tego, że Cię zignorowałam po przyjeździe do Warszawy i uświadomienie tego, że były rzeczy ważniejsze od Ciebie i mojego celu - dziękuję.

To był przełom, bo przyznałam Ci rację. Przestałam z Tobą walczyć i upierać się przy swoim. Dostałam wtedy wirtualnego buziaka, z którego się bardzo ucieszyłam. Buziak potraktowałam jako nagrodę. Wtedy stwierdziłam, że nie warto z Tobą walczyć, ale iść razem z Tobą. Dzięki temu zyskałam.

Za tego buziaka - też dziękuję.  :)
Dziękuję także za szacunek, którym obdarzasz kobiety i za to, że potrafisz dostrzegać w nich piękno.

Mój cel osiągnęłam miesiąc po spotkaniu z Andrzejem - 7.09.2015 r.

Nie sądziłam, że to będzie ten dzień, że to będzie tak szybko. Nie byłam na to przygotowana. Ale tak to już bywa, że najpiękniejszych chwil nie da się zaplanować. Przychodzą same.
Rano odczytałam maila od Andrzeja, w którym napisał, że może już czas, by spróbować z żołędziem penisa. Najpierw się zdziwiłam , bo nie przypuszczałam, że jestem tak daleko, a potem się ucieszyłam, że spróbuję czegoś nowego.

Oczywiście ważne wydarzenie znowu poprzedził sen, w którym urodziłam dziecko. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co ten sen do końca będzie oznaczał.
Wieczorem chciałam najpierw poćwiczyć z marchewką. Niestety, okazało się, że w domu zostały tylko marchewki z małymi obwodami. I co tu robić? Mąż poszedł do ogródka, by poszukać pomarańczowego warzywa. Tamtego wieczora mocno padał deszcz, a na dworze było już ciemno. Mąż jednak poszedł z latarką szukać dużych marchewek. Przyniósł mi taką urwaną w połowie.

W czasie ćwiczeń się zdenerwowałam, bo marchewka była za krótka i niewygodnie się z nią ćwiczyło, stresowała mnie. Wyrzuciłam marchewkę i stwierdziłam, że chcę penisa. Mąż nie poskąpił i użyczył mi tego, czym natura go hojnie obdarowała. Wszedł nie tylko żołądź, ale cały penis, który jest milutki i cieplutki.
Kochaliśmy się z mężem 2 godziny, szaleliśmy i śmialiśmy się. A nasze łoże małżeńskie płonęło miłością, radością i namiętnością. Mąż stwierdził, że jestem niewyżyta. Było cudownie. Miałam orgazm. Gdy poleciałam, to emocje wzięły górę. Zaczęłam płakać ze szczęścia. Łzy leciały ciurkiem, a na oczy nic nie widziałam. Twarz męża była zalana łzami, bo on akurat był na dole, a ja na górze. To naprawdę się stało! Mój pierwszy raz jest za mną, a kolejne współżycia przede mną. :)

Rzeczywistość jest taka oczywista, a tak trudno jest w nią uwierzyć. Łatwiej jest nam wierzyć w to, czego nie ma, co wmawiają nam inni, niż w to, co jest namacalne. Parę razy podczas stosunku sprawdzałam, czy penis jest w pochwie, bo nie potrafiłam uwierzyć w to, co się dzieje.
Przed moim pierwszym seksem oglądałam filmik, w którym człowiek wspina się po wysokich ścianach gór bez zabezpieczenia. Ćwicząc z marchewką czułam się podobnie  jak on - oboje walczyliśmy ze strachem. W czasie filmiku padły słowa „Wszystko rozegrało się w mojej głowie”. To też dało mi do myślenia. Jeśli tamten człowiek potrafił pokonać swój strach, to i ja będę potrafiła zmierzyć się z własnym lękiem.

Jeśli to, co stwierdził Hugh Macleod jest prawdą, czyli  „Każdy ma swój Mount Everest, dla którego zdobycia pojawił się na ziemi”, to ja już mój zdobyłam. :)

Dziękuję także mojemu wspaniałemu mężowi za to,  że we mnie wierzył, że mi pomagał, że mnie wspierał, że przygotowywał marchewki do ćwiczeń.  Dziękuję za to, że pokazał mi, że dla niego seks nie jest najważniejszy w związku. Dziękuję mu też za to, że jest ze mną na dobre i na złe.

Dziękuję również Sandrze, że przestała stać na drodze do swojego szczęścia. Dziękuję, że wierzyła w to, że osiągnie swój cel. Dziękuję, że  pomimo chwil zmęczenia szła dalej, do przodu i się nie poddawała. Dziękuję jej za to, że zaczęła być dla siebie przyjacielem.

Dziękuję Ci – Andrzeju - za to, że dzięki Tobie rozwija się we mnie coś pięknego.
„Więc jeśli piękno żyje w nas, to dajmy mu siłę i pozwólmy mu trwać.”

I jeszcze coś dla Ciebie… :*

:) Sandra (:

18.09.2015


152a.

   ... I przekonałam się jak wielką szczęściarą jestem, i teraz, kiedy minęło już troszkę czasu, nabrałam większego dystansu do sprawy, to mogę potwierdzić, pochwica to nie była kara, to była nagroda :)

   Szczęśliwa Natalia :) :) :)

14.09.2015


153.

DROGI ANDRZEJU
CHCIELIBYŚMY PODZIĘKOWAĆ ZA TO ŻE WIERZYŁEŚ OD POCZĄTKU W NAS, ŻE NAM SIĘ UDA. I DOBRZE POTRZEBNY BYŁ NAM KTOŚ STANOWCZY, KTO POKAZAŁ NAM WŁAŚCIWĄ DROGĘ. DZIĘKI TOBIE ZROZUMIELIŚMY NASZ ZWIĄZEK, JA ZROZUMIAŁAM MĘŻA, A ON MNIE. JA NIE WIERZYŁAM ŻE SIĘ UDA I TO TAK W KRÓTKIM CZASIE A TU PROSZĘ JEDNAK SIĘ UDAŁO. BYŁAM SCEPTYCZNIE NASTAWIONA DO TWOICH METOD, TYCH CODZIENNYCH ĆWICZEŃ. ALE Z DNIA NA DZIEŃ CORAZ BARDZIEJ PRZEKONYWAŁAM SIĘ, ŻE JEST TO REALNE I KTÓREGOŚ DNIA UDAŁO SIĘ. DZIĘKUJE ZA WYROZUMIAŁOŚĆ, WSPARCIE, POMOC, ODPOWIEDŹ NA KAŻDEGO MEILA, ZA TO ŻE WIERZYŁEŚ, I ŻE DZIĘKI TOBIE I JA UWIERZYŁAM W SIEBIE.  WIELKIE DZIĘKI.
E. i M.

15.08.2015


152.

   Andrzeju,

   I przyszedł czas i na mnie .....

   Czas zakończyć tą jakże dla mnie ciężką i trudną drogę, a właściwie nie, nie zakończyć tylko rozpocząć nowy, kolejny mam nadzieję dużo lepszy, a przede wszystkim bardziej świadomy etap w moim życiu.

   Nie powiem, że było łatwo, było cholernie ciężko, nie mało było łez, chwil zwątpienia, zawieszenia, kiedy byłam wściekła na wszystko i na wszystkich, także na Ciebie i na siebie, kiedy jak MY wszystkie pytałam "DLACZEGO WŁAŚNIE JA??"

   Ale teraz już wiem dlaczego, po to, by w końcu zacząć dostrzegać własną siebie, własne potrzeby i pragnienia, po to w końcu traktować siebie jak księżniczkę i po to, aby Natalia, tak moja osoba, stała się dla mnie najważniejsza, bo jeżeli ja będę szczęśliwa, to inne osoby z mojego otoczenia też.

   Pamiętam każdą chwilę, nasze pierwsze spotkanie, na którym ryczałam jak cholerka i nasze drugie spotkanie, na którym tylko się śmiałam. Nigdy wcześniej nie poznałam takiego człowieka jak Ty, czasami Cię uwielbiałam, czasami mnie strasznie wkurzałeś. Ale wiem jedno swój sukces zawdzięczam Tobie, wiem, że bez Ciebie nie udało by mi się. Minęło pól roku od kiedy napisałam pierwszego e-maila, i jakieś trzy miesiące, od kiedy rozpoczęłam terapię, ale tak naprawdę cel osiągnęłam po 2,5 miesiąca ćwiczeń, tylko na początku wydawało mi się to tak niedorzeczne i nieosiągalne, że nie mogłam w to uwierzyć, I żeby uwierzyć potrzebowałam, nie tak jak mi mówiłeś 3 czy 5 razy, tylko chyba z 15 ... Pamiętam jak w styczniową noc pisałam pierwszego e-maila do Ciebie, i na pewno zapamiętam tą wiadomość z podziękowaniami.

   Tak Andrzeju mój cel został osiągnięty, ale to wcale nie znaczy, że spocznę na laurach, cały czas CHCĘ nad sobą pracować, po to by kochać i być kochaną...

   Będę stawiać sobie nowe cele, do których będę dążyć, na pewno będą nimi, ciągłe budowanie własnej pewności siebie a także stworzenie naprawdę szczęśliwego związku, a nie upozorowanej na pokaz idealnej rodzinki, która cała sypie się od środka. Teraz doskonale rozumiem, jak dużą rolę w mojej przemianie odegrałeś nie tylko Ty, ale także mój facet, i to co powiedziała mi jedna z dziewczyn na zlocie, że jestem szczęściarą, bo mój facet jest idealny, do pokonania pochwicy. Nie, nie jest idealny, ale na pewno jest, jeżeli chodzi o podejście do seksu. To on i Ty nauczyliście mnie żyć i cieszyć się życiem i seksem.

   A jak wyglądało osiągnięcie celu, wszystko było jednym przypadkiem, udało się nie dlatego, że sobie to zaplanowałam tylko dlatego, że o tym nie myślałam ... Główny cel składał się z mniejszych celów pośrednich, takich małych kroczków, które coraz to bardziej przybliżały mnie do tego czego pragnęłam. "Mój prawdziwy pierwszy raz" nie był jakiś wielkim uniesieniem, był totalnym dziełem przypadku. Ale ja zadbałam o to, że tych niezwykłych uniesień w moim życiu było już kilka i były ekscytujące. Ale to udało się dzięki mojej coraz większej świadomości i odblokowaniu na seks nie tylko mojego ciała ale i mojego ducha, mojej mentalności. Seks przestał być dla mnie tematem tabu, potrafię o nim rozmawiać, korzystać z niego i cieszyć się nim. Nie każdy "raz" nadaję się na scenę z filmu, ale zdarzyły się takie, które śmiało można w nim umieścić :)

   Teraz staram się chwytać każdy dzień, brać życie takim jakim jest, nie przejmować się bzdurami. I mimo, że w moim życiu cały czas pojawiają się jakieś drobne problemy i niepowodzenia, to staram się ich nie roztrząsać i nie rozpamiętywać, tylko analizować i rozwiązywać.

   Nie jest łatwo i nie było, ale to co do tej pory osiągnęłam, uważam za swój osobisty sukces.

   Andrzeju z całego serca Ci dziękuję :)

   Uwielbiam Cię za to, że pozwoliłeś mi odnaleźć moje prawdziwe ja, którego teraz, będę się starała nie zatracić :)

   Natalia

4.08.2015


151.

Jeśli to czytasz i szukasz pomocy, to jesteś we właściwym miejscu! Zapewne zanim się odważysz napisać do Andrzeja, rozważysz wszelkie za i przeciw, zaczniesz myśleć, zastanawiać się, szukać dziury w całym, zamiast już ćwiczyć i szukać jej tam, gdzie nie możesz jej znaleźć :) A czas ucieka! Dziewczyny nie zwlekajcie. Ja też myślałam, że sama dam sobie radę, teraz wiem, że bez Andrzeja nie udałoby się.

To nie reklama. Jako osoba podejrzliwa i nieufna miałam wiele wątpliwości, odwiedzając tę stronę po raz pierwszy. Niepotrzebnie!!!

Trafiłam do Andrzeja, gdy problem zaczynał narastać, nie byłam załamana i sfrustrowana, jednak coraz bardziej odbijało się to na naszym związku, coraz bardziej chciałam, a nie udawało się kompletnie nic. Miałam dość!

Cholernie cieszę się, że spotkałam Andrzeja. Dla mnie liczy się efekt i skuteczność i za to jestem najbardziej wdzięczna.

Ku mojemu zaskoczeniu droga do celu była całkiem przyjemna i wcale nie taka długa, jak zakładałam :) Udało się po niespełna trzech miesiącach od spotkania.

Tylko nie myślcie, że ktoś odwali za was całą robotę. Nie ma takiej możliwości :)

Współpraca z tym człowiekiem ma mnóstwo innych pozytywnych efektów :)

A spotkanie z nim zapamiętacie do końca życia :)

Andrzej,

Dzięki za założenie forum, na którym znalazłam wiele przydatnych informacji i dzięki, któremu trafiłam pod właściwy adres,

poświęcony czas,

za to, że czułam się komfortowo i bezpiecznie,

uświadomienie wielu istotnych spraw,

wszystkie pozytywne skutki uboczne mojej współpracy z Tobą (trochę ich jest :) )

P.S. Najlepsze jest to, że zapomniałam o całym problemie, czuję się tak, jak gdyby nigdy go nie było :)

Iwona

31.07.2015


150.

Andrzeju,

Wiele, wiele miesięcy temu, czytając podziękowania pisane przez byłe pochwiczanki, zastanawiałam się czy ja kiedyś, też będę mogła usiąść i Ci podziękować za pomoc. Nadszedł ten dzień :)

Dziękuje Ci za pokazanie innej drogi, za inną perspektywę, za motywację i kopniaki.

Wiele zmieniło się przez 8 miesięcy terapii. Dzięki niej jestem odrobinę mądrzejsza. Miałam okres, w którym chciałam cofnąć czas, postąpić kiedyś inaczej, wstydziłam się "starej wersji mnie". Obwiniałam samą siebie o pochwicę, a przecież nie ma w tym mojej winy. Teraz wiem, że te wszystkie błędy, pomyłki doprowadziły mnie do tego miejsca, w którym obecnie się znajduję.

Żałuję, że życia musiałam się nauczyć z książek, a nie od rodziców. Nikt mi wcześniej nie pokazał jak ma wyglądać normalna rodzina. Dopiero powolutku to poznaje.

To był ciężki czas do przetrwania dla mnie i dla męża, ale teraz zaczyna się dla nas nowy rozdział, chociaż jeszcze baaardzo wiele pracy przed nami.

Żałuję, że nie spotkałam Cię Andrzeju wcześniej na swojej drodze. Najpierw powinnam spotkać Ciebie a potem męża :)

Dziękuję za wszystkie maile, stanowczość, za nieocenianie, cierpliwość, pochwały, pomoc, książki.

Jestem Ci wdzięczna za to, że mogłam Cię spotkać :)))

Agnieszka

23.07.2015


149.

(moje podziękowania, skromne, bo ja nie "cukruje" za dużo ;)

Drogi Andrzeju,

dziękuję za to, że pozwiliłeś mi otworzyć się na mojego cieplutkiego Ukochanego:)
Po pierwszym dniu ćwiczeń i kilku milimetrach palca stwierdziałam, że chyba będę pierwszym przypadkiem, który nie będzie pisał tych podziękowań. A tu niespodzianka dnia drugiego- pół palca i myśl że jednak będzie dobrze:)

Kilka miesięcy ćwiczeń z marchewką, codziennych mejli z Tobą, wsparcia M. i pewnego popołudnia udało się;) zamiast twardej i chłodnej marchewki czuje w sobie coś ciepłego i miłego a na dodatek jego właściciel szepcze czułe słówka;) no zdecydowanie lepsza opcja, która spisuje się idealnie cały czas;)

Drogie Kobietki nie ma na co czekać tylko pisać, do Andrzeja, bo on wie jak pomóc;)

M.

10.06.2015


148.

DROGI ANDRZEJU!!!!

DZIĘKUJĘ CI ZA:

-KAŻDEGO MAILA

-KOPNIAKA, KTÓRY DAŁ DO ZROZUMIENIA MNIE I MĘŻOWI

-MIŁĄ ATMOSFERĘ PODCZAS PIERWSZEGO SPOTKANIA I TWOJE POCZUCIE HUMORU:))))))))))))))))

-POCHWAŁY PRZY MAŁYCH NAWET SUKCESACH W ĆWICZENIACH Z PALUSZKAMI I WIBRATOREM

-SUPER KSIĄŻKI

-ĆWICZENIA PRZED LUSTREM

-ZA TO ŻE MOGĘ CHODZIĆ Z PODNIESIONĄ GŁOWĄ I NIE PRZEJMOWAĆ SIĘ INNYMI LUDZMI

-ZA TO ZE UŚMIECHAM SIĘ DO SIEBIE

-LEPSZĄ SIEBIE I MĘŻA:)))))))))))

- ZA TO ŻE UDAŁO SIĘ NAM PRZEŻYĆ NASZ PIERWSZY RAZ PO 3 MIESIĄCACH OD 1 SPOTKANIA

-ZA TO ŻE DZIĘKI TOBIE MOŻEMY MYŚLEĆ ŻE KIEDYŚ(ALBO JUŻ W NAJBLIŻSZEJ PRZYSZŁOŚCI)BĘDZIEMY PEŁNĄ RODZINĄ Z DZIDZIUSIEM:)))))))))))))))))))))

Dziewczyny, jeżeli Nam się udało po 10 latach:(((((( niepowodzeń, to Wam też się uda, trzeba tylko uwierzyć w siebie. Nam były potrzebne tylko 3 miesiące, oczywiście jeszcze ćwiczę swoją asertywność, ale i tak jest już super. Ale nie udałoby mi się to, gdyby nie TY SETMANKU!!!!!!!!!!!! dlatego zawsze będziemy Ci wdzięczni:)))))))))))))) Nie bójcie się pochwiczanki, tylko śmiało piszcie do Andrzeja:))))

Expochwiczanka

Pozdrowionka i całusy

P i A

27.05.2015


147.

SUPER SUPER SUPER

moje ciało szalało :)

nie mogłam opanować emocji :)

troszeczkę krzyczałam :)

chciałam więcej i więcej :)

niesamowite uczucie :)



DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ DZIĘKUJĘ

ZA LEKCJE

ZA WYCISK

ZA STANOWCZOŚĆ I CIERPLIWOŚĆ

ZA POMOC

ZA POKAZANIE WŁAŚIWEJ DROGI ŻYCIA I RZECZYWISTOŚCI

ZA POMOC W ODNALEZIENIU RADOŚCI ŻYCIA I SIEBIE SAMEJ

ZA TO ŻE JESTEŚ ANDRZEJU !!!!!

Anna W.

16.04.2015


146.

Drogi Setmanku :-))))))

Dziękuję Tobie oraz losowi za to, że spotkałam Ciebie na swojej drodze życia. Z tą „durną przypadłością” męczyłam się ok. 14 lat. Tak długo ryłam sobie beret, obwiniałam się strasznie, że to moja wina, że coś ze mną jest nie tak, ale co???? Pytałam ginekologa, próbowałam rozmawiać z mamą, ale sam wiesz jakie marne tego były skutki. Do tego obwinianie się, że nie tylko ja cierpię, ale przeze mnie osoba mi najbliższa, czyli mój mąż. A do tego to taki cudowny człowiek, bo tyle lat bez sexu wytrzymuje. Tak często myślałam już nawet o samobójstwie, bo innego rozwiązania nie widziałam, skoro nawet bliscy nie rozumieli problemu.

Pewnego dnia wertując internet, znalazłam coś na temat tej przypadłości i mi się cosik pokryło. Następnie znalazłam Ciebie i z wielką nadzieją napisałam e-maila. Ty pokazałeś mi zupełnie inny tok myślenia. Pokazałeś mi, że do tej pory żyłam stereotypami i schematami, takimi jak żyją moi rodzice. Dzięki książką Twoim i innych autorów zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na życie. To nie znaczy, że jestem teraz mega mądra i wszystko wiem. Nie, to znaczy że mam mega chęci żeby czytać i uczyć się jeszcze więcej.

Dzięki Tobie, odkryłam w sobie na nowo kobietę. Wyglądam pięknie i dobrze się ze sobą czuję. Nie wiem nawet czy nie przesadziłam z tymi ćwiczeniami, bo już któraś osoba z kolei mówi mi, że jestem narcyzem :-)))).

Dzięki Tobie najpierw odkryłam, gdzie tak naprawdę tkwi problem. Że ten problem nie tylko leży po mojej stronie, tak jak ja to sobie wbiłam do łba. Stopniowo, powoli kierowałeś moimi działaniami, w taki sposób, że przyczyna problemu po kilku miesiącach w końcu ujrzała światło dzienne. Przy okazji masa innych problemów z tym związanych wyszła na wierzch. To było szokujące odkrycie. Świat mi się zawalił. I to wszystko odkryliśmy w zaledwie kilka miesięcy, a ja żyłam w nieświadomości kilkanaście lat. Raczej wegetowałam, bo to życiem nie można nazwać.

Gdy już wiedzieliśmy o przyczynie problemu, musiałam się zmierzyć z kolejnymi moimi potworami - „zasadami moralnymi”. Teraz na te dwa słowa zupełnie inaczej patrzę. Musiałam zmienić zupełnie patrzenie na pewne rzeczy. Ale cel był tego wart. Osiągnęłam cel już przy pierwszym podejściu, co prawda to było po roku pisania i spotykania się z Andrzejem, no bo jakby innej możliwości nie widziałam. Cel osiągnęłam kilka dni temu. A co najśmieszniejsze w tym wszystkim, że teraz w ogóle nie rozumiem problemu. Poszło tak łatwo i tak gładko, że w życiu bym nie pomyślała. Więc czasami te „zasady moralne”, trzeba wsadzić sobie w dupę, bo to lepsze niż katowanie się przez wiele lat. Teraz wiem, że można, że warto było. Niczego nie żałuję. Najważniejsze jest to, że cel został osiągnięty i to poczucie że jestem zdrowa, że nie jestem nienormalna, że nie jestem odmieńcem.

Ale wiem jeszcze jedno, że to dopiero początek moich zmagań z życiem. Ale teraz jestem ciut mądrzejsza. Wiem, że tak jak można było tyle lat tkwić w problemie, który tak naprawdę żadnym poważnym problemem nie był i załatwiło się go stosunkowo szybko, licząc od prawdziwej próby jego rozwiązania, to dalej powinno być ciut łatwiej. Myślę, że pokazało mi to, że wielkość problemu tak naprawdę bierze się z naszej głowy, z naszego myślenia o nim.

Jeszcze raz Ci Setmanku dziękuję z całego serca, za to że jest taki mężczyzna jak Ty na tym świecie, który daje wiarę ludziom, który daje wiarę w to, że nawet ja mam szansę na szczęście.

Monika

17.02.2015


145.

Andrzeju!

a tu proszę takie podziękowania:

Kiedy Ciebie poznałam, nie wiedziałam, że to najlepsze co może mnie spotkać w życiu. Aż sama sobie zazdroszczę! :D I nie wierzyłam, że ja mam szczęście w życiu, dopóki Ciebie nie spotkałam. Nie widziałam tego co mam, nie dostrzegałam. Dzięki Tobie OTWORZYŁAM OCZY na życie.

Nie sądziłam również, że od napisania pierwszego maila do sytuacji o której Ci napisałam minęło tak mało czasu i efekty przyjdą tak szybko:) Mówię o marchewce:P Dziewczyny! Jedna marchewka, a tyle emocji i to są dobre emocje, zdrowe emocje, jakże oczyszczające! Tak mi potrzebne emocje! Ależ bym Cię dzisiaj przytuliła Andrzeju!!!:) I niech spłonę w piekle, jeśli to co robisz dla drugiego człowieka to nie najwspanialsza rzecz w życiu!!!! Podarowałeś mi WOLNOŚĆ, za którą tak tęskniłam,  wolność umysłu, którą tak cenię! Przywróciłeś mi wiarę w siebie, za którą też tak bardzo tęskniłam! Ile czasu błądziłam jak dziecko we mgle...

Życie troszeczkę mnie przytłaczało...nie żyłam tak naprawdę. Chyba, że tylko dla innych.. Według mnie szare, smutne, beznadziejne i jeszcze ta DOLEGLIWOŚĆ! I dlaczego do cholery JA i że to niesprawiedliwe?!

Próbowałam przemilczeć to, samo się jakoś rozwiąże, ale coś nie dawało spokojnie spać. I w końcu niby przypadkiem;) znalazłam Cię w internecie. Dziękujmy losowi, Bogu czy komuś tam jeszcze za internet i Andrzeja Setmana!

Największe wrażenie na mnie wywarły książki, które "otwierały" po kolei "zakurzone szufladki" w mojej głowie i po których ryczałam jak bóbr, szczególnie po "Tak...chcę kochać!" Moja ulubiona!

I najlepsze spotkanie z Tobą w cztery oczy!!! I te pranie mózgu, które robisz podczas rozmów czy szkoleń;) Miód na moje uszy:D

I teraz się nie martwię tyle, nie boję, nie przejmuję się sprawami, które są nieistotne wstaję i uśmiecham się do siebie z nadzieją codziennie!

Nie zdołam Ci się odwdzięczyć, bo podarowałeś mi zbyt wiele: wiarę w siebie i wolność umysłu!

Dziewczyny NIE KARMIĆ LĘKÓW! Jak ja mogłam to i Wy potraficie pokonać tę DOLEGLIWOŚĆ, a już na pewno jeśli napiszecie do Andrzeja!

Pisała szczęśliwa, wolna, 100% kobieta, bo tak się właśnie czuję:)

Wciskam START!

A

30.01.2015


144.

Andrzeju!

To co wydarzyło się przez ostatnie miesiące w moim życiu przeszło moje najśmielsze oczekiwania, nie da się z niczym tego porównać! :)

Jestem taka szczęśliwa!!!!

Wcześniej moje życie można opisać jednym słowem - beznadzieja - ciągłe udupianie siebie, morze łez, obwinianie siebie, że coś jest ze mną przecież nie tak, jestem bezwartościową istotą, wyrzucanie sobie, że jestem inna. Do czasu...

Na twoją stronę internetową trafiłam przypadkiem - hmmm nie przypadkiem - bo przecież nie ma przypadków, są tylko znaki prawda? i to w dniu kiedy miałam kolejnego TOTALNEGO DOŁA, kiedy byłam całkowicie załamana i zmęczona swoją "ciężką sytuacją". Czytając kolejne podziękowania dla Ciebie od ex pochwiczanek ryczałam jak bóbr - prawie już nic nie widząc przez spuchnięte oczy odczytałam jeszcze twojego maila i od razu napisałam. Odpowiedziałeś natychmiast. Każdy twój mail dziwnie mnie uspokajał. Byłeś w nich taki pewny siebie, że zaczęłam z czasem coraz bardziej wierzyć, że "może nie jest tak źle jeszcze". Byłeś przekonany, że osiągnę cel, wiedziałeś to od początku, ale do niczego nie zmuszałeś. Nie bagatelizowałeś tego co pisałam, nie wyśmiewałeś - no może poza "genialne".

Później spotkanie z Tobą to było dla mnie dopiero przeżycie!. Do dziś wspominam - teraz już z uśmiechem na ustach - moje zachowanie, potakiwanie co chwilą głową i tony chusteczek, które co chwila mi podawałeś. 12 sierpnia 2014r. nie zapomnę nigdy, kiedy to zrobiłeś mi totalne "pranie mózgu". Nie było to dla mnie łatwe spotkanie, chociaż później byłam jakoś dziwnie spokojna..... ;)

Z początku miałam wielki dystans do twoich zadań, prawdę mówiąc nie wierzyłam, że to coś zmieni, ale zaufałam Ci i zaczęłam ćwiczyć tak jak kazałeś. To jest wręcz nieprawdopodobne i do teraz zastanawiam się jak to się stało. Tak szybko? Dalej nadeszła "era marchewkowa", która kompletnie wywróciła mój świat do góry nogami - przecież jak to tak z marchewką? :)))) To było dopiero zadanie!!! Fakt wymagało cierpliwości, dokładności i przede wszystkim sumiennego - codziennego wykonywania. Te kilogramy oskrobanych marchewek róóóżżżżnych grubości śniły mi się po nocach....... ale było warto! Teraz mogę to szczerze powiedzieć - cholera było warto!!!!!!!!

Z tygodnia na tydzień "pomarańczowe zadania" przychodziły coraz łatwiej, znikał strach przed współżyciem, chociaż światełko niepewności jeszcze się tliło, ale starałam się nie dopuszczać do siebie myśli o niepowodzeniu.

Gdy w którymś z tysiąca maili zapytałeś mnie, czy powoli piszę Ci już podziękowania - to aż podskoczyłam z radości! po raz pierwszy w życiu naprawdę poczułam, że mi się uda! Strach zniknął!!! No i udało się! 21 grudnia 2014r. - najwspanialsza data w moim życiu chyba :))))) Może za dużo żeby nazwać to jeszcze jakimś dzikim uniesieniem, ale było całkiem fajnie. Kompletnie bezboleśnie, a jak mięciutko!!!!!!!! :))))))))))))))))) Kilka pozycji jednego wieczoru to był istny rekord świata! wspaniałe uczucie i tysiące myśli na sekundę - "jakie to proste, jakie to proste.... "

Andrzeju stało się tak jak przewidywałeś i to w 4 miesiące i 9 dni od naszego pierwszego spotkania! To po prostu niewiarygodne :) Dziękuję Ci za to, że wierzyłeś we mnie, za pewność siebie i ogromne poczucie humoru, za maile, które zawsze czytałam z bijącym sercem, za cierpliwość. Jesteś naprawdę cudownym człowiekiem. Dzięki Tobie zdjęłam maskę i jestem szczęśliwą kobietą. Uświadomiłeś mi, że moim problemem nie była pochwica - jak myślałam do tej pory, ale absolutny brak pewności siebie. Jesteś WIELKI!!!

Dziewczyny! To nie jest choroba! Pochwica to przypadłość, której można całkowicie się pozbyć!. Jestem tego najlepszym dowodem, bo nie było chyba na świecie większej panikary niż ja!! :) Nie bójcie się, napiszcie do Andrzeja a jestem pewna, że za jakiś czas i wy napiszecie swoje podziękowania. Życie jest zbyt piękne, żeby tracić czas na zmartwienia - tym bardziej na pochwicę!

Niepłacząca już, uśmiechnięta, szczęśliwa, 100% pewna siebie kobieta:

Ania :)

6.01.2015


143.

UDAŁO SIĘ!!!!!!!!!!!!!!! Trudno nam w to jeszcze uwierzyć. Pewnego wieczoru szukałam w internecie co mi jest i wtedy trafiłam na twoją stronę. Czytając podziękowania dla Ciebie siedziałam i płakałam, byłam przekonana, że wszystkim pomożesz, ale mnie się nie uda, zazdrościłam tym wszystkim dziewczynom, które Ci dziękowały. Teraz też łza się kręci w oku, ale już z innego powodu, jestem szczęśliwa, bo mogę kochać się z mężem, a to wszystko dzięki Tobie . Setman dziękuję za czas mi poświęcony, za odpowiedź na każdego e-maila, za dwa spotkania, za listę lektur, za Twoje książki.......
Podziękowania należą się też mojemu wspaniałemu mężowi, który był przy mnie, wspierał, czekał cierpliwie i za to, że nadał mnie kocha.

Kasia K

13.12.2014


142.

Wiesz, kiedy pierwszy raz postanowiłam do Ciebie napisać byłam przekonana, że jest ze mną coś nie tak. Nie potrafiłam tego dokładnie określić, nie miałam pojęcia, że to pochwica. Wiedziałam tylko, że od dzieciaka byłam straszną panikarą (taką co wolała wykrwawić się na śmierć niż jechać na szycie). Zaczęłam dojrzewać, z chłopakami wszystko układało się fajnie. Nigdy nie byłam ani skryta, ani wstydliwa, ani zakompleksiona. Jaki mam stosunek do wiary i Boga wiesz. Raczej nie planowałam zachować wianka do ślubu. Z rodzicami miałam zawsze bardzo luźny i fajny kontakt. Do niczego mnie nie zmuszali i pozwalali na wiele. Nikt nigdy nie zrobił mi najmniejszej krzywdy. Wiedząc to wszystko nie mogłam dojść, co jest ze mną nie tak, że w tej jednej jedynej sferze mojego życia nie może być normalnie. Lata leciały, a ja żyłam w cieniu tego co we mnie siedzi, czego nie potrafiłam nazwać ani oswoić ale wiedząc, że kiedyś przyjdzie dzień, że zacznie mnie to uwierać tak mocno, że nie będzie do zniesienia ani chwili dłużej. Mój były nie był złym człowiekiem, z perspektywy czasu mam nawet wrażenie, że miał do mnie anielską cierpliwość. Z Twoich lektur dowiedziałam się, że to ja obudziłam w nim „demona zniszczenia” i choć nie był mi dłużny, mam nadzieję go kiedyś spotkać i szczerze przeprosić. Teraz patrzę na to jak na zmarnowany czas. Wariowałam, biegałam na oślep i co tydzień paliłam za sobą mosty. Jak się wtedy czułam? To jeszcze nie był etap, że gorsza. Miałam dwadzieścia - dwadzieścia kilka lat. Wiedziałam, że wszystko może się jakoś ułożyć. Że może dorosnę, dojrzeję, że przestanę być panikarą, bo właśnie w byciu panikarą upatrywałam źródła mojego dłużącego się dziewictwa. Potem stwierdziłam, że to może po prostu nie on. Że tak się dobraliśmy, że ja się boję a on nie potrafi. Kiedy już wylaliśmy na siebie tyle wyrzutów i pogardy, że nie mogliśmy na siebie patrzeć wyprowadziłam się na drugi koniec Polski „by zacząć na nowo”. Szybko poznałam bardzo fajnego gościa (który za chwilę będzie moim mężem :D) i okazało się, że choć leciałam na niego jak na nikogo wcześniej (i mam nadzieję później) seksu jak nie było, tak nie ma, a wianek nadal zuchwale dynda mi nad głową. Wtedy zaczęłam się martwić. To już nie było tylko „Szkoda, że ja nie. No trudno, mam jeszcze czas”. Ja czułam, że codziennie przepada coś czego już nie odzyskam, i że któregoś dnia poczucie tego połączone z moją manią podpalania wszystkiego wokół siebie (no bo przecież jak się nie da czegoś naprawić, to trzeba zniszczyć, żeby nie koliło w oczy – kretynka) zniszczy coś naprawdę dobrego między mną, a drugim człowiekiem. Coś czego nie spotyka się codziennie w tramwaju. Zmieniłam w sobie dużo rzeczy, żeby przestać robić przykrości temu, komu przykrości nigdy nie chciałam robić (tak wiem, że niby przypadkiem pakowałam się w środku nocy mówiąc, że się pomyliłam). No widzisz. Robiłam takie rzeczy. Bo awantura była (dzięki mojemu byłemu) jedyną znaną mi drogą na „rozwiązanie” problemu (o ironio, leżącego we mnie :D). Więc systematycznie, krok po kroku zmieniałam swoją mocno niestabilną naturę. Jak w piosence „tu muszę naderwać, tam muszę zszyć, byś mógł we mnie odtąd żyć”. Zajęło to chwilę, bo dobry rok, ale się udało. Warto było, bo jak dowiedziałam się z jednej z podesłanych przez Ciebie lektur, ten akurat typ mężczyzny, z którym jestem, nic tak nie odrzuca i nie przeraża jak kobieta niestabilna emocjonalnie. Musiał bardzo kochać tą jaśniejszą stronę skoro nie uciekł ;) Powoli zbliżamy się do końca. Po pozbyciu się kilku drobnych demonów panoszących się w mojej, bądź co bądź bardzo pogodnej i wdzięcznej osobie, pozostał jeden, ten największy. No i najgorszy, bo nie znany. Intuicyjnie wyczuwałam, że to siedzi w mojej głowie, że to rodzaj jakiejś hipochondrii. Wmówiłam sobie, że się nie da, no to moje ciało na każdym kroku udowadniało mi, że mam racje żebym nie zwariowała. I doszłam do momentu (o zgrozo), że czułam się autentycznie gorsza. Ja. Ta która zawsze była trochę egoistką (bo komu ma być dobrze jak nie mnie), ta która nie miała żadnych kompleksów, która nigdy nie była sama, bo zawsze kręcił się wokół jeden lub dwóch „dyżurnych kawalerów” czułam się gorsza. I to dlaczego? Bo nie potrafię zapanować nad własnym ciałem, ogarnąć się i zacisnąć zębów. Nikt kto czegoś takiego w sobie nie nosił, tego nie zrozumie.  To najfatalniejsze położenie w jakim (moim zdaniem) może znaleźć się wolny człowiek (ok, może po za byciem „warzywem”z pełną świadomością tego, że się nim jest, to musi być gorsze). Ale moje położenie kilka miesięcy temu wydawało mi się beznadziejne. Myślałam sobie nawet czasem po cichu, że nie będę już męczyć tego biednego chłopaka. Młody, przystojny, szybko zapomni. O! i to był moment krytyczny. Teraz mogę już o tym pisać otwarcie, więc napiszę. Nie dość, że gorsza, zniewolona, to jeszcze przez to zależna. Po pozbyciu się drobnych demonów, sprawców awantur i małych grzeszków nie miałam już za czym się chować, odsłoniłam totalnie i na własne życzenie wszystkie swoje słabości i z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że to był najgorszy czas z pochwicą w moim życiu. Wiedziałam, że jeśli szybko czegoś nie zrobię, to się zamęczę. Sama siebie.

No i dobry los, Bóg, wszechświat wsunął w moje dłonie jakieś babskie czasopismo, a w nim artykuł na pół strony o pochwicy. Czytam i myślę, że opis pasuje. Internet załatwił resztę, a na Twoją stronę natrafiłam po kilku minutach. Napisałam z marszu. Nie kłamałeś – odpisałeś na każdego maila z pytaniem :) I tak to się zaczęło.

Za co dziękuję? Po kolei :)

Za to, że zwróciłeś mi wolność. Nie spodziewałam się, że to będzie dla mnie wartość najcenniejsza, będąca nieco skutkiem ubocznym osiągnięcia celu, ale tak jest. Czuję się wolnym człowiekiem. Dziękuję.

Za to, że (mam nieodparte wrażenie) rozszyfrowałeś mnie na samym początku. Nie wiem czy to dlatego, że wszystkie jesteśmy takie same czy dlatego, że takie różne i wyjątkowe, ale znasz nas wszystkie ;)

Za to, że kiedy nazbyt rozhuśtałam się w wynajdywaniu sobie innych zmartwień niż pochwica, potrafiłeś odciąć gałąź. Pewnie nawet nie wiesz, że tak było, a było i to kilka razy.

Za to, że uświadomiłeś mi że „duży, ale umiarkowany entuzjazm” to, to samo co „staram się cieszyć tym co mam, tak jak potrafię” :D

Za każdego maila i za każdą odpowiedź na najgłupsze nawet pytanie.

Za te wszystkie mądre rzeczy, które mi napisałeś, a które nie sposób tu wyliczyć.

Za książki, najbardziej za te magiczne :D

Za poczucie humoru, dzięki któremu nawet przez chwile nie czujesz się jak dziwadło, które próbuje zmieścić w sobie marchewkę.

Za wszystkie rzeczy, których sama się o sobie dowiedziałam, a pewnie nigdy nie miałabym okazji. Tyle się codziennie dzieje i całkiem niechcący to przegapiamy. Świętokradztwo :) Tyle bezcennych dla mnie rzeczy miałam okazję dzięki Tobie spisać (choćby te podziękowania). Dziękuję.

Za to, że to dopiero początek :) Nie mam pojęcia, jak to się wszystko potoczy, jak będzie, co będzie. I jakoś mnie to nie obchodzi. To też jest wartość. Zawsze próbowałam coś zaplanować, przewidzieć a okazywało się, że to odbiera radość z tego co tu i teraz. Muszę to tylko wbić do łba, temu z którym dzielę, łożę bo on bez planów to jak bez ręki. No ale teraz mam dużo czasu, żeby go nauczyć tego co trzeba czyli „beznadziejnej radości” ;)

Tego życzę i Tobie (wiem, że masz, życzę Ci „na zapas”) i Wam dziewczyny (i chłopaki, jeśli jesteście tak zdeterminowani, by wziąć sprawy w swoje ręce i szukać pogromcy pochwicy). Głowa do góry. Jeśli trafiliście tutaj, to już tylko do przodu. Gwarantuję :D

Andrzejku, jeszcze na koniec laurka dla Ciebie. Znalazłam ostatnio przez przypadek i nie wiedząc czemu ;) od razu pomyślałam o Tobie.

"I tak oto uroczyście znajdujemy jedyną słuszną odpowiedź na pytanie, co czyni osobnika płci męskiej prawdziwym mężczyzną. Nie jest to broda. Ani traktor. Ani stado owiec. Męskość nie tkwi w tym, jak mężczyzna wygląda, skąd pochodzi, ani jaki zawód wykonuje. To raczej pewien sposób myślenia o sobie i świecie, który oznacza troskę o to, co się oswaja. I solidną dbałość o to, co się uprawia, zwłaszcza jeśli to miłość. Bo ta wymaga najwięcej pracy i potu."

Ściskam ogrodniku, który oswoił TĄ, przez którą wszystkie do Ciebie trafiamy.

Pozdrawiam serdecznie :)

Olga

9.12.2014


141.

Wstęp do mojego szczęścia”.

Andrzeju....

jesteś jak gwiazdka z nieba... chodź brzmi to dziecinnie, to jest prawdziwe... "spadasz', a raczej pojawiasz się w życiu i wszystko przewracasz... Dajesz do myślenia i zmuszasz do niego w pozytywnym tego słowa znaczeniu....

Bardzo dziękuję Ci za wszystkie rady, dobre słowa, czułe gesty, które "widać' w tym co piszesz, za to jak potrafisz pięknie pokazać słowami proste rzeczy.

"Tylko idiota woli materiał od kobiecej skóry" tak napisałes mi na poczatku i ciągle to pamiętam :) Jestem dopiero na początku swojej drogi do szczęścia i sukcesu.... Pokonałam dopiero etap marchewki....dopiero albo już....ciągle musze się siebie uczyc i przestawiać sobie w głowie myślenie...to walka z samym sobą i swoimi przekonaniami... Uświadamianie sobie - "nie to nie boli', "ooo weszło bez bólu, bez problemu".

Bardzo dziekuję Ci, że odpisujesz na każdego maila,głupiego, bzdurnego, krótkiego, ale odpisujesz i tym samym pokazujesz, że nie masz mnie gdzieś....

Dziękuję za wszystko, co osiągnełam do tej pory dzięki Tobie :) :* Wiem, że jeszcze długa droga przede mna, ale z Tobą napewno się uda :)

Moje podziękowania mogę podzielić na części... Dziś piszę I część: „Wstęp do mojego szczęścia”.

Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a Ty jestes tą gwiazdką, która spadła mi z nieba, aby mi pomóc... Wierzę, że wkrótce powrócę tu z II częścią podziękowań: „PEŁNY SUKCES”...

Karolina

3.11.2014


131a.


I oto minął rok. Bardzo dobry rok oczywiście! W którym wiele się działo i wiele było okazji żeby Ci dziękować za to nasze nowe życie! Są jednak szczególne chwile i szczególne okazje do dziękowania i właśnie taka nastąpiła, gdy ostatnio na teście ukazały nam się dwie kreski! To właśnie dzięki Tobie stało się możliwe nie tylko fizycznie (i na dodatek przyjemnie i bezproblemowo;) ale i mentalnie! Bo my przecież ciągle nie czuliśmy się na to gotowi, ale jak się pojedzie na Zlot i zobaczy tych wszystkich fantastycznych ludzi - fantastycznych partnerów, rodziców - to już się wie, że już czas na prawdziwe rozmnażanie, a nie tylko pomnażanie "prawd Setmana" słowem i czynem :) Właśnie to jest w tym wszystkim najfajniejsze - ta chęć podejmowania wyzwań i cieszenia się z tego, że jak chcemy, to możemy!

OGROMNIE DZIĘKUJEMY! Szczęśliwe życie trwa!

E. & M.

Krótko, ale na temat ;) Pozdrowionka! I jeszcze tydzień do USG, którego nie mogę się doczekać :)

13.10.2014


140.


Trochę czekałeś na podziękowania - wiem. Sama jednak musiałam je przemyśleć i poukładać w głowie :)

To nie przypadek, że trafiłam na Ciebie w internecie, to nie przypadek, że w końcu się zdecydowałam napisać i prosić o pomoc.
Otrzymałam wiele wskazówek i kremu na przyszłość, którym będę pielęgnować siebie ! :)
Wreszcie czuję się kobieca, dbam bardziej o siebie, jestem pewniejsza siebie, a przede wszystkim zaakceptowałam przeszłość i wiem w końcu to wiem, że nie warto cofać się, a czerpać przyjemność z TERAZ.

Zastąpiłeś mi Ojca, który daje dobre wskazówki na przyszłość, przyjaciela który mnie wysłucha i da przy okazji dobre rady. Dałeś mi wszystko to, co potrzebne jest, aby żyć pełną piersią i cieszyć się życiem !!!
Codziennie je powtarzam i wprowadzam w moją główkę :)

Dziękuję Ci z całego serca za wszystko!!!!!!

Dziękuję - za to, że pokazałeś mi, że "Jestem warta do cholery tego, aby być w końcu szczęśliwa!!!"
Dziękuję - za to, że uwierzyłam, że jestem super laską.
Dziękuję - za to, że pokazałeś mi jak być księżniczką, a M. Księciem.
Dziękuję - za każdego meila.
Dziękuję - za to, że pomogłeś mi się uporać z przeszłością.

Tak! Wreszcie to powiem ! Jestem EX POCHWICZKĄ !!
Pochwica to dar.

Dziękuję ;*

KLAUDIA

27.08.2014


139.

Kochany Andrzeju,

Tak, to są podziękowania na Twoją stronę:) Wiem, długo na nie czekałeś, ja również. Ale to nie ma znaczenia jak długo, najważniejsze jest to, że osiągnęłam swój cel – JESTEM SZCZĘŚLIWA!!! :) :) :)

Wreszcie przyznałam się do tego sama przed sobą. Kilka dni temu wzięłam nasz kontrakt i ucieszyłam się, bo osiągnęłam wszystko co chciałam i co jest zapisane w kontrakcie :)

Czuję się dojrzałą kobietą, świadomą swojej kobiecości oraz kieruję swoim życiem i jest mi z tym dobrze :) :) :) Lubię to!!! Czerpię z życia przyjemność i cieszę się nim :)

Andrzeju, osiągnęłam swój cel dzięki Tobie. To jest niesamowite, że los postawił Ciebie na mojej drodze. Zaopiekowałeś się mną wtedy, gdy tego potrzebowałam. Przeprowadziłeś mnie przez najtrudniejsze chwile mojego życia. Dziękuję Ci za to, że zawsze byłeś i jesteś, za wszystkie rozmowy, za wiarę we mnie, za Twoją dobroć i ciepło, za to, że nie uciekłeś, kiedy byłam w kompletnej rozsypce, tylko przygarnąłeś i pomogłeś (właśnie się rozryczałam ze wzruszenia i szczęścia :)

JESTEŚ WIELKIM CZŁOWIEKIEM!!!

UWIELBIAM CIĘ!!!

Dałeś mi narzędzia do działania, wskazałeś kierunek, mówiłeś co jest w życiu ważne, co zrobić, aby odnaleźć siebie i żyć w zgodzie ze sobą. Dzięki temu poznałam i dalej poznaję siebie, ufam sobie i polubiłam siebie :)

Nawet nie sądziłam, że życie może być takie przyjemne :) Chcę iść dalej z uśmiechem na twarzy :)

DZIĘKUJĘ CI ZA TO, ŻE JESTEŚ!!!

JESTEŚ I NA ZAWSZE BĘDZIESZ W MOIM SERCU!!! Nawet sobie nie myśl, że może być inaczej, nic z tego :)

Jeszcze raz DZIĘKUJĘ za wszystko co dla mnie zrobiłeś :*

Magdalena :)

1.08.2014


138.

Witaj Andrzeju!

Tak mogą być tak podpisane podziękowania :)

Gdyby nie było przerw to już dawno byłoby po wszystkim wciągu paru tygodni. Jak wiesz miałam tą nadżerkę i bałam się ćwiczyć. Chciałam to wyleczyć porządnie. I w sumie nie ma się, co ze sobą cackać. Co do sexu myślenie trzeba zmienić, nie być wrażliwą i wstydliwą istotką, i tak ten pierwszy raz nastąpi, wcześniej czy później. Trzeba wiedzieć, że tego się chce i stosować ćwiczenia. Ja ćwiczyłam w grudniu, ale jak poszłam do pracy to stresy miałam, czy poradzę sobie czy przedłużą umowę i przestałam ćwiczyć... Zdecydowany partner też jest potrzebny, ale i otwarty umysł na sex :) "Bąź damą - myśl jak facet" ;)

Po smsie czy się spotkamy na pieszczotki? Stwierdziłam, że potrzebne mi jest dobre rżnięcie ;p

A Łukaszowi napisałam, że chciałabym się z nim kochać, ale jak zacznę ćwiczenia. No i stało się... dałam radę :D

Parę razy próbował też kiedyś, ale była blokada :(

Mam nadzięję, że już jestem tą expochwiczanką i mam otwarty umysł na sex, kobiecość itd.

Dziękuję jeszcze raz Andrzeju! Buziaczki i dobranoc! :* :* :* :* :* :* SUUUUPEEEEER!!!!!!!!!!!

MONIKA

29.05.2014


137.

Drogi Andrzeju,

Dziękuję Ci za to, że uświadomiłeś mi, że jestem dla siebie najważniejszą osobą i za to, jak dobrze się sama ze sobą czuję.

Dziękuję Ci za to, że nie czuję się już winna ani gorsza od innych.

Dziękuję Ci za to, że korzystam z WŁASNEGO sumienia i sama oceniam, co jest dla mnie dobre, a co nie.

Dziękuję Ci za to, że po zmianie poglądów odnalazłam źródło siły w sobie samej.

Dziękuję Ci za to, że rozmawiasz ze mną na tematy, na które nikt ze mną wcześniej nie rozmawiał.

Dziękuję Ci za to, że namówiłeś mnie, abym przyjechała na zlot w 2012 roku, bo dzięki niemu zrozumiałam, że nie jestem: sama, dziwna, jedyna z takim problemem. Poznałam też wiele wspaniałych osób, które bardzo mi pomogły, które mnie wspierały. To dodało mi sił.

Dziękuję Ci za wszystkie ciekawe wykłady i ćwiczenia.

Dziękuję Ci za książki, które piszesz, które olśniewają, zaskakują, uczą.(Chciałam kiedyś zaginać rogi stron, na których znalazłam cenną radę – aby potem łatwiej je odnaleźć – i po kilkunastu stronach zorientowałam się, że do tej pory zagięłam róg każdej z nich, dlatego przestałam. Ale to dobrze, zachowają się w lepszym stanie ;)

Dziękuję Ci za to, że JESTEŚ i za to, że JESTEŚ MENTOREM.

Dziękuję Ci za czas, jaki spędziliśmy razem i za ten, który poświęciłeś na czytanie moich listów i odpisywanie na nie.

Dziękuję Ci za kapustę włoską z masełkiem :)

Dziękuję Ci za przytulanie.

Dziękuję Ci za cierpliwość. Anielską.

Dziękuję Ci za to, że „niemożliwe” stało się możliwe.

Dziękuję Ci za seks. Z moim Mężem. MÓJ! ;)

Dziękuję Ci za mojego Męża, za jego uśmiech i za wszystkie piękne, wspaniałe, fascynujące i ekscytujące chwile, które przeżyliśmy i które jeszcze przeżyjemy, za każdy wspólny dzień i noc, których pewnie by już nie było, gdyby nie Ty.

Dziękuję Ci za moje odzyskane życie.

M.

Spała, 24 V 2014


136.

Po 3 miesiącach terapii udało się! 28 lutego stałam się ex-pochwiczanką. Co prawda inaczej to sobie wyobrażałam.. dziki seks w przeróżnych pozycjach, rozwiązanie wszystkich problemów (bo na coś trzeba było zrzucić winę za swoje niepowodzenia :) ). Rzeczywistość okazała się inna.

Mąż - na co dzień fajny z niego facet. Nie pije, nie bije, nawet w czoło czule pocałuje, nawet zrobi to o co się go poprosi bez marudzenia. Ale nadal ma tendencje do "bezmyślności" . Sam nie wpadnie na to, że można by tak żonie podarować kwiatka bez okazji, że można by tak ją porwać w jakieś fajne miejsce, że nawet po kilku latach można czymś zaskoczyć. To przykre, że trzeba go instruować jak obchodzić się z kobietą. To przykre, że nawet nie pogratulował kiedy się udało, a w dodatku zaczął zachowywać się jak gej i nie tknął mnie chyba ze 3 tygodnie jakbym została grzechem skalana, a nie rozdziewiczona przez własnego męża :)) Za nami wiele łez, niepotrzebnych kłótni.. przed nami długa droga. Jeszcze nie raz pewnie zapłaczę, ale teraz wiem, że nie poddam się, że warto walczyć. Mnie udało się pokonać pochwicę to i mężowi uda się pokonać "bezmyślność" , bo w głębi serca dobry z niego facet :)) trzeba go tylko sprowadzić na właściwy tor.. tylko albo aż ;) to się jeszcze okaże

Ty - dałeś wiele cennych rad. Odpisałeś na setki maili. Odpowiedziałeś na mnóstwo nurtujących pytań. Przedstawiłeś masę prostych rozwiązań. Dziękowałam i wyklinałam na zmianę, no bo jak to ja nie mam racji?! Przecież ja taka biedna, pokrzywdzona. Teraz wiem, że było warto wylać trochę łez, "pogadać" szczerze z samą sobą. Staram się wprowadzać Twoje cenne rady do swojego życia, czasami z lepszym czasami z marnym skutkiem. Teraz wiem, że nie warto cackać się ze sobą. Ten kto chce, szuka sposobu. Ten, kto nie chce, szuka powodu. Uświadomiłeś mi jak wiele chorych przekonań tkwiło w mojej głowie. Uświadomiłeś jak pozwalałam się wykorzystywać przez bliskie mi osoby. Nauczyłeś zdrowego egoizmu. Dałeś wiarę w lepsze jutro :)

Czasami osiągając jakiś cel, tracimy coś innego. Myślałam, że pochwica odmieni całe moje życie na lepsze. Teraz kiedy ją pokonałam to wiem, że ona nie jest przyczyną wszystkich niepowodzeń. Powiedziałabym nawet, że ma też swoje plusy. Zwiedziliśmy stolicę mimo, że kiedyś wiecznie wmawialiśmy sobie, że nie stać nas na to. Odkryliśmy, że chcieć to znaczy móc.. że zamiast narzekać należy coś robić, a użalanie się nad sobą to jak własnoręczne kopanie dołka pod własnymi nogami. Trzeba jeszcze popracować nad wieloma aspektami ale wiem, że damy radę :)

Setmanku - jesteś najmądrzejszym facetem, którego poznałam!

Banalne ale DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO :-*

Podpisz tylko literką

W

To pierwsza litera mojego drugiego imienia :) prawdziwego podawać nie chcę. Wychodzę z założenia że przezorny zawsze ubezpieczony i po W nikt mnie nigdy nie rozpozna :)

15.05.2014


135.

Andrzej,

Dziękuję za:

- możliwość stania się niedawno pełnowartościową kobietą :))))))))))))))))))))))))))))))))

- odpisywanie natychmiastowo na emaile,

- milion rozmów: w realu, przez Skypa, telefonicznych, e-mailowych,

- marchewki, ogórki, wibrator,

- bezcenne lektury,

- wszystkie Twe książki – lepsze nie istnieją,

- odwalenie roboty za moich rodziców - nasza współpraca trwała (tylko?) kilka lat, ale naprawiłeś to, co oni spieprzyli,

- poukładanie mi w głowie – zmianę chorych poglądów na zdrowe,

- wiarę we mnie,

- ciągłą i ustawiczną chęć pomocy,

- odstawienie pochwicy na bok, by początkowo uporać się z moim chorym mózgiem, poglądami na ludzi, a w szczególności na relacje damsko-męskie - niby zgłosiłam się do Ciebie z pochwicą, ale był to 1% moich problemów,

- pobyt w C., możliwość rozmowy z K., noclegi u Ciebie i troskę,

- zloty - Twoje wykłady tam i sposobność poznania tylu wspaniałych ludzi,

- cierpliwość, gdy tylko „odbijałam piłeczkę”, bo „przecież ja wiem lepiej” :),

- spokojny sen i uratowanie mnie po zawodzie (nie)miłosnym,

- wyjaśnienie, czym jest miłość i za radość z tego, że tak naprawdę jej jeszcze nie doświadczyłam :))),

- że się nie cackałeś ze mną, za terapię wstrząsową – tylko taka zadziałała,

- taką moją przemianę, że mogę cieszyć się z obcowania z cudownymi ludźmi (wcześniej byłoby to niemożliwe),

- nauczenie mnie, że uśmiech to połowa pocałunku – jakżeż to działa!!!

- możliwość odwdzięczenia się choć w mikroskopijnym stopniu,

- to, że jesteś ***

Chcę Cię na zawsze w moim życiu, nie wyobrażam sobie inaczej. Proszę, nie kasuj mego pliku wraz z Bożym Narodzeniem. Jestem Twoją Rodziną – tak czuję, choć nie wiążą nas więzy krwi. Jesteś dla mnie jednym z najważniejszych ludzi.

B.D. (E.)

27.10.2013


134.

Kochany Andrzeju!
Kiedy po sześciu latach "walki" z pochwicą pierwszy raz weszłam na Twoją stronę, to nie chciałam uwierzyć w nic co tam przeczytałam... Dojrzewałam kolejny rok zanim zajrzałam na nią ponownie... Kiedy zaczęłam wtedy czytać podziękowania, rycząc jak bóbr, to nie sądziłam, że ja też będę kiedyś tą szczęściarą, która będzie mogła nazwać się ex-pochwiczanką i je napisać :) A jednak tak się stało :)

Andrzeju, dziękuję Ci za to, że już podczas naszej pierwszej rozmowy zasiałeś we mnie ziarnko nadziei, że dzięki Tobie zobaczyłam światełko w tunelu i co najważniejsze - zaczęłam za nim podążać... I opłacało się :)

Dziękuję za spotkanie w kuchni, za Twoją życzliwość, ciepło ale też za to, że potrafisz dać kopniaka, który napędza do myślenia!

Dziękuję za Twoją cierpliwość, za to, że potrafiłeś przemówić do rozsądku Kaśce, która "zawsze ma rację" :)

Dziękuję za to, że zawsze potrafiłeś postawić mnie do pionu, czasem w dość kontrowersyjny sposób - ale jakże skuteczny!

Dziękuję za Twoje "genialne", którego nie zapomnę do końca życia :)

Dziękuję za wszystkie e-maile, za książki, które robią niezłe pranie mózgu :)

Dziękuję za to, że potrafię się uśmiechać i doceniać to co mam :)

Dziękuję za Twoje poczucie humoru, które sprawia, że od samego początku czułam się tak swobodnie :)

Dziękuję za przytulenie, takie ojcowskie, którego zawsze mi brakowało i za to, że mogłam ryczeć do woli...

I choć wiem, że dużo pracy jeszcze przede mną, pracy nad tym żeby wzmocnić poczucie własnej wartości, pracy nad zmianą niezdrowych przekonań, to już teraz dziękuję za ten wielki krok, który z Twoją pomocą wykonałam :) Chcę pracować nad sobą, nad swoim związkiem, żeby tego żaru, który jest między mną i moim wspaniałym, wyrozumiałym facetem nigdy nie zagasić :)

Nie ma chyba takich słów, którymi mogłabym wyrazić swoją wdzięczność i to co czuję!

Andrzeju nigdy o Tobie nie zapomnę i czuję się szczęściarą, że mogłam Ciebie poznać :) Nawet teraz oczy mi się szklą...

Drogie Dziewczyny, jeżeli któraś z Was czyta teraz te słowa i nie wierzy, że może jej się udać to zapewniam, że też byłam kiedyś na Waszym miejscu, czytałam podziękowania z niedowierzaniem, byłam w totalnej rozsypce i traciłam nadzieję, że coś może się zmienić! Ale nic bardziej mylnego... Trzeba tylka zacząć działać, wykonać pierwszy krok i odezwać się do Andrzeja :) Ja tak zrobiłam i teraz cieszę się seksem, o jakim wcześniej chyba nie marzyłam :) :) :)

ANDRZEJKU DZIĘKUJĘ!

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Kasia

23.10.2013


133.

NIE DO WIARY. Już nie jestem pochwiczanką!!!! Fakktycznie było tak jak opisywały inne dziewczyny, praktycznie bezboleśnie, wcześniej nie podejmowaliśmy żadnych prób współżycia, a tu .........nagle udało się, toteż możesz uznać nasz przypadek za kolejny udany sukces Twojej terapii. Przyznaję że sporo ćwiczyłam palcami, jak nam się udało pierwszy raz pare dni temu, to nie dowierzałam że to właśnie seks, w sumie faktycznie bez rewelaci, ale dzisiaj już mogę napisać w 100%, że pozbyłam się pochwicy!! Jednak nie jestem takim ciężkim przypadkiem:) Muszę przyznać, że faktycznie pochwica to choroba kobiecego umysłu, takie zwykłe uświadomienie jakiego mi udzieliłeś już poniekąd sieje zamęt w głowie, że może coś powinnam zmienić w swoim toku myślenia. No i zmieniłam:) Nie potrafię słowami opisać mojej radości.

WIELKIE,WIELKIE.WIELKIE DZIĘKI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ania

22.10.2013


132.

Chciałabym, żeby te podziękowania nie były tylko hymnem pochwalnym dla wspaniałego SETMANA, ale przede wszystkim stały się nadzieją dla tych, którzy TUTAJ szukają ratunku :)))

To już połowa sukcesu, że staracie się znaleźć KOGOŚ, kto móglby Wam pomóc. Setman to właściwy człowiek we właściwym miejscu... A ''setmanizacja'' to przygoda, której nie zapomina się do końca życia :)

Pamiętajcie, pochwica to nie choroba, to przypadłość, z którą się WYGRYWA :))))

Warto się z nią zmierzyć - i pokazać sobie, że MOŻNA INACZEJ...

Zaledwie rok temu i ja byłam na Waszym miejscu - nie widziałam dla siebie ratunku, pochwica odebrala mi całą radość z życia. Kolejne miesiące pokazywały mi - jak jestem zamknięta na świat i ludzi...

Setman przewrócił moje życie do góry nogami, kiedy ja dawno przestałam wierzyć w siebie, on dał mi ogromnego 'POWERA' do działania :) nareszcie uwierzyłam w siebie :)

Nic nie dzieje się bez przyczyny - teraz to wiem... :)

Życie jest piękne, to moje motto, z którym budzę się każdego dnia...

Jeżeli pokonałam pochwicę - poradzę sobie ze wszystkim...

Już nie boję się życia, staram się wykorzystywać każdą chwilę, czuję się ogromnie szczęśliwa i silna...

Andrzeju, jesteś ''specem'' od babskiego myślenia... dziękuję :)

Osiągnęłam cel (bez marchewki :))) i w końcu w to uwierzyłam.. jest we mnie ogromna radość, tym bardziej, że widzę przy mym boku szczęśliwego mężczyznę :))) i ten błysk w jego oczach, ach cudowny...

Gdyby nie Ty - nie wiem co by ze mną było... uratowałeś mnie i moje małżeństwo. Kiedy na początku roku wszystko się zawaliło, pomogłeś odbudować mój świat na nowo... wesoły, pełen szczęścia i seksu :)))

Nie ma takich słów, którymi mogłabym wyrazić swoją wdzięczność...

Basia

12.10.2013


131.

Aż wierzyć się nie chce, że po raz pierwszy na Twojej stronie znalazłam się jakieś 4 miesiące temu. Wow!

Ile się przez ten czas wydarzyło! Przeżyliśmy ostatnio więcej niż przez kilka lat! Owszem nie były to lata zmarnowane, ale jednak przespane ;) I to właśnie Ty wylałeś na nas kubeł zimnej wody i pomogłeś się przebudzić! Szybko, zwięźle i na temat. Kiedy trzeba było - przytuliłeś, a w innym miejscu skopałeś dupę. Nie szczędziłeś szydery z głupich poglądów i przekonań, dzięki czemu łatwiej je było pozostawić za sobą. Choć niektóre wracały - za każdym razem coraz słabsze. My za to silniejsi, pewniejsi, podziwiający się i się wzajemnie. Rozbudzeni, rozochoceni, z fantazją, zabawą. Mniej grzeczni, poważni, zapięci. Skorzy do podejmowania nowych wyzwań, obalania blokad.

Szczęśliwi!

A jednak istnieje przeznaczenie, bo Ciebie spotkaliśmy! A przeznaczenia nie można oszukać ;) I okazało się, że pozorna choroba, to w istocie wybawienie!

I nagle nawet książki o tobie piszą ;) A ludzie listy piszą... I można się pochwalić, że znasz autora :) A on tak dobrze zna ciebie!

Zawsze się podśmiewałeś, jak pisałam o naszej walce, ale to Ty o nas zawalczyłeś. Jak nikt dotąd! A my kiedyś przekażemy prawdy Setmana naszym dzieciom, a jak nie to cudzym ;)

Chcemy bić karpia kijem! Przygoda, przygoda - każdej chwili szkoda!

Nie spoczniemy nim dojdziemy!

PS. Mam zaległe 2 Koźlaki Amber, które chcę wręczyć osobiście. A na razie obalamy 2 tyskacze za Twoje zdrowie!

Przesyłamy Wielkie WOW!

E. & M.

27.09.2013

Hej Andrzej! A ja właśnie chciałam Ci się pochwalić jedną szczęśliwą historią, która miała wczoraj miejsce. Otóż byłam o ginekologa ;) Kolejna prosta rzecz, która kiedyś była tak trudna. No i kiedyś chyba bym nie uwierzyła, że będę się tym chwalić jakiemuś facetowi :) Ale na szczęście te czasy już minęły, Ty nie jesteś "jakimś facetem", a mnie rozpiera duma, że tak dobrze mi poszło i to w wersji na "twardzielkę", która wcale nie wspomniała o pochwicy, a tylko o tym, że bardzo dawno się nie badałam - co było prawdą. No a jak się cieszyłam, kiedy na pytanie o współżycie nareszcie mogłam odpowiedzieć twierdząco i uśmiechnąć się do wspomnień upojnego sobotniego wieczoru ;) Rewelacja! Szczęśliwe życie trwa! Jeszcze raz dzięki!

E.

8.10.2013


130.





18.09.2013


129.

Witaj Andrzeju

Już dłuuugo noszę się z zamiarem napisania do Ciebie.

Jestem ex-pochwiczanką, niebawem (we wrześniu) będzie 1-sza rocznica.

We wrześniu zaczęliśmy cieszyć się seksem na całego, a w grudniu poczęła sie nasza córcia ;))

Lada dzień będziemy rodzicami! Malutka kopie mnie tu zamaszyście i jestem bardzo szczęśliwa.

Udało sie mimo naszego niemłodego wieku, bez żadnego leczenia.

Z mężem bardzo nas to do siebie zbliżyło.

Cala ciąże przechodziłam w super zdrowiu i samopoczuciu,.

Bardzo dziękuję Ci jeszcze raz za pomoc z rozprawieniu sie z pochwicą, bo bez tego nie byłoby naszej kruszyny!

Polecam wszystkim terapie u Ciebie.

Ściskam serdecznie.

Bożena”

25.08.2013


128.

To jest moje podziekowanie dla Ciebie!

31.07.2013


127.

Andrzeju,

nie chciałam dziękować póki nie byłam pewna, że udane próby nie były przypadkiem. Wiem, wiem, w życiu nie ma przypadków :)

Teraz jestem pewna, że udało się! Wiele razy się udało i wiele się uda ;)

A cudownym znakiem było trafienie na Twoją stronę, gdy byłam w kompletnej rozsypce. Miałam dosyć siebie, swojego życia, męża…

Wszystko się jednak zmieniło. To nasza wspólna zasługa.

Dlatego dzisiaj dziękuję, z całego serca, za Twoje słowa, ciągłą obecność w mojej głowie, książki, nocne e-maile, złośliwości i to, że skłoniłeś do zastanowienia się nas sobą.

Jednak najbardziej dziękuję za coś czego nigdy, przenigdy Ci nie zapomnę:

SZCZĘŚCIE MOJE I MOJEJ RODZINY

Zadowolony, kochający mąż i zdrowe, uśmiechnięte dziecko są dla mnie bezcenne.

Dziękuję…

P.

Dziękuję Ci Andrzeju, za zdrowe podejście i pokład cierpliwości do nas, za to że potrafiłeś uświadomić nam potrzeby drugiej połowy.

T.

30.07.2013


126.

Drogi Andrzeju :)

Nastąpił dzień kiedy mogę i ja napisać podziękowania i jakoś tak „dziwnie” mi z tym. Pamiętam jak rok temu znalazłam Twoją stronę, przeczytałam wszystkie podziękowania od deski do deski i od tamtej pory codziennie już wchodziłam i śledziłam czy którejś z dziewczyn udało się „przejść na drugą stronę”. Teraz kiedy sama mogę napisać, to chyba nie dowierzam, że to już i ciężko pozbierać myśli.

Dziękuję Ci za to, że masz cierpliwość do tak beznadziejnych przypadków jak ja :) (pewnie każda z Was uważa się za „beznadziejny przypadek”, ale dziewczyny nic bardziej mylnego, Andrzej poradzi sobie z najbardziej opornymi :).

Dziękuję, że namówiłeś mnie na zlot, gdzie było więcej takich „dziwolągów” jak ja i jak się okazało całkiem fajnych „dziwolągów” :)

Dziękuję za spotkanie w słynnej już warszawskiej kuchni, za Twoje ojcowskie kolanka na których mogłam usiąść i wypłakać się,.... i za Twoje koszule przyjmujące morze łez - też dziękuję:)

Dziękuję za Twoje książki, które robią niezłe pranie mózgu :)

Dziękuję za to, że stworzyłeś tą stronę, gdzie zawsze można liczyć na wsparcie ale i kopa do pracy, bo w końcu skoro inne mogą to i ja dam radę:) ... i DAŁAM RADĘ :):):)

Dziękuję też za czas, który jeszcze mi poświęcisz, bo największa praca jeszcze przede mną ... sam wiesz najlepiej ;)

DZIĘKUJĘ ŻE JESTEŚ

Agnieszka ;)

17.07.2013


124a.

Super!

Udało sie!

2 tygodnie minęły od ostatniego 'naszego' maila...

Posłuchałam 'kto zabrał mój ser (sex)' :) ...pomyślałam... poczytałam te książki Pawlikowskiej, które mi poleciłeś... za dużo wysiłku nie włożyłam w odzyskanie równowagi.

Po prostu dałam sobie czas…

czas dla mnie...

czas na relaks i na czytanie...

 

To są podziękowania - (proszę Cie żebyś je umieścił na stronie, może przydadzą sie dziewczynom, temu małemu procentowi, tym niedowiarkom :)

Miałeś racje, że powróci na krotko!!! :)

To niesamowite, jak dobrze poznałeś tajniki kobiecej duszy i rozgryzłeś pochwiczanki!! :)

Pokonałam pochwice w grudniu 2012… przez 6 kolejnych miesięcy cieszyłam sie tym upragnionym seksem niedowierzając jednak, że pochwica minęła!!! Podświadomość robi swoje… problem nagle powrócił i jak trwoga - to do Andrzeja.. :)

Wymiana maili i celne wskazówki... ale przede wszystkim Andrzeju - Twoje wsparcie i wiara we mnie spowodowały, że szybko odnalazłam 'drogę do siebie'.

Teraz wiem już, że pokonałam pochwice (na dobre!) !!!

Dziękuje!



Zrównoważona już Małgosia     :)

15.07.2013


125.

Andrzeju,

dziękuję Ci ponownie za dobry humor i stały doping. Chociaż w moim pożyciu seksualnym nadal dużo do zrobienia, to jednak wszystko posuwa się powolutku do przodu - przejście z fazy "z marchewką" na fazę "już bez marchewki" to przecież kolejny sukces :)). Chciałabym skorygować Twoje słowa z ostatniego spotkania, że nic się nie zmieniło przez ostatni rok między mną, a moim szanownym Mżonkiem (że niby nic na lepsze) - otóż zmieniło się i wciąż zmienia, nawet jeśli to nie jest zawrotne tempo i nie widać zmian na pierwszy rzut oka. W końcu każdy potrzebuje innego czasu na zmiany :). Ja jednak je dostrzegam, odczuwam i bardzo mnie one cieszą!

Dlatego dziękuję Ci nawet wtedy, gdy czegoś nie dostrzegasz, ale mimo to nadal wspierasz :)))

Niecierpliwie czekam na dalszy ciąg przygody :)

Serdeczne uściski!

monika :)

3.07.2013


124.

         Jestem szcześliwą, 29 letnią kobietą, która kocha siebie i swoje ciało i może go teraz używac do woli.

         Zrozumiałam, o co tyle szumu z tym seksem.

         Zrozumiałam, że seks w zwiazku jest ważny.

         Wszystko to dzięki Tobie :)

         Dziękuje :*

Małgosia M.

9.04.2013


123.

Witaj,
Wybacz, że dopiero pisze, ale musiałam to wszystko przetrawić. W sumie to chyba nadal do mnie nie dociera to co się stało.
8 lat bez seksu...
Przyzwyczailiśmy się do tego i żyliśmy z kamieniem na sercu.
Nie mogę uwierzyć jak na tym świecie nic nie dzieje się bez przyczyny :-)
Pamiętam kiedy pierwszy raz na jakiejś przypadkowej stronie zobaczyłam Twój komentarz dotyczący pochwicy. Wyszukałam sobie czym pochwica jest, postanowiłam wyszukać sobie komentarze o Tobie i tak trafiłam na Twoja stronę i na PODZIĘKOWANIA.
Szczerze mówiąc, pomyślałam sobie, że to jakiś absurd. Że pewnie sam napisałeś sobie komentarze.
Czytałam je becząc i powoli nabierając wiary w to, że może jest to jakieś wyjście dla nas.
Miesiąc chodziłam i zastanawiałam się czy napisać - przecież skoro jesteś znanym zapracowanym człowiekiem, to na pewno nie odpiszesz. Ale zadzwonić się nie odważyłam.
W końcu napisałam.
Kiedy zobaczyłam odpowiedź w sekundę spociłam się jak świnka.
Kiedy mieliśmy się spotkać, miałam takiego stracha jak nigdy.
A spotkanie okazało się takie przyjemne! Nie pytałeś, opowiadałeś… Nabrałam pewności, że naprawdę możesz nam pomoc.
Nawet teraz nie wierzę, że się udało :-)
Nigdy nie poznałam takiego człowieka i pewnie nigdy nie poznam. Masz jakiś cudowny dar, chce się Ciebie słuchać, kiedy są chwilę zwątpienia Ty zawsze pchałeś do przodu. Jak Ty to robisz ja się pytam?! :-D
Podziwiam Cię i zawsze będę. Cieszę się, że Cię poznałam, zawsze będziemy Cię pamiętać :-)
Jeszcze nigdy nie byłam taka szczęśliwa, naprawdę!
Nigdy nie sądziłam, że ten pierwszy raz pójdzie tak gładko.
Hahaha jak sobie przypomnę sobotę, to śmiać mi się chce.
Pierwsze moje pytanie "co to już?" i Grzesiek zdziwiony "nie wiem" o boże to już! :-D
Nie sądziłam też, że pisząc do Ciebie oprócz swojego celu zacznę też inaczej traktować Grześka i będę miała chęć czytać wszystkie książki, żeby zrobić wszystko, aby masz związek był lepszy. Rozmawiamy też więcej o swoich potrzebach, idzie trochę jak krew z nosa, ale do przodu.
Nasz związek przez te prawie 4 miesiące zmienił się bardziej niż przez 8 lat :-)
Dziękuję to za mało.
Dobrze wiesz, że masz jakiś niestworzony talent i bardzo dobrze, że tylu osobom pomogłeś i na pewno jeszcze pomożesz :-)
Nie wiem było tyle rzeczy, które chciałam Ci powiedzieć i napisać, a teraz nie wiem co mogę dodać.
Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję!

Magdalena

8.04.2013


122.

Dziękuję Ci Andrzeju za wsparcie, za każdy odpisany mail, za to, że zawsze się o mnie martwiłeś.

Ukrywałam pochwicę 8 lat - wstydziłam się, że nie współżyję.

Mam 28 lat - pochwicę pokonałam dzięki Andrzejowi, zajęło mi to 2 miesiące.

W styczniu 2013 roku osiągnęłam cel.

Mogę normalnie współżyć. :) :) :) :)

Dziękuję to za mało żeby w ogóle podziękować Ci Andrzeju za wszystko.

Męczyłam się 8 lat z pochwicą, nabawiłam się przez to silnej nerwicy - leczę się do dnia dzisiejszego.... i po co???

Nie miałabym żadnej nerwicy, gdybym trafiła na Ciebie wcześniej.

Każdy dzień to walka, ale skoro pokonałam dzięki Tobie pochwicę, to nerwicę też pokonam.

Andrzej - nigdy o Tobie nie zapomnę, o tym co dla mnie zrobiłeś - nawet teraz lecą mi łzy...

Człowiek zawsze musi mieć nadzieję.

DZIĘKUJĘ.

Drogie Panie, nie poddawajcie się - pokonacie pochwicę.

Nic nie boli, nie odczuwam żadnego bólu, seks jest przyjemny, tu trzeba pokonać strach. Całe życie przed wami.

Dziękuje za książkę – „Nie... chcę żyć”.

Walka z samą sobą jest ciężka, ale trzeba walczyć...

Andrzej nie wiem jak to zrobiłeś, ehhh trafiłeś w mój umysł, że pokonałam swoją fobię - nie boję się seksu, kiedyś uciekałam przed seksem, a teraz nie boje się, nie boję.:) :) :)

DZIĘKUJĘ.

Agnieszka & Grzegorz :)

23.03.2013


121.

Witaj Andrzeju :)

Od ponad dwóch tygodni zbieram się do napisania podziękowań, ale z uwagi na zespół trzęsącej się brody, który mnie dopadał za każdym razem gdy siadałam do pisania, odkładałam ten moment :))).

Nie wiem od czego zacząć. Pierwszy raz brakuje mi słów, by napisać co czuję.

Pamiętam dzień w którym mój mąż, który jakimś cudem Cię znalazł, powiedział mi o Tobie i podał Twoją stronę.
Pamiętam dzień w którym do Ciebie zadzwoniłam, moje zdenerwowanie i płacz, i Twoje cytuję: "napisz do mnie".
Pamiętam dzień w którym się poznaliśmy, wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy jak ważną rolę odegrasz w naszym życiu i że staniesz się tak bliską mi osobą.
Pamiętam moje pierwsze sprawozdanie i Twoją odpowiedź :))).
Pamiętam dzień w którym pierwszy raz zaczęłam ćwiczyć.
Pamiętam też dzień w którym pierwszy raz wzięłam do ręki Twoją książkę i ... jak przewróciłeś dosłownie moje życie do góry nogami.

Dziękuję Ci za to że :
- Jesteś takim bezkompromisowym, cudownie szczerym człowiekiem,
- dałeś mi szansę i w odróżnieniu do lekarzy z którymi miałam do czynienia potraktowałeś mnie serio,
- znalazłeś czas, mimo iż masz tak wiele babek pod swoimi skrzydłami i odpowiadałeś na każdego mojego mail'a,
- piszesz książki, które sprawiły, że przestałam oglądać się za siebie, zaczęłam chodzić z podniesioną głową i bez wyrzutów sumienia patrzę w lustro :),
- przywróciłeś mi uśmiech, wiarę w siebie i swoje możliwości,
- dzięki Tobie wariujemy z mężem w sypialni :))).

Nareszcie wszystko zaczęło się układać, w dużej mierze to Twoja zasługa ! :).
I mimo że czasami wcale nie było mi do śmiechu, to jestem przekonana że wszystko zależy od tego w jaki sposób reagujemy na spotykające nas przeciwności i problemy. Co robić ?
Nie myśleć o problemie i działać, na ile się udaje a problem sam się rozwiąże w trakcie działania, i przekierować swoją uwagę z rzeczy negatywnych na pozytywne.
Jeszcze raz dziękuję z całego serca, mój mąż również się dołącza do tych podziękowań.

Sylwia

17.03.2013


120.

Dziękuję Andrzeju, że pomogłeś mi stać się znowu użyteczną.

Pozdrawiam

Justyna

14.03.2013


119.

W życiu tak bywa, że gdy coś się kończy, coś innego się zaczyna…. Bez wątpienia te podziękowania, są zakończeniem jakiegoś rozdziału w moim życiu. Stronice książki zostały wypełnione słowami po same brzegi. Historia, która na samym początku wydawała się największym dramatem, pod tytułem „pochwica” zmieniła swój bieg i nie tylko zakończyła się ‘happy endem”, ale i stała się niezwykłą przygodą. A najpiękniejszymi chwilami okazały się te, które nie były zaplanowane, a te, które jak spadające gwiazdki z nieba spełniały niewypowiedziane życzenia, dodawały otuchy i przypominały o tym, że wbrew wszystkiemu, po nocy zawsze nastaje dzień.

Andrzeju, w pierwszej kolejności dziękuję losowi, że dane mi było Ciebie odnaleźć, bo nie wiem co by się teraz ze mną działo i chyba nawet nie chcę tego wiedzieć. Spotkałam Cię w momencie, gdy czułam zupełną pustkę i bezsilność, wręcz bezsensowność życia. Stroniłam nie tylko od ludzi, ale i uciekałam od siebie, bo tak źle mi było ze samą sobą. Uczepiłam się Ciebie, jak ostatniej nadziei, a Ty stałeś się światełkiem w ciemnym tunelu, jak mi się wtedy wydawało, beznadziejnego życia.

Nie potrafię wyrazić słowami, tego wszystkiego, co chciało by rzec serce pełne wdzięczności, w które wlałeś spokój, a zarazem pewność, że prawie wszystko jest możliwie, że by MÓC trzeba w pierwszej kolejności CHCIEĆ!!

Dziękuję Ci za niezwykle spotkania, które zawsze było przepełnione, całą paletą barw wyrażających emocje, bez których życie nie miałoby sensu. I dzięki nim, na zawsze wyryły ślad w mojej pamięci i mam 100% pewność, że nie pozwolą mi zapomnieć tego, czego mnie nauczyłeś. Dziękuję za obiady, pyszne kawki, owoce, saneczki, spacer po parku, łąkę i wodospad, most, aniołka. Dziękuję, że zawsze czekałeś na peronie i odprowadzałeś na pociąg :) To takie niespotykane w dzisiejszych zabieganych czasach, by ktoś tak bardzo troszczył się o drugiego człowieka. A u Ciebie, ta troska połączona z ogromną serdecznością otula tak delikatnie i nienachalnie, że można się poczuć, tak cudownie - bezpiecznie.

Dziękuję za szalone ‘zadania domowe’, które na początku wydawały się nie do przejścia, a okazało się, że mogą być cudowną zabawą. Dziękuję za całą listę książek i filmów, za ‘sprzedanie’ sposobu na stres…no niech będzie, za marchewki też dziękuję ;p

Dziękuję, za odpowiedzi na wszystkie e-maile i każdego z osoba (Oboje wiemy, że jest, za co;)) W szczególności za tak szybką odpowiedź na tego pierwszego, którego zaczynałam czytać z kołatającym sercem i ze łzami w oczach, a gdy kończyłam nie umiałam przestać się śmiać…bo z Tobą było już tak od początku... Tak jak już Ci kiedyś mówiłam, powinieneś ostrzegać, że kontakt z Tobą grozi uszczerbkiem na zdrowiu, spowodowanym zbyt częstym śmiechem :p A tak na poważnie, to dzięki temu, że Ty się śmiałeś z wszystkiego, czy to poglądu, problemu, sytuacji, która niejednokrotnie wydawała mi się nie do ‘przeskoczenia’, ja również zaczynałam się śmiać, co skutkowało tym, ze wszystko stawało się prostsze. Proszę Cię nigdy nie trać swojego poczucia humoru… :)

Dziękuję za ‘klej’, który mi podarowałeś, bym mogła posklejać połamane skrzydełka…teraz już wiem, że mogę się wzbić w przestworza, gdy tylko zechcę. I zachwycić się chwilą, bo ważne jest to co jest tu i teraz. Przypomniałeś mi, że warto cieszyć się z każdej małej rzeczy, bo radość, jest drogą do szczęścia. Nauczyłeś mnie, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, że nie warto kompilować tego, co jest proste. Na każdy problem można spojrzeć z wielu perspektyw, a gdy nam się to uda, łatwiej jest go rozwiązać. Nie mówię, że teraz wszystko jest piękne, łatwe, bezproblemowe, że negatywne emocje mnie nie ogarniają, bo, mimo, iż życie jest usłane różami, to należy pamiętać, że róże mają kolce. Kolce, bez których róża nie byłaby różą, a życie bez szczypty soli nie byłoby prawdziwe. Nigdy nie docenilibyśmy słodyczy, gdybyśmy nie poznali goryczy :)

Dziękuję za cierpliwość, a także za wiarę w moje możliwości. Dziękuję również za to, że rozwiałeś moje błędne wyobrażenie o sobie. Pokazałeś mi, że obraz, którym siebie przedstawiłam jest falsyfikatem i to na dodatek marnym. Teraz mogę powoli tworzyć ten prawdziwy…

I tak na koniec, przede wszystkim, dziękuję Ci za szczerość i niezwykłe ciepło, które czułam za każdym razem, gdy miałam okazję się z Tobą spotkać. Niezwykła aura, która Cię otacza i powoduje, że chce się z Tobą przebywać, słuchać i przede wszystkim śmiać. Za każdy gest czułości, życzliwości i serdeczności, który znaczył dla mnie więcej niż 1000 słów. Za przytulanie ot tak, po prostu, którego tak bardzo potrzebowałam. Przytulenie, które mówiło „nie jesteś sama, możesz pozostać taka jaka jesteś!!”. Dziękuję, za ta niezwykłą akceptację, którą mnie obdarzyłeś :* Jesteś wyjątkowy i każdy, kto przebywa w Twoim towarzystwie, jak tylko to dostrzeże, również może poczuć się wyjątkowo :)

MIAŁEŚ RACJĘ, mogę to dzisiaj wykrzyczeć, dziękuję, że Cię miałam POCHWICO (!), bo dzięki tobie poznałam tak wspaniałego człowieka, zaprzyjaźniłam się z niezwykłymi kobietami, poznałam siebie, pożegnałam ‘demony’ przeszłości i znowu poczułam jak SMAKUJE ŻYCIE :) Mimo, iż wiem, że to dopiero początek drogi, to patrzę z nadzieją w przyszłość, pogodziłam się z przeszłością. Wiem, że życie jest nieprzewidywalne i lubi płatać figle, i że zdobycie niektórych szczytów będzie mnie kosztować wiele wysiłku, to mimo to uśmiecham się i patrzę przed siebie z podniesiona głową :)

Tak po prostu… z całego serca, jeszcze raz…DZIĘKUJĘ :*

Cokolwiek by się działo, na zawsze pozostaniesz w moim sercu i pamięci :*

M….

PS. No cóż…mimo całych mych chęci, i tak wyszło ‘cukierkowo’, mam nadzieję, że będziesz odpowiednio dozował ilość ‘cukru’, by nie doprowadzić, do niebezpiecznego skoku glukozy we krwi :)

17.02.2013


118.

Andrzeju chcieliśmy Ci podziękować, że pokazałeś nam, że można inaczej smakować życie, że można inaczej patrzeć na związek, że można uprawiać seks z przyjemnością i że można w ogóle go uprawiać ;-) Przez ten rok wiele się zmieniło w naszym życiu, jeszcze wiele zostało do zmiany, ale cieszymy się tymi zmianami i wiemy teraz, co jest dla nas najważniejsze. Dałeś nam „narzędzia”, jak się zmieniać i tym się cieszyć. Pokazałeś mi, że każdy dzień jest może być przygodą i w każdej chwili można znaleźć coś, za co możemy być wdzięczni. Nasza miłość kwitnie i odkrywamy się na nowo. Dziękuję Andrzeju za każdego maila, za rozmowy, za spotkania – bezcenne. Kiedy już myślałam, że wszystko stracone, że nie uda mi się zmienić, Twoje słowa przywracały we mnie spokój i nadzieję. Słowami trudno to wszystko wyrazić, ale wiedz, że stałeś się dla nas ważną osobą w naszym życiu.

A i M

14.02.2013


117.

Kochany Andrzeju:)))
Chciałabym ogłosić wszem i wobec, że w 58dniu terapii współżyłam z moim mężem::)))) i oboje czerpaliśmy z tego przyjemność. Byłam w szoku:)))) Popłakałam się:))) z radości. Nie planowaliśmy niczego, nasze pieszczoty były tak namiętne, że po prostu udało się i było CCCUUUUDDDOOOWWWNNIIIEEE:))) Nie da się tego opisać słowami.... naszych emocji i radości:))) I to wszystko dzięki Tobie:))) Jesteś genialny, a Twoja metoda na pochwicę doskonała:))))) Zawdzięczamy Ci nowe życie i nie mam na myśli tylko pokonania pochwicy:))
Chciałabym Ci podziękować za wszystko:
- za odpowiedz na pierwszego e-maila, którego wysłałam z niepokojem, a okazał się najlepszą decyzją w moim życiu,
- za spotkanie w zadymionej kuchni, na którym przewróciłeś wszystko do góry nogami, bym mogła sobie od nowa poukładać, tak jak ja chce,
- za to jakim jesteś człowiekiem: ciepłym, otwartym, nietypowym, nie oceniasz, nie krytykujesz, sprawiasz, że chce się żyć,
- za każdego e-maila, na którego czekałam z niecierpliwością, a który za każdym razem dawał mi wskazówki co dalej,
- za wspaniałą metodę na pochwicę, której już nie ma:))), za to że cała góra lodowa topnieje:)),
- za wspaniałe książki, które napisałeś ("Tubella" oraz "Tak... chcę kochać" stojące na mojej półce będą mi o Tobie przypominać:) oraz które poleciłeś do przeczytania dają takiego kopa, że człowiek nie wie jak się nazywa:),
- za to, że zaczęłam żyć od nowa, tak jak ja chcę, za zmiany jakie dokonały się w moim życiu i dokonują nadal - już na zawsze zostaniesz w mojej pamięci....

Nie jestem w stanie określić słowami jak bardzo jestem Ci wdzięczna. Czytając podziękowania na Twojej stronie niedowierzałam w nie, byłam podejrzliwa, a teraz sama je pisze i gwarantuje wszystkim, że Andrzej jest jedyny w swoim rodzaju i możliwość współpracy z nim to niesamowite doświadczenie!!!

Życzę Ci wszystkiego najlepszego Andrzeju!!!
Bardzo szczęśliwa
Liliana

4.02.2013


116.

Kobieta, to brzmi dumnie...:)

 

Nadszedł ten dzień, w którym i ja dołączam do grona wdzięcznych Ci "bab".

Nareszcie jestem kobietą i cudownie mi z tym!!!

Odkrywam w sobie piękno i seksapil - o których wcześniej nie miałam pojęcia.

 

Dziękuję za WSZYSTKO, co dla mnie zrobiłeś, szczególnie za to, że zawsze miałeś dla mnie czas.

Zainspirowałeś mnie do zmian w życiu (jestem w trakcie) - bo odwaga polega przecież na tym, by przezwyciężyć strach!

 

Fajnie jest być.

Tak po prostu.

Być tu i teraz.

Być człowiekiem.

Kochać siebie.

 

Najbardziej dziękuję Ci za to, że znalazłam w Tobie prawdziwego PRZYJACIELA!!!

 

Wszystkiego dobrego Setmanie!!!!!

 

Basia.

25.01.2013


115.

No dobra, daruję sobie to "dojrzewanie" do podziękowań, bo czas leci i zaraz przedojrzeję :)
Podziękuję Ci więc, Andrzeju, najprościej jak potrafię...

Najbardziej dziękuję Ci za Twoje poczucie humoru, za żarty i dobry nastrój, którym częstujesz. Jeśli do tego dołączyć jeszcze Twój ciepły i serdeczny uścisk, to człowiek miałby ochotę przytulić się do Ciebie niczym do dużego, miękkiego misia (tylko trzeba uważać, bo potem można mieć problem z odklejeniem się :)).

Przed naszym pierwszym spotkaniem czułam się trochę niepewnie, ale tylko trochę - byłam już po serii wymienionych z Tobą maili i po tym, co pisałeś i jak pisałeś, wiedziałam, że będzie dobrze! Zapamiętałam szczególnie jedno z Twoich pierwszych zdań, które dotyczyło pochwicy:

"ZA ROK DOWIESZ SIĘ CZEMU WIĘKSZOŚĆ POCHWICZANEK UWAŻA TO ZA NAJWSPANIALSZĄ RZECZ JAKA MOGŁA SIĘ IM PRZYTRAFIĆ - OBIECUJĘ :)))" - to końcowe "obiecuję" miało bardzo duże znaczenie, właściwie już wtedy wiedziałam gdzieś w głębi duszy, że pochwica zniknie i to szybciej niż sądziłam (tak też się stało - bo nie trzeba było na to aż roku). Skoro obiecałeś, to musiało tak być :).

Podobało mi się, że mogę z Tobą tak dowolnie żartować i pierwszy raz w życiu tak swobodnie rozmawiałam z kimś, kogo jeszcze nie widziałam na oczy i znałam zaledwie z kilku maili (bo raczej nie zdarza mi się nazwać kogoś diabłem wcielonym na samym początku znajomości, czego nie omieszkałam uczynić w stosunku do Ciebie :)). Mały apel do obawiających się kontaktu lub spotkania z Tobą: zapewniam, że nie ma czego się bać, no chyba, że ktoś boi się śmiać (nawet mi się zrymowało :)) - bo z Andrzejem jest kupa śmiechu! Ja na naszym pierwszym spotkaniu po prostu nie mogłam (choć podejmowałam tę próbę) przestać się śmiać :)

Niezwykle budujące było też to, że mogłam tak do woli się złościć pisząc Ci o różnych wydarzeniach z mojego życia, a Ty i tak byłeś niewzruszony (co nie znaczy nieczuły) i zawsze odpowiadałeś z rozbrajającym uśmiechem rzucając to swoje "geniealne" albo "fascynujące" :). Rzeczywiście, fascynująca jest Twoja otwartość i akceptacja w stosunku do drugiego człowieka! Podziwiam to i nie ukrywam, że bardzo mnie to inspiruje (i choć kawał drogi jeszcze przede mną w tej materii - to droga ta zdaje się być...hm, no cóż, Maestro, muszę się znów u Ciebie zapożyczyć... fascynująca :)). Zresztą co do mojej złości - to od początku naszych rozmów czułam, że ta złość staje się przepełniona żartami i śmiechem i że jeśli się złoszczę, to chyba tylko na żarty, po to, żeby dać się wciągnąć w Twoją kolejną prowokację, bo te prowokacje są naprawdę zabawne :) !

Dzięki Ci, Andrzeju, za obszerną listę ciekawych lektur, za 25 pytań (cudowne są :) !), za codzienne zadania i maile, a w nich czas na drobne pogaduszki, za szybkie odpowiedzi i dużo dobrych słów, nawet gdy u mnie przeważał stan pt. "nie wiem, nie umiem". Dziękuję za to "świństwo", którego nie da się pić (jak twierdzisz), czyli zieloną herbatę, za dobry obiadek w postaci pysznej zielonej fasolki i degustację tajemniczej przyprawy bodajże z Indii (pewnie i w niej coś zielonego by się znalazło :)). To niby takie drobiazgi, zdawałoby się, ale one pomagają stworzyć taką cienką nić zaufania i bezpieczeństwa, która potem, w trakcie dalszego kontaktu z Tobą, tylko się umacnia. Potrafisz, Andrzeju, zdobyć zaufanie drugiego człowieka takim zwyczajnym i bezpośrednim byciem. Wiem, że dla wielu osób, które zgłaszają się do Ciebie z różnymi problemami, Twoja bezpośredniość (bardzo serdeczna bezpośredniość!) jest trudna do przyjęcia (zwłaszcza na początku), ale dla mnie to było (i jest :)) coś, czego potrzebowałam i za to (oraz za to, co wyżej i czego jeszcze tu nie napisałam) ogromny, serdeczny całus dla Ciebie :***

monika :)

p.s. Chciałabym również bardzo podziękować Twojemu psiakowi, który - mniej lub bardziej świadomie - odgrywa niebagatelną, terapeutyczną rolę i zapewne swoją psią radością wlewa sporo otuchy w serca tych, którzy zachodzą w Twe progi w poszukiwaniu siebie. Tak więc dużo głasków dla suni :)

22.01.2013


114.

WIEM, ŻE DŁUGO OCIĄGAŁAM SIĘ TYMI PODZIĘKOWANIAMI, ALE NIE WIEDZIAŁAM JAK SIĘ DO NICH ZABRAĆ, OD CZEGO ZACZĄĆ. KIEDY W PAŻDZERNIKU ZDECYDOWAŁAM SIĘ NAPISAĆ PIERSZEGO MEILA DO CIEBIE CZUŁAM DUŻE ZDENERWOWANIE I LĘK. ALE ZA TO GDY ZAPROSIŁEŚ MNIE DO SIEBIE NA SPOTKANIE MOJE ODCZUCIA BYŁY WRĘCZ ODWROTNE. JADĄC DO CIEBIE CZUŁAM SIĘ JUŻ WTEDY DUŻO SPOKOJNIEJSZA. I WŁAŚNIE ZA TO SPOTKANIE M.IN CHCIAŁAM CI PODZIĘKOWAĆ. NA NIM OKAZAŁEŚ MI DUŻO SERDECZNOŚCI I ZAINTERESOWANIA MOJĄ OSOBĄ. DZIĘKUJĘ CI TAKŻE ZA TO, ŻE OTWARŁEŚ MI OCZY NA TO CZEGO NIE WIDZIAŁAM ALBO RACZEJ NIE CHCIAŁAM WIDZIEĆ. DZIĘKUJE ZA TO SZCZERE PRZYTULENIE I POGŁASKANIE PO GŁOWIE, GDY W TRAKCIE STRASZNEGO SZLOCHANIA CZUŁAM, ŻE Z BÓLU PĘKA MI SERCE. A TY WLAŁEŚ W TO SERCE NADZIEJĘ, DZIĘKI KTÓREJ ZACZĘŁAM WIERZYĆ, ŻE POTRAFIĘ POKONAĆ POCHWICĘ. NO I W OKRESIE BOŻONARODZENIOWYM ODBYŁAM PIERWSZY STOSUNEK BEZ BÓLU!!! TERAZ WIEM JUŻ NAPEWNO, ŻE TEN BÓL SIEDZIAŁ W MOJEJ GŁOWIE I BARDZO TERAZ ŻAŁUJĘ, ŻE NIE NAPISAŁAM DO CIEBIE JUŻ PONAD ROK WCZEŚNIEJ, KIEDY TO PIERWSZY RAZ O TOBIE PRZECZYTAŁAM:)))))))

DOBRZE, ŻE JESTEŚ!

Marta.

15.01.2013


113.

Nasza przygoda razem rozpoczęła się 27.07.12. Pamiętam ten dzień jak dziś, bardzo chciałam się z Tobą spotkać, ale strasznie się denerwowałam, bałam się że nie dam rady, rozpłacze się i nie będę potrafiła opowiedzieć Ci swojej historii. Jednak nie było tak źle, rozluźniłam się jak zacząłeś nam opowiadać rożne anegdoty i ciekawe historie. Po tych czterech godzinach, które spędziliśmy w "zadymionej kuchni" wiedziałam, że dobrze trafiłam, że to Ty pomożesz nam i już niedługo pożegnam się z pochwica. Trochę to jednak trwało, ale widocznie tyle czasu potrzebowałam. Były lepsze i gorsze dni, chwile zwątpienia i chwile pełnej motywacji. Bardzo pomogły mi książki z listy, którą dostałam od Ciebie. Przeczytałam prawie wszystkie i polecam przeczytanie innym. Na początek obowiązkowe pozycje czyli Twoje książki, które rozjaśniły mi wiele spraw, momentami doprowadzały do łez, a czasami rozbawiały. Jeszcze nie raz do nich wrócę.

Moje marzenie spełniło się 14.12.12 !!!

7 dni wcześniej zaznaczyłam ten dzień w kalendarzu, wiedziałam że wtedy nam się uda i tak się tez stało :)

143 dni pracy nad sobą, motywacji, sprawozdań do Ciebie, maili które podnosiły mnie na duchu, wsparcia ukochanego, 12 przeczytanych książek ;) Tak jak myślałam, były to tak silne pozytywne emocje, że popłakałam się ze szczęścia :)

Setman jesteś niesamowity! Dobrze o tym wiesz i całe szczęście, ciesze się że trafiłam na Ciebie! Twoja metoda na pochwice jest najlepsza!

Minęło już trochę czasu od tego dnia. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, jeszcze wiele przed nami, ale jesteśmy na bardzo dobrej drodze, dzięki Tobie. Uważam, że gdyby nie ten problem i gdyby nie to, że trafiłam na Ciebie to mogłabym nie rozwiązać moich niektórych problemów. Pochwica pozwoliła mi zastanowić się nad sobą, nad moimi problemami z przeszłości. Dziś po tych kilku miesiącach, czuje że rozkwitam, w końcu jestem sobą, spełniam swoje marzenia, jestem zakochana i w niedługim czasie myślimy o powiększeniu rodziny.

Zyskałam: pewność siebie, asertywność, optymistyczne myślenie, brak tematów tabu w związku, inne spojrzenie na relacje z moim ukochanym, usunęłam blokady i chore poglądy, jestem zmotywowana i pełna chęci do podejmowania kolejnych wyzwań.

Kocham siebie! Kiedyś tak nie było, teraz wiem, że jest to bardzo ważne.

Setman dziękuje Ci jeszcze raz! Odmieniłeś moje życie, zostaniesz w moim sercu na zawsze!

Paulina.

9.01.2013


112.

Chciałabym Ci serdecznie za wszystko podziękować, dzięki Tobie udało nam się osiągnąć cel. Pomogłeś nam i teraz nie chcę sobie nawet wyobrażać poziomu naszej frustracji, która by w nas pewnie była, gdyby nie kontakt z Tobą i Twoje podejście do naszego problemu. Mamy postanowienie, żeby w tym roku mieć dziecko. Dzięki Twojej pomocy, mamy nadzieję, że będzie to możliwe do zrealizowania. Cieszę się, że miałam odwagę w październiku do Ciebie napisać, że okazałeś zainteresowanie naszym problemem i że nie zignorowałeś mnie. Zawsze odpisywałeś na maile i wysyłałeś nowe zadania, które wykonywałam. Dziękuję Ci, że przyjąłeś nas u siebie i poświęciłeś tyle czasu i energii, żeby wskazać właściwą drogę. Ten miniony rok będę zawsze kojarzyć z Tobą, bo wielka zmiana wreszcie wydarzyła się w naszym życiu. Raz jeszcze serdecznie dziękujemy!

K. i W.

7.01.2013


111.

Po sporym już czasie, spieszę donieść, że udało się nam!!! A już nie wierzyłam że to możliwe..
2 lata ćwiczeń...
Skłamałabym, że cały czas ćwiczyłam, bo były przerwy, przede wszystkim na przemyślenie sobie czy chcemy być razem... Był czas rozłąki, który zakończył się powrotem.
Potrzebowałam również przerwy w kontakcie z Tobą, to też było na swój sposób potrzebne.
W tym roku wspólne wakacje z mężem i zaraz po urlopie w sierpniu udał się seks na całość.... hurrra.

Nie sadziłam, że to takie proste i naturalne - marchewki poszły w odstawkę i jest coraz fajniej.

Bardzo dziękuję Ci Andrzeju za wsparcie, otwarcie oczu w różnych tematach za listę lektur, mobilizację do codziennych ćwiczeń, korespondencję, spotkania na żywo.
Miałam często odmienne zdanie od Twojego, nie przeszkodziło to jednak w zdrowieniu!
Na początku wydawało mi się, jak paru osobom przede mną, że Andrzej sam pisze te podziękowania...
Życzę Wam byście dołączyły wkrótce do piszących.:)
Dziękuję Bogu, mężowi i Andrzejowi.

Bożena”

25.11.2012


110.

Długo zwlekałam z napisaniem tych podziękowań, ponieważ nie mogłam pozbierać myśli i ubrać je w zdania. Andrzeju, nie ma takich słów, które wyrażą naszą wdzięczność za to wszystko, co dla nas uczyniłeś.. Słowa są zbyt małe, by opisać jak się teraz czujemy... Wywróciłeś nasze życie do góry nogami i nic już nigdy nie będzie takie jak kiedyś. Jesteśmy tacy szczęśliwi, wyobrażasz sobie to szczęście?? Nawet na początku naszego związku nie było takich motylków w brzuchu, jakie są dzisiaj :))))))))))
Dziękuję za spotkania i rozmowy, które siały mętlik w głowie, a potem dzięki nim stawała się JASNOŚĆ :D
Dziękuję za urodzinowego, żółtego tulipanka i za notes z motylkiem ;)
Dziękuję za maile i Twoje pytania (zawsze na nie z niecierpliwością czekałam), które dawały do myślenia i pozwalały stworzyć odpowiedzi takie jakie chciałam..
Dziękuję za pomoc, wyrozumiałość, zrozumienie, za przytulanie, za otwartość… Za to, że zobaczyłam w Tobie cząstkę ojca, którego tak naprawdę nigdy nie miałam.
Dziękuję Ci za nową siebie, której mi tak brakowało.
Dziękuję za książki, które zapadają w pamięć, zmieniając cały światopogląd i życie…
Dziękuję za cudowny związek, za stabilizację, za poczucie bezpieczeństwa, za wspaniałego mężczyznę, którym stał się mój facet pod wpływem setmanizacji haha :))))
Na koniec dziękuję za cudowny Ssss… SEKS, którym wreszcie możemy się cieszyć :))))))))))))

PS. Jeśli teraz to czytasz i płaczesz jak bóbr to wiedz, że też miałam takie chwile… ale to jest właśnie ten moment, kiedy nie zastanawiając się dłużej, pisz do Andrzeja, a gwarantuję, że i Ty napiszesz kiedyś takie podziękowania.

Marta i Tomek

28.09.2012


99a.

Witaj Andrzeju :):):):)

Bardzo dawno już nic nie pisalismy do Ciebie, ale mieliśmy mnóstwo pracy. Ciężko pracowaliśmy i pracujemy nadal nad naszymi podbojami w łóżku :):):):). Nie powiem, ta praca to prawdziwa przyjemność. Chciałam się z Tobą podzielic naszymi radościami, gdyż jesteś ich głównym "winowajcą":):):):)

Po pierwsze udało nam się w końcu kochać bez oliwki. Dla nas to duży krok do przodu. Odczuwam już dużą przyjemność. Jest nam cudownie razem.

A teraz najlepsze:

BĘDZIEMY RODZICAMI !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:):):):):)):):):):):):):):):):):):)):):):):)):):):)

Jestem taka szczęśliwa,że mam cały czas banana na gębie i uśmiecham się jak głupia do sera. To jest tak codowna dla nas nowina, że aż nie umiem przestać się śmiać. BĘDĘ MAMĄ !!!!!!!!!:):):):):):):):):):):):):):):):):):):):)

Gdyby nie Ty to nawet nie marzyłabym, że to możliwe. Zmieniłeś nasze życie i to na tak wspaniałe. Zrobiliśmy ogromne postępy. Skończyliśmy u Ciebie terapię 4 marca i już dzidzia:):):):):):)

Możesz naszego Orzeszka dopisać do swojej listy "cudów Setmanowych". Wydaje mi sie, że stworzysz całą dynastię tych dzieciaczków:):):):):)

Pozdrawiamy Cię bardzo gorąco razem z naszym Orzeszkiem:):):):):)

Chwała Bogu na wysokościach gdyż obdarzył nas tak wielką łaską!!!:):):):):)

Marta i Bartek

8.09.2012


109.

Kochany Andrzeju,

Dzisiaj i my chcemy dołączyć do grupy tych wszystkich szczęśliwych osób, które pokonały pochwicę i podziękować Ci za wszystko, co dla nas zrobiłeś.

Przede wszystkim otworzyłeś nam oczy na problem, o którym nie mieliśmy pojęcia; rozmawiałeś z nami tak, że czuliśmy, że chcesz nam pomóc; zapaliłeś w naszych głowach kilka „lampek”, które nigdy się nie świeciły ze względu na chore przekonania i poglądy; dałeś nam nadzieję a przede wszystkim bezcenne wskazówki i zadania, co robić, jak i kiedy i to doprowadziło nas do dzisiejszego stanu, gdzie po 5 latach małżeństwa i 10 miesiącach ćwiczeń możemy w końcu współżyć ze sobą.

Byłeś zawsze, gdy Ciebie potrzebowaliśmy z naszymi dziwnymi pytaniami i wątpliwościami. Przyznaje, że przed każdą rozmową z Tobą czułam niepokój, ale Twoje podejście i zdolność rozmowy na bardzo intymne i trudne tematy potwierdzało, że mój strach był kompletnie nieuzasadniony!!!

Bardzo Ci dziękujemy, że jesteś z nami !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie wiesz jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, że trafiliśmy do Ciebie. Gdyby nie Ty nie wiem jak potoczyłoby się nasze życie, nie chcę o tym nawet myśleć!!!

Nasza przygoda z pochwicą w jakimś stopniu się już zakończyła, ale nie myśl sobie, że to koniec naszej znajomości!!! Teraz uczymy się gorącego i namiętnego sexu – i spodziewaj się kolejnych telefonów, bo Twoje rady są bezcenne, a Ty niezastąpiony!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kochamy Cię

E i P

24.08.2012


108.

Andrzeju,

był taki moment, w którym zaczęłam się zastanawiać, czy ze mną jest wszystko w porządku. Miałam bardzo czułego, delikatnego i kochającego męża, więc problem musiał leżeć po mojej stronie. No bo dlaczego mijał 4 miesiąc po ślubie, a my nie mogliśmy się normalnie kochać? Albo seks jest przereklamowany, ale moja budowa nieprawidłowa (czemu zaprzeczył lekarz...). Każda kobieta w ciąży lub z dzieckiem przypominała mi o tym, że ze mną jest coś nie tak.

Zaczęłam czytać w internecie o podobnych przypadkach i o tym, jak powszechny jest ten problem. Ale czy można taką wiedzę czerpać z internetu? No cóż, może nie wszystko, ale najważniejszą rzecz znalazłam właśnie tam: Twoją stronę. I te podziękowania osób, które wygrały w walce z pochwicą.
Marcin był na początku bardzo sceptyczny, powiedział, że nie wierzy w takie rzeczy i że potrzebny jest tylko czas, ale i on widział, że
zaczyna dopadać mnie pewnego rodzaju depresja, więc oboje stwierdziliśmy: warto spróbować. Naprawdę przekonał się do tego
dopiero po spotkaniu z Tobą. W końcu to on walczył o każde moje wykonane zadanie, pomagał mi, wierzył za nas dwoje, że to zadziała.

Mnie nie przypadł mi do gustu Twój sposób wyrażania się, bezpośredniość, czasem wręcz w moim odczuciu obsceniczność. Ale cóż
zrobić, może właśnie w tym tkwił sęk, że seks był dla mnie nieświadomie tematem tabu? Nie podobały mi się Twoje pytania i
komentarze, tak inne od mojego sposobu myślenia. Budziły lęk, że racja leży gdzieś poza tym, co sobie przez lata do głowy wbiłam. Przerażały mnie ilości ćwiczeń, ile czasu trzeba na to poświęcić.

Ale jednocześnie pokazały mi one, że trzeba rozpoznać, co jest dla nas ważne i ważniejsze. Bardziej ważny stał się dla mnie mąż, my, nasze relacje. Potrafiłam więcej czasu temu poświęcić. Małymi kroczkami pojawiały się coraz to nowe sukcesy.
Momentem przełomowym była pierwsza wizyta u ginekologa, która zakończyła się badaniem przez pochwę. Ogromnie Ci dziękuję za kontakt do właśnie tego ginekologa (i jemu należą się osobne podziękowania, on powiedział w uproszczeniu "taka dużą sonda bez problemu się zmieściła, to i penis się zmieści").

Prawie od tamtej pory wszystko nabrało tempa. Właściwie nawet nie wiem, jak to się stało, że w pewnym momencie rozluźniłam się i się udało. 9 kwietnia. Na początku niepewnie, czekałam do 4. razu, żeby Ci o tym powiedzieć (bo wtedy miałam uwierzyć, że to jest to). Były dosyć rozłożone w czasie, bo pewien lęk we mnie też jeszcze był. Dzisiaj nie boję się już, "czy dzisiaj się uda", bo wiem, że tak. Już nie liczę od dawna, ile razy za nami :) Uczymy się siebie za każdym razem, odkrywamy nowe rzeczy, jest w nas chęć "zabawy seksem". Częściej o tym rozmawiamy i przestało to być tematem tabu.

Za to wszystko dziękujemy Tobie, bo bez Twojej pomocy i wskazówek nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy teraz. Nie tylko pod względem seksu, ale relacji między nami i mojej pewności siebie i wiary w moją kobiecość przede wszystkim. Dziękuję za poświęcony nam czas i wsparcie.

Ewa

3.08.2012


107.

Andrzeju dziękuję Ci za to, że pojawiłeś się na mojej drodze, wtedy gdy już nie widziałam ratunku i stwierdziłam, że jestem jednym wielkim dziwadłem, bo dzięki Tobie okazało się, że takich "dziwadeł" jest więcej. To była OGROMNA ulga ;), zwłaszcza, że poznałam te osoby osobiście i mogła z nimi porozmawiać.

Dziękuję Ci za to, że pokazałeś mi, skąd wzięła się u mnie pochwica, że to nie jest błąd w sztuce Boga, tylko wielki śmietnik w mojej głowie, że to nie choroba, no chyba, że głowy ;) i jej chorych poglądów. Gdy zaczynałam ćwiczenia, nie wiedziałam nawet gdzie dokładnie jest moja "dziurka". Owszem ćwiczenia szły mi opornie ale i tak liczy się efekt, bo okazało się, że jednak się da i co najważniejsze mi się udało :). Dziękuję ci, że wykazałeś się nieziemską cierpliwością i nadal jeszcze ją masz w stosunku do mnie. Dziękuję Ci za tą Twoje ciepło, za przytulanie takie ot po prostu, jak ojciec, który z całą miłością i akceptacją przytula swoje dziecko. Dziękuję Ci za Twoje książki (to co się działo, w trakcie ich czytania to inna bajka, zbyt długo by mówić, bo każda zaskakiwała czymś innym) i za te, które mi poleciłeś. Co one mi dały ? Otwierały oczy, niby tak proste i oczywiste rzeczy, a ja o tym nie wiedziałam, nikt mi tego wcześniej nie mówił, to tak jakby budować dom bez solidnych fundamentów. Dziękuję Ci za każdego maila, spotkanie, dla mnie one były cholernie ważne, za pyszne kawy i inne delikatesy, których nie szczędziłeś, za książkę "Nie... chcę żyć" z dedykacją, za pyszną nalewkę z Pigwy, do spróbowania ;), za to, że odprowadziłeś mnie na dworzec, mimo, ze noga Cię bolała i lekko kuśtykałeś ;). Piszę, to bo to nie do pojęcia, spotkać takiego człowieka, który od tak daje tak wiele, że aż nie wiadomo co robić. Narazie tyle, bo to pewno nie koniec podziękowań w Twoją stronę :).

A.

23.07.2012


106.

Chyba w końcu w to uwierzyłam:) i mogę napisać podziękowania dla Ciebie. Może nie będą to wyjątkowe słowa, ale jak ważne dla mnie.

W pierwszy dzień lata UDAŁO SIĘ!!!!! A teraz z każdym razem jest coraz lepiej i przyjemniej :)) To wszystko dzięki Tobie:)

Rok temu nieszczęśliwa, porzucona kobieta trafiła na Ciebie i to było najlepsze co mogło ją wtedy spotkać :)

Lektury od Ciebie pomogły mi przetrwać trudny okres, otworzyły oczy na wiele spraw. Do teraz sprawdzam swoje poglądy i ciągle jeszcze znajduję te chore, choć już znaaaacznie mniej niż kiedyś :) gdy słyszę innych ludzi i to jak unieszczęśliwiają się poprzez błędne myślenie, mam ochotę podać listę książek, które uzdrowiły mnie.

Nie mieści mi się w głowie jak przez tyle lat mogłam podążać niewłaściwą ścieżką stereotypów, niewłaściwych przekonań i obaw wyniesionych z domu. Dzięki Tobie dostrzegłam, że można inaczej, że nie....chcę żyć i tak.... chce kochać:) szczególnie utkwiła mi myśl Alberta Eisteina, którą "sprzedałeś" mi na pierwszym spotkaniu - "nie da się rozwiązać problemów przy pomocy myślenia które je stworzyło".

Dzięki Tobie nie zamknęłam się w sobie po rozstaniu, a to pomogło mi znaleźć w krótkim czasie szczęście u boku Michała:) Wiele zawdzięczam też Jemu. Jest trochę podobny do Ciebie :) ma chłopak jaja żeby związać się z pochwiczanką:)) od samego początku wierzył, że się uda :) kiedy ja siedziałam zestresowana na samą myśl o marchewce, on rzeźbił z niej penisa i śmiał się że będzie to takie nasze małe zboczenie :)) dla niego powinnam napisać oddzielne podziękowania:)

Kiedy ponad rok temu trafiłam na tą stronę ryczałam jak bóbr, nie wierzyłam że kiedyś sama będę mogła napisać tu kilka słów.

ANDRZEJ jesteś wyjątkowym człowiekiem, mam zbyt ubogie słownictwo abym mogła wyrazić moje podziękowania dla Ciebie. Do końca życia będziesz zajmował honorowe miejsce w moim serduchu. Dziękuję za kubeł zimnej wody, za maile dające dużo do myślenia, za wędkę do łowienia szczęścia.

Dzięki Tobie kocham siebie, znam swoją wartość:) nie dopieprzam sobie na każdym kroku, nie doszukuję wad a podziwiam to co mam i dziękuję za to:)

Czytam to co napisałam i czuję niedosyt, że za mało, że nie do końca, ale myślę że sam wiesz jak mi pomogłeś i ile to dla mnie znaczy. Za wszystko ogromne, szczere i płynące z każdej komórki mojego ciała DZIĘKUJĘ!!

setmanowskie uściski :*



do dziewczyn które to czytają i mają wątpliwości czy odezwać się do Andrzeja: piszcie, piszcie, piszcie!! :) On naprawdę odpisuje na każdego maila z pytaniami :)



Karolina i Michał

19.07.2012


105.

Witaj Andrzeju

HIP HIP HURAAAA HURAAA:)

W KONCU I NAM SIE UDALO:)

Po 8 latach w zwiazku z jednym i tym samym chlopakiem pod jednym dachem ,zylismy bez seksu...

Coz za dlugi okres czasu,mozna by bylo powiedziec ..

Moja przygoda z pochwica trwala 2 lata 5 miesiecy

Gdy trafilam na TWOJA strone z podziekowaniami to wzruszylam sie bardzo i zarazem odetchnelam z ulga ze nie jestem sama, ze sa inni co maja podobnie. Jeszcze wtedy nie wiedzialam ,ze to pochwica tylko te wszystke podziekowania dawaly mi do myslenia, kurcze ja mam tak samo jak one nie jestem sama na tym swiecie ,jak sie zaglebilam to znalazlam TWOJE forum na ktorym rowniez czulam sie bezpiecznie ze ma ktos takie mysli i problemy jak ja..

I od tamtej pory a dokladnie od 1 marca 2010 roku do 4 lipca 2012 roku walczylam z wlasnymi myslami i pochwica, ktora pokonalam i moge ciezyc sie seksem i zyciem:)

Sama dokladnie nie wiem jak to sie stalo,ale sie stalo.Moj pierwszy raz odbyl sie tydzien temu i przez tydzien kochalismy sie ,bzykalismy sie ,ruchalismy sie ,i rznelismy sie i bylo SUPER i nic nie bolalo i juz prawie w kazdej pozycji :) Na lezaco ,na siedzaca ,od tylu ,na boku ,nawet i na biurku...

Gdy sie bzykalismy to przypomnialy mi sie Twoje slowa (zerznij Go tak aby zapomnial jak ma na imie i tak wlasnie bylo, zapomnial jak sie nazywa haha)

Mam teraz taka chcice na seks ,ze jakby to opisac, to takie uczucie jak chce sie cos slodkiego bardzo:)

Jeszcze Ci sie pochwale ze zanim stal sie CUD to Grzes mi sie oswiadczyl to byl dla mnie wielki pozytywny szok:)

I za to z calego serca BARDZO BARDZO BARDZO TOBIE ANDRZEJU

                    DZIEKUJE:))

Jest to dla mnie wielki zaszczyt ze poznalam tak wspanialego czlowieka jak TY

Niesiesz pomocna dlon ludziom ktorzy Cie potrzebuja wielki SZACUN dla TWOJEJ osoby:)

I skad TY sie czlowieku wzieles na tej ziemi ze MY wszyskie pochwiczanki trafiamy do Ciebie pod skrzydla :)

Chcialam CI podziekowac za ten dlugi czas ,ktory mi poswieciles od poczatku:

-za forum

-za maile

-za rozmowy na skyp

-za spotkanie w W-wie

-za namowienie mnie na spotkanie w Spale w 2010 rok (poznania tylu wspanialych ludzi)

-za wyslanie mi ksiazki

-za checi odpisywania na maile nawet te z jedna odpowiedzia

-za wsparcie

-za cierpliwosc

-za szczerosc

-za pomysl

-za otworzenie oczu

-za ostatni nasz e-mail w ktorym napisales (czekalem na takiego e-maila dwa lata i sie doczekalem:) to bylo bardzo mile

-za telefon pare dni temu do Hiszpani

-za to ze mozna zyc inaczej

-A najbardziej za to ze JESTES :)



Jak juz tutaj jestem to chcialam rowniez podziekowac mojemu narzyczonemu G, za to ze byl ze mna ,przez ten dlugiii dla niego okres. Byly to dla nas obojga ciezkie chwile, slabsze ,i lepsze dni ,duzo nerwow ,zlosci ...Ale teraz bedzie miejmy nadzieje tylko lepiej:)

Dziekuje tez Sobie ze sie nie poddalam i walczylam do konca i tego sa teraz efekty bzykanie w kazdej wolnej chwili jak sie chce i kiedy i gdzie:)



PS:

Teraz pare slow od G

Rowniez chcialbym CI podziekowac za ostudzenie moich chorych pogladow, oraz przekazanie swojej wiedzy w sposob ,ktory nie pozwolil mi w chwilach zlosci, gniewu i frustracji na popelnienie bledu ,ktorego mogbym zalowac przez reszte swojego zycia.

DZIEKUJE CI

-za nocne rozmowy na skypie

-kontakt mailowy

-za stworzenie strony i forum dzieki ktoremu poznalem wiele ciekawych osob

-za cierpliwosc do mojej osoby

                     DZIEKUJEMY ZA TO ZE MOZNA INACZEJ:)

                                    JESTES WIELKI

Monika&Grzegorz

11.07.2012


104.

Drogi Andrzeju!

UDAŁO SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Zastanawiam się jak ubrać w słowa to wszystkie emocje, które mam w sobie... Jesteś niesamowitym i fascynującym człowiekiem!!! Andrzeju nauczyłeś mnie, że nie ma przypadków. Dzień, w którym trafiłam zapłakana na Twoją stronę WWW i Forum (oczywiście z przekonaniem, że pochwicy nie da się pozbyć bo to choroba nieuleczalna) stał się początkiem cudownych zmian, a pierwszego spotkania z Tobą nie zapomnimy nigdy!

Prawie 10 lat spędziłam nad ciągłym użalaniem się nad sobą i dokopywaniem oraz pielęgnowaniem pochwicy. Po osiągnięciu celu płakałam ale ze szczęścia. Po prostu nie umiałam powstrzymać wzruszenia. Na razie kochamy się w jednej pozycji i wygląda to dość technicznie ale wiem, że to kwestia czasu! Nie ma rzeczy niemożliwych!!!!

 Dziękuję Ci za:

- życiowy rollercoaster, który spowodowałeś,

- mętlik w głowie,

- odkrywanie związku „na nowo”,

- odwagę w robieniu rzeczy, o których kiedyś tylko marzyłam,

- Twoje książki i dedykacje,

- odpowiedź na wszystkie maile (zawsze z niecierpliwością czekałam na odpowiedź)

- cięte riposty,

- za zlot i spotkanie wspaniałych ludzi,

- za pracę nad zdrowym myśleniem,

- za nauczanie mnie przyjaźni z samą sobą,

- pokazywanie radości z każdego dnia.

Dziękuję mojemu kochanemu M., że był ze mną całą terapię i dzielnie towarzyszył mi każdego dnia ćwiczeń stając się marchewkowym ekspertem :) Dziękuję, że wyśmiewałeś pochwicę, kiedy ja mówiłam nie dam rady. Kocham Cię i jesteś dla mnie najważniejszy!

Chciałabym podziękować także forumowiczom, że od pierwszego postu mogłam liczyć na Wasze wsparcie.

Andrzeju czuję się taka szczęśliwa, a wiem, że to dopiero początek NOWEGO :)

Ściskamy mocno!

K&M

Dziewczyny nie zastanawiajcie się czy napisać tylko działajcie!!! Setmanizacja gwarantowana :)

5.07.2012


103.

Andrzeju...

taaaaak baaaardzo spóźnione “dziękuję”...

Za seks, za to, że mogę już powiedzieć jakie są moje ulubione pozycje, bo wiem jakie to :D

Za poświęcony czas, cyrograf spisany na Bemowie, nieustanny doping, wiarę w nas, cierpliwość dla spóźnialstwa, marchewki, ochrzan kiedy było trzeba.

Za bezpośredniość łamiącą pochwiczankowe zahamowania i zmuszającą do uznania, że to jednak jest zupełnie normalna i naturalna sprawa, a do tego jeszcze jaka zabawna;)

Za to, że po 5 prawie latach związku mogłam się w końcu poczuć pełnowartościową partnerką. Za przywrócenie mi wiary w moją kobiecość. Jeszcze raz dzięki!

Zosia

3.06.2012


80a.

Witaj Andrzeju!

Pierwszy raz od długiego czasu weszłam na Twoją stronę i obudziła się we mnie cała gama emocji i ostatecznie się popłakałam... najbardziej to ze szczęścia :) bo uświadomiłam sobie, że nie ma już we mnie lęku, który przepełniał mnie kiedyś, gdy do Ciebie napisałam pierwszy raz. On objawiał się nie tylko w pochwicy, ale i w napięciu mięśni, bezsenności, trudnościami w otworzeniu się przed drugą osobą... Teraz już tego nie ma! Jest cudowny seks z cudownym mężczyzną :) Pamiętam jak byliśmy u Ciebie pierwszy raz i kazałeś nam siebie ocenić. Obojgu nam wydawało się, że jesteśmy na jakieś 50% - Ty na to wtedy powiedziałeś: "to co spotkało się dwóch takich przeciętniaków?" A ja się z tym zupełnie zgodziłam :D

Chcę Ci powiedzieć, że czuję się szczęśliwa! :) i że wszystko w moim życiu idzie w dobrym kierunku :) Nie umiem opisać radości jaka we mnie jest, nie tylko teraz, ale non-stop! Kiedy ludzie mnie poznają zapamiętują mnie po uśmiechu :) Idę na ulicy i się śmieję, czasem sama do siebie, tak sobie :) Chcę Ci podziękować za uświadomienie mi, że mam cudownego chłopaka! Z którym mogę robić zwariowane rzeczy i żartować bez końca :) Wszystko się zgadza: czuję się piękna i kochana :))) A on doceniony i mu się chce przynosić mi kwiaty co miesiąc 13-stego :) robić mi prezenty i prawić komplementy :)

Dziękuję Ci za to, że nauczyłeś mnie, jak ważne jest poczucie własnej wartości i wiara w siebie.

Andrzeju dziękuję Ci za to wszystko! Mimo, że pochwica już dawno za mną (bo prawie rok), to wtedy nie czułam się tak jak teraz :) Dowiedziałam się wielu rzeczy o sobie i o M., poprzez kłótnie (czasem bardzo głośne, ale zawsze konstruktywne w konsekwencji) i bardzo szczere i długie rozmowy :)

Ale nie tylko kłótnie mamy głośne :P

Chcę Ci jeszcze powiedzieć, że M. niedawno udało się znaleźć mieszkanie, mówię Ci to po to, bo wierzę, że osoby życzliwe wysyłają pozytywną energię i należy się chwalić osobom życzliwym :)

Dziękuję Ci Wspaniały Andrzeju za to co robisz! :)))
Gorąco Cię pozdrawiam i przytulam :)

lenka91

18.05.2012


102.

PODZIĘKOWANIA

TOBIE

za poświęcony czas

za to, że nigdy się ode mnie nie odwróciłeś.

za to, że jesteś jedynym, który sprawił, że zaszłam tak daleko

MOJEMU MĘŻOWI

za to, że Ciebie znalazł

za to, że tyle wytrzymał

za to, że ciągle mnie kocha

SOBIE

za to, że pokonałam niewyobrażalnie długą drogę, aby być tam gdzie teraz jestem

NAJSZCZĘŚLIWSZE CHWILE PRZEŻYŁAM NA SALI PORODOWEJ I ZA TO NAJBARDZIEJ DZIĘKUJĘ!

Jul...

18.03.2012


101.

Andrzeju,

bardzo dziękuję za wspaniały czas. Za notes, który bardzo cenię, bo pozwalał mi „trzymać pion”. Za zupę w chińskiej restauracji, bo wtedy bardzo potrzebowałam ciepłego posiłku. Za to, że zawsze dbałeś o mój żołądek. Za to, że dzieliłeś się ze mną swoim obiadem. Za pierwsze spotkanie w Warszawie.

Jechałam z nastawieniem, że nie czeka mnie tam nic miłego, że będę ciągle płakać. Tymczasem spotkało mnie dużo radości i śmiałam się prawie cały czas.

Dziękuję za to, że swoimi celnymi pytaniami wydobywałeś głęboko ukryte i często nie uświadamiane problemy i lęki. Pod Twoją opieką poznawałam siebie samą milimetr po milimetrze. Nabierałam siły, odwagi, pewności siebie i coraz częściej uśmiechałam się do siebie.

Mój cel osiągnęłam! Było to takie proste i łatwe! Żadnego bólu, żadnego dyskomfortu. Pewnie dlatego dopiero za trzecim razem zdobyłam pewność i uwierzyłam, że żadnej pochwicy nie ma. Stało się to dwa dni przed moimi urodzinami. To był mój najpiękniejszy prezent urodzinowy!

Andrzeju kiedy do Ciebie trafiłam byłam wielką sceptyczką i niedowiarkiem. „Niemożliwe”, „nie wierzę”, „nie poradzę sobie” - to były moje przekonania.

Teraz cieszę się życiem i jestem szczęśliwa. Mogę krzyczeć na całe gardło: „chcę seksu”, „seks jest super”!!!.

Dziewczyny nie wahajcie się!!!!!!!

Najchętniej ustawiłabym wielkie transparenty z napisem www.setman.pl żeby wszystkie potrzebujące pomocy dziewczyny trafiły na tę stronę.

PS Wiek nie jest tu żadną przeszkodą!

Małgorzata (45 lat :)

17.03.2012


100.

Drogi Andrzeju,

dziękujemy ci za poświecony czas, ważne spotkania i rozmowy, a przede wszystkim za to, że pomogłeś nam zmienić nasz sposób myślenia, a także dałeś nam narzędzia do walki z chorymi poglądami, nad którymi staramy się pracować codziennie.

Zanim do Ciebie trafiliśmy, leczyliśmy się u dwóch innych terapeutów, bezskutecznie. W międzyczasie pojawiły się u mnie problemy ginekologiczne, których źródła dopatrywałam się w głowie (pochwicy). Lekarz dawał mi niewielkie szanse na posiadanie potomstwa.

Teraz, po ponad dwóch latach znajomości z Tobą, nie tylko pożegnaliśmy pochwicę, ale przywitaliśmy na świecie naszego synka. Jest to istny cud, który w dużej mierze przypisujemy Tobie.

Andrzeju, jeszcze raz bardzo dziękujemy!



Klara z mężem

7.03.2012


99.

Marta

Chcieliśmy Ci bardzo, ale to bardzo podziękować za czas, wiedzę, doświadczenie i serce jakie włożyłeś w terapię, aby nam pomóc. Nie istnieją takie słowa, aby wyrazić Ci co teraz z mężem czujemy po tym co dla nas zrobiłeś. Pamiętam nasz początek, kiedy pełni obaw zwróciliśmy się do Ciebie o pomoc - wtedy traktowałam pochwicę jak mój pech, przekleństwo. Teraz wiem, że ten czas był dla nas wielkim błogosławieństwem. Nie jest możliwe, aby napisać wszystko, co otrzymałam dzięki tej terapii, dzięki Twojej pomocy. Oprócz tego, że jestem expochwiczanką i uporałam się z moim problemem, dojrzałam do bycia kobietą. Otworzyłam się na ten świat, odkryłam co daje mi szczęście i nie boję się zmian. Odkryłam jaką mam w sobie wielką radość życia i przybliżyłam się jeszcze bardziej do Pana Boga. Wskazałeś mi drogę, którą bardzo chętnie podążyłam i z której nie mam zamiaru zejść już nigdy więcej. Zrozumiałam jak wielkie znaczenie dla Pana Boga ma moje życie seksualne i teraz mogę się nim cieszyć bez żadnych ograniczeń. Ten czas będzie dla mnie niezapomniany, gdyż nie chcę, aby kiedykolwiek się kończył, chcę aby trwał. Chcę się uczyć siebie, bo w ten sposób mogę być szczęśliwa i dawać szczęście innym. Dziękować mogę również Najświętszej Panience, gdyż ona po moich modlitwach wskazała mi forum na którym pisali o Tobie. Masz wielki dar Andrzeju od Pana Boga, ponieważ pomagasz ludziom, którzy pomału tracą nadzieję. Sprawiasz, że Ci sami ludzie oddzyskują ją i mierzą się ze swoimi ograniczeniami, uczą się jak żyć.

Za to wszystko z całęgo serca dziękuję i niech Cię Pan Bóg błogosławi :):):):):):):):)



Bartek

Andrzeju - bycie mężczyzną jak wiesz nie jest proste. Ludzie dużo od nas oczekują, każdemu próbjemy się przyporządkować, aby nas lepiej oceniali, dobrze o nas myśleli i wiele innych rzeczy, które nam dupę zawracają i mieszają w głowach - ale po terapii wiem, że to nie jest ważne. Wiem, że najważniejsza jest miłość Boża oraz miłość mojej żony, a wszystko inne już jest nie ważne. Kto staje się ważny w życiu??? - ktoś dla kogo warto się postarać, kto może Ci dać nie powody do zmartwień, tylko kawałek serca i szczerość. Sami sobie stwarzamy problemy i brniemy w nie, a później je zwalamy na innych jako usprawiedliwienie siebie.

Całe życie rodzice uczyli mnie jak żyć. Wiele tata mnie nauczył, wiele mama mnie nauczyła, ale są w życiu rzeczy, które należy zrobić samemu - matura, studia, praca.... i wiele innych włączając w to życie seksualne z kobietą, którą się kocha najbardziej na świecie. Teraz wiem, że stosunek to tylko uwieńczenie zbliżenia między dwiema duszami, że jeżeli bliskość i seks nie narodzi się w głowie, to żadna cielesność nie da nam pełnej satysfakcji.

Ale wracając do rzeczy, które należy zrobić samemu - nigdy nie myślałem, że do rozdziewiczenia mojej kobiety będę potrzebował drugiego mężczyzny :):) haha.



Dziękujemy Andrzeju z całego serca. Żyj długo i pomagaj innym dalej.

Z pozdrownieniami serdecznymi,

Marta i Bartek

4.03.2012


98.

To już prawie 2 miesiące, Andrzeju! :)

Czas leci jak szalony i już niemal nie pamiętam o strachu i chorych myślach sprzed jeszcze paru miesięcy. I za to jestem Ci najbardziej wdzięczna: że smród „butaprenu” już na mnie nie działa, a odwyk okazał się niezwykle skuteczny.

I to prawda, że to wszystko, te obawy, te łzy i ten związek na krawędzi – to wszystko siedzi w naszych (kobiecych) głowach. Nasze wychowanie, Kościół, szkoła, kompleksy – przekonałam się o tym tak jak prawie setka podpisanych pod moimi podziękowaniami innych kobiet. A teraz sama siebie zaskakuję, że chcę i lubię się kochać w pozycjach, które jeszcze kilkanaście miesięcy temu budziły przerażenie! ;)

I seks jest fajny, i jest przyjemny! Za te proste prawdy też Ci bardzo dziękuję.

Ubiegły rok był dla mnie bardzo ważny – dużo się zmieniło. I nawet jeśli nie ma nikogo tam, na górze, to jakaś siła wyższa (albo bardziej przyziemnie: wujek Google :P) postawiła mi na drodze niesamowitego Andrzeja. Twoje nieziemskie poczucie humoru i ciepło miały też w tych zmianach swój udział! ;)

Drogie Panie, kilka(dziesiąt ;)) słów do Was! Andrzej dla niektórych jest guru, wybawicielem. Dla mnie jest przede wszystkim facetem, który wie, co mówi i jak mało który zna się na kobietach, wie o mnie więcej niż którykolwiek przyjaciel. Żaden cud, żaden cudowny seks i żaden najwspanialszy związek z mężczyzną nie zdarzą się, jeśli nie zaczniecie od poznania samej siebie. Choćby dziś!...

Uściski!

Justyna

PS Porad babci Greczynki postaram się nie zapomnieć do końca życia, choćbym miała je sobie namalować na ścianie!... ;)

29.02.2012


97.

Andrzeju

Dziękuję Ci za wszystkie maile, które pomogły nam wygrać z pochwicą. Przede wszystkim dziękuję Ci bardzo za to, że pomogłeś mi poprawić relację z Bogiem i z samą sobą. Po rozmowach z Tobą uświadomiłam sobie, iż ciągle w różnych relacjach stawiam zasady wyżej niż miłość. Dzięki Tobie przestałam się o wszystko obwiniać. Zaczęłam się wreszcie cieszyć i być wdzięczna, że Pan Bóg mnie na ten świat powołał. Dzięki Tobie zaczęłam odkrywać i doceniać moją kobiecość. Wreszcie rozumiem co znaczą słowa, które nieraz słyszałam w kościele i brzmiały dla mnie jak pusty frazes, że kobiecość i męskość są "darem" od Boga. Dziękuję Ci za pomoc w ratowaniu i umacnianiu naszego małżeństwa. Dziękuję Ci, że zaczyna budzić się we mnie wiara w to, że jeśli dostaniemy taką szansę i pocznie się maleństwo, to będę w stanie dobrze się nim zająć.


M.

24.02.2012


96.

Kochany Wybawicielu!



Trochę spóźnione te moje podziękowania, ale szczere i z głębi serca…

Mój problem z pochwicą zaczął się dawno temu. Zdiagnozował ją u mnie światowej sławy seksuolog, ale stwierdził,

że już tak kobiety mają i jedna na dziesięć kobiet po prostu ma pochwicę i jakoś z nią żyje.

Teraz wiem jak debilne to było stwierdzenie.

Przecież pochwica to nie choroba! To jakieś chore ograniczenia, które my dziewczyny same sobie wkładamy do głowy…

Po czasie okazuje się, że seks jest nie tylko przyjemny, jest zajebiście fajny. Seks to po prostu najlepsza zabawa pod słońcem ;-)



Andrzeju, dziękuję Ci, że

- Cię poznałam,

- poświęciłeś mi swój czas,

- sprawiłeś że zaczęłam myśleć inaczej,

- zaczęło mi się chcieć,

- przywróciłeś mi wiarę w siebie i ludzi,

- wyzwoliłam się z ograniczeń, które sama sobie wcześniej wbijałam do głowy

- seks zaczął być dla mnie fajny, radosny, spontaniczny i bardzo przyjemny :)

- wreszcie poczułam się szczęśliwa!



Można by tak jeszcze wymieniać bez końca, bo jesteś Wielkim Człowiekiem o otwartym umyśle i sercu i bardzo się cieszę,

że mogłam Cię poznać!



Monika J.

29.12.2011


95.

Andrzejku UDAŁO SIĘ!!! :) UDAŁO SIĘ!!! :)Ta grudniowa noc na zawsze pozostanie w naszej pamięci, właśnie dzisiaj kochaliśmy się :) To najlepszy prezent jaki mogłam podarować mężowi z okazji imienin i nadchodzącej gwiazdki :) Fajnie było być pochwiczanką, ale jeszcze fajniej jest być ex-pochwiczanką :) Niesamowite uczucie, którego nie byłabym w stanie poczuć bez Twojej pomocy!
Dziękujemy Ci z całego serca Andrzejku za poświęcenie nam swojego cennego czasu, za wspaniałe rady, którymi w każdym mailu nas obdarowywałeś, za ciepłe słowa, których nigdy nie zabrakło, za to, że dzięki Tobie zrozumiałam jak ważny i jak wspaniały jest mój mąż. Moje relacje z mężem już dawno nie wyglądały tak dobrze jak teraz. Będziemy dalej pielęgnować naszą miłość, aby nigdy nie zabrakło jej dla naszych dzieci, które dzięki Tobie cudowny Andrzejku będą mogły się w przyszłości pojawić :) Warto było czekać te 7 miesięcy na sukces, na te łzy radości i na wypieki na buzi po naszym pierwszym razie :) Jestem szczęśliwa, oboje jesteśmy i oboje jeszcze raz serdecznie Ci dziękujemy :) To była niezapomniana przygoda, której nigdy nie będziemy żałować. Warto było wejść na tę właściwą drogę, która zaprowadziła nas do wielkiego szczęścia :)

Dziękujemy!!! Dziękujemy!!! Jeszcze raz dziękujemy kochany Andrzejku!!!

Przyłączę się do apelu innych ex-pochwiczanek do dziewczyn, które nie mogą współżyć. Dziewczyny to na prawdę jest możliwe. Czytając pierwszy raz podziękowania na stronie nie wierzyłam, że to co piszą dziewczyny jest prawdziwe. A jednak sama mogę teraz napisać udało się :) Jestem po tej drugiej stronie, przekonałam się na własnej skórze, że to nie żadna ściema, ale najprawdziwsza prawda :) Więcej wiary i odwagi dziewczyny, nie zwlekajcie dłużej, piszcie do naszego Guru Andrzeja :) On jest WIELKI i JEDYNY, który może Wam pomóc :)

Szczęśliwie zakochani Aneta i Darek

20.12.2011


PS94.

hej!!!

wiadomość dnia...

niewiem czy to Ci się często przytrafia wśród "pacjentów", ale nam się udało na maksa tj. jestem w 5 tygodniu ciąży:))))))

nieżle narozrabialiśmy co???

pozdrawiamy

Sabina

20.12.2011


94.

Drogi Andrzeju!!!!

W końcu i ja mogę Ci podziękować... Sam wiesz, że byłam trudną "pacjentką", zawsze miałam swoje zdanie. Wiesz również, że nieźle mnie wkurzałeś, ale przyznam teraz, że właśnie Twoje ostre słowa zadziałały na mnie motywująco.

Po 2,5 miesięcznych ćwiczeniach udało Nam się... i wcale nie była to droga przez mękę. Te dwa kilogramy wystruganych marchewek poczyniły cuda:))))

Jesteś cudownym człowiekiem! Dziękuję za wszystkie komplementy i opieprzanie kiedy się należało :)))

Dziękujemy!

Pozdrawiam serdecznie....

Sabina

P.S. Dziewczyny nie czekajcie. On jest genialny!!! Ja też myślałam, że mi się nie uda:)))))))))

30.11.2011


93.

KOCHANY ANDRZEJU

DZIĘKUJEMY CI ZA TO, ŻE UŚWIADOMILEŚ NAM, ŻE MOŻNA ŻYĆ INACZEJ,

A TAKŻE ZA TO, ŻE MOŻEMY UPRAWIAĆ SEX KIEDY CHCEMY I JAK CHCEMY.

Iza i Michał

26.11.2011


92.

Andrzeju!

I my po niecałych czterech miesiącach od spotkania z Tobą z radością możemy przekazać serdecznie podziękowania! Dziękujemy za to jedno spotkanie z Tobą, które dało nam tak wiele i pomogło przezwyciężyć nasz problem!

Dziękujemy za genialne wskazówki, które powinieneś opatentować! :)

Dzięki Twojej pomocy możemy cieszyć się naszym związkiem i małżeństwem jak nigdy przedtem, uprawiać seks i cieszyć się nim.

Ogromnie się cieszymy!!!

Naprawdę zachęcamy wszystkich: kobietki i ich mężczyzn, żyjących w związkach i samotnych – nie wahajcie się! Jeżeli potrzebujecie pomocy skontaktujecie z Andrzejem! Polecamy!!!

Pozdrawiamy serdecznie!

Szczęśliwi A i C

30.10.2011


PPS 69.

Andrzeju kochany, zostałam mamą!!! :))))
Zanim się pochwalę na forum chciałam najpierw poinformować Ciebie, bo Tobie zawdzięczam to co osiągnęłam.
6.10. przyszedł na świat nasz wyczekiwany, najukochańszy i w ogóle naj, naj synek :))) Ma 55cm i waży 3760 więc kawał chłopa do wypchnięcia ale się udało i to drogami natury! Ale mimo ogromnego bólu i utrudnienia dzieciaczkowi porodu jestem z siebie dumna, że dałam radę!
Wciąż nie mogę uwierzyć, że niecałe 2 lata od rozpoczęcia terapii trzymam w ramionach największy mój skarb i cud!!
Jestem taka szczęśliwa!!!
A Ty jesteś najlepszym z najlepszych terapeutów na świecie!!
Dzięki po raz kolejny!
Pozdrawiam radośnie i gorąco!
Kasia
I specjalne podziękowania od równie szczęśliwego tatusia :))

13.10.2011


91.

Andrzeju ;-)

Bardzo baardzo baaardzo dziękuję Ci za to jak bardzo nam pomogłeś ;-)

Za nowe spojrzenie na nasz związek i męża. Za podniesienie mojej samooceny ;-)

Za stawianie pytań, a nie gotowych odpowiedzi :-) za długą listę lektur.

Za czas który mi poświęciłeś (dużo czasu :-), nocne maile, szybkie odpowiedzi, cierpliwość.

ZA POMOC W DOCENIANIU CHWIL, KTÓRE WIĘCEJ MOGĄ SIĘ NIE POWTÓRZYĆ…

Kilkanaście lat nikt nie był wstanie „namówić” mnie do czytania książek. A Ty zrobiłeś to zupełnie BEZBOLEŚNIE :-)

polubiłam czytanie książek różnistych :-) za to również należą Ci się podziękowania.

Spotkałam się z Tobą w Warszawie tylko raz, reszta to były codziennie maile, ćwiczenia, lektury i praca nad sobą.

Po kilku miesiącach przebrnęliśmy z mężem przez to co wydawało mi się już sytuacją beznadziejną.

Potrzebowałam jeszcze jakiś kolejnych 2-3 miesięcy, by fakt UGRUNTOWAC i upewnić się, że choć nie wszystko jeszcze

idzie nam dziś tak gładko i wiele pracy przed nami to WIEM, ŻE WSZYSTKO DA SIĘ!!

Wanda

ps

Wszystkie dziewczyny które mają TEN problem namawiam – nie zastanawiajcie się czy „wybrać” Andrzeja po prostu to zróbcie,

a ON na pewno znajdzie sposób na każda z was :-) Zastanawiać, myśleć, przemyślać i dumać będziecie podczas terapii ;-)



Ja Nigdy Ciebie nie zapomnę :-*) Andrzeju

Pozdrawiam gorąco ;-)

6.10.2011


90.

12.09.2011


89.

Andrzeju,

Moja „przygoda z pochwicą” trwała prawie dwa lata, od spotkania z Tobą odnieśliśmy sukces po 3,5 miesiąca. Długo nie mogłam określić się mianem ex-pochwiczanki, ponieważ ciągle towarzyszył mi lęk przy kolejnej próbie współżycia. Przed zjazdem w Spale uświadomiłam sobie, że tak naprawdę teraz mogę uprawiać seks, choć jeszcze przez jakiś czas będę uczyła się, jak to robić. Zdałam sobie sprawę z tego, że zrobiliśmy krok milowy, ponieważ udało się zrobić coś, co do tej pory uważałam za niemożliwe, co spędzało mi sen z powiek i na poczet czego wylałam całe litry łez.

Chcę Ci podziękować przede wszystkim za zmiany, jakie wprowadziłeś w moim życiu. Miałeś rację, że będę dziękować Ci za zmianę sposobu myślenia o wszystkim, co mnie otacza. Pokazałeś mi, że to ja tworzę rzeczywistość, która jest wokół mnie przez przekonania jakie buduję na jej temat. I przede wszystkim za to BARDZO Ci dziękuję. Dziękuję Ci też za to, że pod wpływem Twoich często wyprowadzających mnie w pierwszym momencie z równowagi prowokacji skłoniłeś mnie do zmiany utartych schematów myślenia, także tych o seksie. Zobaczyłam w sobie kobietę, która też może być sexy.

Dziękuję Ci za słowa pokrzepienia które do mnie kierowałeś, kopniaki w tyłek i słowa na opamiętanie. Wiem, że moja „droga do doskonałości” w kwestii seksu jeszcze nie została ukończona, ciągle mam nad czym pracować, ale dzięki temu, co już się zadziało wierzę, że warto próbować i być konsekwentnym.

Jeżeli czyta to któraś z Was Kobitki, teraz jeszcze pochwiczanek, to wiedzcie, że ja czytając podziękowania innych dziewczyn płakałam, zazdrościłam i nie wierzyłam, że ja kiedyś też je napiszę. Niech słowa każdej ex będą dla Was zachętą do napisania do Andrzeja, bo ten człowiek naprawdę ma niesamowity dar.

Andrzeju, cieszę się, że spotkaliśmy takiego człowieka jak Ty. Dziękuję za wszystko co dla nas zrobiłeś.

M&Ł

13.09.2011


88.

Andrzeju!

Dziękuję Ci bardzo, że pomogłeś mi pokonać pochwicę i mogę śmiało wykrzyczeć hurra udało się! Dzięki pochwicy poznałam Ciebie, to forum, Twoje książki, inny sposób myślenia, okazało się, że nie jestem sama z problemem, byłam na zlocie, a przede wszystkim zbliżyliśmy się bardzo z J. Uważam, że sex jest fascynujący i chcę go dalej odkrywać z J.

Super będzie przeczytać swoje podziękowania na stronie :)

Dziewczyny! Pochwica sama nie przejdzie dlatego piszcie śmiało do Andrzeja, On Wam na pewno pomoże nie tylko w pozbyciu się bólu.

Pozdrawiam M.

4.09.2011


87.

Drogi Andrzeju :)

Brak mi słów żeby Ci podziękować za wszystko co dla nas zrobiłeś. Dziękuję za to że pomogłeś mi uwierzyć w siebie, że niemożliwe stało się możliwe. Że jednak moja sytuacja nie była taka beznadziejna. Dziękujemy za to ze razem z mężem patrzymy na świat inaczej a słowa nabrały innego znaczenia. Kiedyś myślałam że ze mną jest coś nie tak, że chyba jestem jakaś upośledzona. I tak było z dużym naciskiem na BYŁO :). Bo teraz się czuje wspaniale :) i to dzięki Tobie. "Ruchamy" się z mężem jak dzikie króliki i robimy co chcemy, nie mamy żadnego ograniczenia, nic mnie już nie blokuje :):):).

Dzięki Tobie mogę sobie pozwolić na kolejny etap, mogę wyznaczyć sobie kolejny cel - Dzieciątko :)

Za to wszystko dziękujemy Ci Andrzeju z całego serca :)
DZIĘKUJEMY !!!

anda18

10.08.2011


86.

Drogi Andrzeju

Piszę moje skromne słowa uznania dla Twojej osoby i pracy, jaką wykonujesz.

Dziękuję za pomoc w pokonaniu pochwicy, moich lęków, wymysłów i głupich nawyków.

Dziękuję za zmianę jaka we mnie się dokonała, cieszę się że przez pochwicę poznałam ciebie „dziwnego faceta”, który mądrze i prawdziwie mówi to co myśli :)

Zmieniłeś nasze życie na lepsze zaczynając od nas, czyli mnie i mojego męża, który Cię uwielbia i stawia sobie za wzór :)))

Pochwica była światełkiem w tunelu, od jej pokonania wszystko się zmieniło, pokonaliśmy ją wspólnie z mężem, a później wspólnie podjęliśmy decyzję, że przyszła pora na kolejnym etap w małżeństwie-dziecko. Teraz jesteśmy rodzicami 2 letniego chłopczyka, który jest prawdziwym dowodem na to że pochwicę z Twoją pomocą można szybko, przyjemnie i łatwo pokonać :)

Piszę te podziękowania z uśmiechem na ustach, teraz siedzę i wspominam jak to było z marchewkami-przygoda, miła i przyjemna marchewkowa przygoda :)

Andrzeju jesteś cudownym człowiekiem!!! Jak dobrze, że mogliśmy Cię poznać.

Cieszymy się również z dzisiejszego spotkania, na mokrej Suchej Górze, które przypomniało nam po 2 latach, to o czym zapomnieliśmy w wirze dnia codziennego. Kończymy stary związek, zaczynamy nowy, lepszy dzięki kolejnym wskazówkom, tym razem w sprawie odnalezienia się w nowej sytuacji – bycia rodzicami (co nie jest łatwe :).

Cieszymy się, że Cię mamy i zawsze możemy na Ciebie liczyć!!

Do zobaczenia, buziole, pa!

M&M

P.s.: Podziękowanie napisane są wspólnie :)

25.07.2011


85.

Andrzeju - Ratowniku Pochwiczanek!



Tyle pieknych zdan chcialabym napisac, ale wszystko to bedzie za malo.

Od momentu, kiedy znalazlam Twoja strone i przeczytalam forum wraz z podziekowaniami, marzylam, by znalezc sie po tej drugiej cudownej stronie. Chodzilam podekscytowana, poziom adrenaliny znacznie mi sie podniosl, bo po 13 latach zycia z pochwica, dowiedzialam sie, ze nie jestem jedymym dziwolagiem na swiecie. Zaczela tlic sie we mnie nadzieja, ze mam szanse zaczac normalne zycie.

Wszystkie ex byly dla mnie boginiami, aniolami - kims o kilka strzebli wyzej ode mnie na drabinie bytu - kims kim i ja mialam szanse sie stac. Jednak nawet w najsmielszych moich myslach nie bralam pod uwage, ze tylko po trzech miesiacach reguralnych, codziennych cwiczen, tez bede aniolem :)

To przeciez ja mialam byc ta, ktorej leczenie potrwa kilka albo kilkanascie lat.

Jestem po tej upragnionej stronie dwa i pol miesiaca, i cieszymy sie z moim partnerem udanym zyciem seksualnym bez zadnego bolu. Nie sadzilam tylo, ze tak szybko przywykne do nowego zycia i juz prawie zapomnialam, ze mialam pochwice :)

Moje problemy po pokonaniu pochwicy nie skonczyly sie, a blednie zakladalam, ze zapanuje absolutne szczescie :) Najwazniejsze, ze juz nie panikuje jak przedtem, ze staram sie nie stresowac na zapas, ze wzroslo moje poczucie wartosci, ze chce sie zmieniac.

Nie wierzylam, ze kiedykolwiek to napisze: nie zaluje, ze mialam pochwice, i nie wstydze sie jej, nie zaluje tez ze znalazlam Cie dopiero w tym roku, bo wszystko stalo sie w swoim czasie :)

Dziewczyny, ktore jestescie przed i w trakcie terapi, my ex naprawde istniejemy. Jesli ja, najwieksza panikara i histeryczka znalazla sie na tej stronie, to wam tez sie uda i to bez bolu nawet podczas pierwszego razu :)

Ratowniku!

Podziwiam Twoj tok myslenia i rozumienia.

Podziwiam, ze zaopiekowales sie nami pochwiczankami.

Tak jak zapytala Cie juz jedna z ex, tez chce zrobic to samo: Skad zes ty sie wziales na tym swiecie? :)

Przekazuje gratulacje dla Ciebie od moich rodzicow i brata, ktorzy sa pelni podziwu, ze dokonales czegos o czym i oni marzyli.

Dziekuje, za prawde.

Dziekuje, ze spelniles moje marzenie.

Dziekuje, ze mnie nie rozczarowales.

Dziekuje, ze naprawde nie bolalo.

Dziekuje za Twoje ksiazki.

Dziekuje za Twoj czas.

Dziekuje za Twoja ciepliwosc.

Dziekuje za pyszny obiad i wino.

Dziekuje Bogu, za to, ze jestes!

Ewa

20.07.2011


84.

Drogi Panie Andrzeju,

Chociaż to pierwszy mój mail do Pana, będzie to mail z podziękowaniami :)

Od dłuższego czasu jestem stałym gościem na stronie internetowej, którą Pan stworzył, wiernym czytaczem forum. Jakiś rok temu ku własnemu przerażeniu odkryłam, że problem pochwicy dotyczy również mnie. Na początku nie wiedziałam nawet jak tę blokadę nazwać, nie było mowy o zwróceniu się o pomoc do kogokolwiek, bo nie umiałam nawet Ukochanemu wyjaśnić co się dzieje i dlaczego tak jest. Jednym słowem wstyd, poczucie że nie jest się kobietą, udupianie się w swojej tragedii..

Po kolejnych nieudanych próbach szukając jakichś wskazówek w Internecie, trafiłam na Pana stronę:

Była nadzieja – taki problem jest, nie mnie jedną to spotkało, jest ktoś, kto pomaga (!)

Była rozpacz – a więc to jednak prawda, nic mi się nie wydawało, to opisana przypadłość z którą ludzie niekiedy borykają się latami. Nadzieja, że przy kolejnej próbie stanie się cud, prysła..

Potem był czas uciekania od problemu, godzenia się, że trzeba coś z tym zrobić, że to nieuniknione, co najwyżej można to jeszcze trochę odwlec.

I tak jak Pan napisał w którymś momencie na forum, gdy spotyka nas porażka nasza reakcja często prowadzi do rozczarowania i wniosków – ja jestem przyczyną. Wyjściem, jakie Pan wskazał, jest podmiana rozczarowania na ciekawość, i myślę że choć nie było to taka entuzjastyczna ciekawość, to coś na jej kształt zaczęło się we mnie wtedy budzić. Zaczęłam czytać forum i choć daleka byłam od rozpoczęcia terapii, zaczęłam się oswajać z tematem, a to już było wiele, niech Pan mi wierzy :). Kiedy proponowana przez Pana terapia zaczęła mi się składać w całość, nie było w sferze moich wyobrażeń, że ja jestem do niej zdolna – co dopiero żeby angażować w to ukochaną osobę. Musiało upłynąć dużo wody w Wiśle zanim ciekawość i pierwsze próby przekonania się, czy coś tam w ogóle wejdzie ;)wzięły górę nad moją romantyczną wizją fizycznej miłości :P. Teraz wiem, że problem leżał w głowie i tak naprawdę trzeba było bardzo niewiele, żeby się go pozbyć.

Przez ten czas wiele się zmieniło, chyba dużo się nauczyłam, przede wszystkim o sobie, swoim ciele, swoich potrzebach, nabrałam też dystansu do spraw seksu. No i przede wszystkim przezwyciężyłam pochwicę – mogę się kochać!:). Nadal wiele pracy przed nami, ale jesteśmy o te kilka hektolitrów łez bliżej siebie, i o te wiele nieprzespanych, przegadanych nocy. Nie żałuję, że nam się to przytrafiło, gdyby wszystko przyszło łatwo nigdy nie dowiedzielibyśmy się tyle o sobie, a tak czujemy, że razem wszystkiemu damy radę:).

Panie Andrzeju, gdyby nie Pan, nie bylibyśmy tym kim jesteśmy – kobietą i mężczyzną, którzy czerpią ze swojej miłości siłę i radość. Mimo, że nigdy tak naprawdę nie zwróciłam się do Pana bezpośrednio o pomoc, czuję ogromny dług wdzięczności. Pan wskazał mi drogę, otworzył w głowie parę zardzewiałych szufladek a ja osiągnęłam swój cel:). To Pan pozwolił mi uwierzyć , że ja też MOGĘ :). Bez cennych informacji znalezionych na tej stronie, nigdy nie doszłabym do tego.

Dziękuję z całego serca! To co Pan robi, jest wspaniałe.

Pozdrawiam gorąco,

Iwona

14.06.2011


83.

KOCHANY ANDZRZEJKU :-))))
 
Spotkanie CIEBIE było dla nas najcudowniejszym doświadczeniem w naszym życiu :-)
Widzieliśmy CIĘ pierwszy raz , ale czuliśmy się z mężem tak jak byśmy znali się od lat.
Dziękujemy CI z całego serca , że pomogłeś nam w pozbyciu się pochwicy.
Spotkaliśmy się 30 kwietnia , a 10 czerwca uprawiałam z mężem pierwszy seks , po 7 latach męczarni , nieudanych prób , wylanych łez w końcu jestem prawdziwą i szczęśliwą kobietą :) .
Wystarczyło jedno spotkanie z TOBĄ abyśmy stali się w pełni szczęśliwym małżeństwem.
Apel do wszystkich kobiet , które mają pochwice , nie warto czekać , aż samo przejdzie bo takiej opcji nie ma .
Jak najszybciej zgłoście się do ANDRZEJA , jego terapia jest w 100 % skuteczna.
ANDRZEJKU tego co TOBIE zawdzięczamy nie da się opisać w kilku zdaniach , trzeba by napisać bardzo długi referat.
Dziękujemy CI z całego serca za to wszystko co dla nas zrobiłeś , za wszystkie maile , za poświęcony nam czas , za pyszną kawkę z miodem oraz za wspaniałą przygodę z saneczkami.
 
Jesteś po prostu wielkim i cudownym człowiekiem :-)))))))))))))))))))
 
                           DZIĘKUJEMY  ,  DZIĘKUJEMY ,  DZIĘKUJEMY :-*****

A i Ł

12.06.2011


82.

Andrzeju

Zanim Cię poznaliśmy, próbowaliśmy na wiele sposobów poradzić sobie z tym by móc się kochać. Wszystkie zawodziły lub nie starczyło na nie motywacji. Przynosiło to tylko smutek, kłótnie i jeszcze większe rozterki. Choć wiemy już seks nie ma mocy cudotwórczej i nie jest najważniejszy w życiu, to jednak nikt tak dobrze jak pochwiczanka nie zrozumie, że BRAK seksu potrafi zatruć życie. Myśli, że jest się „wybrakowanym modelem”, nie spełnia się oczekiwań faceta, że jestem beznadziejna i nic mi już nigdy nie pomoże. Gdy znaleźliśmy twoją stronę w internecie, szczerze mówiąc nie chciało nam się wierzyć, że jakiś inny facet może rozwiązać nasze problemy. Jednak po pierwszych mailach, a następnie po spotkaniu z tobą upewniliśmy się w twierdzeniu, że facet zna się na rzeczy i wie co robi :) Chociaż terapia nie była łatwa, małymi kroczkami zbliżaliśmy się do osiągnięcia celu, aż w końcu po kilku miesiącach się udało.

Nareszcie jestem szczęśliwa w pełni! Pomogłeś mi uporać się z własnym i niesłusznym poczuciem winy i dzięki tobie pozbyłam się moich kompleksów i zrobiłam się odważniejsza. Niewiarygodne, ale cel osiągnęłam dokładnie w dniu, który wybrałam sobie ponad pół roku wcześniej (to kolejny dowód na to, że Andrzej jest czarodziejem ;))

W naszym związku dużo zmieniło się na lepsze. Seks jest świetny ;) Uczucie nie do opisania. I już nie chodzi o samą przyjemność
fizyczną, ale o to co dzieje się w środku ;) Dzięki Andrzeju!

Dziękuję ci Andrzeju za spotkanie, które wycisnęło ze mnie dużo łez ale też dało wiele do myślenia i zaprawiło do boju :)
Myślałam, że będę tą jedyną, której się nie uda, ale to ja pokonałam pochwicę dzięki Andrzejowi, a nie pochwica mnie!

DZIĘKUJEMY!

K & A

7.06.2011


81.

Cześć Andrzej! :)

Trafiłem do Ciebie pełen strachu złych poglądów pełen kompleksów. Nieświadomy rzeczywistości, otaczającego mnie piękna, nie doceniałem chwil spędzonych z L, znajomymi, jak i sam w pojedynkę.

Teraz, dzięki spotkaniom z Tobą, dzięki tym przejechanym kilometrom do Ciebie, do L, dzięki nieskończenie wielu zmianom poglądów, zmianom w sposobie myślenia dzięki, czasowi, który poświęciłeś nam, a my sobie wzajemnie stałem się lepszym, świadomym swej wartości człowiekiem. Dzięki słowom przeczytanym "Setmanowskich" książek poznałem wartość szacunku do siebie samego i wszystkich otaczających nas ludzi, wartość czasu, który staje się dla mnie niezwykle ważny, wartość rozmowy, która nie tylko rozwiązuje problemy i spory, ale daje niezwykle cenne informacje o drugiej osobie, jej potrzebach i pragnieniach. Czasem jakże trudna rozmowa przez mężczyzn niedoceniana, stała się prosta. A dzięki niej ile czasu można oszczędzić, czasu, który można poświęcić na rzeczy przyjemne niosące satysfakcje, zadowolenie i wspaniałe samopoczucie. Pokazałeś jak patrzeć na życie i cieszyć się nim. Dzięki Twojemu poczuciu humoru odkryłem własne, co pozwala mi wspólnie bawić się z L, wymyślać, co raz to dziwaczne rzeczy i w sposób niezwykle przyjemny spędzać czas. Poznałem wartość słowa „chcieć”, które pozwala kierować się tam gdzie wskazuje nasz wskazujący palec – do celu. Cel nabrał większego znaczenia. Bez niego nic by się nie działo, nie było by, po, co żyć, po co odkładać pieniądze, po co poświęcać na cokolwiek czas.

W końcu dzięki ponad siedemdziesięciu nastruganym marchewkom, które miały łącznie ponad pięć metrów obwodu i dziesięć długości, dzięki nieskończenie wielu mililitrom przelanego lubrykantu i nieskończenie wielu minutom poświeconym przeze mnie, a w o wiele większej mierze przez L na ćwiczenia, dzięki determinacji i samozaparcia w dążeniu do celu, które wyciągało nas z dołków i pięło na szczyty, w końcu się udało. Dzięki linie, którą nam podałeś, dzięki tym, że wskazałeś drogę wspólnie wspięliśmy się na Mount Everest. Coś, co kiedyś było nieosiągalne, dziś jest jak wstawanie każdego ranka i picie kawy z mlekiem. Jest łatwe jak oddychanie i niezwykłe jak podróż w nieznane. A dzięki pracy, którą chcemy poświęcić temu stanie się jeszcze lepsze! Seks już na stałe zadomowił się w naszych mózgach, zadomowił się w nas całych. Jestem dumny z L, dumny z siebie! A co ważniejsze... Nie cofnąłbym czasu by coś potoczyło się inaczej, bo dzięki terapii, tym spotkaniom na marchewkowej trasie z Tobą na żywo, w mailach i na forum z pochwiczankami i pochwiczanami, dzięki tylu mądrym słowom napotkanym na tej drodze nie jestem pięćdziesiąt ani sześćdziesiąt procent. Jestem dziewięćdziesiąt procent i więcej!

Szczęśliwy Alphamale!

7.06.2011


80.

Kochany Andrzeju!

Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że pochwica to już przeszłość! Dzisiaj znowu się Kochaliśmy- tak po prostu, tak naturalnie, bez bólu, strachu, skrępowania :) O tym, że pochwica już nie istnieje w mojej głowie przekonałam się także podczas wizyty u ginekologa- sama do siebie się śmiałam w trakcie tego badania :)

Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale dziękuję za tę pochwicę, bo dzięki niej poznałam Ciebie, a na dodatek siebie i mojego Mężczyznę :) Jeśli ktoś patrzałby na mnie z boku to nie widziałby namacalnej zmiany w moim życiu, bo ona dokonała się w mojej głowie. Wszystko wokoło jest takie samo, świat jest taki sam, ludzie ci sami, Chłopak ten sam :) A jednak wszystko wydaje mi się piękniejsze- patrząc przez okno widzę cudowny świat- a nie przeprowadziłam się :)

            Chcę Ci podziękować za jedną z ważniejszych zmian, która się we mnie dokonała i która miała bardzo duże znaczenie dla naszego związku- że wpłynąłeś poprzez rozmowy, Twoje książki, maile na mój obraz M., teraz widzę w nim Cudownego Mężczyznę, którego Bardzo Kocham.

            A kiedy patrzę do lustra widzę Kobietę, która czuje się piękna i jest bardziej świadoma, wie też czego najbardziej potrzebuje mężczyzna i jak mu to dać :) Dalej nad sobą pracuję, ale to Ty pokazałeś mi jak budować w sobie bardzo cenne i niezbędne- poczucie własnej wartości.

            Nie wiem co byłoby, gdybyśmy Cię nie poznali i nie odważyli się do Ciebie przyjechać- pewnie stałabym się przeciętną, narzekającą i nieszczęśliwą Matką Polką- byłam już na dobrej drodze :P Często słyszę w swojej głowie zdanie, które nam powiedziałeś na spotkaniu „Zbudujcie swój związek, a nie związek oparty na schematach waszych rodziców”, chce Ci powiedzieć, że tak właśnie robimy :) Mam poczucie, że nasz związek nie należy do przeciętnych :)

            Andrzeju chcę Ci podziękować za wszystko, co dla nas zrobiłeś (chodź nie zdołam tego wszystkiego wymienić)- że wydobyłeś z nas poczucie, iż jesteśmy wyjątkowymi i wartościowymi ludźmi, za każdego mila, rozmowę, spotkanie, książki, które tego lata zamierzam przeczytać jeszcze raz :) za to jak z nami pracowałeś, za to że naprowadzałeś i inspirowałeś, za szalone zadania domowe….


D Z I Ę K U J E M Y !!

- Szczęśliwi Kochankowie

4.06.2011


79.

Andrzeju dziękuje za:
-za pyszną kawkę z miodem i domową atmosferę podczas spotkania :)
-za Twoje książki "otwieracze-zmiażdżacze serc" w sensie mega pozytywnym
-za inspirowanie i zachęcanie do myślenia
-za pokazanie, że konsekwencja w dążeniu do celu naprawdę przynosi efekty
-za lepsze zrozumienie i poznanie siebie, a w tym swojego ciała
-za odnalezienie w sobie kobiety pewnej siebie, radosnej, seksownej /noszę sukienki!/
-za poznawanie psychiki partnera a przez lepsze zrozumienie go, a co za tym idzie mniej konfliktów, więcej fajnych chwil razem
-za pokazanie jak ważne jest docenianie,komplementowanie, chwalenie,okazywanie uczuć swojemu Mężczyźnie w codziennym dniu
-za ściągniecie tabu i wstydu ze sfery seksu, seksualności - byłam w sexshopie, oglądać gadżety:)
-za pomoc w osiągnięciu celu - Andrzeju jak Ty to zrobiłeś????

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że cała moja terapia zaczęła się dopiero wtedy, kiedy zaczęłam wymagać zmian od siebie, a nie od partnera :))) wtedy dopiero był przełom.
Pamiętam noc po rozmowie z Tobą, której wyłam do księżyca, bo zobaczyłam w jakim miejscu jestem i jak wielki tron Matki Polki zajmuję.Niezadowolona, zrzędząca, krytykująca, wymagająca i ciągle czegoś od faceta.

Kochamy się z "wkładankiem" od miesiąca. Są to nasze początki, więc szału nie ma, ale jest coraz przyjemniej, weselej, odważniej. Dopiero kilka pozycji wypróbowanych, ale reszta przed nami :)))

Z 31 kwietnia na 1 maja udało się podziękować Pani Pochwicy, a przywitać Wolność Radość i Poczucie Rozkoszy. Byliśmy w takim szoku, że kręciło mi się głowie /dosłownie/.
Cudowne uczucie!!!!!!!!!
Mam tu na myśli poczucie zwycięstwa zmieszane z rozkoszą seksualną - mega Deser! :)

Andrzeju jesteś Wspaniałym i Bardzo Mądry Człowiekiem,Profesjonalnym Terapeutą. Słowa moje są ułomne na opisanie tego co czuję...
to niesamowite, że mogłam Cię znaleźć, poznać, pracować z Tobą...to dla mnie wielki zaszczyt!
W chwili, kiedy w styczniu znalazłam Twoją stronę i poczytałam podziękowania eks-pochwiczanek, od razu Ci uwierzyłam, i że mi/nam pomożesz i tak też się stało.

Kurcze Andrzej skąd Ty się wziąłeś na tej Ziemi ??? jakkolwiek, proszę pozostań na niej jak najdłużej :)!

pozdr serdecznie

MIKI

31.05.2011


78.

KOCHANY ANDRZEJU! TU MASAKRA:)


Zacznę od tego, że życie to typowo skomplikowana sprawa!!!! Jednak dzięki Tobie zrozumiałam, że z 90 % naszych

nibyproblemów to tylko i wyłącznie nasza sprawka!!! Sami sobie wpierdzielamy takie jazdy, że szkoda słów. To wszystko

to wina naszych pędzących myśli, które same nas nakręcają i tak właśnie jest tez z "pochwicą". Teraz uważam, tak

jak mi kiedyś Mateusz Grzesiak powiedział, że tak na prawdę to pochwica nie istnieje!!! Z własnego doświadczenia wiem,

że ciągłe myślenie o "pochwicy" powoduje naszą blokadę, bo to jest tylko psychika!!!! Andrzeju nie raz mi mówiłeś, że

moja cipka myśli za mnie, bo mój już teraz były mąż nie był po prostu dla mnie. Ale teraz po dłuuugim czasie płaczu i

cierpieniu wreszcie czuję się prawdziwą kobietą:) a nawet mój facet uważa że jestem Jego księżniczką:)

Tak na prawdę każda z nas jest taką księżniczką, bo każda z nas jest wyjątkowa!!!!!


A co tego mojego pierwszego razu to było wspaniale, jeszcze nigdy w życiu mi tak serce szybko nie biło przy facecie

jak wtedy.Trochę się stresowałam, bo myślałam sobie że może znowu się nie udać i że znowu będzie mi przykro, ale

rozluźniłam się i powolutku, wspierana przez mojego mężczyznę otworzyłam się!!!!

Resztę szczegółów zachowam dla nas;)

Teraz za każdym razem jest lepiej i powoli seks zaczyna mi sprawiać przyjemność:) a dodam jeszcze że wcale nie

ćwiczyłam, a wcześniej nie mogłam nawet paluszka włożyć.


Drogi Andrzeju wszystko dzięki Tobie!!!! Pomimo ciężkich chwil, potrafiłeś mi otworzyć oczy i sprawiłeś, że życie nie jest

już takie szare jak kiedyś!!!

Nie wiem co jeszcze mam pisać i chciałabym aby wystarczyło słowo DZIĘKUJĘ, ale wiem, że to nie wystarczy!!!!!!

bo to co robisz dla innych ludzi jest bezcenne!!!


Jeszcze parę słów dla wszystkich kobitek, nie stresujcie się bo ta cała niby pochwica nie jest tego warta, wiem co mówię i

wiem że teraz sobie myślicie że łatwo mi to mówic bo juz mam to za sobą, ale wierzcie mi byłam tez na Waszym miejscu i

wiem jakie uczucia Wam towarzyszą. Jeśli kochacie tak bardzo swoich mężczyzn a Oni Was to nie ma możliwości żeby się

nie udało, To kwestia odpowiedniego wyobrażenia sobie jak bardzo chciałybyście poczuć tego którego kochacie, w sobie,

aby seks nie był tylko aktem fizycznym (któremu według Was towarzyszy ból, bo wcale nie musi tak być, tego nawet nie

można nazwać bólem, to raczej można nazwać nieprzyjemnym uczuciem, ale powtarzam nie zawsze tak jest) ale też

przeżyciem duchowym, bo akurat mi to właśnie bardzo pomogło. Trzymam kciuki za wszystkie kobitki, aby Wam również

się udało jeśli chcecie to piszcie:)


BUZIAKI OGROMNIASTE OD KASI MASAKRY:)

20.05.2011


77.

Kochany Andrzeju! 

Dzięki Tobie w Pierwszy Dzień Wiosny o godz. 23.50 stałam się kobietą!!!

Po wielu przepłakanych latach, po kilku nieudanych terapiach, Ty jedyny wiedziałeś jak mi pomóc, jak do mnie dotrzeć, jak mnie otworzyć na siebie samą i na świat. Wierzyłeś we mnie, nawet wtedy, gdy ja poddawałam się.

To, co wydawało mi się niemożliwe, nieosiągalne- udało się!!!

Zawdzięczam Ci również to, że mogłam stać się kobietą przy WYJĄTKOWYM MĘŻCZYŹNIE. Zaufałam Mu, a On sprawił, że mój pierwszy raz miał miejsce w niesamowitych okolicznościach, których nie zapomnę do końca życia. Było romantycznie, namiętnie, zabawnie. Po prostu cudownie!!! Ten mężczyzna sprawił, że czułam się jak KSIĘŻNICZKA…Patrzył na mnie, mówił do mnie, dotykał mnie tak, że wszystko oprócz NAS przestało istnieć. Tylko ON mógł sprawić, że tak się czułam, ponieważ zna i rozumie mnie, jak nikt inny. O takim mężczyźnie marzy każda kobieta. Mam ogromne szczęście, że GO spotkałam w swoim życiu.

Andrzeju!

Dziękuję Ci za Twoje książki pełne prawdy i mądrości, za każde nasze spotkanie, cierpliwość, za odpowiedź na każdego e-maila i za to, że zawsze mogłam na Ciebie liczyć.

Pomogłeś mi stać się kobietą i za to do końca życia będę Ci wdzięczna.

Zawsze będziesz w moim sercu.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Księżniczka

PS Jeśli będziesz miał kiedykolwiek taką nieufną klientkę jak ja, zgadzam się, abyś podał mój adres, (...) to chętnie podzielę się swoim "wychodzeniem" z pochwicy.

31.03.2011


76.

Kochany Andrzeju! 

Jesteś wielki :) Nie wierzyłam, że tak szybko będę mogła napisać.. TAK! TAK! TAK! Naprawdę nam się udało! 
Po dokładnie 19 miesiącach białego małżeństwa skonsumowaliśmy je 2 marca nie raz, nie dwa i nie trzy!!! 
To niesamowite, że to, co jeszcze tak niedawno zdawało się być czymś kosmicznym, nieosiągalnym, nagle okazało się
całkowicie NATURALNE, zupełnie jak jedzenie i spanie. Za pierwszym razem bałam się nawet poruszyć, byłam w takim
szoku, że TO JUŻ, że NIC NIE BOLI i że jest tak CHOLERNIE PROSTE!!!

Bardzo, bardzo dziękuję Ci za to, że zrobiłeś rewolucję w mojej głowie :) 
Szczególnie za Twoją córkę, która towarzyszyć mi już będzie chyba zawsze :)

Kiedy w listopadzie 2010 czytałam rycząc i smarkając podziękowania z tej strony, bardzo dziwne wydawało mi się, 
że wciąż powtarza się w nich tekst o tym, że to wcale nie pochwica okazała się w terapii najważniejsza. Czytałam to, 
nie rozumiejąc nic, bo dla mnie to właśnie ona była życiową tragedią, czymś nie do przeskoczenia, jakąś straszliwą klątwą
na mnie spoczywającą, a pozbycie się jej najważniejszą rzeczą na tym etapie mojego życia... Ech... Dziękuję Ci za to, 
że otworzyłeś mi oczy i pokazałeś, że są o wiele ważniejsze rzeczy do pokonania we mnie! Przede wzystkim zaś dziękuję
Ci za to, że dałeś mi NARZĘDZIA, które pomagają mi zmienić siebie, wykorzenić chore lęki i po prostu... szczęśliwie żyć!

Nie myślałam, że to napiszę, ale NAPRAWDĘ FIZYCZNIE czuję, że stałam się PRAWDZIWĄ KOBIETĄ :) 
I... jest mi z tym cudownie! To niewiarygodne uczucie- dziękuję Ci za to, że pokazałeś mi, że można inaczej! 
Dzięki Tobie wiem, że teraz- już jako Kobieta, a nie zagubiona dziewczynka- mogę całe swoje życie budować na zdrowych
fundamentach, że naprawdę mogę zacząć WSZYSTKO od nowa! Dziękuję za dodanie skrzydeł :)

Z serdecznymi pozdrowieniami

Kasia-Kobieta i Paweł-Mężczyzna :)

16.03.2011


75.

Drogi Andrzeju,

Na początku mojej terapii, nie sądziłam, że przyjdzie ten moment, w którym będę mogła napisać „podziękowanie”, a tym samym dołączę do wymarzonego grona „ex”. 15 stycznia pożegnałam się z pochwicą, z którą kolegowałam się przez ostatnie 10 lat, a z którą chciałam się rozstać przez ostatnie 14 miesięcy, bo tyle właśnie trwała moja terapia. Tak długo? Tak, bo długo dojrzewałam – do każdego ćwiczenia, do każdego kolejnego etapu ćwiczeń (mimo, że pisałeś na co czekasz?), do przekonania, że nie jest tak, jak mi się wydaje, do wyzbycia się „chorego” myślenia… To ostatnie de facto bolało najbardziej :)

Nigdy nie zapomnę tych kilkugodzinnych rozmów, podczas których rozkładałeś moje zdania na 1000 czynników pierwszych. Ależ mnie potem bolała głowa. Aż trudno uwierzyć, ale to wszystko miało sens – każda rozmowa, każde ćwiczenie, każda zabawa, nawet gumowa kaczuszka! Czy były chwile zwątpienia – ależ oczywiście. Dwa kroki do przodu, jeden albo nawet trzy do tyłu – narastające wyrzuty sumienia i litry wylanych łez! Ale tak miało być!

Żałuję tylko dwóch rzeczy. Po pierwsze, że nie odważyłam się napisać do Ciebie parę lat wcześniej, gdy znalazłam Twoją stronę w Internecie. Skorzystałam z nieefektywnej terapii pani seksuolog, która tylko pogłębiła moje poczucie beznadziejności L Ta wyboista droga miała mnie po prostu doprowadzić do Ciebie :) Po drugie, żałuję, że tak długo trwało to moje „dojrzewania”, ale z drugiej strony teraz zwycięstwo smakuje znacznie lepiej!

Przede wszystkim chcę Ci podziękować za to, że pokazałeś mi drogę do szczęścia. Jestem wdzięczna za ogromne pokłady cierpliwości, za to, że jak trzeba było to mnie krytykowałeś, ale co ważne były też chwile pochwał :).

Dziękuję za inspirujące lektury, tak prawdziwe i sprawiające wrażenie, że są napisane właśnie dla mnie. Dziękuję Ci za ten moment, w którym mogę uronić łezkę nad podziękowaniem, ale nie tym które z zapartym tchem śledziłam w Internecie, ale nad MOIM własnym!

Dziękuję, a raczej dziękujemy Ci z całego serca za ciepło, wyrozumiałość i za wiarę w nasze wspólne szczęście!

M. i P.

PS1. Skaczemy z radości. Jestem w ciąży!

PS2. Dziewczyny - mimo chwil zwątpienia nie przerywajcie terapii. Nie warto!

8.03.2011


74.

Andrzeju,

Począwszy od pierwszych naszych maili moja intuicja wręcz krzyczała 'To ON, to ON Ci pomoże!' i pomogłeś w ekspresowym tempie. Już w miesiąc po naszym spotkaniu kochałam się z mężem :)
Od początku wiedziałam, że szybko będą efekty, bo ich CHCIAŁAM, byłam już zmęczona tym problemem, zła na siebie i wiedziałam, że potrzebuje Takiego Andrzeja, który swoją stanowczością i charyzmą zmotywuje mnie do pracy nad sobą, pokaże drogę do wyjścia i zmieni moje patrzenie na świat.
Pomogłeś mi nie tylko z uporaniem się z pochwicą, ale też nauczyłes mnie i męża zdrowej komunikacj. Poprawę tą czujemy na codzień.
Nauczyłeś mnie luźnego podejścia do życia na zasadzie - bierz z niego co chcesz. Teraz widze ten ogrom możliwości przed sobą, różne ścieżki.
Pokonanie pochwicy uświadomiło mi jaką wielką barierą w życiu jest STRACH. Teraz STRACH jest dla mnie nadal czarną ściana, ale już nie taką nie do przejścia. Kojarzy mi się to z końcówką 'Seksmisji', kiedy bohaterowie rozcinają przerażającą czarną ścianę, a za nią ku ich wielkiemu zdziwieniu nie czeka ich śmierć tylko Słońce, plaża, ptaki i.. seks :)
Andrzeju mój Najdroższy, DZIĘKUJĘ CI za to, że otworzyłeś mi oczy, a co za tym idzie zmieniłeś moje życie na lepsze, bardziej świadome.
DZIĘKUJĘ CI, że pomogłeś mi dojść do celu i teraz cieszyć sie seksem.
DZIĘKUJE CI za długie rozmowy i maile, z których chłonęłam Twoje życiowe mądrości.
Świetnie, że jest Taki Człowiek jak Ty! Ciekawa jestem jak Ty sam ze sobą się czujesz będąc takim, jaki jesteś i pomagajac tak wielu, różnym ludziom... Masz wielki Dar i się nim umiejętnie dzielisz z innymi.
DZIĘKUJE CI również za stworzenie forum, gdzie wszyscy sa mili, otwarci i pomagają sobie nawzajem. Dzięki Tobie poznałam nowych, fantastycznych ludzi i mam nadzieję, że poznam ich więcej :)
DZIĘKUJE CI za tą przygodę, którą jest terapia z Tobą i mam nadzieję, że się jeszcze nie skończy.
Jesteś Człowiekiem, o którym się nigdy nie zapomina. Ja nie zapomnę.

Razem z mężem dziękujemy Ci z całego serca! Życzymy Ci zdrowia i wszelkiej pomyślności!
K & M

7.03.2011


73.

Kochany Andrzeju !

Jestem wdzięczna Bogu, że dzięki pochwicy spotkałam w swoim życiu takiego ciepłego i otwartego człowieka jak Ty.
Andrzeju jesteś człowiekiem, który zmienił Moje życie na lepsze.
Pomogłeś Mi pokonać pochwicę z którą borykałam się od wielu lat (oczywiście na początku nie wiedziałam, że to jest pochwica, myślałam że jestem jakąś chorą histeryczką, która nie potrafi podjąć współżycia). 18 Stycznia 2011 roku pożegnałam się z pochwicą dzięki twojej terapii.

Andrzeju nie umiem wyrazić słowami mojej wdzięczności za to, że mogę w końcu kochać się z mężem i czuć się pełnowartościową kobietą.
Ostatnio czytałam mojego pierwszego e-maile do Ciebie i się przeraziłam. Jaka Ja byłam zagubiona, prawie na skraju załamania, jedynie w Tobie widziałam ostatnią deskę ratunku dla siebie.

Andrzeju chcę Ci podziękować za to że:
-  Odpowiedziałeś tak szybko na mojego pierwszego e- maile (za kilka dni może byłoby już za późno, bo wiem w jakim byłam wtedy stanie psychicznym).
-  Otworzyłeś mi oczy na życie (teraz na wiele spraw patrzę zupełnie inaczej).
-  Pokochałam siebie i swoje ciało.
-  Jestem otwarta na relacje intymne z mężem.
-  Moje postrzeganie seksu zmieniło się o 180 stopni
-  Pokonałam pochwicę i zaczęłam w końcu uprawiać seks.
-  Oraz za to , że w chwili gdy myślałam że zawalił mi się cały świat, Ty potrafiłeś jedną rozmową telefoniczną postawić mnie na nogi.

Kiedyś myślałam, że pochwica to przekleństwo, a dzisiaj wiem że dzięki niej zyskałam tak wiele. Spotkanie Ciebie Andrzeju było dla mnie początkiem nowego życia. Do tej pory myślałam, że jestem taka szczęśliwa, ale to było złudne.
Dzięki Tobie odkryłam co znaczy być naprawdę szczęśliwą kobietą i za to bardzo dziękuję.

Pozdrawiam

Marta

P.S
Jeśli te podziękowania czytają osoby, które mają pochwicę to nie zastanawiajcie się tylko piszcie do Andrzeja.

Ja borykałam się z nią sama prawie 20 lat, a dzięki terapii pokonałam ją w trzy miesiące.
Ta terapia naprawdę działa.

13.02.2011


PS 69.

Andrzeju Kochany!!
Coraz bardziej umacniam się w przekonaniu, że jesteś cudotwórcą i św. Mikołajem, który spełnia marzenia :)))
Jestem w ciąży!!! :))))) dasz wiarę?! :)))
Gdybym mogła to uwiesiłabym się teraz Tobie na szyi i baaaardzo mocno uściskała i ucałowała!

Wiem, że bezpośrednio nie przyczyniłeś się do TEGO ;) ale dzięki Twojej pomocy i podejściu mogę teraz przezywać najpiękniejsze

chwile i cieszyć się ze szczęśliwego małżeństwa i "kiełkującego" macierzyństwa! Po raz kolejny nie wiem jak mam Ci dziękować, ale

DZIĘKUJĘ prosto z serca!
Do podziękowań dołącza się Paweł - przeszczęśliwy świeży tatuś :))
Jeszcze raz 100000000 podziękowań i całusów! JESTEŚ WIELKI!
Szczęśliwi i radośni

Kasia i Paweł

P.S.
Moja pani dr pytała jak byłam leczona z tej pochwicy. Szkoda, że nie widziałeś jej miny jak powiedziałam, że marchewką :)))



1.02.2011


72.

Witaj Andrzeju !

Pamiętam dzień, w którym znalazłam Twoją stronę w Internecie, szukając pomocy w tych trudnych dla mnie chwilach. Po dokładnym jej przeanalizowaniu trafiłam na pozycję „Podziękowania”. Czytając te wszystkie wpisy kobiet, które uporały się z tym problemem, jedynym moim pragnieniem było to, aby móc się tu kiedyś wpisać z własnymi podziękowaniami. Jednak moje pragnienia przysłaniał chory pogląd pochwiczanki, która nigdy nie będzie miała możliwości podziękować na tej stronie, za wygraną z pochwicą.

Dzięki Twojej pomocy, terapii i ciągłemu uświadamianiu mnie w moich chorych poglądach nadszedł ten dzień w którym i ja mogę ogłosić w tym miejscu swój sukces !!!

Dlatego też w pierwszej kolejności chciałam podzielić się z Tobą Drogi Andrzeju naszą radosną wiadomością:

Wreszcie nam się udało !!!

Po 8 miesiącach od naszego pierwszego spotkania z Tobą i w kilka dni po drugiej wizycie u Ciebie, nadszedł dzień w którym odnieśliśmy nasze wspólne zwycięstwo !

Patrząc z perspektywy czasu, te osiem miesięcy było okresem upadków i wzlotów, postępów i cofnięć w moich ćwiczeniach, przeplatanym konsekwentną walką i chwilami zwątpienia (zapewne charakterystycznymi dla nas – pochwiczanek). Okresem, który zaczął się od moich łez i bezradności przed spotkaniem z Tobą, poprzez dużą chęć ćwiczeń i szybkiego uporania się z tym problemem. Następnie huraoptymizmem związanym z atmosferą po zjeździe w Spale, gdzie spotkałam wspaniałych ludzi i zrozumiałam, że nie jestem „jedyną kosmitką” na świecie, a jedną z wielu - tych wspaniałych kobiet, którym pochwica także się przydarzyła. Z biegiem czasu huraoptymizm jednak gasł, wkradała się bezsilność i zwątpienie oraz brak mojego kontaktu

z Tobą, co było największym moim błędem. W tym momencie jednak sukces w swojej walce z pochwicą odniosła jedna z zaprzyjaźnionych pochwiczanek, która wraz ze swoim mężem tchnęła we mnie nowego ducha walki i przekonała nas do bardziej otwartego kontaktu z Tobą oraz do wzmożonej pracy. Wtedy też nadszedł czas drugiego spotkania z Tobą, z którego wyszliśmy bardziej umocnieni i ukierunkowani na sukces. Po raz kolejny udzieliłeś mi lekcji dotyczących otwartości na seks i po raz n-ty obaliłeś moje chore poglądy na życie, udzielając wsparcia i zrozumienia. Po kilku dniach przyszła tak długo oczekiwana chwila naszego triumfu !!!

Nasz pierwszy raz nastąpił idealnie w 15 miesięcy po naszym ślubie. Można napisać, że mieliśmy wtedy taką naszą „noc poślubną” tylko odroczoną o 15 miesięcy. To było coś fascynującego, wręcz niewiarygodnego. To był „nasz prawdziwy pierwszy krok w chmurach”, który pozwolił nam poczuć się jakbyśmy byli nastolatkami ( ...może to śmieszne?...).

Oczywiście, musieliśmy się w tym upewnić i to powtórzyć z pozytywnym skutkiem, sprawdzając czy nie był to tylko jednorazowy nasz wyczyn.

Tak więc reasumując moja terapia trwała 8 miesięcy, choć wierzę, że przy naszym wspólnym (moim i męża) aktywniejszym podejściu do niej i większym otwarciu na Twoje Andrzeju metody, mogłaby być krótsza.

Teraz, gdy już na spokojnie nad tym myślę, zdaję sobie sprawę jak dużo Andrzeju Ci zawdzięczamy.

Wtedy też przychodzą mi na myśl te oto słowa:

Ciągle jeszcze istnieją wśród nas anioły.

Nie mają wprawdzie żadnych skrzydeł, lecz ich serce

jest bezpiecznym portem dla wszystkich, którzy są w potrzebie.

Wyciągają ręce i proponują swoją pomoc.”

W Tobie Andrzeju udało mi się znaleźć Takiego anioła...

Dlatego też w tym miejscu pragnę Ci bardzo podziękować za:

-   dużą cierpliwość wobec mnie,

-   otwartość i nieustanną chęć pomocy,

-   cenne rady , które dawały mi siłę do walki w trudnych chwilach,

-   wspaniałą lekturę, czytaną wspólnie z mężem, która pozwoliła mi zmienić sposób myślenia o sobie i otaczającym mnie świecie,

-   ale przede wszystkim za to, że pokochałam seks i pokonałam pochwicę,

Specjalne podziękowania dla Ciebie kieruje także mój mąż:

-    za Twoje metody terapii, które pozwoliły mu poczuć się już po trochu tatusiem, gdyż właśnie dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami !!!

Wiem jednak, że żadne słowa nie wyrażą naszych podziękowań, a najpiękniejszą formą podziękowania za ofiarowaną nam pomoc jest późniejsze przekazywanie jej innym, co mam nadzieję czynimy opisując wszystko tak dokładnie.

Dlatego też zwracam się do wszystkich dziewcząt mających problem z pochwicą:

- nie bójcie się napisać do Andrzeja, uwierzcie, że on potrafi Wam pomóc i dzięki niemu pokonacie pochwicę !!!

A wy drodzy ich partnerzy, narzeczeni czy mężowie wspierajcie swoje kobiety tak dzielnie, jak robił to mój mąż i z taką otwartością jak on traktujcie spotkania i terapię u Andrzeja!

Mamy także nadzieję, że jeśli tylko nam Pan Bóg i zdrowie pozwolą to spotkamy się na zjeździe w Spale.

Dziękujemy!

M & J

21.01.2011


71.

ANDRZEJU!!!

Wielkie dziękuuuuuuję !!!!!!

Udało się!!! Pokonałam pochwicę! Moja terapia trwała dosyć krótko. Cel wyznaczyłam sobie na lipiec, a mamy styczeń :) :) :)

W końcu mogę powiedzieć, że jestem pełnowartościową kobietą i szczęśliwą mężatką. To stało się tak nagle, naturalnie, niespodziewanie, że do tej pory nie wierzę....

Myślałam, że jestem jedynym beznadziejnym przypadkiem, który nie ma szans na wyleczenie się. Czytając wszystkie podziękowania dla Ciebie nie do końca wierzyłam w ich prawdziwość. A tu proszę....sama je piszę :)

Dziękuję Ci za to, że mnie prowadziłeś, że obaliłeś moje chore, prymitywne poglądy na życie. Nareszcie świadomie mogę powiedzieć - nie boje się seksu! Wręcz przeciwnie, pierwsza chcę go inicjować :)

Moja radość jest ogromna, a to wszystko dzięki Tobie :)

Dzięki Tobie, Twojemu znakomitemu podejściu do mnie jestem pełna życia, gotowa się uśmiechać, kochać to życie. Ty mnie tego nauczyłeś. Nauczyłeś mnie bycia szczęśliwą i radosną, pewną siebie, uśmiechniętą i pogodną. Nauczyłeś mnie tak wiele i za to Ci dziękuję.

M. i P.

20.01.2011


70.


Witam Andrzejku :)

Nie zapomniałam o podziękowaniach. Myslę o nich od 2 dni i nie wiem jak w paru zdaniach mam opisać to co przeżyłam przez ten rok. Kiedy pisałam do Ciebie w lutym 2010 roku nie wierzyłam w to że się uda i pokonam swoje lęki. Już byłam po jednej terapii i nawet pogodziłam się z losem.

Ale trafiłam na Twoją stronę, przeczytałam podziękowania od innych dziewczyn i postanowiłam, że spróbuję ten ostatni raz.

Napisałam w lutym ale dopiero pod koniec października zaczęłam ćwiczenia, bo ciągle odkładałam ten moment, szukałam wymówek i tak naprawdę to sama nie wiem czemu to tyle trwało. Chyba musiałam do tego dojrzeć i wyzwolić się z własnych lęków i zachamowań.

Początkowe ćwiczenia poszły nawet szybko, marchewki też a dopiero potem wszystko stanęło w miejscu i posuwało się w żółwim tempie do przodu. Wtedy dopiero zaczęłam mieć wątpliwości czy się uda i czy będę mogła kiedyś napisać te podziękowania.

Ale udało się. Wreszcie się udało!!!

Ale dzisiaj wiem że trzeba było otworzyć się na swojego męża i mu zaufać. SUKCES zawdzięczam cierpliwości mojego męża i Twojej Andrzejku. Mylę że nieprzypadkowo trafiłam na Twoją stronę i tylko Ty mogłeś mi pomóc.

Dziękuję też za to, że miałeś dla mnie czas i odpisywałeś na każdy nie zawsze mądry :))) list. Wiedziałam, że nie jestem sama z moimi problemami.

Dziękuję też że nie zawsze podsuwałeś mi gotowe rozwiązania i zmuszałeś żebym sama pomyślała. Chociaż przyznam, że mnie to nieraz strasznie wkurzało, gdy na moje wynurzenia padało z Twojej strony tylko jedno słowo :)))))

Dzięki Tobie przestałam bać się bliskości i seksu, a sprawy które kiedyś wydawały się takie trudne, nagle stały się proste albo przestałam o nich myśleć.

Wiem że jeszcze musimy z K. trochę popracować, ale wierzę że w moim małżeństwie czeka mnie jeszcze wiele wspaniałych chwil.

Z K. też się lepiej dogaduję a wydawało mi się że to nigdy nie nastąpi.

Mogłabym tak jeszcze pisać i pisać, ale cokolwiek nie napiszę to i tak słowa w pełni nie oddadzą tego co czuję.

Ogromnie Ci wdzięczna

malkontentka Kaśka : * :)))))

16.01.2011


63 - ps.

Nie piszę z reklamacją, wręcz przeciwnie. Nadal sporo z mężem o Tobie myślimy, więc postanowiłam Ci o tym zakomunikować, w razie gdyby piekły Cię uszy, miałbyś czkawkę albo inne zabobonne objawy cudzej aktywności umysłowej na Twój temat :)

Dziwnie trochę pisać maila o swoim życiu seksualnym, ale jakoś tak czuję potrzebę podzielenia się z Tobą moją radością. Gdy ostatni raz pisałam do Ciebie, było to po osiągnięciu celu. To co się wtedy działo i co czułam to było bardziej jak wróżba, zapowiedź, początek, dobry fundament czy też pierwsze piętro drapacza chmur. Teraz tak to widzę, bo wtedy wydawało mi się to produktem kończącym się. Było ciut zagubienia w nowej sferze, ciut rozczarowania, że to niby ma być ten wielki, wspaniały, wybujały seks, a to takie ot coś jak gimnastyka, wkładanie, wyciąganie i już. Pocieszyłam się szybko różnym artykułami o wyobrażeniach pochwiczanek na temat seksu, które nie mają wiele wspólnego z prawdą i pogodziłam się z tym, że to jednak były tylko moje fantazje, a rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Ten pogląd okazał się chory :))))

Po krótkim czasie świeżego konsumowania starego już małżeństwa stwierdziliśmy, że trzeba było zaczekać z pisaniem podziękowań dla Ciebie, bo mielibyśmy jednak o wiele, wiele, wiele ciekawsze i bardziej entuzjastyczne wersy po upojnych wieczorach niż wtedy po koślawych i bojaźliwych aktach wkładania i wykładania części A do części B ;).

W każdym bądź razie chciałabym Ci napisać, że jestem Ci ogromnie wdzięczna za to co osiągnęłam. Ogień był we mnie, ale miotacz dostałam od Ciebie. Kiedy w końcu uciekły mi z głowy wątpliwości z gatunku: wejdzie dziś czy nie wejdzie i zaczęliśmy coraz lepiej wykorzystywać wiedzę o sobie nawzajem jaką uzyskaliśmy podczas zabaw z seksem, nasz seks stał się cudowny. Przestałam go unikać, traktować jak obowiązek, ba! zaczęłam go sama inicjować, bo zaczął mi przynosić autentyczną i pełną przyjemność i satysfakcję, którą czerpię z siebie i z obserwacji zadowolenia męża :)

Chce mi się płakać z radości, tańczyć z radości :D. A to co wyczytałam o tych zbyt dużych oczekiwaniach wobec seksu, to mogę Ci tylko napisać, że to gówno prawda! To są całkiem realne oczekiwania i właśnie mi się spełniają :). Jak już jesteśmy tak pijani tym swoim szczęściem to tylko tak do siebie mówimy: co to by było, gdyby nie było Andrzeja Setmana???

Czasem mi się wydaje, że Ty chyba nie jesteś w stanie wyobrazić sobie tego, co my możemy poczuć dzięki Tobie, to jakbyś rozdawał lemoniadę na środku pustyni. Tej wdzięczności i radości nie zrozumie nikt, kto nigdy nie miał pochwicy.

Jak zaczynałam, Sunflower napisała mi, że jeszcze będę wdzięczna, że mam pochwicę i teraz to rozumiem. Nie wiem czy w innych okolicznościach, moglibyśmy stworzyć z mężem tak głęboki związek, poczuć tę jedność, tę wspólną radość ze wspólnie osiągniętego celu czy tak doceniać swoje zalety. Codziennie obserwuję zachodzące w nas zmiany na lepsze, czuję się coraz szczęśliwsza i coraz bardziej kochająca.


ŻYCIE JEST PIĘKNE!

DZIĘKUJĘ CI, ANDRZEJU!!! :)


K. i S.

12.12.2010


69.

Andrzeju Wspaniały i w 100% Skuteczny!

MAM WSPANIAŁE WIEŚCI!!

Od ostatniego razu, gdy napisałam do Ciebie, że była pierwsza udana próba współżycia, sprawdzaliśmy z Pawłem czy to był przypadek, a jeśli nie to czy następnym razem powiedzie się lepiej...

I tak się upewniamy, sprawdzamy, próbujemy, aż nadszedł czas, że w końcu mogę to powiedziec - TAK, UDAŁO NAM SIĘ!!


Andrzej!! To jest niesamowite! Jestem taka szczęśliwa!!!
Nadal nie mogę uwierzyc, że wreszcie możemy w pełni cieszyc się seksem! Jesteśmy jeszcze trochę spięci, "działamy" na razie tylko w jednej pozycji i czuję mały dyskomfort przy gwałtowniejszych ruchach - pewnie wynika to z braku doświadczenia, nieporadności i ciągłego niedowierzania ale teraz już wiem, że pokonam każdą przeszkodę - dzięki Tobie uwierzyłam w siebie! DZIĘKUJĘ!!!

Przeczytałam ostatnio moje odpowiedzi na 22 pytania i z ogromnym zdziwieniem i ekscytacją stwierdziłam, że prawie wszystkie punkty zostały zrealizowane!
Jestem szczęśliwa, cieszę się życiem, małżeństwem, seksem, pozbyłam się kompleksów, pokochałam siebie, nauczyłam się dbac o jak najlepsze relacje z mężem - CUD!!! Dzięki Tobie dokonałam cudu!!! DZIĘKUJĘ!!!

Przez wiele lat przeklinałam tą cholerną przypadłośc, której nawet nie potrafiłam nazwac, zmarnowałam tyle czasu na użalanie się nad sobą ale teraz wiem, że nie ma sensu żałowac czegokolwiek - no, chyba tylko tego, że tak długo zwlekałam z napisaniem pierwszego maila do Ciebie. Od tamtego czasu minął prawie rok - długo trwała ta moja terapia ale tego też nie żałuję :)) Poznanie Ciebie to dla mnie zaszczyt, niesamowite, pouczające, niekiedy bolesne doświadczenie i jedna z najlepszych rzeczy jaka mnie w życiu spotkała :)) Dziękuję za przekazanie wiedzy i sposobów na poznanie siebie a nie podawanie gotowych rozwiązań - dzięki temu terapia jest wspaniałą i niekończącą się przygodą. DZIĘKUJĘ!!!

I JESZCZE RAZ DZIĘKUJEMY WSPÓLNIE!

Kasia i Paweł

06.11.2010


66 – P.S.

"Andrzeju,

Przez wiele lat żyłam zamknięta w swojej skorupie skazując się na udawane okazywanie swojego nastroju, uczuć, myśli. Żyłam w przeświadczeniu, że tak ma być. Okłamywałam się, że jestem szczęśliwa. Mało tego w chwilach zwątpienia, czy jestem szczęśliwa, tłumaczyłam sobie, że nie zasługuję na szczęście. Godziłam się na krytykę innych wobec mojej osoby. Najlepiej wychodziła mi krytyka mnie samej.
I tak sobie żyłam myśląc, że nic od życia mi się nie należy. Jakby tego było mało okazało się, że mam pochwicę.
Spotkałam Ciebie Andrzeju. Ty wywróciłeś mi całe moje postrzeganie siebie i świata do góry nogami. To była "rewolucja" w mojej głowie. Ogarnięcie tego wszystkiego czego się od Ciebie dowiedziałam było najtrudniejszą rzeczą w tym wszystkim co miało się dopiero wydarzyć w moim życiu.
Bo jak to, ja jestem dla siebie najważniejsza? Mam o siebie dbać? Szanować swoje ja? Chwalić siebie i pobłażać sobie? I być swoim największym przyjacielem? Okazało się, że można tak myśleć o sobie. Należy tak myśleć o sobie.
I jeszcze postrzeganie seksu, swojej seksualności jako coś normalnego.
Dla Ciebie to było takie proste, naturalne, niekrępujące. Ja nie potrafiłam tak mówić o seksie, o sobie, o mężczyznach. W czasie moich rozmów z Tobą oswoiłam się z tym tematem. Nie był to już dla mnie temat tabu. Seksualność zarówno moja, jak i innych stała się dla mnie czymś naturalnym. Mogę o niej rozmawiać, już mnie ona nie krępuje.
Teraz, gdy pochwica już jest za mną, gdy już ją pokonałam, widzę jak moje postrzeganie seksu było "wypaczone." Widzę jak bardzo źle postrzegałam samo współżycie z mężczyzną i jak to postrzeganie było błędne. Teraz współżycie jest dla mnie najbardziej intymnym i łączącym mnie i mojego partnera aktem, który jest czymś niepowtarzalnym, tak jak więź wytworzona między nami dzięki niemu.
Teraz wiem, że seks może być zabawą, przynosić radość, że to nie jest "coś" niewłaściwego, co należy potępiać. Wiem również, że więzi wytworzonej między nami w czasie współżycia nic nie zastąpi, że jest ona niepowtarzalna i jedyna.
Dziękuję Ci Andrzeju, że pokazałeś mi "inne" lepsze spojrzenie na życie, że uświadomiłeś mi, że mam na swoje życie wpływ i że zależy ono ode mnie. Teraz wiem, że można żyć pełniej, w zgodzie ze sobą, bez oglądania się wokół co inni na to.
Teraz wiem, że nie warto być obserwatorem życia, ale że trzeba po prostu ŻYĆ.
Dziękuję Ci Andrzeju za to, że dzięki Tobie odnalazłam siebie :)
i że wyciągnąłeś do mnie pomocną dłoń, wtedy gdy zwątpiłam, że coś się odmieni w moim życiu.
Bardzo dziękuję Andrzeju :)
Aneta "

Andrzeju, te słowa są dla mnie bardzo osobiste i skierowane tylko do Ciebie, lecz wiem, że może gdy je ktoś przeczyta, postanowi tak jak ja odmienić swoje życie, nie bać się przede wszystkim go odmienić. Dlatego jeżeli umieścisz je gdzieś na swojej stronie będzie mi bardzo miło :)
Pozdrawiam Cię :)
Aneta

04.11.2010


68.

WITAJ ANDRZEJU WSPANIAŁY
HURRRRRA UDAŁO SIĘ, STAŁO SIĘ TO 04 WRZEŚNIA 2010 R. UDAŁO NAM SIĘ, UDAŁO!!!!!!!!!!!!!!
ANDRZEJKU BARDZO CI DZIĘKUJĘ, BO GDYBY NIE TWOJA POMOC PEWNIE DALEJ BYM TKWIŁA 
W TYM SAMYM PUNKCIE MOJEGO ŻYCIA. 
BRAKUJE MI SŁÓW, KTÓRYMI MOGŁABYM CI PODZIĘKOWAĆ ZA WSZYSTKO CO DLA NAS ZROBIŁEŚ 
I CO GODNE BYŁOBY TWOJEJ OSOBY.
PRZEDE WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ CI ZA POZYTYWNEGO KOPA W TYŁEK; ZA SŁOWA, KTÓRE NAJPIERW BYŁY POWODEM
WYLANIA MORZA ŁEZ, ALE PRZEDE WSZYSTKIM PODTRZYMYWAŁY NA DUCHU I PRZEWRACAŁY MYŚLENIE DO GÓRY
NOGAMI NA POZITIW; ZA DOBRĄ ENERGIĘ, ZA CUDOWNĄ LEKTURĘ I W OGÓLE ZA TO, ŻE JEST TAK WSPANIAŁY CZŁOWIEK JAK TY. 

ZA CAŁOKSZTAŁT WIELKIE DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
JEDYNE CZEGO ŻAŁUJĘ TO JEST TO, ŻE TAK BARDZO PÓŹNO DO CIEBIE TRAFIŁAM, BARDZO TEGO ŻAŁUJĘ. 
ALE NIE OGLĄDAMY SIĘ ZA SIEBIE TYLKO PRZED SIEBIE PRAWDA. 

Z ZADAŃ WYWIĄZYWAŁAM SIĘ DZIELNIE CAŁY CZAS, JEDYNIE JAKIŚ WSTRĘTNY STAN ZAPALNY, KTÓREGO SIĘ NABAWIŁAM
UNIEMOŻLIWIŁ MI ĆW. Z MARCHEWKĄ NA 3 TYGODNIE. PISZĘ DOPIERO TERAZ BO MUSIAŁAM W TO UWIERZYĆ, 
ŻE WSPÓŁŻYCIE MOJE I KAROLA NIE BYŁO PRZYPADKIEM I TERAZ W TO WIERZĘ. 
STAŁO SIĘ TO CAŁKIEM NIEOCZEKIWANIE, NIE WTEDY GDY SOBIE ZAPLANOWAŁAM TYLKO TAK CAŁKIEM SPONTANICZNIE 
Z ZASKOCZENIA. JEST TAK JAK MÓWIŁEŚ TY I DZIEWCZYNY PISAŁY NA FORUM I ROZMAWIALIŚMY W SPALE, CZYLI JESZCZE
TRZEBA WSZYSTKO DOSZLIFOWAĆ I PEWNIE BĘDZIE JESZCZE PRZYJEMNIEJ. 
WIESZ W KOŃCU MYŚLENIE CZY SIĘ UDA, CZY SIĘ NIE UDA PRZESTAŁO RZĄDZIĆ MOIM ŻYCIEM, 
A TERAZ SEKS STAJE SIĘ PRZYJEMNOŚCIĄ. 
JAKBY KTOŚ PRZEŚWIETLIŁ MOJĄ GŁOWĘ W TRAKCIE TYCH KILKU OSTATNICH MIESIĘCY, TO BY MOŻNA PODZIELIĆ
NA TAKIE 3 ETAPY I WYCZYTAĆ:
W PIERWSZYM OKRESIE TERAPII: TYLKO PŁACZ I MYŚLI NA PEWNO TYLKO MI SIĘ NIE UDA, DO KOŃCA ŻYCIA JUŻ 
TAK ZOSTANIE - GŁÓWNIE JAK CZYTAŁAM PODZIĘKOWANIA DLA CIEBIE.
W DRUGIM ETAPIE: ZACZĘŁA NIEŚMIAŁO PRZEDZIERAĆ SIĘ NADZIEJA, ŻE JA TEŻ MOGĘ POKONAĆ POCHWICĘ, 
OPRÓCZ TWOICH PORAD I ĆWICZEŃ WIELE DAŁO MI DO MYŚLENIA TEŻ CZYTANIE FORUM. 
A W 3 ETAPIE: STAWAŁAM SIĘ CAŁY CZAS PEWNIEJSZA, PRZEWAŻYŁA OCHOTA ŻEBY SPRÓBOWAĆ I SUKCES, 
W KTÓRY (TERAZ JUŻ WIEM) CAŁY CZAS PODŚWIADOMIE WIERZYŁAM.
I WIESZ JUŻ SIĘ NIE CZERWIENIĘ JAK KOLEŻANKI OPOWIADAJĄ O SWOICH PRZYGODACH Z SEKSEM. 
W KOŃCU JA TEŻ MOGĘ (SKROMNIE NA RAZIE) DORZUCIĆ COŚ OD SIEBIE.
OGROMNE DZIĘKUJĘ
ANIA I KAROL.

25.09.2010


67.

DZIĘKUJĘ
Za to że zmieniłam myślenie z chorego na zdrowe,
Za to że stałam się całkiem innym człowiekiem,
Za to że mój związek przeżył renesans po bardzo trudnym i burzliwym okresie,
Za konstruktywną krytykę,
Za uświadomienie mi „którędy droga”,
Za pyszną kawę z miodem,
I za wszystko dobre co jeszcze mnie czeka….
Spotkanie Ciebie i cała terapia była moim największym życiowym drogowskazem. 
Do tej pory nie mogę uwierzyć że TO stało się już :)
Jeszcze raz za wszystko po stokroć DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!! 

Monika  B.

20.09.2010


66.

Andrzeju, 
Ty pokazałeś mi, że można żyć inaczej, lepiej, świadomie. 
Nauczyłeś mnie, zmiany postrzegania siebie, mężczyzn i świata. 
Zaufaniem, którym Ciebie obdarzyłam, odwzajemniłeś się zrozumieniem i akceptacją. 
Dzięki Twojemu wsparciu wierzyłam, że przy systematycznej pracy jestem w stanie pokonać pochwicę. 
Pokazałeś mi, że droga którą idę niekoniecznie jest dobra dla mnie. 
Podczas moich największych lęków i obaw, wszystkie je rozwiewałeś. 
Dzięki Tobie, kiedyś pełna kompleksów, stałam się pewną siebie i swojej seksualności kobietą. 
I wreszcie najważniejsze po przeszło dziesięciu tygodniach ćwiczeń stałam się w pełni wartościową kobietą :) 
Dziękuję Tobie za wszystko co dla mnie zrobiłeś, za wsparcie, akceptację i zrozumienie.
Dziękuję Ci za to, że to co kiedyś niemożliwe stało się realne. 
Dziękuję Ci za 22 pytania, na które wymyślanie odpowiedzi poruszyło we mnie najbardziej skrywane tajemnice. 
Dziękuję Ci za słowa: Abym uzyskał upragniony cel, efekt ma być zależny ode mnie. Jeżeli jest zależny w stu procentach, 
to mam pewność jego osiągnięcia”  to dzięki nim uwierzyłam, że osiągnięcie mojego CELU jest tylko kwestią czasu :) 
Andrzeju w myślach nazywam Cię moim Przyjacielem, bo nigdy nikomu tak nie zaufałam i nie opowiedziałam więcej
najbardziej sktywanych tajemnic o sobie. 
I dziękuję Tobie za to, że chciałeś pokazać mi drogę, w czasie gdy ja nie widziałam dla siebie ratunku. 
Za wszystko to co umiem wyrazić słowami i za to czego nie umiem ubrać w słowa 
  DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ ANDRZEJU :))) 
Aneta :) 

19.09.2010


65.

Dziekujemy

za stworzenie Twojej strony internetowej,
za spotkanie w Warszawie,
za cudowną lekture i zmianę mojego myślenia,
za niezwykle skuteczną terapię marchewkawą,
za pozbycie się strachu,
za wiarę, że musi się udać,
za to, że po latach naszych zmagań, niemożliwe stało się możliwe 30.05.2010

Monika i Krzysiek z Torunia

Serdecznie pozdrawiamy

P.S. Drogi Andrzeju jestem w ciaży!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:) Tak szybko!!!!! Ale sie cieszymy!!!!!!!!
Jeszcze nie oficjalnie,dopiero czekam na wizytę u lekarza,ale wynik testu pozytywny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Dam znać jak będę wiedziała więcej!!

11.09.2010


64.

ANDRZEJU kiedyś z płaczem czytałam te podziękowania, dziś sama próbuje coś „sklecić” :) I stwierdzam, że nie ma takich słów, którymi mogłabym wyrazić swoją wdzięczność, wiec tak zwyczajnie DZIĘKUJĘ!!!

Za cierpliwość… niesamowite poczucie humoru…wiarę we mnie, kiedy mi już jej brakowało…za to że, w Twojej obecności czułam się wyjątkowo oraz za milion innych rzeczy :)

Ty doskonale wiesz jak ciężka dla mnie była ta droga do miejsca, w którym obecnie się znajduję… jaki opór w sobie miałam. Dziś wiem, że dzięki pochwicy zmieniłam swoje życie, swój związek i jestem inną osobą.

Nadal nie mogę uwierzyć w to, że już po wszystkim, że terapia się udała, a ja pokonałam pochwice, przyszło to niespodziewanie… niesamowite uczucie. A miałam być jedyną, której się nie uda…nie wyszło :) ….terapia działa nawet na tak zatwardziałe pacjentki :)

Zmarnowałam wiele czasu zadręczając się wyrzutami sumienia, poczuciem winy, ale nie żałuje żadnego dnia terapii choć trwała długo, każdy dzień przynosił cos nowego i ważnego, tworzył nową mnie.

Poznać Ciebie to niesamowita przygoda:)

DZIĘKUJE… NAUCZYŁEŚ MNIE ŻYĆ…

M. i P.

16.08.2010

P.S. będzie pożytek ze stołu i krzeseł :)

28.08.2010


63.

Andrzeju!

Czytając pierwszy raz podziękowania ex-pochwiczanek przeszło rok temu, ryczałam jak bóbr, a jednocześnie podejrzewałam, że sam je sobie napisałeś ;), a teraz proszę, lepszego rozwiania swoich wątpliwości nie mogłam sobie wymarzyć i mnie przyszło dołożyć coś do tego cudownego materiału dowodowego w sprawie o seryjne morderstwa pochwicy przy pomocy Twoich narzędzi zbrodni ;).
Prawie 3 lata czekałam na swoją noc poślubną. Kochając męża, z głową pełną żalu do siebie, do niego, do całego świata. Czując się inna i zastanawiając się dlaczego jestem taka popieprzona. Wychowanie? Zły dobór bajek w wieku przedszkolnym? Kompleksy okresu dojrzewania? Kościół? NIEWAŻNE! Wiem tylko, że sama sobie wyhodowałam w głowie z małego, gdzieś tam zasianego, ziarenka wielki, chory baobab, który ciągle wypuszczał nowe, coraz bardziej
fascynującegałęzie w postaci moich lęków, urojeń, wstydu, kompleksów i innego gówna. Prawie 3 lata dochodziłam do granicy, za którą było przyznanie się, że nie wiem co robić dalej, że skończyły mi się pomysły, że samodzielne próby spotęgowały tylko mój lęk, a kolejne wizyty u ginekologów i seksuologa, który chciał mnie szprycować lekami z aptecznej szafeczki pancernej, (po to tylko, by się rozluźnić w czasie prób) obudziły przeświadczenie, że nie dam rady.
Znalazłam dużo wcześniej informację o Tobie, ale miałam przecież jeszcze inne
genialnepomysły do wypróbowania. Szkoda, że nie zdecydowałam się wtedy na e-mail do Ciebie, bo ten wpis miałby na dole o rok wcześniejszą datę. No, ale gdzież ja bym miała pisać o tak intymnych sprawach obcemu facetowi, pewnie to jakiś zboczeniec, może nawet groźny ;). W końcu kto normalny zajmuje się przypadłością, która zmniejsza przyrost naturalny, a którą medycyna tak lekceważy w czasach, gdy na jednego emeryta może nie mieć kto pracować ;)? Odpowiedź znalazłam na pierwszym spotkaniu. Rzeczywiście, nikt normalny, tylko ktoś zupełnie wyjątkowy, kto czerpie ogromną satysfakcję ze swojej pracy, która polega na pomocy ludziom w osiąganiu szczęścia. Tak to poddałam się Twojemu doświadczeniu, z rezygnacją chwytając się jak ostatniej deski ratunku Twoich zadań. Wykonywałam je sumiennie, nie wierząc czasem nawet w to, że mogą coś zmienić, na ślepo ale one wszystkie miały sens. Obnażały boleśnie moje zahamowania, ale stawiałam im czoła, to było jak rola, zadanie do wykonania, a potem raport już z dziką satysfakcją, że daję radę, że coś się zmienia, że mąż się uśmiecha i chwali, że sam się uczy z moich zachowań, głośno wypowiadanych refleksji, że prowadzimy coraz bardziej budujące dyskusje. Jakby przypadkiem ulepszyliśmy nasze małżeństwo, które jeszcze przedtem uważaliśmy za bardzo szczęśliwe. Czasem jednak ideał można uidealnić” :) .
Dlatego bardzo Ci dziękuję.
- za wszystkie Twoje pytania,
- za
fascynujące,
- za to, że nauczyłeś mnie zadawać sobie pytania, stawiać czoła trudniejszym sytuacjom i próbować zamiast zakładać, że nie dam rady.
- za listę lektur, która sprawiła, że jesteśmy aż mdląco-słodzącym małżeństwem
:),
- za pomysłowe zadania, z którymi czasem było trochę zażenowania, a potem dużo śmiechu,
- za czuwanie przez cały ten czas, szybkie odpisywanie na e-maile, nawet jeśli w odpowiedzi było tylko
OK.;),
- za rozwiewanie moich wątpliwości i genialne podejście przy finiszu, szczególnie za pomysł z przymierzaniem, który pomógł nam bezstresowo osiągnąć cel.
Przede wszystkim dziękuję Ci za bezpieczeństwo i spokój jaki mogłam czuć podczas terapii, bo ty wiedziałeś co robić, miałeś pomysły na moje kolejne etapy w drodze do celu i dawałeś mi konkretne i jasne instrukcje i zadania.
To niesamowite jak można się zadręczać latami, a potem pokonać pochwicę w niecałe dwa miesiące od pierwszego maila do Ciebie i jaki zaskakujący potrafi być ten pierwszy raz, taki wyczekiwany i wywalczony, słowami nie da się tego opisać.
Gdy miałam pochwicę seks był najważniejszy. Widziałam go wszędzie, ciągle o nim myślałam, wydawało mi się, że wszyscy ludzie wokół tylko kopulują jak króliki i mają z tego powodu przecież tak cudownie. Łzy mi się w oku kręciły. Teraz, kiedy możemy już z mężem współżyć, seks przestał być najważniejszy, jest przyjemną możliwością, którą ciągle udoskonalamy technicznie (w końcu początki są takie zabawne);), jest po prostu na swoim miejscu. Przestał być dyktatorem, źródłem zażenowania, żalu, wstydu, frustracji i alienacji, jest dopełnieniem naszej miłości. Dla wielu osób, które nie znają życia z pochwicą to tylko tyle, ale dla nas to tyle.

Dziękujemy!

K. i S.

15.08.2010


62.

Kochany Andrzeju.....

Naprawde niewiele w zyciu spotkalo mnie takich chwil, ze zabralko mi jezyka w ustach, czy raczej palcow na przyciskach...Zatkalo mnie - to juz jest to!

Nie wiem, od czego zaczac dziekowac, bo jest tego tyle....

Moja droga do wielkiej wygranej nad pochwica trwala chyba rekordowo dlugo, na pewno grubo ponad rok. Nie zaluje ani jednego dnia, nie przyspieszylabym terapii ani o jeden dzien. Bo byla to przepiekna, przemadra dorga, do wielkiego sukcesu, chyba najwiekszego w moim zyciu. Widocznie moja podswiadomosc dobrze to wykombinowala, ze trawlo to tyle...A wygrana nad pochwica, to tylko piekne ukoronowanie, poniewaz wydarzylo sie TAK WIELE...

Moje zycie w stanelo do gory nogami. Nie bylo takiej rzeczy, ktorej podczas terapii bym nie zanegowala, postawila pod znakiem zapytani. Dzieki Tobie, przeswietlilam kazda czastke siebie, zeby pozbyc sie wszelkich glupot z mojej glowy.

Jestem taraz JA, taka prawdziwa...

Dziekuje Ci za to, że zaczęłam marzyć i w te marzenia mocno wiezyc. Otworzyly mi sie oczy na swiat i wiem, ze nalezy on do mnie. Nie zawiode siebie - zasluze na swietne miejsce, z najlepszym widokiem na tamtym siecie.... Niczego nie zaniedbam... Smieje sie treraz jeszcze glosniej. Mowie co mysle. Mysle co mysle, szczeze z soba. Pozbylam sie glupich lekow, durnych przkonan ograniczajacych moje zycie...

Dziekuje, ze odzyskalam mojego tate. Nawet nie wiesz jakie to wazne, bo nie udalo sie tego zrobic podczas innych terapii. Nie wiedzialam wczesniej, ze jest takim wspanialym czlowiekiem.

Dziekuje, ze pomogles mi spojrzec na innych w sposob prawdziwy, bez zadnych przeklaman, zeby pokochac ich prawdziwie, z ich wadami. Wiesz, ze chodzi mi o mame.

Dziekuje Ci, ze pomogles spojrzec na Zorbe jak na faceta i przestac traktowac go jak przystalo na matke polke. Wiadomo dobrze, ze przez to moglam zepsuc naprawde swietny zazek...

Dziekuje, za nauczenie sie wybaczania przede wszystkim sobie, a potem upiorom z przeszlosci, ktore teraz wydaja sie juz tylko zabawne.

Mozna by tak jeszcze dlugo...

I jako ukoronowanie tego wszystkiego, ze otworzyles mi droge do rozkoszy, ktore wiem że na mnie czekaja, wielkiej radosci z milosci...

Moja terapia wplynela jak wiesz nie tylko na mnie. Zaszly duze zmiany rowniez i wsrod moich bliskich...To niesamowite, ze spelnilo sie dokladnie WSZYSTKO zapisane w kontrakcie. A to dopiero poczatek mojego SZCZESLIWEGO zycia pelna piersia...

Jestem Ci dluzna do konca zycia i bardzo sie z tego ciesze... Mam wielka nadzieje, ze moja pomoc,w jakiejkolwiek sferze zycia Ci sie przyda - zawsze jak tylko moge jestem gotowa pomoc Tobie i Twojej pracy...Zawsze bedzie to dla mnie wielka przyjemnosc...



Andrzejowi, jednemu z ludzi, o jakich pisza byc moze tylko w ksiazkach..

Za moje SZCZESCIE

Dorota***

30.07.2010


61.

Dziekuję

Za zabieranie bajek, gorzkich żalów i lęków. Za zabranie wielu innych śmieci i balastów

za trafianie w sedno

za książki

za ciepło, serdeczność

i za obecność.

Za pokazanie ścieżki.

Za odzyskanie przestrzeni w której czasem już klarownie widać, że to co jest, jest tym co ma być.

Drogi Andrzeju

W wyobraźni wystawiłam Ci pomnik. Nie ma drugiej takiej osoby do której mam TYLE wdzięczności i TAKI szacunek.

Oto fanfary godne CIEBIE - Mój Sokratesie :)

http://www.youtube.com/watch?v=iLV2UL5qipE&feature=related



Kobieta o Męskim Umyśle

(Ex po prawie tuzinie lat, 2 miesiące terapii)

23.07.2010


60.

Tak jak zapewniałeś.. doczekałeś się i moich 'oficjalnych podziękowań' :P :D JUPI!! :D
Więc Andrzejku... po prostu, banalnie.. DZIĘKUJĘ CI ZA TO JESTEŚ :D :)
za wszystko co mi dałeś.. a głównie za tego solidnego kopa w dupę!
(szczerze uwielbiam Twoją bezpośredniość.. :) :* 
Dzięki Ci za dogłębne zainteresowanie moją osobą i za Twoje wszystkie uświadamiające słowa!
Generalnie za poprawienie mojej głowy... :/ :)
Już od dawna nie narzekałam na pochwicę, i teraz jako Super-Ex nigdy nie będę żałować, że ją miałam. 
Ta przypadłość okazała się jedną z najlepszych rzeczy jakie mnie w życiu spotkały! 
Poznałam Ciebie, siebie 'od środka', i wiele wspaniałych ludzi! Same korzyści!! :))))
Dzięki mojej kochanej pochwicy czuję się o wiele dojrzalsza i bardziej wiem czego chcę, bo w końcu M Y Ś L Ę :D:D 
Odkąd Cię znam moje życie jest łatwiejsze, barwniejsze i o wiele zabawniejsze :D 
Szczególne dzięki za każdorazowe, a nawet mailowe rozbawianie mnie do łez :D:D 
Za "Tak... chcę kochać" oraz inne niezapomniane, ekscytujące przygody... ;> :P :D
Wiedz, że czuję się zajebistą szczęściarą, że mogłam Cię poznać!! :*

Mój Najdroższy.. ;D haha (tego raczej nie publikuj! ;) :D
... to co zachodzi między mną a kimś w łóżku, pozostaje między nami w łóżku :PP
było fajnie:)) i bezboleśnie:)) jedyne co Ci mogę zdradzić.. to, że (wcale nie z bólu) darłam się jak wariatka..:P 
(sąsiedzi zapamiętają tą noc..) 
T. stwierdził, że wcale nie jest u mnie tak.. ciasno.. hehehe nie wiem czy powinnam się cieszyć :P ;)
mam 600% dowodu na to, że nie jestem już dziewicą:D 
za szóstym razem już chyba miałam dosyć... bo czułam się strasznie... WYJEBANA :D
HAHAHHA :**

Twoja krakowska siksa
Wielki Francuski Buziak :************** jak zawsze :D

13.07.2010


59.

ANDRZEJU

Za dawanie nadziei,

za nietuzinkowość w przechytrzaniu naszych upartych przekonań,

za kpiarskie poczucie humoru kiedy nie jest do śmiechu,

za mozolne nas rekonstruowanie,

wreszcie za genialne w prostocie MARCHEWY ;) ;) ;)

        PIĘKNIE DZIĘKUJĘ!!!

TA TWOJA MIESZANKA WYBUCHOWA DZIAŁA -A JA PRZEKONAŁAM SIĘ O TYM TRZY DNI TEMU!!!

        S.

2.06.2010


58.

Dziękuję Ci Andrzeju.
Zmiana nie jest taka zła :)
Dokonała się z godziny na godzinę. 
16 maja stałam się kobietą. 
JUUUUUUPIIIII!!!!!! 
Czekałam na tą chwilę 2 lata… a po 2 miesiącach terapii udało się :)
Jestem kolejnym przykładem na Twoją skuteczność.
Przychylam się też do apelu B. Dziewczyny odwagi!

M.K.

26.05.2010


57.

Drogi Andrzeju,
To będą PODZIĘKOWANIA DLA CIEBIE, ale również APEL do WSZYSTKICH DZIEWCZYN, które wylewają tony łez przez pochwicę.
DZIEWCZYNY!!! To jest naprawdę wyleczalne i z pomocą Andrzeja jesteście w stanie się tego balastu błyskawicznie pozbyć!!!
Kiedy w stczniu b.r. znalazłam tę stronę i czytałam podziękowania od Ex-Pochwiczanek TU zamieszczone - ryczałam jak głupia.
Jeszcze wtedy nie wierzyłam, że i ja będę mogła TU zamieścić swoje podziękowania. Ale jak widać UDAŁO SIĘ!!! :-)
Z pochwicą żyłam 5 lat. Terapia u Andrzeja trwała niecałe 4 miesiące!!!
Jest maj, a ja już wreszcie mogę kochać się ze swoim Mężem i czuć się w pełni wartościową żoną/kobietą. 
Andrzeju! DZIĘKUJĘ, że dzięki Tobie jestem już w pełni SZCZĘŚLIWA!!!
DZIEWCZYNY POCHWICZANKI! Nie ma co zwlekać i czekać na cud, bo on się nie wydarzy. 
Piszcie szybko do Andrzeja, a też za jakiś czas będziecie  Mu TU dziękować :-)

B.

26.05.2010


56.

Już minęło kilka dni jak się nam udało pokonać pochwice i chciałam Ci bardzo, ale to bardzo podziękować:) 
Za to że ciągle wiedziałam, że jeśli będę mieć pytania albo coś zacznie się chrzanić to mogę pisać, dzwonić i Ty
zrozumiesz o co się dzieje jak nikt inny! 
Za to że jak przyszedł dzień i strasznie nie chciało się już nawet ruszyć, tylko zasnąć i tyle, a co dopiero zrobić
ćwiczenia ale miałam wrażenie, że ktoś mnie pilnuje i "będzie zły", że sobie odpuściłam! 
I ostatecznie okazało się, że teraz nie wiem jak to się działo, że byłam "zamknięta"!;) 
To takie się teraz wydaje proste, że aż szokujące;) 
I musze powiedzieć, że mieliśmy ogromne szczęście, że tak szybko znalazłam kontakt do Ciebie, bo ponad rok
nie wiedzieliśmy co z tym robić, a ostatecznie w ciągu miesiąca jest po wszystkim i jesteśmy happy!;) 
Bardzo happy!:) 
Także dziękujemy bardzo bardzo bardzo ale to bardzo :* 

IM&M

14.05.2010


55.

Andrzeju,



Słowa nie oddają tego co chcę napisać, gdyż zatracają cały sens myśli.
SERDECZNIE DZIĘKUJĘ


M.S.

13.05.2010


54.

Andrzeju, nie wiem jakich słów powinnam użyć aby okazać Ci w pełni moją wdzięczność.
Nigdy nie wątpiłam w to, że rzeczywiści pomagasz tylu kobietom… 
jednak czułam się wyjątkiem (w złym tego słowa znaczeniu), któremu się nie uda.
Nie dowierzałam, że ja też Ci kiedyś podziękuję ;)
Szczęściem w nieszczęściu było, że w miarę po niedługim czasie od momentu kiedy dowiedziałam się 
co mi naprawdę jest, znalazłam na stronie internetowej podziękowania dla Ciebie od innych kobiet. 
Pojawiła się wtedy jakaś nadzieja… pamiętam, że płakałam czytając te słowa… 
Nie zwlekałam, by napisać do Ciebie… i to była chyba najmądrzejsza decyzja jaką podjęłam;) 
Wszystko mnie jednak nadal przerażało. Do kolejnych etapów ćwiczeń podchodziłam mozolnie, 
z niepewnością, a TY z uśmiechem dawałeś mi do zrozumienia, że to wszystko jest tak bajecznie proste - 
i w gruncie rzeczy tak właśnie było;) 
DZIĘKUJĘ CI ANDRZEJU!!!;)
Udało się!!!;) 
Osiągnęłam swój cel – spokojnie, bez bólu;) 
Też były łzy ale już innego rodzaju niż wcześniej;)
Nie czuję się gorsza!;) 
Dziękuję Ci nie tylko ja, ale i Mój Partner;) który nie słucha już opowieści o moich lękach, 
nie ociera moich ciągłych łez z powodu pochwicy.
Dziękuję!!!;)

jch89

10.05.2010


53.

Miejsce to, jest przeznaczone do podziękowań dla Andrzeja. Ja robię wyjątek i swoje podziękowania kieruję do Andrzeja oraz mojego partnera W.

Cieszyć się życiem? Zawsze starałam się nim cieszyć. To, że świeci słońce, pachnie las, było dla mnie tym samym, co dla innych awans w pracy lub nowy wóz. Ale teraz już się nie staram. Zamiast tego – cieszę się, czerpie radość z każdego dnia i mimo że życie czasami daje porządnego kopa, ja wiem, że może być tylko lepiej.
Kiedy przypomnę sobie, jak prawie mdlałam na samą myśl o marchewkowej zabawie, to ogarnia mnie śmiech :)
Ale wtedy z tym śmiechem wcale po drodze mi nie było. Sukcesy? Tak, były, ale drobne i okupione ogromnym strachem i bólem. Do wygonienia pochwicy z mojej głowy, podchodziłam kilkakrotnie. Byłam z tą dolegliwością sama. Gdzieś w głębi duszy marzyłam, aby było inaczej. Miałam chore przekonanie, że to tylko mój problem. Nie mogłam sobie z nim poradzić. Może za bardzo chciałam się wtedy naprawić? Nie… nie o to chodziło. Raczej o to, że pośród innych kobiet, ja czułam się jak dziewczyna nie do użytku, z defektem, który wzięty pod pachę, będzie towarzyszem moich nocy i dni. Pochwica to nie był temat, który spędzał mi sen z powiek. On powracał do mnie cyklicznie i bywały chwile, gdy było mi z tym po prostu źle. Andrzej wbijał mi do głowy, że można inaczej i że wcale nie jest to trudne. Kiedy ja się wypłakiwałam, on śmiał mi się w żywe oczy. Rzec można – no wariat! :) ale On dobrze wiedział co robi. Przerabialiśmy w kółko niekiedy te same tematy, przy czym ja często obstawałam przy swoim, Andrzej przy swoim. W dużej mierze, w duchu przyznawałam Jemu rację, ale trwałam jeszcze w przekonaniu, że ja chyba tak nie potrafię.
Jedno zdanie, które kiedyś do mnie powiedział, a którego sens zrozumiałam dopiero niedawno – że bardzo ważne jest mieć odpowiedniego partnera, nie dupka, który myśli tylko o sobie, ale faceta, mężczyznę, dla którego słowo ‘kobieta’ wykracza poza ramy sypialni. Często zdarza się tak, że pewne rzeczy dzieją się wtedy, kiedy najmniej tego oczekujemy. Spotkałam taką osobę, mężczyznę, dla którego kobieta to nie tylko seks, ale radość z przebywania razem, ze wspólnych zainteresowań, podejmowanych rozważań.

20 kwietnia 2010, ani wieczorem, ani w nocy, a po 12 w południe nawet przez myśl mi nie przeszło, że za chwilę słowo ‘pochwica’ nie będzie zadręczało więcej mojej głowy...Na totalnym luzie…
Nastąpiło wielkie wow! – poczułam, że jest we mnie penis. Co za szok!!!
Niedowierzanie. Ogarnęła mnie taka fala rozkoszy, że myślałam, że oszaleję :)
Kiedy skończyliśmy się kochać z W., nie mógł do mnie dotrzeć fakt, że właśnie po raz pierwszy się kochałam!
Czy były łzy radości? Nie. Były za to następnej nocy, kiedy zrobiliśmy powtórkę. Wtedy nabrałam pewności, że zdarzenie z południa nie było tylko i wyłącznie wypadkiem przy pracy :)

Było fantastycznie, cudownie, bosko, ekscytująco, radośnie, mmmmm………

Jestem zdrowa Andrzej – wyobrażasz to sobie??!! Ja! – Pati.
Nie mogę w to jeszcze uwierzyć, jestem w euforii. Po takich perypetiach, niewierze we własne siły, możliwości, z zaniżonym poczuciem własnej wartości. A jednak stało się i jestem bardzo wdzięczna, że miałam tę pochwicę, że nie udało się jej zwalczyć dużo wcześniej, tylko dopiero teraz!!! że zrobiłam to z mężczyzną, który czułam, że dba o mój komfort i fizyczny i psychiczny.

Jestem taka radosna, szczęśliwa, wniebowzięta, oszalała! no brak słów…

W zeszłym tygodniu W. zażartował do mnie, że „Oooo, 17 kwietnia to już będzie po sprawie”. Pomyślałam sobie – „hmmm, taa może uda się włożyć cały paluszek bez bólu…”
A jeszcze przedwczoraj śmiałam się do Niego, że niedługo przejdziemy na etap marchewek i W. się z chęcią zadeklarował, że będzie chodził do warzywniaka, a tu nawet nie zaczęliśmy z marchewkami, a już się kocham :) :) :)

Andrzej, bądź ze mnie dumny, bo sprawiłeś, że dzięki Twoim działaniom, radom ,zaleceniom, stałam się wreszcie Kobietą. Świadomą siebie i swojej seksualności Kobietą!

Andrzejjesteś nieocenionym terapeutą, a co ważniejsze – moim Przyjacielem. I piszę Ci to ze łzami radości w oczach…
Dziękuję Bogu, że dzięki pochwicy spotkałam w swoim życiu takiego człowieka, jak Ty.

W. – brakuje mi słów, którymi mogłabym wyrazić to, co teraz czuję…
Za Twoją delikatność, bliskość, czułość, estetykę, poczucie humoru, zabawę, przekonanie, zapewnienie, nie danie mi ani przez chwilę poczucia, że się nie uda, sok kokosowy, różową słomkę, bitą śmietanę  o 5 nad ranem, wannę z pianą, rozlany wosk (przeze mnie
:), za Twój uśmiech, który sprawia, że każdy dzień zaczyna się wiosennie…Wielki wtulers
To, czego dokonaliśmy pozostanie do końca życia w pamięci.

Pati – BSK Bardzo Szczęśliwa Kobieta :)

23.04.2010


52.

Spotkanie ciebie było dla nas najdziwniejszym ale jednocześnie najcudowniejszym doświadczeniem w naszym życiu. 
Nawet nie wiemy jak mamy ci podziękować za to co dla nas zrobiłeś. 
Twoja pomoc jest bezcenna i nie ma słów które wyraziłby naszą wdzięczność. 
Pamiętam kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy. Szok, złość, łzy i w końcu zaufanie. 
Zaufaliśmy tobie i przygoda się zaczęła. 
Napisałam kiedyś tobie cytując „Bellę” 
(…) – Czuję się potrzebny... ale jest i druga strona medalu. Niestety większość pacjentów zapomina nawet
podziękować. Szczególnie ciężko jest mi wtedy, gdy ci, którym poświęciłem wiele energii i uwagi, znikają bez
wieści, a jeszcze tak niedawno gotowi byli oddać wszystko, żeby pokonać chorobę. Powróciwszy do zdrowia,
nawet nie przyślą głupiej kartki z jednym jedynym słowem: „dziękuję”.
Popatrzył na mnie znad okularów i powiedział z uśmiechem:
To znaczy, że jest pan znakomitym terapeutą. Nie dość, że odchodzą, to nawet zapominają o chorobie. 
Czyż to nie jest najwspanialsze potwierdzenie skuteczności i podziękowanie, jakie może dostać lekarz? (…)„ 
Odwołuję ten cytat. 
Wiem, że nigdy o tobie nie zapomnę i nawet nie chcę. 
Postanowiłam, że nie będę się rozpisywać nad tym jak bardzo nam pomogłeś bo pokonanie pochwicy, 
a także zmiany podejścia do życia, jest najlepszym dowodem na twoją skuteczność. 

Dziękujemy ci z całego serca. 

K. & K.

31.03.2010


51.

Witaj Andrzeju!
Nadal nie mogę uwierzyć, że to się stało. Pokonałam pochwicę!!! UDAŁO SIĘ !!! 
Jestem przepełniona pozytywną energią, obudziła się we mnie wiosna, upragniona wiosna!!! Jestem uśmiechniętą i szczęśliwą kobietką !
 :)  :)  :) 
To prawda, nie było łatwo. Były momenty radości i postępów, a innym razem szło pod górkę a zmartwienie zabijało radość i nadzieję.
 Patrząc na to z perspektywy czasu wiem, że te wszystkie emocje były mi potrzebne. 
Dzięki nim wiele się dowiedziałam o sobie, o życiu, zaczęłam się sobą interesować, stałam się kimś ważnym, wyjątkowym. 
Zrozumiałam, że nic nie muszę i wszystko mogę osiągnąć jeśli tylko będę Chciała. 
Dziękuję Ci, za to, że teraz mogę przeżywać z mężem tak wyjątkowe, wspaniałe chwile!
Dziękuję Ci, za to, że naprowadziłeś mnie na właściwą drogę, dałeś nadzieję! 
Dziękuję Ci, że nauczyłeś mnie bycia otwartą i pewną siebie!
Dziękuję Ci, że nauczyłeś mnie podchodzić do życia z uśmiechem!
Dziękuję Ci, że nauczyłeś mnie bycia cierpliwą ! 
Dziękujmy losowi, że pojawiłeś się w naszym życiu! Jesteś Wielki !!!
DZIĘKUJMY CI ANDRZEJU Z CAŁEGO SERCA!!!
Angelika :) 

$$$$$$$$$(¯`v´¯)$$(¯`v´¯)
$$$$$$$$(¯`(♥)´¯)(¯`(♥)´¯)
$$(¯`v´¯)(_.^._)$$(_.^._)
$(¯`(♥)´¯)$$$$$$(¯`v´¯) `v´¯)
$$(_.^._)$$$$$$(¯`(♥)´¯) ♥)´¯)
$$$$$$$$(¯`v´¯)$(_.^._)`v´¯)
$$$$$$$(¯`(♥)´¯)$(¯`v´¯)♥)´¯)
$$$$$$$$(_.^._)$(¯`(♥)´¯)._)
$$$$$$$$$$$$$$$$$$(_.^._)
______$$$$$$$$$$$$$$$$$$
____$$$_____$$__$$_____$$$
___$$$________$$________$$$
__ $$$___
DZIEKUJEMY____$$$
___$$$__
Z CAŁEGO______$$$
_____$$$____
SERCA___$$$
_______$$$__________$$$
_________$$$______$$$
____________$$$_$$$
______________$$$
_______________$
♥♥ ღ
♥♥ ♥♥ ♥♥

23.03.2010


50.

Andrzeju, dziękuję!

Za to, że nie głaskałeś po główce, lecz za to, że gdy podczas naszego pierwszego spotkania zaczęłam płakać, 
Ty z tym większą pasją ściskałeś mnie jak cytrynkę - tak, że już nie wiedziałam, czy śmieję się przez łzy, 
czy płaczę ze śmiechu, patrząc na flak, który z cytrynki pozostał.

Za to, że nie prowadziłeś za rączkę, a jedynie wysyłałeś w drogę.

Za to, że nie krytykowałeś, lecz zachęcałeś, bym swój ogromny potencjał samoudupiający wykorzystała w innej
sferze - pozytywnomyślącej.

Za to, że nauczyłeś mnie, że nie wszystko na świecie potrzeba zmieniać, że często akceptacja rzeczywistości jest
najskuteczniejszą metodą.

Za to, że mi powiedziałeś "co dobre wczoraj, nie musi być dobre dzisiaj". Dzięki temu uczę się seksu na nowo, 
a nie staram się już usilnie powielać tego z przeszłości. Dzięki temu przestałam traktować pochwicę jak jakąś
karę, klątwę oznaczającą brak seksu do końca życia, lecz stała się dla mnie wybawieniem od seksu, który nie
sprawiał mi radości, który był wymuszony i udawany, który mnie krzywdził. Pochwica to był krzyk rozpaczy
mojego ciała, domagającego się ode mnie więcej troski i szacunku. Pochwica to był bunt mojego ciała przeciwko
mojemu choremu podejściu do seksu i związków. Za to, że dzięki Tobie to zrozumiałam - dziękuję.

Mam cholernie dużo szczęścia, że spotkałam mojego męża i że spotkałam Ciebie :)))

W

22.03.2010


49.

Kochany Andrzeju,

Jesteś człowiekiem, który zmienił moje życie.
Pomogłeś mi w poradzeniu sobie z pochwica, z koszmarem, który towarzyszył mi przez 15 lat mojego życia. 
Nie umiem wyrazić słowami swojej wdzięczności za to, że mogę się kochać i czuć się kobietą. 
Wszystkie słowa będą banałem.
Nauczyłeś mnie wychodzić poza schematy. Dzięki Tobie odważyłam się kochać. Kochać z otwartymi oczami,
kochać pomimo słabości – innych a przede wszystkim siebie!!! Jesteś człowiekiem, który jest i będzie w moim
życiu bardzo ważny, już zawsze. Nie tylko, dlatego, że nie mam już pochwicy. Przede wszystkim, dlatego, że
będę poszukiwać. Poszukiwać szczęścia, swojej drogi w życiu. Otworzyłeś mi OCZY NA ŻYCIE!!! Od momentu,
kiedy zaczęłam z Tobą pracować nic nie jest takie jak kiedyś.
DZIĘKI!!!
I LOVE YOU :)

Aneta

2.03.2010


48.

Mijał czas bez seksu. Najpierwjako dziewczyna i chłopak, potem jako narzeczeni, 
a potem jako małżeństwo. 
Gdy jedna terapia zawiodła myślałam, że tak już zostanie. 
I wtedy znalazłam Ciebie i okazało się, że wystarczy 2 miesiące znajomości, żeby coś się zmieniło. 
37 dni terapii, żeby nie czuć bólu, który przez tyle lat stał na przeszkodzie do pełni szczęścia. 
Teraz wiem, że reszta zależy ode mnie.
Dziękuję, że potrafisz na nowo uczyć prostoty zachowań, które ludzie bezsensu komplikują!

Magda 

PS: Dziękuję też za hektolitry różnorakich soków wypitych w totalnie zadymionej kuchni!

21.02.2010


47.

Kochany mój przyjacielu

Minęło już 7 dni od kiedy pochwica jest tylko wspomnieniem, a ja ciągle w to nie wierzę.
Kilka razy próbowałam napisać te podziękowania, ale wciąż mam taką gonitwę myśli w głowie, 
że ciężko coś sensownego złożyć. 
Pół roku zwlekania i wymówek a potem tylko 23 dni ćwiczeń i pochwica pokonana. Normalnie łał  :)
Tego szoku, kiedy penis męża wszedł we mnie bez żadnego bólu nigdy nie zapomnę. 
Potem nieustająca fontanna łez szczęścia, że to już, że tak łatwo, że nie bolało, że nie ma się czego bać, 
że seks jest przyjemny.
Dziękuję Ci z całego serca za to, że mnie obudziłeś. 
Dziękuję Ci za to, że jesteś ze mną szczery, że nie cackałeś się ze mną tylko dopierdalałeś, kiedy trzeba było i
stawiałeś na nogi po każdym kryzysie.
Dziękuję Ci za to, że odpisałeś na wszystkie 348 maili, które do Ciebie napisałam.
Nie mogę uwierzyć, że to piszę, ale nie żałuję że miałam pochwicę, bo dzięki niej poznałam Ciebie i 
odmieniłam swoje życie. 
Nareszcie mam czystą głowę, zmieniam swoje chore poglądy, w końcu wiem czego JA chcę. 
Życie nabiera koloru, mam nad nim kontrolę, żyję po swojemu. Jestem szczęśliwa. 
Dziękuję Ci za to, że jesteś, za to jaki jesteś i za to że Ci się chce!
Magda F.

PS. od męża
Andrzej wielkie dzięki za to, że mogę w końcu bzykać żonkę :)

18.02.2010


46.

Drogi Andrzeju,
Wyobrażasz sobie, że należę już do ex-pochwiczanek?! 
Jakie to fantastyczne uczucie:) 
Jestem bardzo dumna z siebie:) 
Jak tylko dostałam maila od Ciebie, żebym przeleciałą męża wiedziałam już wtedy na 100%, że to zrobię i że się uda.
Już parę dni wcześniej czułam, że przygoda z marchewką zbliża się dużymi krokami ku końcowi:) 
Ale potrzebowałam usłyszeć to od kogoś, komu ufam- czyli od Ciebie kochany Andrzeju. 
Udało sie! 
Serce mi tak mocno waliło. 
Długo z mężem nie mogliśmy uwierzyć, że osiągnęliśmy to czego tak bardzo pragnęliśmy. 
Ale tak, naprawdę nam się udało!! I to dzięki Tobie! 
Andrzeju dziękuję Ci za WSZYSTKO. 
Za to, że pokazałeś mi, że można inaczej, za to, że uświadomiłeś mi, że można być cudownie szczęśliwym oraz za to,
że zrozumiałam, że świat jest w zasięgu ręki.
Uważam, że pochwica była dla mnie darem, cudownym darem. Gdyby nie ona, nie spotkałabym Ciebie 
i nie nauczyłabym się tego wszystkiego, co dziś sprawia, że jestem bardzo szczęśliwą kobietą.
Jesteś niesamowitą osobą i czuję się zaszczycona, że mogłam Cię poznać:)
Jeszcze raz dziękuję Ci Andrzeju!!!
Aneta

8.02.2010


45.

Jestem kolejną, której pomógł Andrzej i pewnie kolejną, która nie może uwierzyć, że to już się stało :)
Sama przez pół roku próbowałam walczyć z pochwicą, która była dla mnie czymś, czego nie mogłam
zrozumiec. 
18 grudnia spotkałam się z Tobą Drogi Andrzeju :) 
Łzy leciały, nie żałowałes mi chusteczek :) 
Baardzo odwlekałam rozpoczęcie ćwiczen i dopiero 17 stycznia kupiłam pierwszą prywatną marchewkę :)
Po 13 dniach ćwiczeń (tylko 13 ! ) pochwica nie istnieje !! :) Jak wiesz, ciągle nie mogę w to uwierzyć.
Swoją ostatnią marchewkę mam jeszcze schowaną i do tej pory jej nie wyrzuciłam, ale zaraz to zrobię :) 
Za każdym razem, gdy będę w sklepie spożywczym i zobaczę ów warzywo pomyślę o Tobie Andrzeju.
Podczas robienia zupy też i gdy będę kładła się do łóżka również. Cieszę się ogromnie, że Cie poznałam.
Dziękuję dziękuję dziękuję !!!!! :) Bardzo chciałabym Cię uściskać. Jesteś WIELKI ! :)
Michalina 

31.01.2010


44.

Tak, tak i jeszcze raz tak!!

Był seks, była przyjemność!! :D

Pierwszy raz w życiu dziękuję za pochwice!

To właśnie dzięki niej znalazłam najwspanialszego faceta na świecie!

Takiego, któremu zależy na mnie, a nie tylko na seksie, który dba o mnie i codziennie powtarza mi, jak bardzo jest zakochany i jaka cudowna i śliczna jestem!

Który na wieść „kochanie chyba jestem w ciąży” promienieje radością i pyta – „jakie imiona wybierzemy?”

Kiedy późnym wieczorem przestraszona dzwonię i mówię „kochanie chyba samochód mi się zepsuł” on odrywa się od Xboxa i kolegów i przyjeżdża żeby naprawić mój samochód!

Przyjeżdża z uśmiechem na ustach, że może coś dla mnie zrobić!

Pochwica to błogosławieństwo, które otwiera nam oczy drogie panie!

To nie wrzód na dupie (albo na cipie, interpretacja dowolna) ale DAR NIEBIOS!

A więc koniec z użalaniem się nad sobą Drogie Pochwiczanki, bierzemy życie w swoje ręce i czym prędzej pędzimy do Setmana, któremu należy się MEDAL ZA STWARZANIE KOBIET!

Poprawka.

Wy pędzicie do Setmana, ja do grawera co by medal sporządzić!

Bo otwieranie oczu klientom to jego specjalność.

DZIĘKUJĘ Andrzeju !!!

Natalia, KOBIETA Socjolog.

20.01.2010 

43.

No i stało się:)

Stało się to, co jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się nieosiągalne i tylko dla wybranych, do których ja miałam się
nie zaliczać. 
A jednak dzisiaj znalazłam się wśród grona pochwiczanek, które pomimo wcześniejszych klęsk osiągnęły sukces :))))
Dzisiaj po raz pierwszy w życiu nie czułam bólu, zamiast niego była radość, duma, ekscytacja, lekkie niedowierzanie,
że to dzieje się tu i teraz MNIE:)
Były też dobrze mi znane łzy - ale tym razem wyrażały szczęście :) 
Rafał pytał sam zaskoczony czy wszystko ok, a ja z bananem na twarzy kazałam mu skupić się na robocie:)

Dziękuję Ci Andrzeju za to, co dzisiaj zdarzyło się w moim życiu. 
Dziękuję, że dałeś mi drugą szansę i pozwoliłeś mi zawalczyć o swoje szczęście wskazując drogę. 
Kiedyś myślałam, że pochwica to przekleństwo, a dzisiaj wiem, że była mi potrzebna, żebym mogła zmienić coś 
w swoim życiu, żebym mogła zajrzeć w siebie i zapytać się czego CHCĘ.
Żałuję, że nie mogę Cie teraz uściskać, bo gestem można wyrazić dużo więcej niż słowami, ale nic straconego, 
kiedyś przyjadę ... :)

Goodbye marchewki, goodbye :) - tylko mój pies jakiś smutny :P

Dziękuję :* 

Ania

18.01.2010


42.

Andrzeju!

Pisze do Ciebie, ze lazmi w oczach (szczescia i wzruszenia oczywiscie). 
Tysiac razy wyobrazalam sobie jak to bedzie jak mi sie uda i co ja wtedy napisze i bakuje mi slow...
Gdybys tu byl skonczyloby sie na wielkim uscisku wdziecznisci i mokrej Twojej koszuli z lez mojego niewyobrazalnego
szczescia.

Andrzeju, najwsapnialszy lekarzu tej upierdliwej dolegliwosci dziekuje Ci z calego serducha, az pisac nie umiem bo mi sie 
oczy lazmi przewalaja, ze sie jej pozbylam.

Jestem wlasnie po najwspanialszym (jak do tej pory ;) seksie w moim zyciu. 

Bez leku, bez spinania, bez obawy, ze bedzie bolalo, bez bolu.
Skonczylo sie na wyluzowanym doswiadczeniu bliskosci osoby, ktora jest mi tak szczegolnie bliska, na czulosci i szczesciu,
satysfakcji i nadziemskiej przyjemnosci plynacej z fizycznego obcowania z druga osoba.

Problem polegal na zupelnej nieswiadomosci (czytaj slepoty na oczywiste fakty, ktorych sie jakos nie widzialo) oczywistego
faktu moich przekonan na temat seksu.
Przekonania  pozmienialam na "seks jest szczytem przytulania" to do mnie najbardziej przemawialo.
Obudzilam w sobie wojowniczke. 
Bardzo sie Ciesze, ze sie z Toba skontaktowalam. To byla bardzo sluszna decyzja, ktorej skutki bede pamietac cale zycie.

Andrzeju w naszym zyciu jest niewiele osob, ktorych spotkanie wyznacza gleboki korzen wiezi w naszym sercu. 
Z calym przekonaniem i szacunkiem jestes jedna z nich. 
Ja staram sie byc takim dobrym duszkiem dla tych, ktorzy tego chca, a ktorych dane mi jest spotkac na mojej drodze. 

Andrzeju, jeszcze mi sie nogi trzesa, z calego glebokiego serducha, tak z samego dna dziekuje Ci. 
Oczywiscie slow nie starczy by opisac to co czuje...

Dziekuje Ci z zaufanie, za kontakt i cierpliwosc, za madrosc sluszlosci tych banalnych pytan, za mozna inaczej, 
za obudzenie sil, ktore sa we mnie a ktorych nie znalam, za nadzieje na jeszcze tyle dobrego co mnie jeszcze czeka, 
za czas tak cenny, za wsparcie, za odpowiedzi, za cierpliwosc, za te ksiazki, ktore gdy czytam czuje sie wybrana, 
za niezwyklosc losu.

Widzisz Andrzej, blogoslawiona ta pochwica bo przez nia nie jestem az tak slepa jak bylam.

Tej nocy pewnie dlugo nie bede mogla zasnac. 

Jeszcze napisze jak emocje opadna.

Andrzeju jeszcze raz dziekuje

Joanna

17.01.2010 godz. 1:30


41.

I dnia pewnego NIEMOŻLIWE stało się RZECZYWISTE, a słowa piosenki „Być kobietą, być kobietą” przestały
być marzeniem, a stały się faktem. To co najbardziej przerażało dało zaskakujący ogrom radości, szczęścia 
i poczucia dopełnienia. 
Nareszcie nie wstydzę nazwać siebie samej KOBIETĄ. Nie miałam pojęcia jak dużą radochę daje odkrywanie
swej kobiecości. Jak cudownie jest doświadczyć i odkryć ile przyjemności, a nie lęku i wstydu daje męska
nagość i bliskość, męski dotyk i pocałunek, a przede wszystkim jak cudownie czuć w sobie prawdziwego…
męskiego… chuja :)
Znowu chce mi się marzyć bo wierzę w siłę, która spełnia marzenia i wiem, że ta siła jest częścią mnie.
Zawsze chciałam wiedzieć co i jak będzie, a teraz.... :) życie zbyt pięknie zaskakuje, żebym sobie odbierała
przyjemność niespodzianek jakie mi ono serwuje. 
Jaka jestem…? ciągle ta sama, tylko ulepszona i odkryta, bo kolejne warstwy pancerza (przez lata
budowanego) opadają. Momentami mam wrażenie, że ból pochwicy był tylko sennym marem, bo nie ma
po nim śladu.
Andrzeju, mówiąc Ci to jedno proste słowo DZIĘKUJĘ wiem, że jest ono NAJWAŻNIEJSZYM DZIĘKUJĘ 
w moim życiu. Jeśli „złapałam” pochwicę po to, by móc poznać Ciebie, Twoje spojrzenie na świat, 
Twoje podejście do życia i drugiego człowieka i … to jestem za nią wdzięczna. I wiem, że gdyby nie TY,
Twój genialny pomysł marchewek-rozdziewiczajek, 5 pytań, Twoje poczucie humoru, Twoje prowokacje,
docinki, przytyki, rozmowy przy stole w kuchni, … a przede wszystkim to ciepło, szacunek i zrozumienie
bijące z Ciebie - nie byłoby mojej drugiej daty urodzin :)
JESTEM SZCZĘŚLIWĄ KOBIETĄ! 
DZIĘKUJĘ!
A.

styczeń 2010


40.

Chciałam Ci serdecznie podziękować za dotychczasową rozmowę mailową. 
Po warsztatach zdecydowałam się spróbować popracować jeszcze sama. 
Zmotywowałeś mnie bardzo do codziennych ćwiczeń i dzięki rozmowom z Tobą zaczęłam
bardziej wierzyć, że poradzę sobie z moim problemem. 
Bardzo pomogło mi to, że zadałeś mi dużo pytań odnośnie mojego bycia we wspólnocie.
Przemyślałam to wszystko i zaczęłam myśleć samodzielnie, a przede wszystkim oparłam się 
na moim mężu. 
Efekt tego jest taki, że udało się nam być razem :):):). 
Po ok dwóch tygodniach od warsztatów, nastąpiła duża poprawa, do tego stopnia, 
że św. Mikołaja zapamiętam do końca życia, bo wtedy nam się udało.

Bardzo Ci dziękuję, za mailową rozmowę i warsztaty, dużo one dały mnie i mojemu mężowi.

Ewa 

11.12.2009


39.

Andrzeju...
Dziękuję, że mogłam Cię spotkać. 
Ciebie, Zorbę naszych czasów.
To Ty pokazałeś mi nowe smaki, barwy i zapachy życia.
To Ty pokazałeś mi, jak zrozumieć siebie - swoje ciało i duszę.
Poznałam Cię jako zakompleksiona, niepewna siebie dziewczynka oderwana od rzeczywistości.
Dzisiaj piszę już jako Kobieta.
Szczęśliwa, spełniona, pełna wiary w siebie i w innych ludzi,
świadoma własnej wartości, odnajdująca iskierki radości w życiu,
Podążająca za swoimi marzeniami i pasjami.

Niegdyś - z towarzyszką pochwicą - słowo "seks" było dla mnie jedynie psutobrzmiącym słowem.
Dziś jest cudownym zespoleniem i zjednoczeniem dwojga ciał.
Jest listopadową nocą w Juracie :-)

Po stokroć wdzięczna,
Agata

24.11.2009


38.

PODZIĘKOWANIA:)))
Z tego miejsca i w tym momencie pragnę bardzo gorąco podziękować Tobie, mój drogi Andrzeju - 
mój Aniele Stróżu ...
W Tobie znalazłam oparcie, za które bardzo, bardzo dziękuję.
Do tej pory byłam w zawieszeniu, targana między codzienności, a bujaniem w obłokach.  
Było mi źle, tak źle, że nie mogłam znaleźć swojego miejsca, czułam się zagubiona, bezradna, inna. 
Teraz już jestem szczęśliwa. 
Pamiętnego 29 października pozbyłam się pochwicy:))) 
O rany, co to była za noc :))) 
To właśnie Twoja wiara we mnie i upór pozwoliła mi przejść na drugą stronę rzeki, 
obfitującą w chwile szczęścia i radości ...
Ja odnalazłam siebie. Teraz mam skrzydła ...
Teraz jestem prawdziwą kobietą, a kto wie może kiedyś będę Aniołem ... 
Aniołem Stróżem jak Ty dla mnie, mój drogi Andrzeju :)))
Mój przyjacielu dziękuję Ci za wszystko, za to, że byłeś i jesteś, za to, że już zawsze będziesz ...
Tak wiele mi pokazałeś, pozwoliłeś patrzeć swoimi oczami, 
i teraz widzę więcej niż mogłam zobaczyć wcześniej ...
Zaszczepiłeś we mnie cząstkę Siebie ...
Pokochałam Cię jak przyjaciela, jak ojca ... 
Teraz jestem pełna szczęścia, rozkwitam jak urzekający pąk ...
Dziękuję Ci za to, co zrobiłeś... 
Już zawsze część Ciebie będzie przy mnie ...

Twoja pomoc w pozbyciu się pochwicy jest nieoceniona ...

Jesteś moim przyjacielem - moim Aniołem Stróżem ... 

Na zawsze wdzięczna - EX Pochwiczanka 
Edyta 

18.11.2009


37.

Andrzeju...
Z Podziękowaniami, było u mnie jak z Seksem, tj bezowocnie próbowałam 
pozbyć się pochwicy, dopóki TEGO po prostu nie zrobiłam :) Dziś chcę 
dziękować, mimo, że bezsilność w wyrażeniu uczuć, które mam w sercu - 
wdzięczności, radości, satysfakcji, dumy - zwala z nóg... bo jak tu 
SZCZĘŚCIE ubrać w słowa....

Teraz, gdy rozumiem i czuje co autor - piszący o sekscytacji - miał na 
myśli, kusi, by zaczerpnąć z poezji...

Pożarze pierśny, płomieniu ustny,
Bezsenne noce, senne poranki!
Bądź pochwalony i bądź rozpustny,
Uśmiechu wiernej mojej kochanki!
Choć, zasypiając, nie wie, że pieszczę,
Lecz drga opodal swymi ramiony...
Raduj mnie jeszcze i męcz mnie jeszcze,
Śnie, jej biodrami w łożu wyśniony!

Jednakże autor ten zapewne nie miał pochwicy...a ja MIAŁAM. Z perspektywy 
dzisiejszego dnia (po 6 latach znajomości, 2 małżeństwa - bez 
seksu) pozostaje mi dziękować za nią, bo dzięki niej poznałam Ciebie i 
moje życie nie jest już szarym, nijakim pasmem problemów, leków, smutku 
... To z Twoją pomocą nasz "pierwszy raz" był najpiękniejszym prezentem 
na drugą rocznicę ślubu. Był duchową ucztą, po której (też pierwszy raz 
w życiu) płakałam ze Szczęścia. Doświadczyłam, co znaczy JEDNOŚĆ ciał i 
dusz, co znaczy być RAZEM. Moment, w którym mój Mąż BYŁ we mnie, to 
najcudowniejsza chwila, jakiej w swoim 26-letnim życiu doświadczyłam w 
relacjach z drugim człowiekiem... I ten stan Bliskości bez granic, gdy 
zostawił swoje nasienie, jako cząstkę siebie we mnie...  Każdy kolejny 
raz przynosi więcej fizycznej- seksualnej satysfakcji - radośnie i 
rozkosznie "próbujemy", odkrywamy, uczymy, bawimy, poznajemy i 
zapowiada się, że nuda w alkowie nam nie grozi :)

TO jest czas CUDÓW, który stał się rzeczywistością dzięki Twojej pomocy. 
PO 201 dniach "pracy" z Tobą, już wiem co to MIŁOŚĆ, poznałam siebie, 
zrozumiałam Męża, odzyskałam SWOJE życie i zaczęłam ŻYĆ, zamieniłam „mieć” 
na „Być” i „muszę” na "CHCĘ".

Dla mnie jesteś Mentorem, Przyjacielem, Nauczycielem, Autorytetem, 
Mistrzem Życia, Przewodnikiem, Znawcą Kobiecych Dusz, Profesjonalistą...

Żadne słowa nie wyrażą wdzięczności Tobie za spotkania, rozmowy, 
e-maile, sms'y; Niosły one ze sobą - cierpliwość, troskę, szczerość, 
zrozumienie, motywacje, otwartość, gotowość do słuchania, humor, 
nietuzinkowość, wyzwanie itp... To one zaowocowały - 100 krotnie - 
Radością, Szczęściem, spełnionymi i tymi nowo odkrytymi 
Marzeniami, Dobrem, Akceptacją, Nadzieją, Odnalezieniem i polubieniem w 
sobie Kobiety, Odwagą, Wiarą w Ludzi i Dobry Los, Życiem, pełnym smaków, 
kolorów, świeżości, Pozytywnym, Pełnym Wiary i Pokoju Spojrzeniem na 
Przeszłość, Teraźniejszość i Przyszłość.

Joanna - Wniebowzięta Żona i Kochanka.

PS. Skoro

         "    Najkrótszy erotyk

                           Dotyk.   "

 to przekazuje od Krzysztofa - DZIĘKUJĘ.

4.11.2009


36.

Andrzeju.

Zapewne powinnam w pierwszej kolejności podziękować Ci za pomoc w rozwiązaniu problemu, z którym się do Ciebie zgłosiłam i z którym, tak długo się borykałam czyli pochwicy. Pewnie Powinnam…ale przestało być dla mnie ważne to co powinnam czy to co muszę a stało się ważne to co chcę. Dlatego chcę Ci podziękować za coś więcej niż uleczenie z pochwicy. Chcę Ci podziękować za uleczenie mojej głowy
i za zasianie w niej nowego podejścia do życia. Jeden dzień, jedno szkolenie a na nim mój problem pod nazwą „Kwiatek”. I właśnie z tego kwiatka, powoli udaje mi się wyhodować coraz to piękniejszą roślinę. Pomimo, iż pod „Kwiatkiem” kryła się pochwica czyli wówczas najgorsza rzecz jaka mnie spotkała, dzięki Tobie, Twojemu podejściu do mnie, doszłam do momentu, w którym uważam, że była mi ona potrzebna. Ty byłeś mi potrzebny, żeby mnie docisnąć, żeby mi nie pozwolić odpuścić, żeby moje życie przestało być zdominowanie przez stres, nerwy i płacz. Teraz wiem, że moje życie może wyglądać inaczej i teraz wygląda inaczej. Nie ma pochwicy jest seks. Nie ma płaczu jest rozkosz. Nie ma stresu jest łąka. I choć czasem zdarza mi się wypaść z tej mojej nowej drogi to szybko wracam na właściwy tor. Dziękuję Ci, że tak wpłynąłeś na moje życie. Dziękuję Ci za to, że nie płaczę do poduszki po każdej nie udanej próbie. Dziękuję Ci, że byłeś i jesteś. Dziękujemy Ci oboje.

Beata

3.11.2009


35.

Andrzeju!!!

Wreszcie mogę Ci podziękować, bo udało się TO, co do tej pory wydawało mi się niemożliwe.

Wreszcie dołączyłam do grona szczęśliwych kobiet, które po ciężkiej walce (z samą sobą) mogą uprawiać sex!!! Niewiarygodne, ale ja też MOGĘ (nie mówiąc o tym, że CHCĘ :). Kiedy parę miesięcy temu czytaliśmy z mężem,

ze łzami w oczach, podziękowania na Twojej stronie, zastanawiałam się czy ja kiedyś umieszczę tam swoje.

Marzyłam o tym jak o niczym innym i proszę… marzenia się spełniają :).

Nie pisałabym ich dzisiaj gdyby nie spotkanie z Tobą, gdybyś nie uświadomił mi, że TO jest możliwe i zależy tylko ode mnie.

Mówiłeś to z taką pewnością, że po prostu w to uwierzyłam :). Ale łatwo nie było!

Minęło kilka miesięcy zanim zrealizowałam cel – mój cel! Poświęciłam mu się w stu procentach. Po drodze bywało różnie,

raz lepiej, raz gorzej, kiedy myślałam, że jestem już blisko za chwilę okazywało się, że wręcz przeciwnie.

Momentami wydawało mi się, że dzieli mnie od celu sto lat świetlnych!

Ale któregoś PIĘKNEGO DNIA, a dokładnie 14 października :) okazało się, że to JUŻ i to wtedy,

kiedy się tego naprawdę nie spodziewałam.

Andrzej dziękuję, dziękuję, dziękuję…..(oboje Ci dziękujemy :). Jesteś skuteczny i mówię to z całkowitym przekonaniem!!!

Jedyne, czego żałuję to tego, że nie spotkałam cię wcześniej :(, że musiało minąć kilka lat żebym zrozumiała, że problem

nie rozwiąże się sam. Ale to już czas przeszły:) teraz interesuje mnie to, co się już dzieje i jeszcze wydarzy,

a będzie się działo i to sporo:) każdego dnia, każdej nocy….

Bo dzięki Twojej pomocy zdarzył się CUD, mój mały cud :).

E.

29.10.2009


34.

Witaj Andrzeju!

Pewnie nie będę oryginalna, gdy napiszę podobnie jak moje poprzedniczki 
- DZIĘKUJĘ!!
Pochwica była moim problemem od trzech lat. (Przyjemnie pisać o niej w 
czasie przeszłym:):)) Przyznam, że po nieudolnych próbach leczenia 
mojego schorzenia nie robiłąm sobie zbytniej nadziei na pozytywne 
zakończenie sprawy. Jednak udało się:) Do dziś nie mogę uwierzyć, że 
pochwicę mam juz za sobą.Pokonałam lęk przed seksem.Otworzyłam się na 
partnera. Wspaniałe uczucie być w pełni kobietą i kochanką. Dotychczas 
nie potrafiłam postrzegać siebie w tych kategoriach. Dzięki Tobie 
Andrzeju moje marzenie stało się faktem. Nauczyłeś mnie cieszyć się 
życiem i zmotywowałeś do działania. Wspierałeś mnie i do tej pory 
wspierasz w wielu dziedzinach życia. Czuję się bezpieczniejsza, gdy 
wiem, że w kazdej chwili mogę na Ciebie liczyć,wiedząc, że udzielisz 
rady, a czasem nawet ostro skrytykujesz:)

Jestem Ci wdzięczna za każdą cenną uwagę, którą skierowałeś i kierujesz 
w moją stronę. Moje życie nabrało barw. Jestem pełna optymizmu i 
nadziei. Jeszcze raz BARDZO CI DZIĘKUJE ANDRZEJU!!!!


Magda

05.10.2009


33.

Kochany Przyjacielu, Aniele zesłany mi z nieba,

Jak było sam wiesz. Przerabiałam to przed spotkaniem z Tobą. Byłam ofiarą przemocy, nienawidziłam swojego ciała, bałam się że gdy utworzę nowy związek, dotknie mnie ta sama tragedia. Mój pierwszy mąż odebrał mi wszystko: wiarę, nadzieję, ufność, bezpieczeństwo- w sumie 3 lata piekła. Na końcu odebrał mi córkę. Byłam jak wegetujący robak, niszczący życie sobie i innym, zatruwając wkoło spokój. Jedyne, co potrafiłam to rozpaczać i kurczowo trzymać się problemów, rozdrapując je aż do krwi. Wspomnienia są bolesne. Ale bardziej bolesne jest szukanie powiązań pomiędzy pierwszym mężem a kimś kto się pojawił w moim życiu już po rozwodzie i kochał mnie szaleńczo ponad własne życie i wszystko na świecie. W zamian za jego miłość i oddanie, ja budowałam coraz większy mur pomiędzy nami, będąc przy tym niesprawiedliwą. Z każdym dniem stawałam się coraz bardziej oschła i zimna, coraz bardziej płaczliwa, kłótliwa i wybuchowa. Z każdą chwilą odbierałam sobie szansę stworzenia wspaniałego związku. W pewnej chwili przestaliśmy się kochać, wstydziłam się gdy na mnie patrzył, nie chciałam by mnie dotykał. Każdy dotyk mnie odrażał, był jak wielka krzywda wyrządzona na moim ciele, która powoduje ogromne cierpienie. Życie z dnia na dzień stawało się coraz większym koszmarem.

Nasz wspólny Przyjaciel, któremu powiedziałam co mnie trapi, dał mi namiary na Ciebie. Powiedział, że jesteś jedyną osobą, która jest w stanie mi pomóc. Zapragnęłam być tak bardzo szczęśliwa jak nigdy dotąd. Napisałam do Ciebie maila i otrzymałam odpowiedź. Na każdego maila odpowiadałeś.

Pewnego dnia napisałam do Ciebie sms „CHCĘ DO CIEBIE PRZYJECHAĆ!”, zapytałeś „KTO?” i nic dziwnego bo się nie przedstawiłam. Wiedziałam, że „CHCĘ!!!”. To była sobota, 5 września, na taki dzień się umówiliśmy. Przyjąłeś nas bardzo serdecznie, jak przyjmuje się długo oczekiwanych Przyjaciół. Zaufałam Ci bezgranicznie. Oddałam swój cały los w Twoje ręce. Uświadomiłeś mi jak bardzo się mylę, jak dużo złych nawyków mnie wyuczono. Uświadomiłam sobie, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki, tylko że nigdy nie dążyłam by to szczęście uchwycić. Do tej pory wydawało mi się, że myślę. Teraz nareszcie zaczęłam myśleć. Udowodniłeś mi że nie popełniłam żadnego błędu. Udowodniłeś jak wiele możliwości mam, których nie wykorzystuję na co dzień. Dzień, w którym Cię poznałam był najlepszym, co mogło mnie spotkać w życiu. Dziś uważam, że to co uczyniłeś to CUD, uważam że jesteś prawdziwym ANIOŁEM i potrafisz zdziałać prawdziwe CUDA.

Ta sobota była początkiem mojego życia. Wreszcie zaczęłam żyć i odkryłam dzięki Tobie czym jest szczęście. Moje życie, każda sfera życia prywatnego, zawodowego i takiego codziennego, przeszła ogromną metamorfozę. Kiedyś nie wierzyłam w to, że można inaczej żyć, niż dotychczas. Od owej soboty, mam wrażenie, jakbym narodziła się na nowo. Mam nieograniczone możliwości kształtowania swojego życia, swojego związku z mężczyzną, którego kocham bezgranicznie. Kieruję własnym życiem i wykorzystuję liczne możliwości zapobiegania konfliktom. Problemy znikły. Wiele sytuacji, nazywanych przeze mnie problemami i wyolbrzymionymi do rozmiarów katastrofalnych, okazało się błahostką. Okazało się, że martwiłam się na zapas o rzeczy, które prawdopodobnie nigdy nie będą miały najmniejszych szans się zdarzyć.

Jestem szczęśliwa, promienieję szczęściem, emanuję nim. Jestem nienormalnie szczęśliwa, ale uwielbiam to uczucie. Moje szczęście jest wyjątkowe i niezwykłe. Znajomi i współpracownicy mnie nie poznają. Jestem inną osobą, ale nadal to ja, ta sama co wcześniej.

Nasz związek, dotąd na wpół obumarły, bez uczuć, pełen pesymizmu, również wypełnił się szczęściem po brzegi. Zaufałam całym sercem mężczyźnie i myślę, że na nowo się w sobie zakochaliśmy. Jesteśmy sobie bliżsi niż dotychczas. Potrafimy się sobą cieszyć w każdej wolnej chwili, nie trwoniąc czasu. Nauczyliśmy się rozmawiać o seksie. Nauczyliśmy się na nowo bliskości i pieszczot. Nauczyliśmy się kochać ze sobą. Poznajemy wzajemnie nasze ciała, ucząc się je pieścić i akceptować ich piękno. To wspaniałe móc poznać każdy milimetr swojego partnera i podziwiać piękno jego ciała. To wspaniałe móc się cieszyć sobą wzajemnie.

A czy wiesz, że jak się przywiąże faceta do łóżka, to stwarza to bardzo ciekawe efekty? Facet mógłby zwariować z rozkoszy i ze szczęścia, kiedy nie może się opierać pieszczotom. Myślę, że wspólne chwile pod prysznicem też uczą nas troszczyć się wzajemnie o swoje ciała i je pielęgnować. To bardzo ważne, jeśli chcesz o kogoś dbać i go nie zranić. Nasze ciała rozmawiają ze sobą o bliskości, miłości, czułości, akceptacji, o naszych potrzebach.

Wyobraź sobie, że mój ukochany miał wyjątkowe przywitanie ostatnio, gdy wrócił z pracy. Zupełnie nie spodziewał się, że rzucę się na niego. Chciałam go zacałować. Jakież życie jest piękne. Jakie cudowne uczucie być szczęśliwym!

Dziś wiem, kocham go ponad wszystko, każdy milimetr jego ciała, nawet pośladki, stopy, napletek.. wszystko! Siebie też pokochałam w każdym calu. Podobam się sobie i dbam, bo naprawdę jestem tego warta. I nadal kocham córkę, pomimo że tam nie jeżdżę. Ale będę do niej pisać raz w tygodniu listy, wysyłać kartki, żeby wiedziała, że w każdej chwili może mnie odszukać, bo będę na nią czekać.

I z astmy się wyleczyłam.. I z tego problemu co mają pochwiczki.. a nie wspominałam Ci o tym, ale Ty i tak wiedziałeś, że jest u mnie ten problem. Czytałeś mi w myślach..?

Wiesz, w przyszłym roku zamierzamy się pobrać z moim ukochanym. Oczywiście będzie dla mnie zaszczytem, jeśli tam będziesz. Jesteś szczególnym i wyjątkowym gościem na naszym ślubie. Już dziś Cię zapraszam. I chcemy mieć dwójkę dzieci, więc będziesz podwójnym wujkiem. Będziemy odwiedzać Cię z maluszkami. Mam nadzieję, że nie pogniewasz się o to..

A czy wiesz ile zabaw z seksem można wymyślić? Tysiące i każda inaczej przemawia do wyobraźni.. Tylko że nasz pies dziwi się tym naszym szalonym igraszkom. Zapewne chętnie by się przyłączył do zabawy, ale  jest przeganiany. Ale widać wyraźnie że wyczuł, ze szczęście zakwitło w naszym domu.

A co najdziwniejsze zaczęły kwitnąć kwiaty.. te, które nigdy wcześniej nie kwitły..

Dziękuję Ci Przyjacielu za to, że wskazałeś mi drogę do SZCZĘŚCIA, bez Ciebie z pewnością nie odnalazłabym tej drogi


Marta J.

18.09.2009


32.

Andrzeju to niesamowite, ale naprawdę mi się udało!!! Było tak jak obiecywałeś, dotrzymałeś słowa w stu procentach :))) 

cel został osiągnięty! NIE MA JUŻ POCHWICY :D
Chciałabym napisać Ci tu i teraz BARDZO DZIĘKUJĘ!!!

Dziękuję za nadzieję, cierpliwość jaką miałeś dla mnie, dziękuję Ci za cenny czas jaki mi poświęcałeś i za drugą szansę, którą dałeś mi, kiedy trochę się
pogubiłam w międzyczasie...

Naprawdę to genialne uczucie móc uprawiać seks i nie odczuwać przy tym bólu :D

Wszystko (tak jak mi wielokrotnie powtarzałeś) jest w głowie, pochwica jest tylko w głowie!
Dziękuję również za możliwość bycia na Twoim szkoleniu RTZ, za to, że przedstawiłeś mi tą metodę, która także w dużym stopniu zapewne,
przyczyniła się do mojego Sukcesu :)
Twój charakter, to że bywało tak, że doprowadzałeś mnie do wściekłości (chyba o tym wcześniej Ci nie pisałam :P było właśnie tym (choć widzę to
dopiero z dzisiejszej perspektywy), co pozwoliło mi pójść naprzód.

Hej dziewczyny; nam nie można pobłażać i pozwalać byśmy się nad sobą użalały !!! :)
Wiem, że to jeszcze nie koniec...to tak naprawdę dopiero początek mojej...ekscytującej, energetyzującej przygody....z seksem... :)

DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ :)

Żaneta

3.08.2009


31.

Cel został osiągnięty w 100% dopiero dziś :)!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Przestałam szukać dziury w całym i znalazłam całego w dziurze :) 
Było prawdziwe pieprzonko z penisem w pochwie, a nie jego włożenie i leżenie nieruchomo, 
żeby przypadkiem coś się nie poruszyło :) 
Dziś było fantastycznie, mega przyjemnie, satysfakcjonująco, spontanicznie i prawdziwie !!!!!!!!!!!!
Andrzej baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo Ci dziękujemy, jesteś w 100% skuteczny. 
Byłeś naszą ostatnią deską ratunku i nie zawiodłeś :) 
Dzięki Tobie niemożliwe stało się możliwe. 
Pewnie wiele razy już to wszystko słyszałeś, ale cóż..........po prostu dziękujemy i przesyłamy
najgorętsze pozdrowienia.
Ewa i Tomek

22.06.2009


30.

Cześć Andrzeju!

Chciałam poinformować cały świat, że udało nam się (czyli mnie i mojemu mężulkowi) pokonać pochwicę – chorobę związku. Jestem taka szczęśliwa, że nie mogę usiedzieć na miejscu. Przestałam już wierzyć, że kiedyś uda nam się pokonać pochwicę. A jednak stało się i to niespodziewanie. Cała terapia u Ciebie była dla naszego związku zbawienna. Na początku wydawało nam się, że wiemy o sobie wszystko, a było to tylko wyobrażenie. Po spotkaniu z Tobą obydwoje otworzyliśmy się i okazało się, że jest wiele rzeczy i tematów, których nigdy nie poruszaliśmy. DZIĘKUJEMY Ci za to!!!!!!!!! Jesteśmy teraz tak szczęśliwi i radośni, że przez cały dzień uśmiechamy się i nie możemy doczekać się kiedy w końcu będziemy mogli znowu dotykać się. DZIĘKUJĘ Ci też za to, że w końcu patrzę na siebie inaczej, przestałam siebie krytykować, uważam się w końcu za osobę normalną, ponieważ z pochwicą czułam się trochę INNA.

Myślałam, że jestem beznadziejnym przypadkiem i mimo Twoich sukcesów w pokonywaniu pochwicy ze mną nie pójdzie Ci tak łatwo. I jakież było moje zdziwienie, że w 36 dniu terapii udało się!!!!!!!!!!!!! Obydwoje nie mogliśmy w to uwierzyć, byliśmy w szoku, że „TO” stało się bez NERWÓW, bez PŁACZU, bez BÓLU, tylko z uśmiechem na ustach. Do dzisiaj nie możemy w to uwierzyć. Teraz zniknęły moje ciągłe myśli o pochwicy. Zamieniły się w plany i marzenia.

Mogłabym tak DZIĘKOWAĆ bez końca.

DZIĘKI, DZIĘKI, DZIĘKI!!!!!!!!!!!!!!!

Bożena

P.S.

Jedynie żałuję tylko tego, że tak późno trafiłam do Ciebie i prawie 10 lat spędziłam na zamartwianiu.

23.04.2009


29.

Witaj Andrzeju!
Nadal nie mogę uwierzyć, że to się stało. Nie ma już pochwicy!!! Jestem 
za to JA - szczęśliwa, uśmiechnięta i radosna kobietka :)))Jest we mnie 
teraz tyle pozytywnych emocji. W mojej głowie świeci słońce i jest 
pięknie :)
Po pochwicy nie ma ani śladu!!!
DZIĘKUJĘ Ci Andrzeju!!!
DZIĘKUJĘ Ci za to, że mogę teraz przeżywać magiczne dla mnie chwile, bo 
to co dzieje się między mną i moim mężem jest wyjątkowe, wspaniałe, 
fantastyczne...i nie do opisania :)
DZIĘKUJĘ Ci za każdą chwilę, którą mi poświęciłeś i za 'utylizowanie 
odpadów' z mojej głowy :)
Dzięki Tobie poznałam najbliższą swemu sercu przyjaciółkę – siebie :)
DZIĘKUJĘ Ci Andrzeju za to, że pokazałeś mi jak można inaczej spojrzeć 
na swoje życie.
Moje ‘poważne problemy’, z którymi do Ciebie przychodziłam, po rozmowie 
z Tobą okazywały się śmieszne, a ich rozwiązanie było proste i oczywiste.
DZIĘKUJĘ Ci za ten mętlik w głowie, po którym wszystko układało mi się 
w jasną całość :)
DZIĘKUJĘ Ci za ten ‘cichy krzyk’, łąkę i wodospad.
DZIĘKUJĘ Ci Andrzeju za mnóstwo innych rzeczy, których nie jestem w 
stanie wymienić, a których nigdy nie zapomnę.
Jestem teraz szczęśliwą kobietą , czerpiącą ogromną radość i przyjemność 
z seksu :)
DZIĘKUJĘ CI ANDRZEJU!!!
Ściskam mocno!
M.:)

5.04.2009


28.

VENI…VIDI…………………………………………………………………..……………………………..…VICI !!! J  J  J

Z mojej wysepki o nazwie POCHWICA trafiłam z wizytą na brzeg AnDrZeja Setmana. 28-letnIa dziewica,  mĘżatKa z trzyletnIm stażem i 8 latach związku z Tym Ukochanym, która już wieloma sposobami próbowała przezwyciężyć ból i zamienić niemożliwe w MOŻLIWE. W katalogu „sposobów” znajdzie się też wizyta u fachowca (!) – mianowicie seksuologa – to była dopiero porażka! Ginekolodzy mówili, że współżycie jest możliwe…..szkoda tylko, że żaden nie wspomniał, że zewnętrzna budowa moich narządów płciowych znacznie mi to utrudnia. Ale największą przeszkodą i tak był „żelazny” mięsień pochwowy, który za nic nie chciał wpuścić do środka członka…..czy też wziernika…O pochwicy dowiedziałam się z Internetu, wytrwale przeszukując „google”, starając się znaleźć JAKĄŚ podpowiedź, jakąś diagnozę, jakieś rozwiązanie….Jakież było moje zaskoczenie gdy pewnego dnia znalazłam forum zamykające moje doświadczenia w pojęciu „pochwicy”. Eureka! Nareszcie poznałam imię mojego przeciwnika w tej „wojnie”….Potem znalazłam intrygującą stronę ze zdjęciem „dojrzałego pana” :) i CUD się zaczął…Nadzieja zapikała w sercu……

Tego, że mam częściowo zlepione wargi sromowe DowiedZiałam sIę dopiero 3 miesiące po spotkaniu z Andrzejem, „przy okazji” jednej z zabaw z mĘżem, Którą Andrzej nam zaproponował. Konsultacja z trzema gInekologami – i faktycznie przyznali mi, że COŚ tu jest „nie tak”. Wydawałoby się że to takie oczywiste – a jednak żaden wcześniejszy lekarz TEGO nie zauważył!!  Mój „przypadek” okazał się nieco niestandardowy – wydawało się nawet, że do pełnego współżycia nie dojdzie właśnie z racji tego zrostu…….no i pochwicy. A jednak! Mimo że na osiągnięcie CELU pracowaliśmy nie kilka tygodni lecz miesięcy, UDAŁO SIĘ !!! Udało się „w pełni”, kompletnie i całkowicie J  Bez zabiegów chirurgicznych, zalecanych nacięć i rekonwalescencji. Bez bólu, uszkodzeń, czy otarć – penis wszedł gładziutko – ledwo się zorientowałam, że w ogóle wszedł! Byłam ogromnie zaskoczona! Że to takie łatwe!!! Takie niezwykłe, takie mięciutkie……A więc DA SIĘ!!! I to bezboleśnie  :-)))

Drogi Andrzeju! J

Tyle się wyDarZyło od 01.10.2008r… UśmIecham siĘ na sam dźwięK Twojego Imienia, które automatycznie przywołuje mi 1000 obrazów z naszych spotkań…….Spotkań niezwykłych, niezapomnianych, NIEprzypadkowych, które poruszyły we mnie TYYYLE emocji !!!….Nie – nie było łatwo…Raczej jak na roller-coster – raz wesoła, uskrzydlająca „góra”, raz przerażający „dół” z potokiem bolesnych łez i rozczarowań... Z perspektywy czasu wiem, że wszystkie te emocje były potrzebne, ważne, pomocne. Bo to dzięki NIM wiele się dowiedziałam o sobie, o życiu, o prawach rządzących światem, o rzeczach, które mnie ograniczają, o istnieniu „sekretu”.  O tym, że  NIC nie MUSZĘ i WSZYSTKO mogę osiągnąć jeśli tylko będę CHCIAŁA. Nabrałam odwagi do kwestionowania zastanej rzeczywistości, konwenansów, ludzkich postaw. Zrozumiałam, że najważniejsze jest to, co JA myślę o sobie a nie co inni myślą o mnie i co POWINNAM zrobić.  Rozpoczęłam podróż poprzez zakamarki mojej duszy i ciała…..ciała zmysłowej kobiety ;-) Doszło też do mnie, że pochwica faktycznie była (ha! mogę już użyć w tym miejscu czasu przeszłego!!!) moim i męża błogosławieństwem a nie przekleństwem, o czym powiedziałeś nam na początku…..Jakże fajnie jest odkrywać sex po kilku już latach małżeństwa J  Zyskałam  też narzędzie do zmiany swoich chorych przekonań O R A Z ……poznałam fascynującego, prawdziwie mądrego człowieka o sześciu zmysłach i skrawek jego niezwykłego świata…… ;-)))

A wspominałam już, że dzięki TOBIE (i polskim rolnikom ;) teraz mogę NORMALNIE współżyć ??? J  Za TO WSZYSTKO oraz WIEEEELE innych rzeczy SERDECZNIE CI DZIĘKUJĘ…….dziękuję Ci ja, dziękuje Ci mój mąż…..z całej duszy!!! Również za Twoje fantastyczne, UNIKATOWE  książki, które czytałam z zapartym tchem i do których jeszcze z pewnością nieraz wrócę…..

I to już koniec…..który wierzę jest pięknym początkiem….nowego rozdziału w moim życiu….

Ściskam mocno i…….. cytrynowo J

S.

04.04.2009


27.

Andrzeju!

DZIĘKUJĘ!

Dziękuję drukowanymi literami, bo one są dla mnie takie mocne, takie

wyraziste. Podnoszę głos tymi literami, krzyczę ... z radości!

Z POchwicy zostało tylko PO. Ale PO radosne, uśmiechnięte, roztańczone.

Bo tak było właśnie PO.

Zapiski z dnia, w którym się udało - czyli "pierwszego razu" -

- po 3 i pół roku od dnia ślubu:

Przepełnia mnie radość! Rozpływam się w uśmiechu. Uśmiecham się,

uśmiecham się stale. Czuję się szczęśliwa. A jednocześnie łzy kapią mi

po policzku ... ze wzruszenia. Stało się, nareszcie!

A potem tańczę...

Nie, tańczymy - wspólnie z mężem. Dziki taniec radości. Kochających się ludzi.

Pochwica - nie ma pochwicy!!! Hurra!!! Nie ma pochwicy?! Nie ma!!!

Hurra!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

   Andrzeju, jestem Ci wdzięczna również za to, że nauczyłeś mnie

w jaki sposób mogę pozbyć się zranień, brązowych i czarnych, tych

różnych mas, klocków szarych, kolczastych, klejących i kłujących, które

jak te śmieci truły mnie, a które mogę po prostu "wyrzucić do kosza".

Cieszę się, bo wiem, że mogę napełniać się czerwonymi wykrzyknikami,

różową masą- odważną, masą czerwoną i innymi jeszcze; ciepłem, wiatrem, słońcem. DZIĘKUJĘ Ci za to, że w ciągu tej terapii bardziej pokochałam siebie.

    Dzięki za niezwykłe historie, za "ja nic nie muszę, ja chcę",

za odwiedziny u nas; za to, że mój mąż wykazuje się taką pomysłowością,

za 5 x T i za 5 x N, za wspólnie jedzone ananasy, za wspólną herbatę,

za "kolekcjonowanie" uśmiechów, i ...

za wiele innych rzeczy, których nie sposób wymienić.

Andrzeju, cieszę się, że pomogłeś mi i mojemu mężowi doświadczyć takich

emocji! Tak, seks JEST ważny. CHCĘ, by również budował naszą jedność.

Aż chce się żyć!

M. - już nie "efemeryczna księżniczka" -

30.03.2009


26.

Andrzeju nie wiem od czego zacząć. Przez moją głowę przebiegają teraz tysiące
myśli i wszystkimi chciałabym się z Tobą podzielić. Do tej pory jestem w szoku,
że dolegliwość nazywana pochwicą, już mnie nie dotyczy. Nastawiłam się na dosyć
długą drogę do osiągnięcia celu, bo znając siebie wiedziałam, że nie będzie to
łatwe. Jednak TY od razu powiedziałeś, że NAM się uda. No i tak się stało w
zaledwie 49 dni. 
"Nasz pierwszy raz" był cudowny, nie czułam żadnego bólu, penis po prostu się
wśliznął do środka, mąż był w totalnym szoku. "Nasz drugi raz" był jeszcze
wspanialszy, już w innej pozycji z jeszcze większą przyjemnością. Czułam jak
następnego dnia mąż pożera mnie wzrokiem i myśli tylko o jednym. Po prawie
pięciu latach małżeństwa i czterech narzeczeństwa, w końcu możemy cieszyć się
przyjemnością jaką daje sex. Najwspanialsze jest to, że nie musimy się
zabezpieczać i do woli wariować z seksem, bo bardzo chcemy mieć dziecko.
Wcześniej mówiłam, że mogę obejść się bez seksu, ale teraz nie wyobrażam sobie
naszego małżeństwa bez tej przyjemności. Czujemy się jak nowożeńcy którzy nie
mogą się sobą nacieszyć. Nasze myśli i słowa wciąż wibrują wokół jednego tematu.
Dzięki Tobie Andrzeju patrzę zupełnie inaczej na otaczających mnie ludzi,
zmieniło się moje nastawienie do życia i mam już inne cele w życiu. Do tej pory
myślą która mnie zadręczała w każdej chwili mojego życia była pochwica. Teraz
już jej nie ma, żyję tak jakby jej nigdy nie było, cieszę się tym co mam i co
daje mi życie, już nie stoję w miejscu. A to wszystko dzięki Tobie!
Nie chciałam wspominać o terapii u seksuologa która trwała rok i nie pomagała mi
w żaden sposób, a raczej okazała się jednym wielkim naciąganiem na kasę. Żałuję,
że od razu się nie zgłosiłam do Andrzeja, a miałam taki zamiar jeszcze przed
terapią u seksuologa. Wczoraj wspominaliśmy z mężem te chwile gdy byliśmy
bezsilni wobec pochwicy, łzy które wylewałam, kłótnie między nami, bezskuteczne
próby zbliżeń i to w jaki sposób ta walka Nas do siebie zbliżyła. Teraz wiem, że
nie ma sytuacji której byśmy nie przetrwali. Cieszę się, że mam tak kochającego
męża który wytrwał ze mną te wszystkie lata, teraz mogę mu to wynagradzać. 
Mogę teraz powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Na moich ustach chyba na zawsze
pozostanie uśmiech na widok marchewek na straganie. Jest tak codziennie gdy
wchodzę do sklepu.
Kobietki nie wahajcie się, Andrzej na pewno Wam pomoże. O tym, że się zgłosiłam
do Andrzeja zadecydowały głównie podziękowania innych dziewczyn, więc mam
nadzieję, że swoimi podziękowaniami też kogoś przekonam i w pewien sposób
pomogę. Kobietki szkoda życia na łzy.
KOCHANY ANDRZEJU, DZIĘKUJĘ CI ZA WSZYSTKO Z CAŁEGO SERCA!!!
M.

02 02.2009


25.

WITAJ ANDRZEJU!!!
Hmm.... Od czego mam zacząć???
Zacznę od gorących podziękowań dla Ciebie. Za to że mi pomogłeś w pozbyciu się pochwicy.
Początek tej terapii nie był dla mnie łatwy. Po pierwszym spotkaniu nie wierzyłam, że mi się uda. 
Starannie wykonywałam ćwiczenia, które mi zadałeś.
I w końcu w 53 dniu moich ćwiczeń UDAŁO SIĘ !!! :-))))
JESZCZE RAZ BARDZO BARDZO CI DZIĘUJĘ !!!
Pozdrawiam.
Ania
P.S .
Pochwiczki nie bójcie się terapii u Andrzeja . Warto z Nim popracować nad sobą . :-)))))))))))))))))))))

3.11.2008


24.

Andrzejku,
 
i cóż chcę Ci powiedzieć??? że jesteś cudownym terapeutą i przyjacielem.
 Nie sądziłam, że tak bardzo poznam siebie....i nadal poznaję. Jaki cudowny jest ten stan poznawania....tak jak mówiłeś. 
Już wiem co " we mnie siedzi " :) świadoma siebie kobieta - DIABEŁEK I ANIOŁEK. 
Dzięki Tobie diabełek zrozumiał jaki ma potencjał ;) a aniołek jak cudownie być sobą, bez maski. 
Wiem, że w moim życiu najlepsze jest jeszcze przede mną, bo dopiero ;) się rozkręcam ;))) i nabieram wiatru w żagle. 
Dziękuję Ci za metamorfozę jaka we mnie zaszła, za uświadomienie mi, że sex się liczy i nie jest czymś złym, 
za pokonanie bólu i obrzydzenia.
 
Nigdy nie zapomnę tego mętliku w głowie po rozmowach z Tobą, wtedy wiedziałam, że nic nie wiem....a na drugi dzień eureka!!
 
Nigdy nie zapomnę tej świadomości bycia kimś najważniejszym podczas rozmów, emaili
 
Nigdy nie zapomnę marchewki
 
Nigdy nie zapomnę tych niesamowitych historii, które mi opowiadałeś
 
Nigdy nie zapomnę kawy z miodem
 
Nigdy nie zapomnę, że dzięki Tobie pokochałam siebie ....całą....bez wyjątku :))
 
Nigdy nie zapomnę Ciebie :)))))
 
ściskam mocno,
 Diabełek / Aniołek (chyba w połowie ;) 

29.09.2008


23.

To co się działo w moim życiu, od czasu gdy dowiedziałam się, że coś jest "nie tak", było istnym koszmarem. 
Uważałam, że nie jestem kobietą, nie istotą. Czym?
Sama wtedy nie wiedziałam... Zastanawiałam się dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? 
Myślę, że każda "pochwiczka" zadaje sobie to pytanie. 
Litry wylanych łez i zgrzytanie pochwy, tak zaczynała się przygoda z seksem. A przecież miało być tak pięknie!
W miarę jednak szybko zaczęłam myśleć o tym, że trzeba sobie pomóc. 
Znalazłam jednego z najlepszych seksuologów w Polsce, umówiłam się na spotkanie. I co? I nic. 
Dostałam numer do innego seksuologa, który powiedział, że na wizytę mogę się umówić za pół roku...
Gdy dowiedziałam się, że to pochwica, było łatwiej. 
Wtedy znalazłam Ciebie Andrzeju w Internecie :) po przeczytaniu podziękowań byłam wręcz zachwycona.
Oj, pierwsze spotkanie nie było łatwe, polały się łzy.
Na szczęście starałam się sumiennie wykonywać zadania powierzone przez Andrzeja.
Dzień ćwiczeń 63, 
Andrzej mi mówi, że przede mną jeszcze 20%. Tego samego dnia nastąpił cud... Po prostu sex! 
Najpierw raz, potem drugi, potem trzeci... Za każdym razem lepiej! A wchodziło jak po maśle ;)
Myślę, że łatwo mi się udało osiągnąć cel, bo miałam cierpliwego, kochanego i czułego partnera, 
których Wam także na pewno nie brakuje! 
Mimo, że już bez przeszkód mogę cieszyć się seksem, wyniosłam jeszcze z tej terapii inne podejścia do siebie. 
Czuję się piękna, kobieca, jedyna, wyjątkowa, niezwykła! Kiedyś te słowa nie przeszły by mi przez gardło...
"Pochwiczki"! Bierzcie się do marchewkowej pracy! Nie ma na co czekać!
Andrzeju, uczyniłeś mnie kobietą pewną swoich walorów, kobiecości i seksualności. 
Dzięki Tobie odczuwamy na nową swoją miłość, bo nie da się ukryć, że prawdziwa miłość łączy się z seksem.
Jeszcze raz dziękuję.
K. 

12.09.2008

Hiper extra super.

Tak to mogę nazwać.

Magicznie.

Teraz się zastanawiam, dlaczego dziewczyny z tym czekają - tracą przecież tyle przyjemności w życiu :)

No to chyba byłoby na tyle, mimo, że mogłabym o tym jeszcze wiele napisać.

Wczorajszy seks był niezwykły - tak to ujmę po krótce.

:)

22.09.2008


22.

Myślałam, że nigdy nie znajdę się na tej stronie. Zaglądałam tu bardzo 
często, czytałam kolejne, nowe podziękowania od dziewczyn, które zaczęły 
terapię później niż ja i załamywałam się, że ja do nich chyba nigdy nie 
dołączę! Na szczęście tak się nie stało i jestem!
Drogi Andrzeju, dziękuję Ci za pomoc w zwalczeniu tej okropnej 
dolegliwości, która spędza sen z powiek, nie pozwala czuć się prawdziwą 
kobietą, jest wręcz jak przekleństwo!
Dzięki Tobie udało mi się! Jestem Ci ogromnie wdzięczna, również za to, 
że nie straciłeś do mnie cierpliwości, za pomoc w bardzo trudnych 
chwilach, za otwarcie oczu na wiele spraw!
W końcu jestem szczęśliwa !!! Dzięki Tobie...!!!
Maria

26.08.2008


21.

Witam Andrzeju !

Chciałabym bardzo gorąco podziękować za skuteczną pomoc w pozbyciu się pochwicy, za dodanie mi „skrzydeł” w trudnych momentach mojego życia oraz za to, że po prostu byłeś (jesteś). Dzięki Twojej terapii patrzę inaczej na życie, którym teraz kieruje sama wybierając to co jest dla mnie dobre. Co tu dużo pisać jestem SZCZĘŚLIWA !! :) a Ty mi w tym pomogłeś.

Dziękuję !

Gosia

27.06.2008


20.

Podziękowanie :)

Zacznę od tego, z czym miałam problem zgłaszając się do Andrzeja. Była to dolegliwość, której nazwa brzmi Pochwica. Nie jest to nic innego jak ‘brak możliwości’ uprawiania seksu. Był to dla mnie duży problem, z którym nikt nie potrafił mi pomóc szczerze traciłam już nadzieje, kiedy to mój partner postanowił znaleźć mi osobę, która będzie mi w stanie pomóc. I tak tez się stało, postanowiłam się wiec odezwać i po raz kolejny usłyszeć: ”przepraszam, ale ja nie wiem, co Tobie jest…”, na moje szczęście tak się nie stało, a było wręcz przeciwnie. Pisaliśmy z Andrzejem sporo czasu, kiedy to zdecydowałam się na spotkanie. Tego ranka byłam bardzo szczęśliwa i pełna nadziei. Jednak, kiedy już dojeżdżałam na miejsce ogarną mnie olbrzymi lęk, przecież nie znałam tego mężczyzny i wyobrażałam sobie wiele dziwnych rzeczy. Mój lęk został pokonany przez moją ogromną chęć pozbycia się pochwicy.

Pierwsze spotkanie nie było łatwe, a Andrzej też nie głaskał mnie po głowie. Jest to człowiek, który potrafi dogryźć, czy też odgryźć się. Ale wszystko, co robił zawsze wychodziło na dobre. Prócz tego, że mogę się kochać, to na dodatek nie mam już różowych okularów, przez które widziałam to, co widziałam i jak widziałam. Cieszę się z życia tak jak chcę i wszystko jest prostsze.

Andrzeju chcę Ci z całego serca podziękować za to, że pomogłeś mi z tą wspaniałą dolegliwością, teraz seks nie jest dla mnie próbą, że może akurat dziś się uda. Teraz kocham się, kiedy chcę i jak chcę. I co najważniejsze sprawia mi to niesamowitą przyjemność.

Jesteś cudotwórcą :)

Jeżeli przeczytasz to podziękowanie nie traktuj tego jako uwielbienie tego mężczyzny, czy tez sztuczne słowa napisane od tak żeby przyciągnąć ludzi. Tak nie jest i jeżeli się odezwiesz sama się o tym przekonasz.

Z miła chęcią odpowiem na pytania, które mogą Cię dręczyć, przeszkadzać, dlatego podaję swój adres email. wiola032@wp.pl

Dziękuję,

Wioleta

03.06.2008


19.

Andrzeju,

nie, nie piszę z reklamacją:-)

Po prostu chciałam Ci powiedzieć, że każdego dnia jestem Ci wdzięczna za pomoc. Teraz jestem z innym mężczyzną, niż w trakcie terapii i kocham się z nim tak, jakbym to robiła od zawsze, a nie od 8 lutego tego roku...:-)))

Muszę Ci powiedzieć, że to niesłychane, ale żyję i zachowuję się tak, jakbym nigdy tego problemu nie miała. Prawie wyparłam to moje mentalno-emocjonalne-fizyczne kalectwo z pamięci. Jestem tak szczęśliwa, że mnie już ono nie dotyczy, a przecież jeszcze parę miesięcy temu nie mogłam włożyć palca (pamiętam dwa pierwsze dni terapii- totalna blokada i płacz...)

Pozdrawiam serdecznie, zawsze niezmiernie wdzięczna

Justyna

24.05.2008


18.

 

Andrzeju bardzo dziękuję za pomoc. Polecam tą terapię wszystkim dziewczynom z
pochwicą. Uważam, że nikt inny Wam nie pomoże ponieważ próbowałam leczyć się w
innych miejscach i dopiero terapia Andrzeja dała skutki. Może to brzmi
niewiarygodnie, że Andrzej jest "cudotwórcą", ale szkoda czasu na chodzenie po
innych lekarzach. Jeszcze raz dziękuję za to, że jestem już stuprocentową kobietę
wierzącą w siebie. Marzenie się spełniło....dzięki TOBIE....
Aśka

27.02.2008


17.

Andrzeju, to dzięki tej stronie zdecydowałam się napisać do Ciebie w listopadzie. Zanim się zdecydowałam - czytałam ją wcześniej wielokrotnie, i zawsze towarzyszyły temu olbrzymie emocje - i wzruszenie, i płacz, i poczucie solidarności z tymi kobietami ,które przed terapią u Ciebie przeżywały dokładnie to, co ja. Przede wszystkim jednak pojawiła się dla mnie ogromna NADZIEJA, że to może się udać. Po pierwszym spotkaniu z Tobą wiedziałam, że to MUSI się udać.

Teraz żałuje tylko, że tak długo czekałam, wmawiając sobie, że "samo przejdzie". Samo nie przejdzie.

Brakuje mi słów, które wyraziłyby w pełni moją wdzięczność dla tego, co zrobiłeś. Sprawiłeś, że jestem, nareszcie, szczęśliwą i czerpiącą pełną radość z seksu kobietą, że nie mam żadnych zahamowań i lęków przed ingerencją dopochwową ( a było tego wcześniej sporo - nawet strach przed tamponami...), a lęków tych nie mam, bo nie odczuwam już przy tym żadnego bólu. A był on wcześniej olbrzymi, nie do opisania. Wiem, co o tym myślisz, ale ja i tak będę to, co się stało, nazywać cudem. Bo jak nie nazywać tego cudem, skoro kilkadziesiąt dni temu bolało potwornie, a teraz wchodzi jak „po maśle”, bez cienia najmniejszego bólu??? Bo jeszcze tak niedawno nic nie wskazywało na to, że ten ból gdzieś sobie odejdzie.

Dziękuję Ci, że odpowiadałeś na moje maile błyskawicznie, że zawsze –w dobrych i gorszych momentach terapii- służyłeś mi radą i pomocą; dziękuję za to, że mnie wspierałeś i chwaliłeś, ale i za to, że ochrzaniałeś, kiedy trzeba…:-), za ogromną cierpliwość i serdeczność, za to, że cieszyłeś się razem ze mną z moich mniejszych sukcesów i z tego ostatniego, największego, kiedy po raz pierwszy mogłam w pełni kochać się bez bólu i strachu, wręcz inicjując ten moment;-))

Nie życzę żadnej kobiecie tej przypadłości, którą miałam ja (jak miło użyć tu czasu przeszłegoJ). Jeśli jednak któraś z czytających te słowa czuje się tak, jak ja wcześniej –nieszczęśliwa, gorsza, beznadziejna i niespełniona jako kobieta z powodu pochwicy (nadal nienawidzę tego słowa) – to nie ma na co czekać. Trzeba pokonać wstyd, lęk i napisać do Andrzeja, wypełniać jego polecenia i wówczas MUSI się udaćJ

Justyna

25.02.2008


16.

Moim marzeniem było, aby w końcu znaleźć się na tej stronie z podziękowaniami. I oto jestem :-}Wreszcie dołączyłam do grona eks-pochwiczek, cudownie mieć tą świadomość.

Po kilku latach męczarni, po strutych myślach, że mi to już chyba nikt i nic nie pomoże, po wielu nieudanych i bolesnych próbach, po wielu rozczarowaniach u innych specjalistów, po morzu wylanych łez dlaczego to mnie zawsze muszą spotykać takie rzeczy, po 6 latach bycia z ukochanym mężczyzną {a od roku bycia jego żoną}, po tym wszystkim jakimś cudem trafiłam na Ciebie.

Oczywiście Ja i tak nie wierzyłam że mi się uda, stwierdziłam że pewnie będę jedynym przypadkiem którego Ci się nie uda wyleczyć, ale i tak postanowiłam spróbować bo miałam świadomość że jesteś moją ostatnią deską ratunku.

No i na spotkaniu u Ciebie tak mnie nakręciłeś, że zaczęłam wierzyć, że może nie jest ze mną jeszcze tak źle, że przecież nie jestem jedyną osobą z takim problemem że innym się udaje pokonać strach więc na pewno i mi się uda {udało Ci się tak na mnie wpłynąć chyba tylko dzięki temu, że naprawdę jesteś niezłym „Wariatem” :-}. Oczywiście zdecydowałam się i powoli małymi kroczkami szłam do przodu {wtedy dla mnie to były milowe kroki}.

Właściwie nie wiem jak to się stało, że robiłam wszystko co mówiłeś, rzecz jasna czasem uważałam, że nie dam rady wykonać jakiegoś ćwiczenia, ale i tak je robiłam i udawało się. Nigdy nie zapomnę jak bardzo z mężem cieszyliśmy się na każdy nawet najmniejszy postęp.

I po ponad dwóch miesiącach stało się to o czym marzyłam od tylu lat. Wreszcie stałam się kobietą, uszczęśliwiłam nie tylko mojego męża ale przede wszystkim siebie, spełniłam swoje wielkie marzenie. No i oczywiście było tak jak mówiłeś NIC NIE BOLAŁO, co wydawało mi się wcześniej niewiarygodne.

Więc dziękuję Ci z całego serca nie tylko za to, że mnie pozytywnie nakręciłeś, dodałeś odwagi, że dzięki Tobie skończyły się moje koszmary i udręki ale i za to, że przez te ponad dwa miesiące naprawdę czułam się dla Ciebie kimś wyjątkowym, ważnym, że nigdy nie zostawiłeś mnie samej sobie, bez odpowiedzi czy dobrej rady {zresztą nadal mogę liczyć na te rady :-}

BARDZO CI DZIĘKUJĘMY !!!

Agnieszka i Robert

8.02.2008


15.

Dziękuję :)

Poprzez to jedno słowo pragnę wyrazić co czuję. Dziękuję nie tylko za to, że pozbyłam się swojej pochwicy, przede wszystkim dziękuje za zmianę nastawienia do siebie samej. Twoja terapia pozwoliła mi spojrzeć na moją osobę, na całą złożoność moich zalet i małych wad w sposób obiektywny, bez wiecznej krytyki utrudniającej życie. Dla mnie teraz, kiedy już wiem, że mogę uprawiać seks bez bólu, bez jakiegoś wewnętrznego strachu ta zmiana jest najważniejsza. Czasami nawet myślę, że brak bólu to taki dodatkowy plus tego, że mogłam Cię poznać, z Twoją pomocą poznać samą siebie, z wytrwałością i konsekwencją dokonać ważnej rzeczy.

Oczywiście nie wszystko na początku było takie idealne, zwłaszcza moje nastawienie do tej terapii. Jak wszystko co wartościowe pozbycie się pochwicy wymaga dużej wytrwałości i szczerości.

Jeszcze raz, bardzo gorąco dziękuje.

Ania

4.02.2008


14.

Zdrada męża zmusiła mnie do działania. Gdyby nie to, że słowo kocham to on już mówił innej kobiecie, nie mnie, pewnie dalej żyłabym ze swoją pochwicą do emerytury. Nie współżyliśmy, gdyż ból, który odczuwałam uniemożliwiał nam to. Nic z tym nie zrobiłam przez cztery lata trwania naszego małżeństwa oprócz trzech wizyt u ginekologa, które w niczym nie pomogły, i mojego głupiego przekonania, że przecież kiedyś się nam uda. Niestety z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok było coraz gorzej i kres przyszedł, kiedy maż zaczął szukać innej kobiety, która urodziłaby mu dziecko.

Świat mi się zawalił, jednak nie chciałam dać za wygraną i zaczęłam szukać w necie informacji na temat pochwicy. Natrafiłam na podziękowania skierowane do niejakiego Andrzeja Setmana, który pomógł parom będącym w podobnej sytuacji jak moja (pochwica). Te podziękowania wydawały mi się trochę naciągane (ileż można czytać och-ów i ach-ów na temat jakiegoś faceta), ale w swojej desperacji napisałam emaili do Andrzeja, przecież nic nie traciłam. I jakie było moje zaskoczenie, kiedy otrzymałam odpowiedź jeszcze tego samego dnia. Była to pierwsza osoba, która nie zbagatelizowała mojego problemu. I tak zaczęła się moja terapia u Andrzeja. Dał w kość od samego początku zadając bardzo dobre pytania, które zmuszały do myślenia i czasem moje odpowiedzi zaskakiwały mnie samą. Nie było łatwo jednak nie byłam zostawiona sama sobie, zawsze mogłam liczyć na pomoc terapeuty. Nawet kiedy był na urlopie odpisywał na moje e-maile. I jakie było moje zaskoczenie, kiedy 36 dnia terapii udało nam się z mężem. Nie odczuwałam bólu, może niewielki prawie niezauważalny. Jak nam się udało to zaczęłam ryczeć. Nie byłam wstanie powstrzymać tego płaczu. Cóż, to jest teraz takie łatwe. Zapas marchewki został przerobiony na soczek, a każdy łyk soku przypomina o nauczycielu – terapeucie dzięki, któremu moje życie ma już wszystkie barwy tęczy.

Dziękuję Andrzeju!

Kaśka

3.11.2007


13.

Witaj, Andrzeju.

Tu pochwiczka M. (ta od Noego i od zagubionego autoportretu ;).

Poczułam ze chce do Ciebie napisać, bo ... no cóż.. pewnie nie po raz pierwszy usłyszysz ze miałeś trzecie oko, siódmy zmyśl, albo po prostu racje :).

Moj Noe koniec końców okazał się, jak to byłeś uprzejmy raz określić "dupkiem" i właśnie się rozstaliśmy.

Przepraszam ze nigdy nie napisałam podziękowań, ale wiesz... mam nadzieje, że zrozumiesz jeśli powiem, że tak naprawdę nie wiedziałam co napisać, bo nie uczulam ani ulgi, ani wielkiej radości, nic z tego o czym pisały inne Pochwiczki . Pewnie właśnie dlatego, ze to nie był ten facet.

Wiec dziękuje za cos innego - za wzburzenie w mojej głowie takiego małego fermentu zmuszającego do zajrzenia w głąb własnych uczuć (przed czym się długo, dzielnie i do końca, można powiedzieć broniłam, ale dziś mam z tego taka lekcje żeby się nigdy, przenigdy nie oszukiwać) i chyba tez za jakiś kroczek do pojęcia własnej seksualności, kobiecości i poczucia wartości.

Teraz boli mnie bardzo, ale urażona duma, bo wiem, że tak naprawdę to nie kochałam - choć bardzo chciałam ;))).

Dzięki i pozdrawiam:) !

M.

9.10.2007


12.

Andrzej, bardzo Ci dziękuję za pomoc w pokonaniu pochwicy. Męczyłam się z nią przez prawie 3 lata małżeństwa. Straciłam przez nią męża, wiarę w sens swojego życia, wiele wartości, które wcześniej były dla mnie bardzo ważne. Myślałam, że poradzę sobie sama, że jak to możliwe, abym była taka "nienormalna", że miłość męża przezwycięży wszystko. Myliłam się: sama nie byłam w stanie sobie pomóc, nie pomógł mi mąż, ginekolog, seksuolog, psycholog (mimo pobierania opłat za "leczenie"). Dopiero Ty mi pomogłeś: Twoje zadania, metody, rozmowy z Tobą SĄ SKUTECZNE w leczeniu pochwicy.

Dziewczyny, jeśli któraś z Was ma problem z pochwicą, od razu kontaktujcie się z Andrzejem. Pochwicę pomoże pokonać na pewno, a reszta mojego czy Waszego życia - to już inna sprawa.

Andrzej, bardzo Ci dziękuję, za wszystko, za wyleczenie "beznadziejnego przypadku".

J.K.

22.09.2007


11.

Dziękuję bardzo Andrzeju, że dzięki Twojej pomocy mogę wreszcie uprawiać seks z mężem, że odzyskałam małżeństwo, że teraz mam szansę na udane małżeństwo.

To naprawdę dzięki Tobie :)

Przez prawie 4 lata to było „białe małżeństwo”.

Teraz to się zmieniło. Od miesiąca czuję się prawdziwą kobietą.

Pozdrawiam

Jola

22.08.2007


10.

Chciałam Ci podziękować za to, że wreszcie zaczęłam się czuć piękna, wartościowa, wyjątkowa i seksowna;-). Dzięki, że pokazałeś mi, jak w prosty sposób można dojść do tego, co zajęło mi z mężem prawie 3 lata. Jestem Ci wdzięczna, że nauczyłeś mnie, jak czerpać radość z seksu, co trzeba robić, by nie stał się on rutyną, ale zabawą i przyjemnością.

Zdarza się, że chwilami wątpię, czy ze wszystkim sobie w życiu poradzę: z przyszłą pracą, z dziećmi za jakiś czas itd. Jestem jednak przekonana, że dam radę, że osiągnę sukces, na który pracuję i w który wierzę. Gdybym Cię nie poznała, dalej użalałabym się nad sobą i pewnie przyjęłabym jakąś nudną pracę z obawy, że nic lepszego nie znajdę. A teraz wiem na pewno, że czeka mnie wiele wspaniałych chwil.

Serdecznie dziękuję i pozdrawiam ciepło,

A.

29.07.2007


9.

Gdy po raz pierwszy spotkałam się z terminem „pochwica”, chłonęłam wszystkie informacje o niej, zawarte w Internecie. Przypadkowo weszłam na Twoją, Andrzeju, stronę i ze łzami w oczach czytałam podziękowania za przeprowadzoną terapię. Doszło do mojej świadomości, że taką przypadłość mam nie tylko ja, że ludzie z krótszym, dłuższym stażem małżeńskim, partnerskim też są czasem w takiej sytuacji. Wysłałam do Ciebie pierwszego maila, choć mój mąż był sceptycznie nastawiony. Twierdził, że sami sobie poradzimy. Tylko że to nasze samodzielne radzenie sobie trwało rok małżeństwa i sześć lat wcześniejszej znajomości. Kawał czasu. Więcej nie chciałam czekać. Tak rozpoczęłam długą podróż do wnętrza siebie. Ty dawałeś wskazówki, my odkrywaliśmy kim jesteśmy dla siebie, jacy jesteśmy. Nadal pozostaje dla mnie pewną tajemnicą dlaczego tacy jesteśmy. Oczywiście mam swoje teorie… Byłeś dla mnie przewodnikiem po psychologii, nauczycielem przedmiotu o którym nadal marzę by studiować J. Dałeś mi bardzo wiele. W późniejszym etapie terapii zaczęłam dostrzegać, że dałeś nam bardzo wiele. Zaczęliśmy przełamywać swoje opory, zrywać z zakorzenionymi, chorymi poglądami. Zaczynamy czuć swoje wewnętrzne potrzeby. Zaczynamy je wreszcie urzeczywistniać. Dla nas to oznacza żyć dla siebie, naszym życiem, być odpowiedzialnym za drugiego człowieka i cieszyć się z tego, nie traktować tego jako obowiązku. Andrzeju dziękujemy za Twój czas, Twoją cierpliwość (jeśli chciałbyś jeszcze kiedyś na mnie ją potrenować śmiało dzwoń). Za Twoje wskazówki, rozmowy, spacery z Tobą, książki… a za sesje też.

Wczoraj gdy robiłam zakupy w warzywniaku, spojrzałam w stronę marchewek. Właśnie przyszedł sezon na młode, chude J. Uśmiechnęłam się do siebie. Zdałam sobie sprawę, że to był najwyższy czas aby zakończyć terapię. Po pochwicy ani śladu. Byliśmy zdziwieni, że tak łatwo, bezboleśnie i z równie silną determinacją połączyły się nasze ciała.

Dziękujemy.

M.

13.05.2007


8.

Aniele! Dziękuję za pokazanie mi, jak ciekawe może być życie, jeśli tylko pozbędziemy się jakichś urojonych zahamowań, za uświadomienie mi, że jestem wartościową, NORMALNĄ kobietą, za przyspieszony kurs jazdy po Warszawie J, za pomoc w rozwiązaniu drobnych spraw, które dla mnie stanowiły ogromne problemy! Dziękuję też za to, że teraz świetnie rozumiem się z moim kochanym mężem - zbliżyliśmy się do siebie duchowo, a sprawy dotychczas przemilczane zostały wyjaśnione! Teraz wiem że na moim mężu zawsze mogę polegać!

Pochwica była główną przyczyną mojej terapii a ja nie wyobrażam sobie lepszego terapeuty od Andrzeja – bo Andrzej to najlepszy przyjaciel i doskonały psycholog – fachowiec! Po pochwicy nie ma śladu, a minęły dopiero 3 miesiące od rozpoczęcia mojej terapii! Przy okazji zmieniło się całe moje życie, bo ja zaczęłam inaczej na nie patrzeć. Po co je sobie dodatkowo utrudniać? Jak będzie chciało to samo mi dokopie!

Teraz umiem być szczęśliwa, nie przejmuję się drobiazgami, znam swoją wartość! I przestałam się bać ludzi (co bardzo utrudniało mi życie), a przyszłości nie widzę już w czarnych barwach! Nauczyłam się odmawiać, kiedy coś mi nie odpowiada, bo wiem że to moje życie i nikt nie ma prawa nic mi narzucić!

Dzięki pochwicy poznałam Andrzeja - wspaniałego przyjaciela, który otworzył mi oczy, zmienił moje chore myślenie na twórcze i pozytywne i sprawił że odnalazłam się w świecie! Sam powiedziałeś że Bóg mi zesłał pochwicę żebym wreszcie zmieniła swoje życie i to jest święta prawda!

Jeszcze raz dziękuję za wszystko i z całkowitym przekonaniem mogę Ciebie polecić wszystkim nieszczęśliwym (na własne życzenie!!!) dziewczynom, które mają pochwicę! Jestem żywym dowodem na to, że można z tego wyjść!

Twoja była pacjentka Hanka

4.01.2007


7.

To już ???

Nie sądziłam, że nastąpi ten moment - ten, w którym będę pisała podziękowania na Twoją stronę.

Kiedy zapoznawałam się z Twoją stroną i czytałam wpisy wydawało mi się, że to ściema, że pewnie sam sobie zredagowałeś treść wpisów.

Byłam podejrzliwa i chyba się temu nie dziwiłeś, bo Twoi poprzednicy, którzy mieli mi pomóc okazali się beznadziejni, a spotkania z nimi kończyły się jeszcze większym moim dołem.

Dlaczego wybrałam Andrzeja Setmana ?

Bo jest zupełnym przeciwieństwem tzw. profesjonalnie wyglądających specjalistów.

Z Tobą nie było na poważnie, z Tobą było na wesoło.

I będzie mi tego brakować.

Oprócz pochwicy pomogłeś mi rozwiązać parę innych problemów.

Właśnie, zawsze wydawało mi się, że wszystko mam poukładane, a Ty zburzyłeś ten mój święty porządek i pokazałeś, że inaczej jest fajniej.

Zachciało mi się żyć, już nie mówię, że mogę umrzeć w wieku 27 lat.

Z moich poglądów wypadło parę bzdurnych przekonań.

Czuję radość, jak budzę się rano i trochę mi żal, kiedy dzień się kończy.

Zaczęłam patrzeć na życie inaczej, tabletki uspokajające nie są mi już potrzebne.

Dzięki Tobie wiem, że rozpoczęcie współżycia nie oznaczało wcale utraty niezależności.

Inaczej patrzę na mojego męża, bardziej go doceniam, byłam straszną egoistką.

Mam fajnego faceta, którego na rękach powinnam nosić, za to że tyle wytrzymał.

 

Obiecywałam sobie że tego nie napiszę, ale niech tam - jesteś fantastyczny i cieszę się, że Cię poznałam.

Mam nadzieję, że znajdziesz co jakiś czas chwilę czasu, aby spotkać się ze "starą pochwiczką".

Jeszcze raz dziękuję.

 

A dla Twoich przyszłych pacjentek mam dobrą wiadomość:

awitaminoza Wam nie grozi! :)

a pływać się też nauczycie.

Pozdrawiam,

Agata

4.10.2006


6.

Chciałabym sklecić jakieś ładne podziękowanie, ale jak zwykle jest mi bardzo trudno zrobić coś ‘po raz pierwszy’ (takiego podziękowania jeszcze nigdy nie pisałam!). Cała ja. Tak samo było ze zwróceniem się o pomoc do specjalisty w związku z moją „przypadłością” - zwlekałam jakieś kilka lat. Jak już nawiązałam z Tobą kontakt, to „to” nad czym pracowaliśmy także było, wydawało mi się, barierą nie do przeskoczenia.

A teraz jest już po wszystkim ;)

Myślałam, że w chwili, gdy osiągnę cel terapii w niebo wybuchnie gama kolorowych fajerwerków, będę wyglądała inaczej, jakimś cudem zacznę lubić moją pracę, a może nawet okaże się, że pracuję już gdzie indziej. Nic takiego nie
miało miejsca. Jednak zmiany, które zaszły we mnie, w moim ukochanym i w moim związku są namacalne, realne i trwałe. Wszystko jest lepsze. Wreszcie jestem szczęśliwa, radosna, uśmiecham się do ludzi i bardziej optymistycznie patrzę w przyszłość. Chyba jeszcze boję się w to wszystko uwierzyć.

Dobrze, że nie jestem już „wyjątkowa”, bo tak mnie określiłeś na początku terapii. Wolę być taką normalną dziewczyną jak teraz, być w normalnym związku, z normalnym facetem, z którym mogę robić te wszystkie normalne rzeczy co inni normalni ludzie. I za to Ci dziękuję.

Trochę się bałam końca terapii, że stracę Przyjaciela i że znów zostanę sama ze swoimi problemami. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że już nie jestem sama, a moim najlepszym przyjacielem okazał się mój ukochany M. Chcemy razem iść przez życie, jesteśmy szczerzy wobec siebie, bardziej otwarci.

ŻYJEMY RAZEM, A NIE OBOK SIEBIE! Nie jestem już egoistką, dowiedziałam się, że mój facet tez ma uczucia!!! To jedno z największych odkryć dokonanych przeze mnie podczas terapii.

On tez ma swoje potrzeby! Dziwne ;-)))

A on zrozumiał, że ja mam swoje. Nauczyliśmy się je szanować i okazywać uczucia, te dobre i te złe.

Gdyby nie Ty, dzisiaj nie byłoby NAS.

A.

ps. Najlepsze jest to, że mój chłopak wczoraj stwierdził, że dojrzał, bo nawet w niedzielę rodzicom powiedział, że się chce żenić.
Jestem pod wrażeniem! :-)))

Fajna ta terapia była! Uwielbiam Twoje poczucie humoru hihi...

Dziękuję Ci, Andrzeju! Wiesz, siedzę sobie i nie mogę się nadziwić, że mogliśmy z M. tak brzydko się do siebie odnosić, omijać się, żyć osobno!!! Życie razem jest super! Nasz związek ma teraz inny wymiar. Tylko ciągle nie mogę zrozumieć jak to się stało, że M. się tak zmienił. Bo przecież nie pisywał chyba z Tobą za moimi plecami, co?

11.04.2006

PS. (mój dopisek) Zostałem zaproszony na ślub, który odbył się wczoraj. J


5.

Andrzeju, przeczytałam sobie swoje własne słowa na Twojej stronie internetowej i uśmiechnęłam się do nich. Już nie mogę doczekać się powrotu męża, żeby między innymi kontynuować praktyki z dużym sukcesem rozpoczęte 2 tyg. temu. Przeczytałam też relacje innych Twoich pacjentów i muszę Ci powiedzieć, że niesamowite jest dla mnie to, że dałeś mi odczuć choć przez chwilę, że jestem pępkiem świata - czułam się jak jedyna Twoja pacjentka.

A tymczasem Twoje życie wypełnione jest dziesiątkami takich zbłąkanych dusz. Kiedyś byłabym smutna i niepocieszona, że to nie mnie należy się 100% uwagi, a teraz już ze spokojem i większą dojrzałością spoglądam na siebie i odpuszczam sobie bycie najważniejszą. To chyba kolejny odnaleziony klucz do sukcesu:-)

Czytałam te relacje z podziwem, że tak wielu ludziom potrafiłeś pomóc i muszę przyznać, że Twoje życie wydaje się być kolorowe i wartościowe. Nie pal więc więcej papierochów, żebyś przedwcześnie nie opuścił tego padołu:-))) Mówi to zatroskana była pacjentka, a teraz mam nadzieję po prostu znajoma:-)

Agatka

25.02.2006


4.

 „Ludzie wiedzą, że są nieszczęśliwi, ale mało kto wie, że mógłby być szczęśliwy” /Albert Schweitzer/

Mam na imię Tosia, 26 lat i trochę problemów w swoim życiowym bagażu, który każdego dnia staje się coraz cięższy... – oto moje pierwsze słowa pisane do Andrzeja drżącymi dłońmi...

Tak, zdecydowaną część owego „bagażu” stanowiła pochwica. Przeklinałam ją. Czasem chciałam znaleźć się pod kołami autobusu... Żeby ‘ulżyć’ sobie i mężowi. Przeklinałam siebie. Nie cierpiałam swego odbicia w lustrze. Czułam się „kaleką”. Żyłam „za karę”. Codziennie zadawałam Bogu pytanie, które pozostawało bez odpowiedzi: „Dlaczego ja?”. Każdego wieczoru zasypiałam w pościeli wilgotnej od łez. Moich łez. Zaczęłam żyć obok męża. Stworzyliśmy jedynie pozory idealnego i szczęśliwego małżeństwa. Pojmowana przeze mnie rzeczywistość była inna...

Odizolowałam się od znajomych. Przecież wszyscy cieszą się życiem, seksem... A ja? Wegetuję.

Zamknęłam się w „pancerzu” własnych problemów.

Znajomi mówili, że jestem atrakcyjną kobietką. Nie wierzyłam. Bo nie chciałam w to uwierzyć.

Przez dwa lata stażu małżeńskiego ... właściwie niczego nie osiągnęłam. Skupiałam uwagę wokół swoich „tragedii życiowych”. Z mojej twarzy dawno wypłowiał uśmiech i blask oczu...

Gdy już myślałam, że nikt nie jest w stanie mi pomóc, ... LOS zesłał mi Andrzeja. Napisałam emaila. Potem drugiego. I następne. Żaden nie pozostał bez odpowiedzi. Po pewnym czasie trwania „znajomości” zdecydowałam się na spotkanie. Bałam się. Ruszyłam w nieznane. Na pierwszym spotkaniu drżały mi wszystkie mięśnie, załamywał się głos...

A On tak bezczelnie się śmiał... I właśnie ta Jego bezczelna bezpośredniość spodobała mi się najbardziej. „Może być ciekawie...” – pomyślałam wówczas... I zdecydowałam się na dalszą ‘współpracę’.

Każde spotkanie uczyło mnie czegoś nowego... Czasem sądziłam, że to tylko sen. Rosły mi „skrzydła”. I mam je nadal J One mnie unoszą ponad „dolinę codzienności”.

Moje niebieskie oczy znów nabrały blasku J Powrócił uśmiech J Przeogromna radość zakorzeniła się w moim sercu...

I narodziła się świadomość J

TAK, jestem ŚWIADOMA swojej kobiecości. Jestem ŚWIADOMA swoich wyborów. WIERZĘ W SIEBIE.

Pokonałam wiele barier krępujących mnie przez lata...

Dziś nie pozwalam sobie na to, by życie przemykało się pomiędzy palcami... Żeby inni z niego korzystali. Ono należy do mnie. Jest MOJE.

Teraz WIEM, że... żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy...

... A niby nic się nie zmieniło. Mój świat nie wywrócił się do góry nogami.

ALE jestem KOBIETĄ. Szczęśliwą kobietą. W końcu JESTEM SOBĄ.

I to widać!

Chyba nie istnieją takie słowa, którymi mogłabym opisać swój stan ducha J Bo słowa to za mało...

 

I jeszcze jedno:

Codziennie zadawałam Bogu pytanie, które pozostawało bez odpowiedzi: ”Dlaczego ja?”.

Teraz znam odpowiedź.. Bo mnie lubił i postanowi, że ta ‘dziecinka’ kiedyś szczerze będzie cieszyć się życiem. Bo przecież można inaczej...

Jestem Mu za to wdzięczna.

No i przede wszystkim za to, że na moją ścieżkę życiową zesłał Anioła...

Anioła, który we wszystkim, co robi – ma rację...

 

Andrzeju!

Dziękuję, że znosiłeś moje milczenie – wówczas, gdy powinnam była mówić...

Dziękuję, że walczyłeś z moimi fobiami – gdy sama nie miałam odwagi...

Dziękuję, że zmieniłeś mój sposób myślenia – gdy byłam przekonana, że to ja mam rację...

Dziękuję, że przy Tobie mogłam płakać – gdy miałam na to ochotę...

Dziękuję za Twoją cierpliwość – wtedy, gdy sama siebie znieść nie mogłam...

Dziękuję, że mnie wspierałeś – niezależnie od okoliczności...

Dziękuję, że we mnie wierzyłeś – gdy moja ostatnia iskierka wiary we własne możliwości już zaledwie się tliła...

Dziękuję, że pokazałeś mi rzeczywisty świat – gdy żyłam w świecie wyimaginowanym przez moje ‘przekonania’...

Dziękuję za „siostrę”, „pustynię”, Powązki, skok z samolotu, pływalnię, „teorię męskości”, pałeczki w chińskiej restauracji, burzę w parku, Warszawę Zachodnią, jazdę samochodem, Most Siekierkowski, Bogusia ... i jabłka...

Dziękuję za WSZYSTKO...

A przede wszystkim dziękuję za to, że... jesteś...

 

Tosia

19.10.2005


3.

Dziękuję

za ten cały mętlik w głowie, którego byłeś sprawcą i za nowy porządek dzięki któremu jestem szczęśliwa. Efektem naszej kilkumiesięcznej pracy jest moja nowa jakość życia, osiągnęłam cel, który wydawał mi się przez lata  nieosiągalny a przecież był w zasięgu ręki! Jaka byłam głupia, że tak długo czekałam...!

Kiedyś miałam takie marzenie, żeby popłakać się ze szczęścia i tak się stało 09.07.05 (w dniu kiedy, stało się możliwe to co przez lata było niemożliwe) płakaliśmy obydwoje ja i mój chłopak ze szczęścia, a potem wszystko się poukładało jak w kalejdoskopie w kolorowy ładny obrazek.

Teraz mam zamiar być szczęśliwa. Wiem czego mi potrzeba, jak mogę to mieć, i jak mam to zatrzymać. Nie buduje wyobrażeń o czymś czego nie znam i najpierw to sprawdzam, nie wymyślam, nie analizuje za wiele. Podzieliłam swoje życie na PRZED i PO. PRZED jest bardzo wartościowe i cieszę się, że było. PO jest lepsze.

Dostałam porządną szkołę: kilka lat życia w świadomości, ze nic się nie da zrobić, że jestem inna niż wszystkie kobiety dookoła mnie, że gorsza, że w pułapce, że zaczynam wariować i wreszcie, że dlaczego Ja ?? Rozumiem, że trzeba przejść przez coś takiego, żeby zacząć żyć. Tak jak powiedziałeś mi kiedyś: większość z nas potrafi przeżyć życie będąc już dawno trupami. Wyrwałeś mnie z tego beznadziejnego stanu i za to ogromne uznanie. Dałeś nadzieję i szczęście nie tylko mnie, ale też tym, którzy ze mną żyją czy tylko przebywają. Ty zacząłeś ten łańcuszek szczęścia a ja mam zamiar go kontynuować...

Zawsze będę o Tobie pamiętać i nawet jeśli mnie nie ma na co dzień, nie piszę, nie dzwonię to jestem i pamiętam, bo przecież nie zapomina się takich przełomów w swoim życiu i jeśli będę płakać ze szczęścia kolejny raz to będziesz o tym wiedział.

P.S. powiedziałam, że spodziewałam się zmiany koloru moich oczu po tym jak już to zrobię i to zaczyna się coś dziać! MAM INNE OCZY i żeby nie było, że w głowie mi się przewróciło to nie ja zauważyłam ;p

JK.

19.07.2005


2.

Okazuje się, że nawet w XXI wieku można kupić przysłowiowego kota w worku, który na szczęście z biegiem czasu może wyrosnąć na całkiem miłe, drapieżne i… pożyteczne stworzonko.

Bohaterką mojej historii była pochwica, czyli ból, który uniemożliwiał mi przeżycie pełnego zbliżenia z mężczyzną.

Mogłoby się wydawać, że w dzisiejszych czasach zachowanie dziewictwa do ślubu graniczy z cudem, a seks w pierwszych latach małżeństwa jest najwspanialszą i najnormalniejszą rzeczą na świecie. Zdarzają się jednak wyjątki… O ile chęć zachowania czystości w moim przypadku mogłabym określić jako świadomy wybór, to niemożność odbycia stosunku z własnym mężem przez 3 lata małżeństwa była dla mnie niewyobrażalną nienormalnością i problemem, z którym nie potrafiłam sobie poradzić. Nie pomagały ani romantyczne kolacje przy butelce wina, które miało pomóc mi się rozluźnić, ani rady ginekologów, żele znieczulające wejście do pochwy ani nawet nacięcie błony dziewiczej.

Życie zaczynało tracić kolory. W głębi duszy przeklinałam los i z ogromnym żalem pytałam Boga: „dlaczego właśnie mnie to spotkało?” Teraz myślę, że to wszystko miało swój sens. Inaczej nie poznałabym wyjątkowego człowieka, jakim jest Andrzej Setman – niesamowita i fascynująca osobowość. Spotkanie z nim otworzyło mi oczy na świat, na który dotąd patrzyłam mrużąc powieki.

Upłynęło trochę czasu zanim zdecydowałam się wysłać pierwszego emaila, ale skoro brakowało mi odwagi na wystukanie numeru telefonu uznałam, że taki sposób kontaktu będzie dla mnie najbardziej „bezpieczny”. Niespodziewanie nadeszła pierwsza odpowiedź, a za nią kolejny list i następny… Obudziła się nadzieja – nie jestem sama ze swoim problemem. Jest ktoś, dla kogo moja sytuacja nie jest tylko i wyłącznie „jakimś” przypadkiem, który czasem się zdarza.

Na pierwsze spotkanie pojechałam z drżącym sercem, ściśniętym gardłem i brzuchem pełnym „motyli”. Wróciłam radosna i odmieniona. Po kilku dniach euforia straciła na sile, ale pozostała zauważalna w psychice zmiana i postanowienie, że dam radę osiągnąć to, co sobie zamierzyłam.

Terapia okazała się drogą do przejścia – mimo napotkanych mniejszych lub większych kamieni, kałuż i wybojów. Na jej końcu był cel, którego zdobycie było warte każdego wyrzeczenia i zmiany.

Nigdy nie czułam się pozostawiona sama sobie i to dodatkowo utwierdzało mnie w przekonaniu, że terapia musi się udać.

Oczekiwałam cudu, który po prostu się stanie… I ten cud się zdarzył – tyle tylko, że sama musiałam sobie na niego zapracować. Mimo zawahań i chwil zwątpienia nie żałuję ani jednej rzeczy czy sytuacji, którą przeżyłam w trakcie dążenia do celu. Opłacało się, bo dopiero teraz, kiedy mogę czerpać radość z seksu, czuję się prawdziwą kobietą.

Dzięki Andrzejowi Setmanowi zrozumiałam i uwierzyłam, że wszystko jest możliwe. Jego postrzeganie świata i podejście do drugiego człowieka uświadomiło mi, że dla niego życie jest pasją, a myśl Alberta Schweitzera - „Szczęście to jedyna rzecz, która się pomnaża, jeśli się ją dzieli” zyskała dla mnie nowe znaczenie. Przyznaję, że nigdy nie przypuszczałabym nawet, że spotkam w życiu tak zwariowanego i SKUTECZNEGO w działaniu człowieka. Nie ma świecie nagrody, którą mogłabym mu ofiarować w podzięce za to, kim się stałam. Jestem pewna, że przyzna mi rację każdy, komu Andrzej pomógł.

K.

2.01.2005


1.

Dla nas to był duży problem

Na terapię do Andrzeja Setmana trafiłem ze swoją dziewczyną. Naszym problemem była pochwica. Jest to ból uniemożliwiający odbycie stosunku.

Dziewczynę poznałem ponad 4 lata wcześniej. Po niecałym roku znajomości pozwalaliśmy sobie na pieszczoty i inne dość śmiałe zabawy erotyczne. Ale gdy zdecydowaliśmy się na stosunek, ukochana odczuwała silny ból, który nie pozwalał wejść do środka. Było tak za każdą próbą.

Poszliśmy do ginekologa. Pani ginekolog przepisała jakiś tam żel znieczulający, który miał na celu obniżyć ból, powiedziała, że "spokojnie, wszystko się jakoś ułoży". Rewelacja myślę sobie, ale to "jakoś" już za długo trwa, bo to ze 2 lata już było. Oczywiście żel okazał się nic nie warty, ale nie zrażając się, wybraliśmy się do drugiej pani ginekolog, która wymyśliła nacinanie czegoś tam przy wejściu do pochwy. Podobno komuś to pomogło, bo wykonywała już kilka takich zabiegów i generalnie było OK. Przy tym nacinaniu tylko się dziewczyna wymęczyła i nakrzyczała. Jak wyszła z gabinetu to płakała, a i tak nic nie pomogło. Powiedziała, że to pochwica, ja też już to wiedziałem i poczytałem w Internecie na ten temat. Wyczytałem, że problem ma podłoże psychologiczne a nie fizyczne, więc trzeba było poszukać psychoterapeuty.

Wysłałem wiele maili do klinik ogłaszających się w Internecie, ale tylko Andrzej Setman podjął się zadania.

W czasie terapii nie podobało nam się, że Andrzej Setman twierdził, że poradzimy sobie z problemem bardzo szybko, można powiedzieć "od ręki". Dla nas to był duży problem. W kontrakcie było, że zapłata będzie po pełnym sukcesie.

Nigdy jednak nie poczułem się zostawiony sobie i zbagatelizowany.

Po jakichś 2 miesiącach, gdy nie było efektów zacząłem wątpić w skuteczność terapii, ale Andrzej Setman uświadamiał mi, że nie realizujemy jego poleceń i nie wywiązujemy się z kontraktu. W każdym razie po ponad 2 miesiącach sukces przyszedł nagle i nieco „niespodziewanie”. Nie obyło się oczywiście bez poważnej rozmowy z nami, ze mną oraz moją z moją ukochaną. Nie obyło się też bez kilku kropel łez i rozstania się na kilka dni, aby to sobie wszystko przemyśleć, gdyż zastanawiałem się czy taki związek ma jeszcze sens.

W każdym razie terapia się udała i jesteśmy bardzo wdzięczni, bo pozwoliło to nam na normalną radość z seksu, jaką nie mogliśmy się cieszyć dotąd.

Jeśli jesteś zainteresowany terapią u Andrzeja Setmana, to powiem Ci, że będą chwile miłe, ale i ciężkie. Nikt Ci nie obieca, że będzie miło fajnie i wesoło (chociaż czasami było), ale na pewno będzie skutecznie. Musisz przygotować się na wiele stresów i zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń, sposobu myślenia itp. Ale gwarantuję Ci, że terapia zakończy się sukcesem.


Jacek

PS Ślub odbył się w lipcu 2004. Młodożeńcy zaprosili Andrzeja na swoje wesele...