Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest środa, 1 kwi 2020, 16:51



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 17  Następna strona
Cudowny (?) związek po latach 
Autor Wiadomość
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
To może odpowiedz sobie na pytanie, czy go kochasz? Czy kochasz TEGO Mężczyznę, z którym jesteś TERAZ, czy też tamtego jego, którym był? Ludzie przecież zmieniają się. My też - zmieniamy się. A i to, jak widzimy innych - to często nasze projekcje.
Jeżeli kochasz TEGO Męża, jakim jest teraz, to może należy mu współczuć, że jest tak wciąż niezadowolony. Wszyscy pragniemy kochać i byc kochani. Coś go zablokowało, że ani obdarzyć uczuciem teraz nie może, ani przyjąć uczucia. Coś Was zablokowało. CO?
Może tę blokadę da się pokonać, może już nie ...
Z terapii najlepsza jest autoterapia - dystans do siebie, do innych, do sytuacji, w jakiej się znalazło, trzeźwe spojrzenie - bez oceny. Emocje sprawiają, że widzimy wszystko w krzywym zwierciadle. Wiem, to brzmi trochę jak truizm:):) Sama uczę się tego:) :girlP:


środa, 16 gru 2009, 12:13

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Miałam kłopoty z zalogowaniem się i pisaniem odpowiedzi. Musiałam zmienić nazwę, zarejestrować się ponownie. "Zyskałam" sporo czasu na myślenie.
Sądzę, że w tej chwili nie wchodzi w rachubę "bycie szczęśliwym singlem". Nie jestem na to gotowa, przeraża mnie wszystko, co jest po drodze dojścia do takiej wolności. Cały czas myślę, co zrobić, by naprawić to, co się przez lata zepsuło. Jestem w tym związku od tak dawna...


poniedziałek, 4 sty 2010, 14:33
Zobacz profil
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
No, moim prywatnym zdaniem: próbować naprawić to, co się zepsuło - jesli się da, jest na pewno lepszym rozwiązaniem niz bycie singlem. Na to drugie zawsze jest czas. I na pewno nie jest łatwo być singlem po tak długim byciu w zwiazku. Goraco ściskam i życzę powodzenia


poniedziałek, 4 sty 2010, 15:51

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
gość napisał(a):
Z terapii najlepsza jest autoterapia - dystans do siebie, do innych, do sytuacji, w jakiej się znalazło, trzeźwe spojrzenie - bez oceny. Emocje sprawiają, że widzimy wszystko w krzywym zwierciadle. Wiem, to brzmi trochę jak truizm:):) Sama uczę się tego:) :girlP:

Czasami wydaje mi się, że potrafię się na taki dystans zdobyć, a potem znów zaczynam rozważać z innej strony i już nie wiem, czy to trzeźwe spojrzenie czy też nie.
Ile można zrzucać na kryzys 50-latka, przepracowanie, "opuszczone gniazdo"?
Jestem na rozkołysanej huśtawce.


wtorek, 5 sty 2010, 09:17
Zobacz profil
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Nie potrafię Ci tu nic poradzić, ponieważ moje doświadczenie to - moje doświadczenie, a Twoje to - Twoje. Mimo nawet pewnych zbieżności. Ja narobiłam mnóstwo głupot nieodwracalnych w skutkach i doprowadziłam do rozpadu małżeństwa. Z drugiej jednak strony - wtedy nie potrafiłam inaczej. W moim wyobrazeniu mąż nadal - chociaż nie jestesmy już ze sobą od kilku lat i nawet nie utrzymujemy kontaktów (bo on nie chce) jest moją rodziną. Nie wyobrażam sobie, ze mogłabym go tak całkowicie przekreślić, wykreslić z zycia po tylu latach spedzonych razem. Żaluję, ze on nie chce sie przyjaźnić, ze wciąż nie dorósł do tego, aby przestać w sobie hołubić nienawiść, urażoną dumę, ambicję. Szczerze mu życzę, aby mógł zdobyć sie kiedyś na dystans wobec tej całej sytuacji, w jakiej kiedyś się oboje znaleźliśmy.
Tych kilka lat samotności i pracy nad sobą na pewno wiele mnie nauczyło, wiele zrozumiałam i wiem, że teraz postępowałabym inaczej. Cóż z tego - związku nie ma. Mam wrażenie, ze "nie zdałam egzaminu" w tej szkole bycia z kimś. A szanse sa coraz mniejsze.
Zresztą nie wiem, czy potrafiłabym być teraz w związku (z kimkolwiek), kiedy zasmakowałam wolnosci. Wiec - z jednej strony tęsknota za związkiem, za miłościa; z drugiej - potrzeba zachowania tej swojej wolności. Jak to pogodzic?


wtorek, 5 sty 2010, 12:51

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Nie narobiłam głupot. Nawet to, co mąż mi zarzuca, nie jest poważne. Mój problem to ten, że zawsze usuwałam się na dalszy plan i jakoś wszyscy zapomnieli, że jestem odrębną osobą, która też ma jakieś potrzeby i może mieć inne zdanie na różne tematy. Jak zaczęłam o tym mówić, zrobiło się kiepsko.
Pracowałam do utraty sił, wychowałam 2 córki, towarzyszyłam w budowie domu, gotowałam, sprzątałam i dbałam, by mąż mógł po pracy odpocząć...Aż organizm wysiadł. Już dłużej tak nie mogę. A zamiast zrozumienia słyszę teksty o "patologicznym mózgu kobiet" i jakoś zupełnie mnie to nie śmieszy, gdy wypowiadane jest z pogardą w różnych sytuacjach. Albo jest cisza, kiedy o coś pytam. Albo podniesiony ton, gdy coś nie po myśli "głowy rodziny". Nawet wiem, skąd to się bierze, ale nie umiem sie przebić przez mur niechęci do romowy.
Zaczynam od nowa. Nakręcam się. Obiecałam sobie,że dam sobie czas na przymyślenia, ale kręcę się w kółko i nie mogę zejść z tej karuzeli. Za stara jestem? Za słaba? :sciana:


wtorek, 5 sty 2010, 14:33
Zobacz profil
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
ja - patrząc z perspektywy czasu - narobiłam wiele głupot (co teraz -z dystansu sobie uświadamiam), a największa było widzenie siebie w roli ofiary i postepowanie zgodnie z przyjeta rolą ... tak to często bywa, ze partner zaczyna wówczas automatycznie odgrywac przeciwstawna rolę ... Tak to czesto bywa, gdy oboje mało są świadomi siebie i tego, CO TU JEST GRANE? Wówczas zwiazek staje się po prostu - teatrem, a my - marionetkami własnej nieświadomości


wtorek, 5 sty 2010, 16:05

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Wiem, że w życiu nie zawsze jest wszystko po naszej myśli. Nie godzę się też z rolą ofiary, ale może za dużo we mnie pragnienia akceptacji, by do niektórych spraw podejść z dystansem i nie nadawać im zbyt wielkiej wagi? Może powinnam humory męża przeczekać? Bywa też bardzo ok. Może za często się dotąd wycofywałam z "walki"?
Mówię o sobie, że jestem "kobietą przełomu"- jedną nogą w starym- maż, dzieci, dom i ja jako matka i gospodyni, a z drugiej strony nowe- ambicje zawodowe, praca na prawie dwa etaty i chęć bycia w każdej roli doskonałą. Rodzina się przyzwyczaiła, że "sama daję radę" i teraz mam, co mam.
Moja "huśtawka" trwa 2 lata :placz: Od "krawędzi depresji" po nadzieję, że ja też "szczęścia potrafię się nauczyć".
Pisałam wcześniej, że się zmieniłam "na lepsze", ale uświadomiłam też sobie, że moje szczęście przestaje istnieć, kiedy coś sypie się w domu.
No i narasta lęk- czy broniąc swoich "praw", wymagając szacunku i odrobiny wolności, nie stracę męża, który nie jest skory do zmian i i koniecznie chce mnie wpakować w stare koleiny? A ja już po staremu nie chcę :sciana:


wtorek, 5 sty 2010, 21:06
Zobacz profil
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Łucja2 napisał(a):
Wiem, że w życiu nie zawsze jest wszystko po naszej myśli. Nie godzę się też z rolą ofiary, ale może za dużo we mnie pragnienia akceptacji, by do niektórych spraw podejść z dystansem i nie nadawać im zbyt wielkiej wagi? Może powinnam humory męża przeczekać? Bywa też bardzo ok. Może za często się dotąd wycofywałam z "walki"?

Pisałam wcześniej, że się zmieniłam "na lepsze", ale uświadomiłam też sobie, że moje szczęście przestaje istnieć, kiedy coś sypie się w domu.
No i narasta lęk- czy broniąc swoich "praw", wymagając szacunku i odrobiny wolności, nie stracę męża, który nie jest skory do zmian i i koniecznie chce mnie wpakować w stare koleiny? A ja już po staremu nie chcę :sciana:


A ja myślę, ze tu nie chodzi o walkę o swoje prawa, lecz o akceptację samej siebie i postępowanie w zgodzie z sobą. Jeśli sama obdarzasz się akceptacją i akceptujesz, to co robisz, do czego dążysz - nie szukasz akceptacji u innych. I nie uzalezniasz też wtedy od innych swojego poczucia szczęścia.
Szacunku ani zrozumienia na innych się nie wymoże - można tylko samemu je sobie dać: zakochując się w sobie. Takie są moje dzisiejsze przemyślenia.
Żyłam w lęku przed stratą i - straciłam, sama do tego doprowadziłam, bo nie wytrzymałam... psychicznej presji, jaką sama na siebie wywierałam, przede wszystkim. Nie wiem, czy to jest dla Ciebie zrozumiałe ...
Dziś myślę, ze postępowałabym tak: akceptować siebie, robić swoje, cieszyć się tym i ... akceptowac też prawo innych do nieakceptowania mnie, tego co robię:).
Lęk wcale nie jest dobrym doradcą. A w ogóle to dlaczego TY się boisz? Czy brałaś to pod uwagę? Dlaczego nie - On? Poddanie się sytuacji, zgoda na to, co jest i - robienie swojego. A co ma się stać - to się stanie


wtorek, 5 sty 2010, 23:47

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
gość napisał(a):
A ja myślę, ze tu nie chodzi o walkę o swoje prawa, lecz o akceptację samej siebie i postępowanie w zgodzie z sobą. Jeśli sama obdarzasz się akceptacją i akceptujesz, to co robisz, do czego dążysz - nie szukasz akceptacji u innych. I nie uzalezniasz też wtedy od innych swojego poczucia szczęścia.
Dziś myślę, ze postępowałabym tak: akceptować siebie, robić swoje, cieszyć się tym i ... akceptowac też prawo innych do nieakceptowania mnie, tego co robię:).
Lęk wcale nie jest dobrym doradcą. A w ogóle to dlaczego TY się boisz? Czy brałaś to pod uwagę? Dlaczego nie - On? Poddanie się sytuacji, zgoda na to, co jest i - robienie swojego. A co ma się stać - to się stanie

Moja historia jest długa i niewesoła. Kiedy mnie wychowywano, nie było pojęcia "zdrowy egoizm". Trudno być szczęśliwym w związku, w którym cały czas trzeba myśleć o tym, jak coś przyjmie partner. Jeśli źle- to potrafi po 20 latach wypomnieć po raz kolejny.
A lęk?-jeśli się z mężem nie zacznę dogadywać na nowych zasadach, to albo cofnę się do stanu sprzed terapii, albo wszystko mi się rozleci, a nie jestem już młoda, a przede wszystkim zdrowa :sciana:
"Co ma się stać..."Jak to się ma do "brania życia we własne ręce"?
I co to za związek, gdy ktoś czuje się pokrzywdzony, niezrozumiany, nieakceptowany?


środa, 6 sty 2010, 09:03
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7 ... 17  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL