Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest sobota, 28 mar 2020, 14:39



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5 ... 17  Następna strona
Cudowny (?) związek po latach 
Autor Wiadomość
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
gość napisał(a):
W moim przypadku było tak (co uświadamiam sobie dopiero teraz): przez dwadzieścia pare lat czułam się w związku nieszczęśliwa, ale udawałam, ze jestem szczęśliwa, że akceptuję taki a nie inny podział ról w naszym związku itp. Udawałam - także przed sama sobą. Pomijam tu jakies drobne scysje, obniżenia nastroju. I nagle po tych dwudziestu paru latach – oświeciło mnie, ze ja tak nie chcę, że chcę inaczej, ze przecież można inaczej. Można powiedzieć – dorosłam do zmiany i do przyznania się przed samą sobą, że to co było – nie odpowiada mnie.
Ale jak miał się odnaleźć w tym mój facet? Nagle dowiaduje się, że przez dwadzieścia pare lat – unieszczęśliwiał mnie. Jego ego na pewno poczuło się bardzo urażone. Nic dziwnego, ze kurczowo trzymał się starego schematu, nie chciał słyszeć o nowym i próbował mnie znów „sprowadzić na ziemię”. Bo inaczej musiałby zaakceptować to, że jako partner przez tyle lat nie sprawdził się, tylko – nic o tym nie wiedział.

Czyżbyś pisała o mnie?!
Mój mąż to solidny, odpowiedzialny, pracowity człowiek, tyle, że nie umie cieszyć się życiem. Wyniósł to z domu. Zawsze coś robimy (córki i ja) za mało albo nie dość dobrze. Nigdy nie pochwali...Zaczęłam się czuć jak ciężar. Postanowiłam się zmienić, by łatwiej mu było ze mną żyć. Okazało się, że ani wersja przepracowanej matki-Polki, ani wersja kobiety zadowolonej z życia nie jest do przyjęcia.
Odchodząc przekreśliłabym wszystko, za co jestem mu wdzięczna, za co go kochałam. Już ma poczucie krzywdy, gdy próbuję porozmawiać, coś zmienić w rutynie wspólnego życia, bo wprost powiedziałam, że nie chcę powielić schematu jego rodziców.
Zostając przekreślam swoje prawo do życia tak jak chcę. Powolutku traciłam swoją tożsamość. Z dziewczyny, która wiedziała, czego chce, zamieniłam się w zalęknioną kobietę, która boi się własnego cienia, a właściwie nie wiadomo dlaczego.


czwartek, 19 lis 2009, 12:26
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
ja równiez kochałam ZA COŚ .... ,i wciąż uważałam, że za to coś musze być wdzięczna, odwdzięczać się...
I swoje poczucie szczęścia uzależniłam od Jego akceptacji, od tego, czy jest ze mnie zadowolony, czy też - nie... Cieszyłam się, gdy chwalił, cierpiałam, gdy okazywał niezadowolenie, niezrozumienie... z wdzięczności dałam mu prawo decydowania o tym, co jest dla mnie, dla nas dobre, a co złe. Zrobiłam sobie z niego ojca....


czwartek, 19 lis 2009, 14:14
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
gość napisał(a):
I swoje poczucie szczęścia uzależniłam od Jego akceptacji, od tego, czy jest ze mnie zadowolony, czy też - nie... Cieszyłam się, gdy chwalił, cierpiałam, gdy okazywał niezadowolenie, niezrozumienie... z wdzięczności dałam mu prawo decydowania o tym, co jest dla mnie, dla nas dobre, a co złe. Zrobiłam sobie z niego ojca....

:placz: podobne. Tylko z tym ojcem to nie wiem, bo mój odszedł, kiedy miałam 5 lat. No i chwalenia jakoś sobie nie przypominam.
Jest dobrze, gdy jestem właściwie niewidoczna- posiłek podany, dom wysprzątany, zero opowieści o tym, co przeżyłam w pracy...
Wszystko takie smutne :placz:


czwartek, 19 lis 2009, 17:37
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
No, cóż: do Ciebie należy decyzja, czy chcesz coś z tym "wszystkim" zrobić czy nie. Ja tylko po raz trzeci mogę (do trzech razy sztuka:)) polecić Andrzeja


czwartek, 19 lis 2009, 20:58
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
gość napisał(a):
No, cóż: do Ciebie należy decyzja, czy chcesz coś z tym "wszystkim" zrobić czy nie. Ja tylko po raz trzeci mogę (do trzech razy sztuka:)) polecić Andrzeja

O niczym innym ostatnio nie myślę, jak o tym, co mam zrobić ze swoim życiem :placz: Stoję na rozdrożu i patrzę, którą pójść drogą. Więcej życia już za mną niż przede mną, stąd tyle wahania.
Pomyślę jeszcze. Chyba muszę na razie wyciszyć emocje.


czwartek, 19 lis 2009, 21:09
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
"narazie musze wyciszyć emocje"
Nic nie musisz. Możesz to zrobić, jesli chcesz....


czwartek, 19 lis 2009, 21:13
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
bo może skoro MUSISZ to nie chcesz? Niezdrowe dla nas emocje to czasem takie stare, dobrze nam znane, więc bezpieczne "ciepełko":)


czwartek, 19 lis 2009, 21:31
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
gość napisał(a):
"narazie musze wyciszyć emocje"
Nic nie musisz. Możesz to zrobić, jesli chcesz....

Masz rację, słowa są bardzo ważne. Chcę.
W tej chwili bardzo dobrze wiem, czego chcę i czego nie chcę. Gorzej, że jestem uwikłana w różne zależności, więc niektóre "chcę" są nie do osiągnięcia. Tak mi się przynajmniej w tej chwili wydaje.
Czy można naprawić związek, jeśli tylko jedna strona widzi problem i nad nim pracuje?
Moje "stare emocje" wyniszczyły mnie, a nowe nie są do zaakceptowania przez męża. Chyba czuje się bezpieczniej, kiedy jestem smutna i przestraszona. A ja chcę się cieszyć z życia!
Ale jak cieszyć się z życia, kiedy najbliższa dotąd osoba czuje się skrzywdzona? Próby rozmowy nie dają rezultatu. "Ta twoja kobieca, skomlikowana dusza"- słowa wypowiadane z pogardą potrafią zdołować- "Tracę cierpliwość".
Jak trafić do kogoś, kto uważa się za doskonałego i nie dopuszcza możliwości błędu w swoim myśleniu?
Jak przestać bać się kogoś, kto na większość spraw reaguje podniesionym tonem głosu albo zupełnie ignoruje to, co się do niego mówi?
Takich pytań mam mnóstwo.


piątek, 20 lis 2009, 08:34
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Zacząć pracę nad sobą, pod kierunkiem dobrego terapeuty.
Przecież nie wiesz, czy można uratować związek, gdy pracuje nad tym jedna osoba, jesli tego doswiadczalnie nie sprawdziłaś Może tak, może nie. To zależy również od tego, czy Ty chcesz, czy on chce, czy jeszcze się kochacie. Możliwe, że wasz związek jest do uratowania, możliwe, że już się wypalił.

Nie odpowiem Ci na Twoje pytania. To Twoim zadaniem jest odnaleźć na nie odpowiedź. Nie ma jednej jedynej recepty na wszystkie związki "stare", chociażby nawet problem wydawał się podobny, bo każdy z nich ma swoją historię. Możliwe, że czuje się atakowany, skoro unosi głos lub ignoruje. Możliwe, że to Ty widzisz problem i masz wyrzuty sumienia, bo się zmieniłaś, bo zmieniły się Twoje potrzeby. Chcesz przyzwolenia, akceptacji? Daj je sobie. Zacznij od siebie.


piątek, 20 lis 2009, 11:41
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
gość napisał(a):
Zacząć pracę nad sobą, pod kierunkiem dobrego terapeuty.
Możliwe, że czuje się atakowany, skoro unosi głos lub ignoruje. Możliwe, że to Ty widzisz problem i masz wyrzuty sumienia, bo się zmieniłaś, bo zmieniły się Twoje potrzeby. Chcesz przyzwolenia, akceptacji? Daj je sobie. Zacznij od siebie.


Zaczęłam od siebie. Byłam na terapii, bo mąż unosił głos albo ignorował. Wzięłam na siebie odpowiedzialność za jego złe nastroje. Myślałam: "On ciężko pracuje, jest zmęczony. Może za dużo narzekam na układy w swojej pracy i jej nadmiar? Może za duzo go angażuję w sprawy córek? Może jestem za mało gospodarna, a może zestarzałam się, może...?"
Zmieniłam się. To prawda. Wydawało mi się, że na lepsze. Sama ze sobą poczułam się całkiem fajnie. I chciałam się tą radością z nowego spojrzenia na świat podzielić. Nie udało się, choć wspięłam się na szczyt kobiecej dyplomacji. Naprawdę wygląda na to, że smutna i podległa jestem do przyjęcia, "nowa" nie. A "nowa" dla mnie to znaczy "odpowiedzialna za każdy dzień swojego życia". Nadal chodzę do pracy (choć nie w takim wymiarze jak do niedawna), sprzątam, gotuję, pomagam córkom, dbam o spokój w domu. Ale decyduję również o swojej fryzurze oraz, o zgrozo!, o spotkaniu z przyjaciółmi czy innym wyjściu z domu, a także chcę, być informowana o róznych sprawach, które dotyczą mnie i mojej rodziny. Chciałabym też nie słyszeć, że "kobiety mają inne mózgi", ilekroć na coś zwracam uwagę, a nie zgadza się to z myśleniem męża.
Mój maż chce mieć " święty spokój" i najchętniej z nikim by się nie widywał, nigdzie nie wychodził, a ja lubię ludzi ze wszystkimi ich zaletami i wadami i zamknięta w domu się duszę.
Przewietrzyłam swojem myślenie. Było to chwilami bardzo bolesne. Nie umiem jednak przeciwstawić się pewnej formie agresji ze strony męża ani ignorowaniu.
Moja wina, nie zareagowałam, kiedy zauważyłam, że przestaliśmy ze sobą rozmawiać. A może nigdy nie potrafiliśmy? I nie mam szansy sprawdzić, co o nas powie fachowiec od ludzkiej duszy, bo mąż na żadną terapię nie pójdzie. Oświadczył mi to bardzo dobitnie.
No to się miotam. Nie wiem, co ważniejsze- związek czy ja.
Po prawie 2 latach starań o szczęśliwsze życie jestem w punkcie wyjścia. Tyle tylko, że swoje ze sobą zrobiłam i nie chcę powrotu do przeszłości i przyszłość bez zmian ze strony męża nie wygląda dla mnie różowo :sciana:


piątek, 20 lis 2009, 12:23
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5 ... 17  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL