Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest czwartek, 24 wrz 2020, 23:07



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Libido po pochwicy 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): poniedziałek, 27 gru 2010, 03:01
Posty: 42
Post Re: Libido po pochwicy
Vero Twoje sugestie wydają się dosc skomplikowane na początek dla mnie ale czy któraś z marchewek była prosta na początku :fie:
spróbuje :D
przydałaby się nam tutaj szczypta jakiegoś afrodyzjaku (albo nawet całe wiadro) na to oklapłe Libido :drinks:
przed ślubem ( i przed odkryciem problemu) bywałam częściej chętna na bliskości różnego rodzaju...
kedves tu wszyscy zazdrościmy ;)


sobota, 11 cze 2011, 21:18
Zobacz profil

Dołączył(a): piątek, 26 lut 2010, 12:47
Posty: 68
Post Re: Libido po pochwicy
Sunflower - fany pomysł z tym rankingiem :) ja głosowałabym na jeźdźca :D
(szczególnie po przedwczorajszym wyczynie w aucie :inlove: )
:crazy:


sobota, 11 cze 2011, 21:38
Zobacz profil

Dołączył(a): środa, 8 cze 2011, 02:32
Posty: 12
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Libido po pochwicy
misza napisał(a):
Moje libido znacząco wzrosło odkąd jestem ex ;) Wcześniej też było nijakie, albo wręcz wcale go nie było.


kedves napisał(a):
Moje libido znacznie wzroslo. Moj partner jest przerazony ;) Obecnie nie pracuje, nudze sie w domu, a jak on biedny wraca zmeczony po pracy, to ja juz jestem gotowa :).


Fajnie się czyta takie wyznania - to napawa optymizmem :]

misza napisał(a):
W moim przypadku było na pewno tak, że im bardziej się zafiksowałam na moim "ja nie chcę, ja nie mam ochoty!" tym bardziej sobie wkręcałam, że jestem pod presją ze strony partnera i tym bardziej nie miałam ochoty. Takie błędne koło.


jky napisał(a):
Jeśli będziesz działać dla "dobra" partnera i będziesz miała wciąż w tyle głowy, że "musisz" bo jemu to potrzebne, to nie będzie Ci się chciało, a jeśli nie będziesz musiała, to zaczniesz chcieć :)

Nie miałam pochwicy, ale obrzydziłam sobie skutecznie zbliżenia z moim ex takim "poświęceniem dla dobra partnera". Z mężem tego błędu nie popełniam. Oboje dajemy sobie prawo do zmęczenia i braku chęci. To wzajemny szacunek dla nie zawsze identycznych nastrojów i chęci. W moim przypadku działa.



Święta prawda... Mój przypadek, 100%. Postanowiłam jutro porozmawiać z partnerem i poprosić go o wstrzymanie, do czasu gdy naprawdę będę czuła, że tego chcę (nie mówię oczywiście o żadnej penetracji, to wiadomo że zabronione ;) oraz blokada kompletna; mówię o innych pieszczotach i zbliżeniach fizycznych).

WANDA napisał(a):
witam :girlP:
moje libido też jakoś specjalnie nie szaleje
to chyba taka trauma wiekszsosci pochwiczanek po wielu tygodniach, miesiacach lub nawet lat nie mają ochoty na nic zwiazanego z tematem sexu - rozmowy, a juz tym bardziej dzialania :niewiem:

mnie też ten jakby zaniżony pociąg nie pomaga w zdobyciu celu
chcialabym juz sie "wpisac" w temacie "hurrra udało sie"


oj tak tak..

WANDA napisał(a):
ale choc wymieniłam już marchewkę na wacka to ciągle wysiaduje jak ta kura na grzędzie mojego małżonka


Hahah, pięknie Ci się udało to porównanie ;-D

Sunflower :) napisał(a):
Twoja wypowiedź podsunęła mi pomysł. Może, by tak zrobić forumowy ranking pozycyjny.

Kurcze, ale Wam dobrze, też bym chciała już brać udział w takim rankingu ;-)


niedziela, 12 cze 2011, 02:06
Zobacz profil

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: Libido po pochwicy
Spontaniczna, chłopakowi powiedz, że pozostawienie w spokoju pochwiczanki i odpuszczenie jej gierek miłosnych, gdy ona tego potrzebuje i chce, jest podstawowym zadaniem partnera w terapii. Podczas pierwszego spotkania z Andrzejem był również mój mąż. Andrzej sam mu to powiedział, że ręce i wacek ode mnie z daleka, ale do mnie zwrócił się z kolei z tym, że mam nie odmawiać mężowi pieszczot, kiedy tylko tego zapragnie. Oczywiście przystałam na to bez zająknięcia i bez jakiegokolwiek odczucia przymusu. Zwyczajne wzajemne poszanowanie potrzeb partnerów. A to poczucie bezpieczeństwa, ta pewność, że facet nie zacznie nakłaniać do czegoś więcej jest bezcenne.

Wando, może się wydawać karkołomne, ale to nam pochwiczankom obecnym, czy byłym, aktywności w łóżku wydają się trudne. Zazwyczaj nie mamy na 100% wyłączonego myślenia o potencjalnym bólu, dyskomforcie itp., co tylko świadczy o tym, że nie do końca mamy to przepracowane. Kobieta-niepochwiczanka, której seks zawsze łatwo przychodzi rzadko się zniechęca tym, że coś nie wchodzi w jakiejś pozycji, a jak partner jest zdecydowany, to czasem nawet nie zdąży się zorientować, a penis jest już w środku. Oczywiście nie mam tu na myśli przemocy.


niedziela, 12 cze 2011, 11:21
Zobacz profil

Dołączył(a): środa, 8 cze 2011, 02:32
Posty: 12
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Libido po pochwicy
Vero napisał(a):
Spontaniczna, chłopakowi powiedz, że pozostawienie w spokoju pochwiczanki i odpuszczenie jej gierek miłosnych, gdy ona tego potrzebuje i chce, jest podstawowym zadaniem partnera w terapii. Podczas pierwszego spotkania z Andrzejem był również mój mąż. Andrzej sam mu to powiedział, że ręce i wacek ode mnie z daleka, ale do mnie zwrócił się z kolei z tym, że mam nie odmawiać mężowi pieszczot, kiedy tylko tego zapragnie. Oczywiście przystałam na to bez zająknięcia i bez jakiegokolwiek odczucia przymusu. Zwyczajne wzajemne poszanowanie potrzeb partnerów. A to poczucie bezpieczeństwa, ta pewność, że facet nie zacznie nakłaniać do czegoś więcej jest bezcenne.


Na naszym wspólnym spotkaniu (z partnerem) Andrzej mówił tylko, że żadnych prób penetracji. Ale to mieliśmy już od dawna między sobą "ustalone", bo bolało i/lub było nieprzyjemne. Natomiast przez całe (już prawie siedem) lat naszego związku zaspokajaliśmy się nawzajem w inny sposób - manualnie, oralnie itd. Tylko że od dłuższego czasu ja i na to nie mam zupełnie ochoty. Andrzej mi odpowiedział, żeby nie robić nic, na co obie strony nie mają ochoty, ale z drugiej strony Ty piszesz, że Tobie powiedział, żeby "nie odmawiać mężowi pieszczot, kiedy tylko tego zapragnie". Więc - w moim przypadku - to trochę sprzeczne...


niedziela, 12 cze 2011, 11:34
Zobacz profil

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: Libido po pochwicy
Dla mnie tu nie ma sprzeczności. Ja jestem na diecie, ale to nie znaczy, że mam głodzić również męża.
W sytuacji, gdy podenerwowanie i niechęć do seksu są tak duże, że nawet obietnica największej rozkoszy nie jest w stanie mnie przekonać do bycia pieszczoną, taki układ wydaje się całkiem sensowny. A np. mój mąż nawet jeśli bez penetracji, chciał, bym uczestniczyła w pieszczotach, jako osoba pieszczona. Ja w trakcie terapii nawet na to nie miałam ochoty. Miłość do partnera, a także świadomość, że to element terapii powodowały jednak, że o pieszczeniu jego nigdy nie pomyślałam z obrzydzeniem.


niedziela, 12 cze 2011, 11:42
Zobacz profil

Dołączył(a): środa, 8 cze 2011, 02:32
Posty: 12
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Libido po pochwicy
Vero napisał(a):
Dla mnie tu nie ma sprzeczności. Ja jestem na diecie, ale to nie znaczy, że mam głodzić również męża.
W sytuacji, gdy podenerwowanie i niechęć do seksu są tak duże, że nawet obietnica największej rozkoszy nie jest w stanie mnie przekonać do bycia pieszczoną, taki układ wydaje się całkiem sensowny. A np. mój mąż nawet jeśli bez penetracji, chciał, bym uczestniczyła w pieszczotach, jako osoba pieszczona. Ja w trakcie terapii nawet na to nie miałam ochoty. Miłość do partnera, a także świadomość, że to element terapii powodowały jednak, że o pieszczeniu jego nigdy nie pomyślałam z obrzydzeniem.


Chciałabym się upewnić, czy dobrze zrozumiałam - mnie mój partner nie dotyka, bo to mnie stresuje i blokuje, ale jeśli on ma ochotę dajmy na to na lodzika, to ja mu robię? ;)


niedziela, 12 cze 2011, 13:36
Zobacz profil

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: Libido po pochwicy
O to mi chodziło.
Ale jeśli robienie loda Cię denerwuje, to nie robisz - wiadomo. Zmuszanie się do tego może jeszcze bardziej zaszkodzić. Zakładam sytuację, gdy kobieta się nie zmusza, lecz chce to robić - chcieć nie znaczyć śnić o tym po nocach, tylko tyle, co robić to ze swobodą, bez obciążeń, bez łaski i z radością.
Poza tym chyba nie mamy do czynienia z jakimiś seksoholikami, żaden nie wytrzymałby z pochwiczanką tyle lat, więc "kiedykolwiek będzie miał ochotę" raczej nie oznacza 5 razy dziennie, a dokładnie tak często, jak to do tej pory było w zwyczaju baraszkować wspólnie.

Nie wiem, jak jest u innych, ale gdy ja nie mam ochoty na seks, to najchętniej odwinęłabym z łokcia za każde chwycenia za piersi czy między nogami. Nie mam natomiast oporów, by bez groźby bycia dotykaną dotykać męża.

Oczywiście nie reklamuję takiego stanu, nie jest to coś, co mi się podoba. Moje niskie libido stoi na stałym poziomie zera przez jakieś 25 dni w by potem na 2-3 dni się pojawić, lecz potem zniknąć na kolejne 25.
Próbowałam już afrodyzjaków, w tym zielska z Indii, po którym moja koleżanka jest napalona niczym kedves ;D, ale moje libido nawet nie drgnęło. Teraz jedynym afrodyzjakiem, jaki mi przychodzi do głowy jest obrona :)


niedziela, 12 cze 2011, 14:01
Zobacz profil

Dołączył(a): środa, 8 cze 2011, 02:32
Posty: 12
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Libido po pochwicy
Vero napisał(a):
O to mi chodziło.
Ale jeśli robienie loda Cię denerwuje, to nie robisz - wiadomo. Zmuszanie się do tego może jeszcze bardziej zaszkodzić. Zakładam sytuację, gdy kobieta się nie zmusza, lecz chce to robić - chcieć nie znaczyć śnić o tym po nocach, tylko tyle, co robić to ze swobodą, bez obciążeń, bez łaski i z radością.
Poza tym chyba nie mamy do czynienia z jakimiś seksoholikami, żaden nie wytrzymałby z pochwiczanką tyle lat, więc "kiedykolwiek będzie miał ochotę" raczej nie oznacza 5 razy dziennie, a dokładnie tak często, jak to do tej pory było w zwyczaju baraszkować wspólnie.

Nie wiem, jak jest u innych, ale gdy ja nie mam ochoty na seks, to najchętniej odwinęłabym z łokcia za każde chwycenia za piersi czy między nogami. Nie mam natomiast oporów, by bez groźby bycia dotykaną dotykać męża.


Właśnie widzisz, gdyby chodziło o samo zrobienie loda, to pewnie też nie miałabym z tym większych problemów - dawanie przyjemności jest przyjemne, nawet jeśli nas nie podnieca i same nie mamy na nic ochoty. Tylko że gdy mój chłopak się podnieci, chce mnie widzieć nago, chce mnie podotykać. A takie macanki nie są za fajne, gdy ja nie czuję podniecenia, a moje ciało reaguje na nie spięciem, czasem nawet obrzydzeniem... ;(
Chyba, że ustalimy, że on się mnie nie tyka, rączki przy sobie ;) Wy tak funkcjonujecie?

Vero napisał(a):
Oczywiście nie reklamuję takiego stanu, nie jest to coś, co mi się podoba. Moje niskie libido stoi na stałym poziomie zera przez jakieś 25 dni w by potem na 2-3 dni się pojawić, lecz potem zniknąć na kolejne 25.



No tak, ale chyba liczymy, że to stan przejściowy? Na drodze do lepszego?
A te 2-3 dni w miesiącu to już coś, wykorzystuj dobrze! ;)

Vero napisał(a):
Próbowałam już afrodyzjaków, w tym zielska z Indii, po którym moja koleżanka jest napalona niczym kedves ;D, ale moje libido nawet nie drgnęło. Teraz jedynym afrodyzjakiem, jaki mi przychodzi do głowy jest obrona :)


Ja kiedyś zwinęłam młodszemu bratu hiszpańską muchę, ale bez efektów ;)
Ostatnio wpadł mi w ręce w sklepie żel Durexa, ponoć wzmagający orgazmy. Trochę się uśmiałam, szczególnie patrząc na skład, bo nie różni się za bardzo od innych lubrykantów. A kosztuje 5 dych ;)

Btw, jaka obrona?.. Pracy mgr?.. ;)


niedziela, 12 cze 2011, 18:06
Zobacz profil

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: Libido po pochwicy
Spontaniczna napisał(a):
Chyba, że ustalimy, że on się mnie nie tyka, rączki przy sobie ;) Wy tak funkcjonujecie?

Tak robiliśmy w trakcie terapii.

Teraz podchodzę do tematu seksu z większym dystansem i aż takich stanów jak wcześniej nie przeżywam. Myśl o seksie nie działa już na mnie alergicznie, więc nawet przy niskim libido potrafię się myślami swoimi nastroić, nastawić pozytywnie, ale tak się nie da zbyt często ;) Chciałoby się zwyczajnego kopa hormonalnego, gdy to ciało samo chce, a rozum już mu w tym nie przeszkadza. A mnie przeszkadza wyraźnie myślenie o obronie dr., a teraz to już w ogóle żyję praktycznie tylko pisaniem. Wypowiem się mam nadzieję w październiku, czy coś się zmieniło. Powinnam być zrelaksowana, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i stęskniona za mężem po 3 miesiącach rozłąki.

Spontaniczna napisał(a):
Ostatnio wpadł mi w ręce w sklepie żel Durexa, ponoć wzmagający orgazmy. Trochę się uśmiałam, szczególnie patrząc na skład, bo nie różni się za bardzo od innych lubrykantów. A kosztuje 5 dych ;)


Żel durex taki błękitny kupiłam niedawno. Niestety jest chłodzący i działa przeciwnie niż powinien. Rozgrzewający, czerwony bodajże, jest lepszy. Ale ja tam z orgazmami nie mam problemu, tylko z ochotą na orgazmy :D


niedziela, 12 cze 2011, 19:18
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL