Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest czwartek, 19 lip 2018, 01:57



Dział zablokowany Ten temat jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 8 ] 
Kobiety,które kochają za bardzo 
Autor Wiadomość
Post Kobiety,które kochają za bardzo
Kobiety, które kochają za bardzo

Robin Noorwood, amerykańska psychoterapeutka i autorka książki "Kobiety, które kochają za bardzo" stara się pomóc kobietom, wykazującym skłonności do angażowania się w nieszczęśliwe związki z mężczyznami.

Od 8 lat jestem mężatką, ale moje małżeństwo nie jest udane. Również moje wcześniejsze związki z mężczyznami nie przynosiły mi szczęścia. Mój mąż jest dla mnie nieprzyjemny, ciągle żąda poświęceń i uważa, że powinnam żyć tylko dla niego, spełniać jego zachcianki, a ja i moje życie nie liczy się. Ponadto nadużywa alkoholu, a gdy jest pijany, w domu robi się piekło - poniża mnie, wyzywa, niekiedy nawet uderzy. Mam same obowiązki i żadnych praw. Nie chcę tak żyć, ale nie potrafię zmienić ani jego, ani naszego życia. Boję się odejść i zostać sama, chociaż z nim mi też jest źle. Czy jest w ogóle jakieś wyjście z sytuacji?~Teresa

Często mężczyźni są niedojrzali, nie potrafią obdarzyć prawdziwą miłością, dochować wierności, wymagający ciągłej pomocy np. z powodu alkoholizmu. W uczuciach kobiet z nimi związanych dominuje lęk. Boją się one samotności, zlekceważenia, opuszczenia. Kochają w nadziei, że mężczyzna uśmierzy ich niepokój. Niestety, lęki pogłębiają się, w końcu darzenie miłością przeistacza się w główną siłę napędową życia. Kobiety te nie potrafią zmienić swojego sposobu postępowania, nawet jeśli nie przynosi on oczekiwanych rezultatów. Cierpią, lecz nie potrafią same rozwiązać swoich kłopotów. Bez ukochanego mężczyzny czują się puste i bezwartościowe a z nim przeżywają katusze. Trwają w nieszczęśliwych związkach całymi latami, ciągle wierząc, że obiekt ich miłości zmieni się. Kochają coraz bardziej, aż ich miłość staje się nałogiem.
Czy można się wyzwolić od takiego toksycznego uczucia i czy jedyną metodą jest zerwanie niszczącego związku? Robin Noorwood twierdzi, że trzeba nauczyć się dokonywać wyborów niepodobnych do dawnych, ale zapewniających nam lepsze samopoczucie i życie. Aby taka przemiana mogła się dokonać, trzeba w swoim postępowaniu konsekwentnie przestrzegać pewnych zasad. A oto kilka z nich, które proponuje psychoterapeutka:

• Szukaj pomocy - bardzo ważne jest zrobienie pierwszego kroku. Może to być anonimowa rozmowa przez telefon z odpowiednim specjalistą, skontaktowanie się z poradnią zajmującą się takimi problemami jak twój itp. Szukanie pomocy niekoniecznie oznacza, że trzeba zerwać aktualne związki uczuciowe.
• Niech twoje "wyleczenie" będzie sprawą najważniejszą - należy się całkowicie poświęcić samej sobie. Prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu uznasz się za ważną, warta skupienia na sobie całej uwagi i wysiłku. Picie, zażywanie lekarstw, objadanie się, czy ciągłe kupowanie nowych rzeczy - w niczym ci nie pomogą.

• Pracuj nad własnym rozwojem duchowym za pomocą codziennych ćwiczeń. Praca nad własnym rozwojem duchowym może dać świetne rezultaty. Spróbuj wyjść poza siebie i spojrzeć na świat z pewnej perspektywy. Zastanów się, co mogłoby ci przynieść ulgę i rób to codziennie przynajmniej przez pół godziny. Jeżeli będziesz pracować nad swoim rozwojem duchowym, zostaniesz zwolniona z przygniatającej odpowiedzialności, żeby wszystko trzymać w garści, kierować i opiekować się swoim partnerem. Ani on, ani nikt inny nie musi się zmienić po to, abyś to ty dobrze się czuła.

• To tylko kilka kroków, które proponuje autorka, nie jestem w stanie w tym tekście przedstawić całość autoterapii. Dlatego zachęcam do lektury książki Robin Noorwood, choć poglądy w niej zawarte mogą się niekiedy wydawać szokujące.

Źródło: interia.pl


czwartek, 3 cze 2010, 23:44

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 19:47
Posty: 125
Post Re: Kobiety,które kochają za bardzo
Chyba najbardziej pasuje mi do tego postu komentarz, który brzmi jak swoista mantra, on sie zmieni, on dojrzeje, wydorośleje. Słyszałam go wielokrotnie, u siebie i innych kobiet.On się nie zmieni, to rzecz pewna, ale ja mogę się zmienić,
wydorośleć i zacząć myśleć konstruktywnie ...


sobota, 5 cze 2010, 23:24
Zobacz profil
Post Re: Kobiety,które kochają za bardzo
Dokładnie:))))


niedziela, 6 cze 2010, 20:30

Dołączył(a): wtorek, 16 lis 2010, 09:36
Posty: 28
Post Re: Kobiety,które kochają za bardzo
Oprócz mantry że się zmieni, że dojrzeje, że przestanie itd dochodzi jeszcze opcja "jestem w centrum kierowania wszechświatem" czyli kobieta wierzy że ma wpływ na to by jej mąż przestał pić i bić i zaczął ją szanować. Generalnie skupienie uwagi zupełnie nie na tym co można zmienić. Przecież alkoholik/agresor nie jest w stanie sam sobie poradzić z nałogiem i swoimi emocjami to jak obca osoba ma mieć na to wpły i to zmieniać? A szacunek nie rodzi się pod wpływem akceptacji agresywnych zachowań, przecież jest wręcz odwrotnie. Niektóre kobiety dopasowują się za bardzo do oczekiwań partnera ale nigdy nie jest to wystarczające aby było dobrze i aby partner się zmienił. Patrzę tak na swoją mamę i jej przekonania w tej sprawie. Wiele razy zadawałam jej pytanie dlaczego była z ojcem chociaż nie była z nim szczęśliwa i słyszałam w odpowiedzi 1500 powodów błachych i mało logicznych, zupełnie nie wartych tego wszystkiego przez co przechodziła sama i przez co przechodziły jej dzieci. Zastanawiałam się zawsze czy ona tak naprawde chciała pomocy Kiedyś na terpii DDA opowiedziałam o swojej sytuacji, terapeutka zadała mi pytanie: Czy Pani dopuszcza myśl że Pani mama czerpie z tego układu coś dla siebie, że jej taki układ pasuje i dlatego nie chce się rozwieść ? Po czym poczułam sie jak uderzona w głowę. Zaczęłam się zastanawiać czy to możliwe aby moja mama chciała takiego męża i takiego życia? Jak można chcieć tak żyć?
Odpowiedziałm sobie krótko:ma syndrom ofiary i jest kobietą kochającą za bardzo. Gdyby natrafił jej się mąż dobry i szanujący ją to z nim małżeństwo byłoby dla niej nieudane. Nie mogłaby się spełniać robiąc wszystko za niego, lecząc go z alkoholizmu, być może nawet byłoby jej brak kłótni i sporów które zapewne by prowokowała. To chore, ale chyba tak często jest że są kobiety które niby w takim układzie czują się źle to jest im potrzebna taka zależność. W głębi duszy w innej sytuacji i z normalnym pratnerem byłyby również nieszczęśliwe.

A może się mylę?


piątek, 19 lis 2010, 12:23
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 1 lis 2009, 18:58
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Kobiety,które kochają za bardzo
Sylwestra10 napisał(a):
Oprócz mantry że się zmieni, że dojrzeje, że przestanie itd dochodzi jeszcze opcja "jestem w centrum kierowania wszechświatem" czyli kobieta wierzy że ma wpływ na to by jej mąż przestał pić i bić i zaczął ją szanować. Generalnie skupienie uwagi zupełnie nie na tym co można zmienić. Przecież alkoholik/agresor nie jest w stanie sam sobie poradzić z nałogiem i swoimi emocjami to jak obca osoba ma mieć na to wpły i to zmieniać? A szacunek nie rodzi się pod wpływem akceptacji agresywnych zachowań, przecież jest wręcz odwrotnie. Niektóre kobiety dopasowują się za bardzo do oczekiwań partnera ale nigdy nie jest to wystarczające aby było dobrze i aby partner się zmienił.


Kiedy widzę, jak często biorę na siebie to, jaki jest mój facet, że dzięki mnie się zmieni, uspokoi, zacznie sobie z problemami radzić inaczej niż piciem. Wydaje mi się, że tutaj działa coś jeszcze: przekonanie otoczenia i utwierdzanie w tym kobiety, która jest w takim związku, te wszystkie teksty o tym, że jak jest problem, to kobieta ma wspierać, pomagać, walczyć o związek. A czasem, niestety największą pomocą jest odejście by dać szansę na zastanowienie się. Nie mówię, że zawsze. I wiem, że to cholernie trudne.

Cytuj:
Odpowiedziałm sobie krótko:ma syndrom ofiary i jest kobietą kochającą za bardzo. Gdyby natrafił jej się mąż dobry i szanujący ją to z nim małżeństwo byłoby dla niej nieudane. Nie mogłaby się spełniać robiąc wszystko za niego, lecząc go z alkoholizmu, być może nawet byłoby jej brak kłótni i sporów które zapewne by prowokowała. To chore, ale chyba tak często jest że są kobiety które niby w takim układzie czują się źle to jest im potrzebna taka zależność. W głębi duszy w innej sytuacji i z normalnym pratnerem byłyby również nieszczęśliwe.

A może się mylę?


Wiesz, chyba tak właśnie jest. Czytałaś książkę o tytule takim jak ten temat? Ona właśnie o tym mówi: wiem, że brzmi to kosmicznie, ale chyba faktycznie można chcieć takiej zależności, czasem z prostego powodu: nie zna się niczego innego, a tylko to, co się zna, daje jakie-takie poczucie bezpieczeństwa i nawet się nie widzi jakie to chorobliwe. I spotkany facet, który jest dobry, czuły, uczciwy wydaje się zbyt nudny bo nie daje tego, do czego się przyzwyczaiłaś...


Pozdrawiam,

Gosia

_________________
"Nieważne, co nadchodzi,
Chcesz tego, czy nie,
Nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień,
I właśnie o to chodzi,
O to chodzi, wiem."


piątek, 19 lis 2010, 13:00
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 16 lis 2010, 09:36
Posty: 28
Post Re: Kobiety,które kochają za bardzo
Ja to byłam strasznie wściekła na mamę że ona nie widziała tego że jej zachowania są chore. Miałam wrażenie że nie istnieje żaden kanał i sposób na to aby coś do niej dotarło. I nie dotarło. Mój tata zmarł kilka lat temua ona teraz twierdzi że z żadnym innym się już nie zwiąże. A ja bym chciała aby się z kimś związała i zobaczyła jak wygląda inne życie
Margerytka, to chyba właśnie tak jest - isnieje opinia, że kobieta powinna dbać o związek od strony emocjonalnej. Tak sobie myślę też że tego typu kobiety myślą że podjęcie decyzji o rozstaniu jest bardziej bolesne niż tkwienie w takiej relacji. Ja z biegiem życia nauczyłam się tego, że dobra decyzja to nie tylko taka która nie przynosi żadnych strat. To czasem decyzja która przynosi mniejsze straty niż nie podjęcie tej decyzji. Moja mama ma jeszcze jedną cechę: albo za bardzo idealizuje i wypiera z siebie że coś się dzieje złego, niedobrego, szkodzącego, albo czasami "przeskakuje" ze skrajności w skrajność i uważa że jej się wszystko należy bezgranicznie. Czyli jakaś pustka dochodzi do głosu i woła aby ją zapełnić. Ale woła również w sposób chorobliwy, zgorzkniały W moim domu nie można było wyrażać swoich emocji - być smutnym czy radosnym, matka się wściekała bez względu na to czy ja byłam smutna czy wesoła. To dla mnie było tak hamujące jeśli chodzi o wyrażenie swoich emocji, że do dzisiaj gdzieś mi to pozostało. Nie rozumiała ani okoliczności które spowodowały że mam taki a nie inny nastrój ani samego charakteru tych emocji . Myślę że wiele kobiet kochających za bardzo tak ma, że czasami nie rozpoznają emocji u innych, a przede wszystkim u siebie i wiele spraw analizują na tym płytszym poziomie, boją sie wejść głębiej, bo może czegoś się dowiedzą o sobie. Zmiana to chyba wróg numer jeden u takich kobiet. Zanim ktokolwiek przekona się że to przyjaciel musi minąć trochę czasu.


piątek, 19 lis 2010, 14:33
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 1 lis 2009, 18:58
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Kobiety,które kochają za bardzo
Sylwestra10 napisał(a):
Ja to byłam strasznie wściekła na mamę że ona nie widziała tego że jej zachowania są chore. Miałam wrażenie że nie istnieje żaden kanał i sposób na to aby coś do niej dotarło. I nie dotarło. Mój tata zmarł kilka lat temua ona teraz twierdzi że z żadnym innym się już nie zwiąże. A ja bym chciała aby się z kimś związała i zobaczyła jak wygląda inne życie


Myślę, że bardzo ciężko kogoś przekonać, że jego sposób myślenia jest chory, kiedy on sam tego nie chce. Choćbyś nie wiem, jak się starała, jeśli ktoś nie będzie chciał Cię słuchać, z przekonaniem, że atakujesz- będzie jak grochem o ścianę. Moja koleżanka, zresztą poznana na gronie DDA kiedyś mi opowiadała, że nie może uwierzyć, że za każdym razem, kiedy jej ojciec się upije, jej mama za każdym razem jest tak samo zdziwiona: Ale jak to? Przecież obiecał, że już nie będzie..- i tak od 40stu lat mniej więcej.

Cytuj:
Margerytka, to chyba właśnie tak jest - isnieje opinia, że kobieta powinna dbać o związek od strony emocjonalnej. Tak sobie myślę też że tego typu kobiety myślą że podjęcie decyzji o rozstaniu jest bardziej bolesne niż tkwienie w takiej relacji. Ja z biegiem życia nauczyłam się tego, że dobra decyzja to nie tylko taka która nie przynosi żadnych strat. To czasem decyzja która przynosi mniejsze straty niż nie podjęcie tej decyzji. Moja mama ma jeszcze jedną cechę: albo za bardzo idealizuje i wypiera z siebie że coś się dzieje złego, niedobrego, szkodzącego, albo czasami "przeskakuje" ze skrajności w skrajność i uważa że jej się wszystko należy bezgranicznie. Czyli jakaś pustka dochodzi do głosu i woła aby ją zapełnić. Ale woła również w sposób chorobliwy, zgorzkniały

Właśnie o to chodzi- emocjonalnie ma dbać kobieta? Wkurzają mnie te wszystkie zdania na ten temat, to osądzanie, jeśli kobieta odejdzie od kogoś kto pije, czasem bije, krzywdzi... I chyba najgorsze co można powiedzieć: nie odejdę dla dobra dzieci, bo dzieci muszą mieć ojca. Tak? I borykać się później z tym wszystkim co zostaje w głowie? Może właśnie mniejszym złem jest wtedy odejście... Wiesz, na pewno ciężko uznać, że coś jest nie tak, wziąć na siebie odpowiedzialność i zdecydować np. o odejściu. Pustka... i jakieś chorobliwe przekonanie, że 'jeśli się bardziej postaram, będzie OK, jeśli będę lepsza, mądrzejsza, bardziej czuła, zacznie nam się układać i będziemy szczęśliwi"- przekonanie mojej mamy a widzę, że i moje w jakiś sposób, chociaż dopiero to sobie uświadomiłam.
Cytuj:
W moim domu nie można było wyrażać swoich emocji - być smutnym czy radosnym, matka się wściekała bez względu na to czy ja byłam smutna czy wesoła. To dla mnie było tak hamujące jeśli chodzi o wyrażenie swoich emocji, że do dzisiaj gdzieś mi to pozostało. Nie rozumiała ani okoliczności które spowodowały że mam taki a nie inny nastrój ani samego charakteru tych emocji . Myślę że wiele kobiet kochających za bardzo tak ma, że czasami nie rozpoznają emocji u innych, a przede wszystkim u siebie i wiele spraw analizują na tym płytszym poziomie, boją sie wejść głębiej, bo może czegoś się dowiedzą o sobie. Zmiana to chyba wróg numer jeden u takich kobiet. Zanim ktokolwiek przekona się że to przyjaciel musi minąć trochę czasu.


Piszesz o tym, co często jest określane jako typowe dla DDA. Niektórzy piszą, że pisanie o syndromie DDa to uproszczenie, że takie szufladkowanie siebie z etykietką nie pomaga, a wręcz szkodzi- ja jednak uważam, że wszystko zależy od tego, co weźmiesz z tego, że tak to ujmiesz. I jak do tego podejdziesz- jeśli to będzie tylko rozpamiętywanie przeszłości i analizowanie- (co sama przez dłuższy czas robiłam) myślę, że nie bardzo Ci to pomoże pójść do przodu. Raczej: było źle, ale to teraz chcę sobie radzić lepiej, co chcę osiągnąć w przyszłości?Mi kiedyś to dało choćby i tyle, że poczułam, że mam podobne problemy jak inni, że nie jestem z tym sama, a skoro inni sobie z tym radzą, pracują nad tym, ja też mogę... Ludzie, którzy znali mnie kilka lat temu, czasem są zaskoczeni zmianami, jakie we mnie zaszły- zmianami na lepsze. A na początku nawet nie wierzyłam, że można się zmienić, lepiej sobie radzić, ani też- skąd wynika to, że mam takie a nie inne problemy... Emocje były dla mnie bardzo długo zagadką, tak cudze jak własne. Dochodziło nawet do tego, że moja twarz prawie nie wyrażała emocji i uczuć... Teraz jest zupełnie inaczej.

:)

_________________
"Nieważne, co nadchodzi,
Chcesz tego, czy nie,
Nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień,
I właśnie o to chodzi,
O to chodzi, wiem."


piątek, 19 lis 2010, 14:56
Zobacz profil

Dołączył(a): sobota, 13 lis 2010, 14:20
Posty: 73
Post Re: Kobiety,które kochają za bardzo
Gosiu!
Twoje klimaty też są mi bardzo znane.
Kiedy miałam 27 lat pewien terapeuta zadał mi pytanie - czego ode mnie oczekujesz.
Miałam tak wycięte emocje, uczucia że nie byłam w stanie zrozumieć pytania a tym bardziej udzielić odpowiedzi.
pytanie 'PO CO to robisz - okazało się traumą, po której zaprzestałam terapii.
No i oczywiście przychodziłam do domu i grzecznie opowiadałam mamusi co na terapii i szłam na kolejna rozprawę o alimenty.
Ponieważ w moim domu uczucia były nieznane, reakcje tępione (wyśmiewane) a jedyną formą relacji małżeńskich moich rodziców były awantury, płacze mojej matki, krzyki bicie i ordynarny seks - i ze względu na inne okoliczności - zamknęłam się w świecie książek, alkoholu, leków i fantazji.
Byłam tak otępiała, ze będąc sama w ciąży - byłam zdolna tylko czuć się winną.
Bo - to takie straszne - jak mogłam to zrobić mojej mamie - taki skandal, taki wstyd w rodzinie.
Mając 41 lat odkrywam uczucia.
Oczywiście że lepiej się rozstać i być przyjacielem niż na siłę ratować latami fikcje związku którego nie ma.
Potrzebuję więcej czasu by zaufać.

Pozdrawiam :bye:
Magda


piątek, 19 lis 2010, 22:14
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Dział zablokowany Ten temat jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 8 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL