Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest czwartek, 19 lip 2018, 01:55



Dział zablokowany Ten temat jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
ostatni raz 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 19:47
Posty: 125
Post ostatni raz
Witaj :)
Zajęło mi lekko jakieś 19 lat dojście do momentu, kiedy postanowiłam wyjść z piekła.
Trochę dużo jak na jedno, krótkie życie.
Może zawarzyło to, że syn olał mnie ciepłym strumieniem moczu? A może to,że dzień po dniu miałam mniej ochoty do życia,a mój organizm odmówił mi już sprawowania prostych funkcji? A może to, że spotkałam kogoś, kto wydał mi się wystarczającym powodem, aby żyć dalej???
Piekło ma to do siebie, że nie widzi się z niego żadnego wyjścia i to jego największe przekleństwo.
Zdecydowałam,że moje doświadczenia mogą chociażby zaoszczędzić komuś kilku, nie daj Boże kilkunastu straconych lat życia wiary, że on się zmieni i że to był na pewno ostatni raz...
Będzie też kolejny i następny...
A przecież życie jest takie krótkie...

Sylwester Bonnard


niedziela, 25 paź 2009, 11:50
Zobacz profil
Post Re: ostatni raz
Dzięki Magdo,

Myślę, że największą pułapką jaką sobie gotujemy, to łudzenie się, że stanie się coś lub przyjdzie ktoś, kto to zmieni, ja często myślałam, że gdybym miała starszego brata, to on na pewno by na to nie pozwolił.Z drugiej strony powstrzymywał mnie fakt,że ja przecież chcę być w porządku i nie oddam mu pieknym za nadobne i byłam w porządku, w stosunku do niego, ale nigdy wobec siebie i moich synów, których wtedy wydawało mi się chronię jak umiem. Gówno prawda, jeszcze bardziej pokręciłam im ich własne dzieciństwo, ale może jeszcze coś zdołam odkręcić.To zresztą wielka moja nadzieja, ze pomogę im i komu się tylko da, aby nie liczył na cud.Tylko walczył o to co w życiu naprawdę ważne, a nie o to co pomyślą i powiedza inni. Ja przez wiele lat ukrywałam to, bo się tego wstydziłam.Myślałam, że to ze mną musi być coś nie tak, jeśli własny mąż mnie bije.
Ostatnio opowiadałam coś niecoś mojej koleżance z pracy, jest śliczną, młodą dziewczyną, która bez skutku szuka zyciowego partnera. Zapytałam ją, czy wie jakie to uczucie, dostać z piąchy w twarz od mężczyzny, który wygląda jakby przyszedł na świat, aby chronić bezbronnych i słabych.
Ku mojemu zaskoczeniu, odpowiedziała, że tak wie, gdyż nie raz dostała od swoich partnerów.
To tylko czubek góry lodowej i o tym lepiej nie mówić. Tak to działa. Ciii, cicho, jak się o tym nie mówi to tego nie ma ..... JEST I TO W WIELKIM NIEWYOBRAŻALNYM WRĘCZ STOPNIU!!!!!
Sylwester Bonnard


niedziela, 25 paź 2009, 13:14

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 22:13
Posty: 72
Post Re: ostatni raz
Witaj,
uważam podobnie. Wielokrotnie dostałam z piąchy w twarz. Byłam totalnie ograniczona przez swojego ex. Dobrze, że podjęłaś ten temat! Powolutku zaciskał mi pętlę na szyji, aby ograniczyć moją indywidualność i moje "ja". Tak to zdarza się w przypadku, gdy trafi się, na kogoś od kogo oczekuje się "wrażenie bezgranicznego" i "niewytłumaczalnego poczucia bezpieczeństwa", "ciepła i wewnętrznego spokoju" O tak, "poczucie szczęścia i czarodziejska radość życia" - tego brakowało w moim związku. W zamian za miłość, oddanie i troskę, otrzymałam same ciosy, których się wogóle nie spodziewałam. O tak, dziś wiem że chcąc stworzyć cudowną rodzinę, opartą na wzajemnym zrozumieniu i poszanowaniu, z człowiekiem którego wtedy kochałam, wybrałam sobie kata, który mnie gnoił i gnębił przez 3 lata małżeństwa. Dziś wiem, że poczucie winy i braku własnej indywidualności, kształtowała we mnie już moja matka, powtarzając, że nie mam własnego zdania, że moje zdanie się nie liczy i wyżywając się częściowo na mnie za swoje niepowodzenia, co ostatnio sama oznajmiła i po raz pierwszy powiedziała: "Za mało czasu poświęcałam na rozmowy z własnymi dziećmi, kiedyś wyładowując swą złość wzięłam kabla i Cię zbiłam ZA NIC. Tak po prostu. Nigdy nie przenoś własnej złości na własne dzieci". Miała mokre oczy. Nie nauczyła mnie, jak żyć szczęśliwie, nie nauczyła zdrowego myślenia, nie nauczyła mnie jak postępować w przypadku, kiedy człowiek staje się z dnia na dzień ofiarą przemocy. Miałam znajomą, która wraz z wkroczeniem w związek małżeński, stała się z dnia na dzień ofiarą przemocy. Wyprowadziłam ją z tego związku. Dziś dziewczyna wie, że żyje naprawdę szczęśliwie i w poczuciu bezpieczeństwa własnego i bezpieczeństwa własnych dwóch córeczek. Myslę, że z każdej sytuacji jest wyjście. Uważam, że ten problem nie jest problemem jednej czy dwóch czy kilku kobiet. Jest problemem wielu pokoleń kobiet. "wiązał jej ręce lub bił do nieprzytomności.
Wiedział, że jest zbyt dumna, aby powiedzieć o tym komukolwiek." - uważam, że było inaczej. Moim zdaniem, całkowicie zmanipulowana bała się, że ludzie nie zrozumieją tego co się dzieje i że to ona właśnie stanie się tutaj sprawcą. Negatywne źródło wszelkich tego typu "niezrozumiałych" dla innych zachowań ukształtowane zostaje również w dzieciństwie. Niskie poczucie własnej wartości..
Myślę, że na ten temat jeszcze wiele mam do powiedzenia..


niedziela, 25 paź 2009, 13:48
Zobacz profil
Post Re: ostatni raz
Moja Kochana Mama...
Myślę, że sama wiele złego jej zrobiłam.
Wychowywałam się w rodzinie wielopokoleniowej, gdzie wszystko było wspólne. Wspólne mieszkanie, wspólne zdanie, zespołowa indywidualność-czyli żadna.
Będąc jej ofiarą, w pewnym momencie zaczęłam jej oddawać.
Sama manipulowana, bita przez mojego ojca i niejednokrotnie odrzucana przez własną matkę nauczyła mnie, że jestem niewiele warta i moje zdanie się nie liczy. Najlepiej, żeby mnie nie było - bo przecież wszystkie kłótnie w rodzinie powodowane były przez niegrzeczne i nieposłuszne dzieci.
A co to znaczy być posłusznym i grzecznym dzieckiem?
Słuchać mamusi.
Kochać mamusię ponad wszystko.
Skończyć studia.
Znaleźć dobrą pracę.
Wyjść za mąż.
Urodzić mamusi cudowne wnuki.
Ładnie się uśmiechać do wszystkich, nieważne, ile to kosztuje.
Dostosować się za wszelką cenę.
Poświęcać się ponad ludzkie możliwości.
Nie mieć własnego zdania.
Czego mnie to nauczyło?
W pewnym momencie nauczyłam się wyręczać moją matkę (i resztę w rodziny) w karaniu się.
Po mistrzowsku potrafiłam w każdej sytuacji wybrać tą jedyną, najgorszą z możliwych dróg.
Jak mamusia zaczęłam pić, jak tatuś - wpadłam w depresję, przez kilka lat walczyłam o życie, za mąż nie wyszłam, faceta sobie nie znalazłam - bo każdy facet to świnia, natomiast - tylko wybrałam sobie faceta, który mnie wykopał w ciąży (zresztą, robił to pod byle pretekstem wiele razy), a w końcu znalazłam rozwiązanie - po śmierci mamusi zajęłam jej miejsce przy tatusiu no i - zaczęłam robić co ona.
Brat...
Z początku mi pomagał. Później zaczął postępować jak tatuś.
Ojciec naszego syna stwierdził, że skoro jest tak źle w moim domu to chętnie pomoże i zajmie się synem (do 11 roku życia w ogóle nie miał z nim kontaktu, teraz - raz na 3 miesiące, jak mu przypomnę, że ma dziecko).
Myślę, ze gdyby nie terapia u Andrzeja i kontakt Wami i ludźmi w podobnej sytuacji, by już mnie nie było. Myślę, że wiele mam do zrobienia ze swoim życiem i wiele jest do zrobienia dla innych w podobnej sytuacji i trzeba głośno o takich naszych sprawach mówić. Dla siebie, naszych dzieci i innych ludzi w podobnej sytuacji.
Co dziś?
Myślę, że gdy wyjdzie się z kręgu przemocy, wiele spraw dużych i małych w życiu jest już możliwych do osiągnięcia.
Nie znam Was osobiście, ale się cieszę, że jesteście.

Buziaczki :D


niedziela, 25 paź 2009, 16:16

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 22:13
Posty: 72
Post Re: ostatni raz
Moja kochana mama,
na szczęście dzisiaj już zrozumiała, że wiele sytuacji jest od niej niezależnych i na wiele sytuacji mojego życia nie ma wpływu. Uświadomiła sobie, że naciskając na wiele aspektów mojego życia, robiła mi krzywdę, co mogło być starszliwe w skutkach. Myślę, że moja depresja, w jaką wpadłam jakiś czas temu, a z której wyciągnął mnie Andrzej, nie tylko mnie uświadomiła, co tak naprawdę jest ważne w życiu, lecz również uświadomiła moją matkę (tego dnia, gdy przyjechała i uświadomiła sobie w jakim ja znajduję się stanie). Najprawdopodobniej straciła część tej swojej "ślepoty", jaka prowadziła ją przez całe życie, prawdopodobnie odziedziczona w spadku po ŚP mojej babci, a jej matki. :(

Nie chcę być taka, jak moja matka. Chcę, żeby moja rodzina była cudowna, niezwykła, dlatego też nauczyłam się zdrowych przekonań, by nie powielać przekonań mojej matki. :mrgreen:

I w mojej rodzinie rozwijała się patologia...alkoholizm, który wciągnął mojego ojca, burzył szczęście w naszym rodzinnym domu. Awantury, urządzane przez moją matkę wcale nie uszczęśliwiały nam dzieciństwa, wręcz wnosiły traumę, która się utrwalała latami. :(

Będąc w wieku 19 lat, próbowałam się dwukrotnie struć tabletkami. Czułam się paskudnie. Wymiotowałam. Lecz i to się po drugiej próbie zakończyło, kiedy stwierdziłam, że to nie ma sensu. Żadne to lekarstwo na moją samotność i na obojętność najbliższych. Ambitni rodzice, którzy wszystko co potrafili, to wymagać więcej, więcej i więcej, nawet ponad moje siły, ponad to, ile ja w stanie byłam z siebie dać. A następnie - kiedy nie zaspokoiłam ich ambicji, wymagań, oczekiwań - kazania parogodzinne. Zanim wyszłam za mąż, nigdy nie usłyszałam słów "kocham Cię córeczko", "jestem z Ciebie dumny /-a". Zamiast miłości dostawałam kary. Kiedy kończyłam podstawówkę za swoją prośbę o szacunek, dostałam od matki w twarz. A następnie wykład "TY NIE MASZ SWOJEGO ZDANIA!" Zazdrościłam dzieciom, które nie były najlepsze, tylko były szczęśliwe :(

Będąc na studiach na drugim roku, na wynajętym mieszkaniu, próbowałam pierwszego dnia się spić do nieprzytomności! Udało mi się! :cry: ....ale mi się nie spodobało, urwał mi się film, a kiedy się ocknęłam, wymiotowałam do białego rana.. :|
Od tamtej pory mam wstręt do alkoholu... symbolicznie owszem przy jakiejś szczególnej okazji, ale alkohol mnie nie wciągnął w swoje sidła <radocha> Na szczęście dla mnie :)

Dzisiaj, patrząc wstecz widzę, jak pięknie ukształtowano mi psychikę mojego chorego myślenia, kiedy jeszcze byłam dzieckiem.. a mój EX skorzystał z tego, jak najlepiej umiał!! Moje modlitwy zostały wysłuchane, dostałam "potwora", który niszczył moją psychikę każdego dnia.. :shock:

Dziś cieszę się, że jestem tutaj wśród Was i piszę te słowa.
Cieszę się, kiedy mogę powiedzieć JESTEM NIENORMALNIE SZCZEŚLIWA i DOBRZE MI Z TYM :mrgreen:
Bez Andrzeja to moje marzenie o cudownym życiu ległoby w gruzach.
Z pomocą Andrzeja stało się realne i namacalne. Dzisiaj to nie jest MARZENIE, lecz moja cudowna RZECZYWISTOŚĆ!!!
Pozdrawiam gorrąco i buziaki!!!


niedziela, 25 paź 2009, 17:06
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 19:47
Posty: 125
Post Re: ostatni raz
Dobrze,że jesteś taka szczęśliwa i że dzielisz się tym z innymi:)
Nie wiem jeszcze co przede mną, ale wierzę, że wszystko może być lepsze od takiego życia.
Przemoc fizyczna, myślę jednak,że takie rany jakie wyrządza przemoc psychiczna i strach, to są dopiero demony prawdziwe.Podstępne i niewidoczne, a Ciebie coraz mniej z każdym dniem.
Nie wiem ile nas jest, ale chyba dużooooooooooooo.
I jeśli się z tego wychodzi, to już COŚ.


niedziela, 25 paź 2009, 21:10
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 22:13
Posty: 72
Post Re: ostatni raz
Wychodzi się z tego, naturalnie że tak.Wiem, bo sama to zrobiłam. Odcięłam te linkę i wystąpiłam o rozwód..

Co nas najgorzej ogranicza??
- to co ludzie powiedzą bądź pomyślą
- to co nasza rodzina na ten temat powie
- to czy nie skrzywdzimy innych bliskich nam osób
- to czy uzyskamy pomoc czy nas wyśmieją
i na końcu ograniczamy siebie sami poprzez:
- lęk, obawy związane z przyszłością
- codzienne tłumaczenie sobie że może tak miało być
- i ta chora nadzieja, że coś się zmieni

"Kat" zmienia się, ale jeszcze nie spotkałam nikogo, kto by powiedział, że na lepsze, zawsze idzie to lawinowo w dół. Zawsze sprawca zmienia się, tyle że na gorsze!! :idea:
Puste obietnice, przeprosiny, zapewnienia takiego człowieka nie mają żadnej wartości dla mnie.

Chcę by każda kobieta obudziła się..
Za każdym razem będzie coraz gorzej!!! I jeszcze gorzej! I jeszcze jeszcze gorzej!
To się może latami powtarzać cyklicznie, ale nie skończy się nigdy, dopóki to Wy nie podejmiecie decyzji!
Dopóki nie powiecie stanowczo: Dosyć! To koniec! :!:


niedziela, 25 paź 2009, 21:26
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 22:13
Posty: 72
Post Re: ostatni raz
I jest nas niewyobrażalnie DUUUUUUUUUUUŻO!!!! :(

Ale ten lęk i nieświadomość, zastraszenie, i wmawianie nam codziennie przez naszego "kata"
wbija nas w totalne DNO i zamyka usta.. :cry:
Ale czy tak powinno być, czy musi?? NONSENS :!:
Nic nie musi być tak, NIC NIE MUSI, nie żyjmy w schematach! :idea:

Naprawdę MOŻNA INACZEJ :D


niedziela, 25 paź 2009, 21:33
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 19:47
Posty: 125
Post Re: ostatni raz
Sprawdzę to :)
Bo się przebudziłam, ale nie po trzech a po 19 latach.
Buźka Angel


niedziela, 25 paź 2009, 22:11
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 22:13
Posty: 72
Post Re: ostatni raz
;) buźka! :mrgreen:


niedziela, 25 paź 2009, 23:52
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Dział zablokowany Ten temat jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL