Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest środa, 5 sie 2020, 03:30



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11 ... 17  Następna strona
Cudowny (?) związek po latach 
Autor Wiadomość
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Może on potrzebuje więcej czasu na to aby innych zobaczyć w lepszym świetle. W końcu długo uczył się narzekania i krytykowania ludzi:))))
U mnie mój mąż też ma co jakiś czas swoje dołki lub dziwne podejście do ludzi- jakby inni tylko czekali na jego porażkę, łatwiej mu widzieć wady niż zalety.
Za każdym razem rozmawiam z nim, pokazuję swój punkt widzenia, a jak nie trafia to co mówię....działam nieco inaczej....
Czasem poprzez rozśmieszanie go parodiowaniem tego co mówi i przejaskrawianiem "problemów" oraz tworzeniem małych historyjek( wyolbrzymiających wszystko humorystycznie) dotyczących jego przekonań... Na koniec, po "przedstawieniu" , przechodzę na normalny ton głosu i jeszcze raz pokazuję dany problem w pozytywnym świetle.....

Czasem, gdy stan w jaki się wprowadzi jest mocno negatywny zamieniam się w "ochrzaniacza"
Wykładam kawę na ławę - przedstawiam mocne argumenty i dowody obalające jego przekonania. Zaznaczając jednocześnie, że przeciez on wi lepiej i ma rację twierdząc np "że jest nieszanowany przez pracownicę...."
Długo by opowiadać.... jak znajde chwilke opiszę ci którąś z sytuacji dokładniej:)))
Lecę na sklep- buziaki:)))


środa, 12 maja 2010, 18:48

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
NIKOLA2006 napisał(a):
działam nieco inaczej....
Czasem poprzez rozśmieszanie go parodiowaniem tego co mówi i przejaskrawianiem "problemów" oraz tworzeniem małych historyjek( wyolbrzymiających wszystko humorystycznie) dotyczących jego przekonań... Na koniec, po "przedstawieniu" , przechodzę na normalny ton głosu i jeszcze raz pokazuję dany problem w pozytywnym świetle.....

Tu potrzebne jest choćby szczątkowe poczucie humoru po obu stronach :sciana:
Czasami pozostaje mi tylko rezygnacja :placz:


czwartek, 13 maja 2010, 06:34
Zobacz profil
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Czy rzeczywiście pozostaje tylko rezygnacja?;>
A inne sposoby? Jak nie ta droga to inna:) rezygnacja jest najprostszym wyjściem:))) Nie zaszkodzi poszukać innego sposobu:)))

Co jak co ale poczucie humoru masz babo jedna:))))
Czy zrobiłaś kiedyś coś podobnego co opisałam? :)))



Mocno ściskam-Ola


czwartek, 13 maja 2010, 22:03

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Poczucie humoru mam :D
Próbowałam przeróżnych rzeczy :sciana:
Rezygnacja u mnie trwa tak długo, aż nie wymyślę czegoś nowego :P Czasami mi po prostu żal, że tylko ja "odkryłam" drogę do szczęścia, a mój facet jest na to ślepy i głuchy :sciana: Boli mnie, kiedy widzę, jak się niepotrzebnie denerwuje i męczy, a można inaczej.
Ale on też w jakiś sposób "zrezygnował"-w końcu zaakceptował, że mam własne zdanie i robię wiele rzeczy po swojemu, wcale się z tym nie kryjąc.
Kropla drąży skałę... to i ja podrążę jeszcze trochę :D


piątek, 14 maja 2010, 07:18
Zobacz profil
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
:))) Pomęczę Cię trochę:))))

Na ile próbowałaś a na ile robiłaś inne rzeczy? hehe
Rezygnacja trwa u ciebie tak długo aż nie wymyślisz czegoś nowego.... Gdybym była na twoim miejscu wywaliłabym rezygnację zastępując ją ciekawością,szukaniem tego nowego i optymizmem. Zapewne robisz podobnie , tyle że dorzucasz niepotrzebną rezygnację:)))))

Hmm piszesz, że Ci żal...... A jakby spojrzeć na to inaczej?
Oki Ty już droge znalazłaś.... super.... on jeszcze nie i miota się w pewnych schematach czy sam sobie utrudnia życie tworząc dziwne i negatywne emocje....
Czy więc czas na żal ,że on jest na innym etapie? Czy potrzeba Ci żałować, że on robi coś niepotrzebnie? Może akurat teraz mu tego trzeba- nieważne..... Ważne, że Ty wiesz, że można inaczej i każdego dnia przekazujesz ową wiedzę, przekazuj ją dalej, testuj sposoby które pozwolą Ci dotrzeć lepiej do niego:)))) Zrób z tego przygodę, zabawę.....
On dojdzie do tego co Ty( a może do czegoś podobnego a zmodyfikowanego wg jego potrzeb)w swoim czasie i tempie. Rób swoje i przekazuj wiedzę- w końcu zakiełkuje:)))))))
Mocno kibicuję:)))) buziaki- Ola


piątek, 14 maja 2010, 22:43

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
:D Z tym negatywnym nastawieniem do życia jest chyba tak jak z alkoholizmem- alkoholik zaczyna się leczyć, gdy sięgnie dna i pozostaje już tylko albo zginąć całkowicie, albo wszystko zmienić i odbić się. Ja miałam tak dość wszystkich "nieszczęść", że postanowiłam się "odbić" i mi się udało. Wcale nie bylo łatwo i nadal się mocno pilnuję, by nie sięgnąć "po kieliszek" :heat: , ale czuję się super. Tyle tylko, że z domu wyniosłam jednak oczekiwanie szczęścia i sympatię dla ludzi. Mój mąż wyposażony został w podejrzliwość i niechęć do innych oraz poczucie, że życie to nieustanna walka o przetrwanie. I "na starość" te cechy się wyostrzają, bo wiadomo, że po drodze napotyka się na dowody, że jest, jak myślimy.
Co robię? Skupiam sie na pozytywach, staram się pominąć to, co mnie wkurza, robić, co uważam za dobre i fajne i pokazywać, jak można czuć się happy małym kosztem. Co z tego wyniknie? Może tracę czas? A może znowu będzie "po mojemu" z korzyścią dla obojga? Biorąc pod uwagę fakt, że mąż po pracy jak najszybciej stara się znaleźć w domu, a w dni wolne nie odstępuje mnie na krok, chyba mu moje towarzystwo nie ciąży :D A ja już nie pozwalam wygłaszać ciągłych pretensji, tylko pytam: Co chcesz robić? Co sprawi ci frajdę? Co ci da, że się zdenerwujesz?


sobota, 15 maja 2010, 06:39
Zobacz profil
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Wiesz co kochana , z wymiany info na forum oraz mailowej stwierdzam, że moja zaginiona bliźniaczka jesteś hihihihi:)))) Nawet męża podobnego w zachowaniu masz:P
Dobrze będzie:)))) Cierpliwości potrzeba i uporu:))))


sobota, 15 maja 2010, 22:53

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Czytałam niedawno interesującą książkę o trzech pokoleniach kobiet. Kiedy myślę teraz o moim mężu, mam przed oczyma wypowiedź jednej z bohaterek: "Nienawidzę w moim mężu cech, które wcześniej znienawidziłam u mojej teściowej". Nie muszę chyba dodawać, że teściowa nie odegrała w życiu tamtej postaci pozytywnej roli?
Otóż mam, niestety, podobnie. I to jest chyba największe wyzwanie - wygrać w końcu z teściową, tą rzeczywistą i tą w moim mężu. Tak w prostym przekładzie: miłość kontra geny.
Nie będę spekulować na temat wyniku. Na razie płynę z prądem, niczego nie przyspieszam. Dopiero niedawno w całej pełni uświadomiłam sobie niektóre rzeczy, to, co dla mnie ważne, co cieszy, a co szczególnie mocno boli. Stąpam po polu minowym.


niedziela, 16 maja 2010, 07:35
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 1 lis 2009, 18:58
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
NIKOLA2006 napisał(a):
Oki Ty już droge znalazłaś.... super.... on jeszcze nie i miota się w pewnych schematach czy sam sobie utrudnia życie tworząc dziwne i negatywne emocje....
Czy więc czas na żal ,że on jest na innym etapie? Czy potrzeba Ci żałować, że on robi coś niepotrzebnie? Może akurat teraz mu tego trzeba- nieważne..... Ważne, że Ty wiesz, że można inaczej i każdego dnia przekazujesz ową wiedzę, przekazuj ją dalej, testuj sposoby które pozwolą Ci dotrzeć lepiej do niego:)))) Zrób z tego przygodę, zabawę.....
On dojdzie do tego co Ty( a może do czegoś podobnego a zmodyfikowanego wg jego potrzeb)w swoim czasie i tempie. Rób swoje i przekazuj wiedzę- w końcu zakiełkuje:)))))))
Mocno kibicuję:)))) buziaki- Ola


Poruszyło mnie to, co napisałaś, bo bardzo podobnie mam u siebie w związku. Teraz po raz pierwszy pomyślałam, że usiłowałam dać mojemu chłopakowi drogę na skróty, albo moją własną mapę, tylko, że nie pomyślałam, że dla niego większą wartość będzie miało stworzenie własnej...
Nawet wczoraj tłumaczyłam mu, że bez sensu sobie dowala, że nie pomyślał... (chodziło o to, że nie pomyślał, że dla jego siostry ważniejsze będzie, że po prostu jest z nią w trudnych chwilach, zadzwoni, pogada, niż że milczy nawet jeśli się zamartwia). Dopiero po tym, co napisałaś zaczęłam myśleć, że może właśnie jemu jest potrzebne to podowalanie sobie i jak sobie uświadomi sam, że to nic nie daje... I tak zdaję sobie sprawę że wiele zrozumiał i zmienił odkąd jesteśmy razem- niektóre schematy, utrudnianie sobie życia na różne dziwne sposoby... wiem, że szuka, że mailuje z Andrzejem...

Czasem tylko się zastanawiam, jak mogę się przestać wkurzać, że on ciągle czegoś jeszcze nie odkrył, że mówię mu o czymś co dla mnie jest od jakiegoś czasu oczywiste... (no właśnie, od jakiegoś czasu- sama jeszcze niedawno różnych rzeczy nie wiedziałam a teraz się złoszczę że on JESZCZE nie wie:P) I zaczynam myśleć, że naprawdę "niepoganianie" go w tych poszukiwaniach jest dla mnie niezłym wyzwaniem, ale przecież mi na nim zależy...

Dzięki :rose:

Pozdrawiam cieplutko :happy:

_________________
"Nieważne, co nadchodzi,
Chcesz tego, czy nie,
Nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień,
I właśnie o to chodzi,
O to chodzi, wiem."


niedziela, 16 maja 2010, 11:09
Zobacz profil
Post Re: Cudowny (?) związek po latach
Cieszę się, że mogę pomóc:))

Jakiś czas temu do tego doszłam szukając sposobu w jaki nakierować męża szybciej na inne myślenie.Tyle , że szybciej nie znaczy dobrze....
Ostatnio miałam ciekawą sytuację, gdzie dopadł małża dołek z powodu błahej wypowiedzi pracownicy... w błyskawicznym tempie zaczął się nakręcać, dowalać sobie, szukać wszystkich wydarzeń negatywnych z ostatnich tygodni.... na koniec doszedł do wniosku, że w ogóle nie nadaje się do niczego, że jest nikim i bla bla bla.
Pięknie wyszukał rzeczy na potwierdzenie swoich wniosków..... powyciągał i zniekształcił masę sytuacji z przeszłości......i z upodobaniem taplał się w błotku jakie zrobił.....
Porozmawialiśmy wtedy dość długo.... krok po kroku obalałam jego" dowody" pokazując dane sytuacje z mojego punktu widzenia..... Teoretycznie poskutkowało ale to jeszcze nie było to.
On sam nie chciał tak szybko z tego wyjść....
Zastosowałam inny sposób..... mówię do niego.... podaj mi 10 przykładów dobrej roboty jaką zrobiłeś dla sklepu.... nieeee on nic dobrego nie zrobił, w niczym nie pomógł.....
Więc na głos sama zaczęłam podawać owe przykłady( a wierzcie mi zrobił masę dobrego)
Z początku marudził abym przestała, więc mu odpowiedziałam, że tylko sobie wymieniam wszystkie pozytywy które ostatnio pomogły zwiększyć utargi i usprawniły działanie sklepu.
Przy 21 zaczął się uśmiechać, a przy 26 stwierdził rozpogodzony, że koniec gadania, czas wziąć się do pracy:)))
Po tej sytuacji osiadłam na laurach zadowolona, że już jest super... a gdy podobna sytuacja powtórzyła się po 3 dniach szczęka mi opadła.....
I zaczęłam się zastanawiać po co mu to wszystko... po co sobie dowala....przecież jest inteligentnym facetem.... wie że to nie ma sensu... zna sposoby na wywalenie sobie tego z głowy w szybki sposób chociażby metodą Katie Byron.....
Nie doszłam do tego po co mu to ale stwierdziłam, że zdecydowanie za bardzo ja naciskam aby myślał inaczej, za szybko oczekuję zmian( zmian juz dużo zaszło a ja wciąz chcę szybciej)
Znowu zrobiłam to co kiedyś...chcąc dać mu swoje metody i sposoby na radzenie sobie np z negatywnymi myślami,,,,i o ile z dawaniem owych metod to nie jest źle..... to oczekiwanie, że moje metody są dobre i dla niego , to już nieco nietrafione:)))) Bo po pierwsze zrobiłam sobie pewne oczekiwania a po drugie to co dobre dla mnie nie musi byc dobre dla niego, prawda? ( dzięki Andrzej za te słowa, często mi się przypominają)
Tym razem pozostawiłam go bez własnej ingerencji w to co sobie wrzuca do głowy.... powiedziałam jedynie , że wierzę w niego i jak skończy się dołować, zapraszam na kawkę na zapleczu.
Nie było go jakis czas.... ale jak wrócił miał super humor. Powiedział że sama sobie poradził z głupimi myślami:)))
Przy kolejnym razie na samym początku powiedział, że mu głupie myślenie wchodzi do głowy i aby mu dac chwilkę spokoju a da radę:)))))
I najwidoczniej tak ma być..... może u niego te dołki działają inaczej niż u mnie....
Wniosek- dać mu czas i luz- nie podciągać pod siebie i swoje myślenie:)))) W końcu jesteśmy różni i potrzebujemy różnych rzeczy:))))
Najważniejsze, że małż chce nad sobą pracować:))))

Pozdrawiam- Ola


niedziela, 16 maja 2010, 17:51
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 163 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11 ... 17  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL