Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest piątek, 6 gru 2019, 18:42



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
próba 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): poniedziałek, 27 gru 2010, 12:27
Posty: 174
Post Re: próba
Nie na temat, ale bardzo chciało mi się śmiać jak przeczytałam wpis Vero na temat zmywania. Mam mój przykład nierozwiązywalnego problemu domowego: czy sól powinna być w zamkniętym słoiku, bo wtedy się nie wysypie, czy w otwartym pojemniczku, bo wtedy gotując można posolić jedną ręką :)


niedziela, 12 sie 2012, 16:23
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 15 maja 2012, 18:00
Posty: 19
Post Re: próba
hej, mam słoiczek bez przykrywki bo raz jestem praktyczna i może jest mniej składnie ale mam na wyciągnięcie ręki to czego potrzebuję w danej chwili, ale kuchnia i ceregiele porządkowo kuchenne mam opracowane , bo mąż ocenił te prace jednym zdaniem, że nie jest jego ambicją sprzątanie i nie widzi ani w tym sensu i nie ma opcji żeby coś się w tym temacie zmieniło, na moją propozycję zmywarki stwierdził że zupełnie zbędny rupieć, że jest nas tylko trójka w domu, że zużywa więcej wody, że koszty utrzymania sa większe, że nie ma miejsca i tak dalej, a poza tym on nie gotuje więc nie zmywa!!!on nie gotuję ale ja gotuję :jupi: , ale jak juz mówiłam krzysiek to alfa i omega siebie samego ale jak myślicie że moj mąż pracuje w pocie czoła kiedy ja się spełniam np.sprzątając to on siedzi na komputerze i przerabia zdjęcie, robi jakies dziwne porównania i dobiera programy żeby dana czerwień rzeczywista miała ten sam kolor czernieni na zdjęciu, robi panorany danego miejsca gdzie byliśmy, co onzacza zrobienie "tysiąca zdjęć"i połączenia ich , potrafi cztery dni sprzędzić w sklepie na poszukiwanie spraya do pontica na jakąś tam ryskę , gdzie szafa na rózne gracioły domowe, typy wiaderka suszarka, rzeczy letnie czy ogrodowe, jest znędna;-) więc przekładam je zmiejsca na miejsce a on jest zdziwony że ciąglę porządkuję.ba wręcz ma pretensję że po porządkach on się nie odnajduje i tj moja wina że coś się zagubiło, przy czym dadam że jego rzeczy nie ruszam, choć o szału mnie ddoprowadzają kabelki układy scalone cyna śrubeczki ładowarki na każdym kroku gdzie się obrócę :sciana: ale tu złapałam dystans i strwierdziam że nie takie przyziemne sprawy nie zasłonią mi związku............jak jeszcze młoda byłam, bo z czasem powiem wam że te przyziemne sprawy te najbardziej błahe doprowadzają do rozłamu uczuć.............


niedziela, 19 sie 2012, 15:30
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 15 maja 2012, 18:00
Posty: 19
Post Re: próba
wracając do pytania o różnice naszych celów....................poprzedni post nie miał na celu ironi czy złośliwości, to prosty opis naszego dnia,
cel krzyśka jest prosty ma być łatwo i przyjemnie,przykład - odwiozłam córeczkę w last czwartek i wczoraj przy śniadaniu stwierdzam do krzyśka że wydaje mi się że wieki minęły od tego czasu, a trzeba dodać że od czwartku troję się i dwoje żeby oporządzić mieszkanko po lecie , i siedmioletniem dziecku, ci co mają dzieci wiedzą o czym mówię, jest mega masakra, jest dziś niedziela a ja mam połowę domu ogarniętą ;-).na co mój krzyskiek zdziwony : "tak dłuży ci się ? nie zauważyłem, że jej nie ma", wydaję mi się że chciał powiedzieć że nie myśli o tym czy ona jest czy jej nie ma, ale nie chcę go tłumaczyć, w każdym razie ponieważ agi nie ma to super podgarnę to i owo na co krzysiek stwierdza że on idzie właśnie czyścić auto , lakiery i cała historia, a na dodatek ile razy rozmawiamy z kimś czy sami to on nigdy nie ma czasu na to co chce, więc pytam ale co ty robisz???skora ja zakupy ja gotuje ja sprzątam, to on:" ja się agą zajmuję", taaaaaaa zaraz po 18 jak przyjeżdża z pracy........zatem tak w podsumowaniu, krzysiek nie chciał mieć dzieci bo to problem, nas niby kocha, ale jak nas nie ma to też dobrze, dla niego szkoła dziecka nie jest ważna, dziecko powinno biegać po drzewach i szukać samo co chce robić, nauczyciel też jest nie ważny bo dziecko będzie chciało się uczyć albo nie i pani nie ma z tym nic wspólnego.......więc jak się słucha takich argumentów to mam go poprostu dość,
mój dzień wyglądałby : z rana śniadanko, jak trzeba to skoczyć do sklepu, bez narzekania że o 9 trzeba wstać, ja lubię wcześnie wstać, tj koło 7 nie jestem jakąś masohistką , potem każde w swoją stronę, coś dla siebie, pare dialogów, obiad, spacer czy wyczieczka, rozmowy, może sąsiad, czasem komuś trzeba pomóc , dać z siebie bez niczego wzamian...........krzysiek też pomożę ale woli jak nikt nie wścibia nosa, bo on radzi sobie sam,i tego wymaga od każdego , łacznie ze mną, na każdą propozycję jest ta sama odpowiedź, ja nie muszę , ja nie potrzebuję, on on on i dalej nie widzi że jesteś my, ale nocą bardzo chętnie podejmuje temat ciała i swoich potrzeb, krew mnie zalewa ale totalnie wbrew sobie leczę się z przeziębienia i patrzę na niego klatka po klatce w wielkim zwolnieniu, jednak całując go jest tylko ruch, jest żadzą jest namiętność ale rano się budzę i jest nadal to puste spojrzenie , jest żal że nic we mnie nie zmieniło się ............ a czy vero jest już Mamą???


niedziela, 19 sie 2012, 15:58
Zobacz profil

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: próba
Jeszcze jesteśmy spakowane. Ale torba też spakowana, bo ta chwila się zbliża. Przewiduję, że wytrwamy tak max 2 tygodnie jeszcze.

Seks - dochodzimy do sedna. Facet chce, kobieta ma dać. A że gra wstępna dla kobieta zaczyna się od przebudzenia, to facet takich rzeczy nie wie, nikt go nie nauczył i nie nauczy w ciągu jednej rozmowy. Rzadkie to egzemplarze, które się z tym rodzą.


niedziela, 19 sie 2012, 18:59
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 15 maja 2012, 18:00
Posty: 19
Post Re: próba
odrywając sie od mojego kaleczącego związku ciepło wspominam uczucie oczekiwania na chwile porodu;-) ponieważ krzysiek pracował do 18 to jw w domu byłam samai ciągle coś układałam prasowałam, nawet mebelków w pokoiku nie miałam ale to juz inna bajka w każdym razie oczekiwałam w zupełnym bezpieczeństiw że nic nie może się stać innego niż tysiące kobiet które rodzą.z rana pojechałam do szpitala, taksówka sie zepsóła i gość dzwonił po drugą, jak szczęśłiwie dotarłam do szpitala okazało ise że nic jeszcze się nie dzieje i mogę wracać do domu wrrrrrrr..autobus;-) w domu jeszcze pikłam kotlety bo na popołudniu miał podjechać siostra z rodzinką i je sz cz e zdążyłam przerzucić jakies urządzenia krzyśka trochę za ciężkie bo o 17 odeszły mi wody i to nie tak jak opisują w książkach szkalnka wody tylko jakl chlupło to sie lało chwile ;-) , zatem odłożyłam kotlety starłam podłogę wtoczyłam sie do wanny coby sie schłodzić i dzwonię do siostry coby się pośpieszyli ale oni z miasta my na nowohuckiej 17 godzina !!!czyli korki....ale jakie moja zupełna nieświadomość bo i skąd mogłam wiedzieć jak to będzie i mimo wszystko wiara i nadzieja że będzie dobrze.zanim siostra przyjechała i odwieli mnie z powrotem przez ten sam korek, bo rodziłąm na siemiradzkiego (oczywiście ze mnie nadal się lało i pomimo ręczników ceraty i ręcznika drugiego szwagrie miał plamę wielkości słonia na foletu, dojechaliśmy na 19 gdzie musiałam poczekać na lekarza i w tym czasie z ręcznika kapało już i zalało dyżurkę (poprostu kałuża wody pod moim stołkiem i biurkiem pani;-)), po badaniu nie miałam jeszcze rozwarcia ale zaczęły sie bóle i skurcze, siostra pojechała i dojechał krzysiek.............zaczęły się bóle co 5 minut, przyjechała moja położna , z którą byłam umówiona na opiekę i opłaconą salę dwuosobową - fajna sprawa, bo tak prawie domowo, teraz juz chyba nie pobieraja opłat za pokój, no i tak do 21 nawet nieźle nam szło chodziłam klęczałam, wymiotowałam hehe jednak jak mnie pani usadziłam na wznak i podpięła ktg to juz wytrzymać nie mogłam, i normalnie jak się wzbraniałam to ja w pare minut wypełniłam formularz o znieczulenie i tym sposobem dospałam w najlepsze do 23, podeszła położna i zapytała czy czuję bóle, ja zadowolona jakie bóle?? przecież mam znieczulenie hehe i oczywiście jak tylko wspomniano to zaczęło się coś dziać i w moim brzuchu zaczęło sie coś przeginac i wyginać i to bolało jak cholera bo wydawało się że mnie rozdzierają, wiesz masz spiętą skórę a tu jeszcze rozciągają bardziej.. o 24 zaczęła się akcja porodowa a trzeba dodać że termin miałam na 7 września i właśnie rodził sie ten dzień ...powiem że parcie było ciężkie albo znieczulenie spowodowało że nie parłam do końca, wykończona kolejną próbą parcia widząc zaniepokojone miny położnych zaczęłam i jak martwić się o ile można ten stan tak nazwać, przyszedł lekarz i kazał trzymać parcie , po drugim razie takiego parcia wyskoczyło , ból minął, pani położna położyła mi wycieńczone też maleństwo i stwierdziła że urodziła pani córeczkę :klask: spodziewałam się chłopca i tu było moje zdumienie hehe ............jak by to było wczoraj .............potem juz towarzyszył strach o siebie i maleństwo ale to jeszcze przez Tobą...........pozdrawiam


poniedziałek, 20 sie 2012, 09:27
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 13 lut 2010, 22:45
Posty: 490
Lokalizacja: Gliwice
Post Re: próba
Kurcze, canasto, używaj czasem kropek, bo fatalnie się czyta... :pleasantry:

_________________
Życie nie powinno być podróżą do grobu, której celem jest dowiezienie do końca atrakcyjnych i dobrze zachowanych zwłok.
Człowiek do kresu życia powinien się dotoczyć z kieliszkiem Chardonnay w jednej ręce, tabliczką czekolady w drugiej, narąbany w trzy dupy, krzycząc: "ALE TO BYŁA JAZDA!"


poniedziałek, 20 sie 2012, 23:30
Zobacz profil

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: próba
Canasto, to jest chaos deterministyczny. Powiedzenie, że "nieszczęścia chodzą parami" obarczone jest pejoratywnym wydźwiękiem, bo od razu kojarzy się, że jak wydarza się coś złego, to pociągnie to za sobą dalsze tragedie. Ale rozmiar tragedii to my ustalamy w swoich własnych głowach. Ja bym to nazwała zbiegiem wielu okoliczności, nagromadzeniem wydarzeń. Tak się w życiu dzieje. Gdy są to dobre zdarzenia, to w swym okrucieństwie wobec samych siebie czasami ich nawet nie dostrzegamy, za to nawarstwiający się pech bardzo łatwo nas przytłacza.

Mnie się zepsuł samochód na środku drogi szybkiego ruchu i w tym samym momencie również telefon. Do tego doszli niemili ludzie z innych samochodów, którzy zamiast pomóc zepchnąć auto na bok, wyzywali, trąbili, grozili policją albo udawali, że nie widzą, że jestem w ciąży i sama tego nie jestem wstanie zrobić bez narażenia dziecka. A wracałam właśnie od lekarza z informacją, że szyjki już prawie nie ma. Na to się nałożyły nieplanowany remont w mieszkaniu, po kolei awaria wszystkich możliwych urządzeń sanitarnych itp. Dwa ostatnie tygodnie mojego życia to usterki w domu i mega wydatki.

Zaczynam w tej sytuacji pomyśleć, że mam szczęście, że NIE WOLNO mi, ze względów zdrowotnych, rodzić ze znieczuleniem, bo i tak nie byłoby mnie na nie stać (w wybranym szpitalu jest odpłatne).

Podejrzewam, że nie ma porodu, wokół którego nie działyby się jakieś dziwne rzeczy, natłok jakichś kosmicznych energii. W naszym świecie jest ogromna ilość dowodów na kumulację pewnych zjawisk w określonych miejscach w przestrzeni. Ale weźmy pod uwagę, że czas też jest wymiarem, a w nim w pewnych ustalonych odstępach również dzieją się nawałnice zdarzeń. I to jest bardzo normalne i naturalne.

Czytałaś Rodzinne gniazdo? Tam jest niezwykły przykład: akwarium z gupikami. Wkładasz do wody jedną rybkę, drugą, ..., kolejną. Pływają wszystkie grzecznie, współistniejąc. Dokładasz jeszcze jedną, zdawałoby się, że nie robi to żadnej różnicy. A jednak nagle dochodzi do kanibalizmu. Myślisz, że może to ta rybka jest winna. Nieprawda. Ilekroć powtórzy się eksperyment, zawsze przy tej samej ilości rybek w danym akwarium dojdzie do tego samego. Okazuje się, że w społeczeństwie gupików tolerowane jest pewne zagęszczenie, powyżej którego rybki nie są w stanie funkcjonować.

Śmiem twierdzić, że przy ogromnej ilości różnych okoliczności wystarczy jedno niespodziewane zdarzenie, by naderwana nitka w tym momencie pękła, spaliło się żelazko, w którym coś szwankowało, by zaczął się poród, a taksówkarz złapał gumę.

Gdy tak stałam na skrzyżowaniu w samochodzie skupiłam się na tym, by się nie denerwować. Tydzień wcześniej specjalnie zaprowadziłam samochód do mechanika, żeby zrobił przegląd, bo chciałam zapobiec awarii w okolicach porodu. Niczego się nie dopatrzył...

Vikinger o porodzie swoje żony już pisał w innym miejscu. Też było nieciekawie.

Wszystkim ludziom się zdarzają "dziwne" historie. Od nas natomiast zależy, co z nimi zrobimy.


wtorek, 21 sie 2012, 12:31
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 15 maja 2012, 18:00
Posty: 19
Post Re: próba
hmmm ..... chaos wynika z mojej logiki, nie powiem kobiecej bo się obrażą co nie które kobiety, opis mojej przygody z narodzinami córki to moje wspomnienie u progu rozwiązania vero, nie miał być ani straszny ani niezwykły - jak pisze vero to zbieg zdarzeń - to wspomnienie i nic ponadto.ja w swojej niewiedzy byłam spokojna wewnątrz, ja miałam odczucie że to dla dziecka mam być spokojna i odważna - chyba mi sie udało czego i życzę vero


wtorek, 21 sie 2012, 13:37
Zobacz profil

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: próba
W chaosie nie ma nic złego, jeżeli go zrozumiesz i poznasz, jak to działa. Celowo pisałam o chaosie deterministycznym, nie mówiąc o Twoim wewnętrznym, lecz o chaosie panującym we wszechświecie. Coś, co z pozoru wydaje się zachowaniem nieuporządkowanym, ma w istocie głęboki sens i jest korzystne.

Każ małemu dziecku przejść kilometr pieszo. Zmęczy się, prawda? A zmierz odległość, jaką dziecko pokonuje podczas zabaw, gdy biega, skacze, kręci się wokół własnej osi, to wstaje, to siada, to się przewraca, wspina na fotel, za chwilę gdzieś biegnie. Może tak bez końca. Pokonuje dużo większe odległości i wcale się przy tym nie męczy.

Spójrz na chaos od tej strony.


środa, 22 sie 2012, 17:19
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 9 lut 2010, 00:07
Posty: 184
Post Re: próba
Lubię to spojrzenie na teorię chaosu:) Po moim synu widać,że kilka kroków w przedpokoju to cały maraton, ale brodzik na basenie można obejść w te i wew te naście razy, a malutki nie jest, bo taki 4x5m :)

Porody są jak ludzie każdy jest inny, każdy może być piękny. Mój był i wierzę, że inne też mogą być.

Tak tylko na marginesie przypomniało mi się ostrzeżenie położnej, która prowadziła szkołę rodzenia. Powiedziała, że gdy odejdą wody i nie ma bóli,a wrażenie jest,że leje się jak z wiadra należy natychmiast się położyć i dzwonić po karetkę, ewentualnie kazac się zawieść do szpitala leżąc. Bo to, że nie ma bóli oznacza, że główka nie weszła jeszcze w ujście kanału rodnego i w każdym momencie pępowina może wpłynąć pod główkę, która do tego kanału zmierza. Gdyby tak się stało, pępowina może się zakleszczyć pod główką, a to skutkuje uduszeniem się dziecka. To niby bardzo rzadka komplikacja, ale warto o niej wiedzieć. Ja miałam właśnie takie odejście wód, najpierw stałam, czekając na męża, potem na teściową, i gdy wsiadłam do samochodu, olśnienie połóż się głupia, położyłam i gdy dojechałam do szpitala okazało się, że główka nie była w ujściu kanału, powiedzieli,że dobrze zrobiłam, że leżałam w samochodzie. Po prostu zminimalizowałam ryzyko..


czwartek, 23 sie 2012, 22:50
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL