Setman.pl
http://setman.pl/forum/

próba
http://setman.pl/forum/viewtopic.php?f=21&t=401
Strona 3 z 5

Autor:  vikinger [ piątek, 29 cze 2012, 22:12 ]
Tytuł:  Re: próba

A chcieć to móc...

Autor:  Vero [ niedziela, 1 lip 2012, 09:55 ]
Tytuł:  Re: próba

canasto napisał(a):
hej Vero...kim Ty jesteś z zawodu??trafiłaś w sedno sprawy....powiedz mi jak Ty mnie widzisz ?czemu sie kręcę w kółko?moja prawda?....hmmm ....
Chemikiem ;) trafiłam, gdyż kiedyś też się miotałam. A powodem owego często jest podobny schemat.
Niespełniona miłość --> wejście w nowy związek, zanim się pogrzebie poprzednią miłość i przeżyje żałobę, oczyści --> nieumiejętność pokochania nowego partnera --> zwalanie winy na siebie i partnera, idealizowanie byłego


canasto napisał(a):
tak to jakoś jest że sama wstrzymuję to o czym tak marzę i czego chcę.....strach przez zdaniem krzyśka też istnieje.......gdzieś w środku mam poczucie że chce przynależeć do mężczyzny, chcę być w jego władaniu tylko wiesz na poziomie emocjonalnym NIE fizycznym , chcę aby mnie wspierał gdy mówię co się jemu podoba i gdy to co nie, ale do tego jest potrzebna miłośći przyjaźć i zrobię dla ciebie "wszystko".
Naturalne i zdrowe są Twoje pragnienia. Natomiast lęk przed partnerem nie. Potrafię chyba zrozumieć Twojego męża. On czuje, że nie jesteś jego, więc gdy odczuwa pragnienie posiadania Cię, egzekwuje to poprzez mówienie o tym w sposób kategoryczny, być może oziębły. On być może myśli, że ma papier na posiadanie Ciebie. Ale skoro Ty się mu wymykasz, to stosuje metody wg niego skuteczne, ale Ciebie osaczające. Facet zagrożony zachowuje się bardzo zaborczo. Nie dotrze do niego, ze w ten sposób jeszcze Cię od siebie odsuwa. Mogłoby dotrzeć, gdybyś go kochała. Ale tej sytuacji, gdy on wie, że nie, to odpuszczenie Ci na każdym kroku równałoby się z Twoim odejściem. Gdybyś poczuła przyzwolenie na odejście, pewnie byś to zrobiła.


canasto napisał(a):
wydaje mi sie że Marcin jest utożsamieniem mojej miłości - tego jak przeżywałam uczucie z nim, czułość , zaufanie , zamiłowanie, wkońcu dotyk zapach spojrzenie mówiące :"jesteś moja".....
gdy odszedł to postanowilam sobie ułożyć życie jak wszyscy:facet dziecko , nie myślałam o miłości skoro jej nie było......no i się przejechałam bardzo i to bardzo bo wydawało mi się że potrafię bez miłości żyć, uczucie między mną a krzyśkiem było zupełnie inne, ale nie miało nic wspólnego z życiem razem, potem szybka ciąża i tak naprawdę nie miałam kiedy dojrzeć w związku.....przykro mi Vero ale tak..nie kocham męża, nie dlatego że większość bliskich mówi mi daj sobie z nim spokój, nie kocham go bo tego uczucia nie było.
czy nie daję szansy jemu sobie?.......bożesz! wiesz związek........tyle trybików musi współgrać.....
Daj sobie prawo do trzeciego rozwiązania, ale zanim ono, uporałabym się z ta niespełnioną miłością. Pogódź się z tym, że nigdy nie będziecie razem. Nie tęsknij za kimś, kto Cię opuścił. Tęsknisz za wycinkiem rzeczywistości, którą dał Ci Marcin. Uświadom sobie, że to jest fałszowanie przeszłości. On było, było cudownie, ale odszedł. Czyli ten ideał Cię skrzywdził. Nie pragnij kogoś, kto Cię skrzywdził. Wybacz mu i zapomnij o nim. Da się! Da się zapomnieć nawet to, jak wyglądał. Zrób miejsce w swoim sercu. Wg mnie taka powinna być kolejność. Potem zastanów się, co z mężem.


canasto napisał(a):
bożesz! wiesz związek........tyle trybików musi współgrać.....
Bzdura. Kobieta - jeden tryb, mężczyzna - drugi. Gdy do siebie pasują, chcą być razem i przez całe życie o to dopasowanie dbają, to wszystko gra.


canasto napisał(a):
buźka i jak tam fasolka w brzuszku?
Jeśli do jedzenia porównywać to już niezła porcja kurczaka. Mam nadzieję, że grzecznie wysiedzi na grzędzie jeszcze dwa, przewidziane miesiące.


Cytuj:
przypomniało mi się jeszcze ...bo o co chodzi ? nie chcę życ swoimi wyobrażeniami o tym jak mogłoby być, założę czapkę cierpiętnicy i będę układna powabna i posłuszna, ja chcę to czuć, żyć oddychać , bawić się i krzyczeć całą sobą........a zacząć trzeba od tego co czuję teraz i się tego chyba trzymać, kto wybiera ten nic nie traci.......podobno.ja się na straty szykuję ale może zysk będzie wystarczająco dobry ....
Oba rozwiązania, które dla siebie widzisz, są niewolnicze. Albo czynisz się niewolnicą dawnego uczucia, albo rodziny, którą założyłaś, choć nie chcesz jej w takiej konfiguracji.

Autor:  canasto [ czwartek, 5 lip 2012, 17:20 ]
Tytuł:  Re: próba

kurcze wypisałam maila i w cholerę poszedł ............pfffff ciepło dziś, mamy w krakowie 46 stopni;-)i dałam sobie spokój z praca i myślałam o tym i owym a najbardziej o sobie bo człowiek to taki egoista jest.......hmmm odpowiadając na poprzednie spostrzeżenia Vero to tak jest, z marcinem pożegnałam się rozmową telefoniczną, przeprosiłam go że czasem pisałam"potrzebuję cię ", zaraz po tym jak jego żona z zaznaczeniem że jest jego żoną, zaczepiła mnie na nk , oskarżając mnie o to że rozbijam jej rodzinę............on nie zaprzeczył, powiedział że nie przeszkadzają mu moje smsy, tak jakby chciał mieć mieć otwarte drzwi przez które sam nie odważyłby się przejść do mojego świata (proponowałam hehe ale nie określił się )..........jest ok,
sama rozmowa była pożegnaniem rozdarciem orgazmem............tchu brakowało i każdy mięsień sprawiał ból ehhhhhhh z krzyśkiem jest inaczej, on ma na mnie jakiś dziwny wpływ zamrażająco ograniczający, , ja wiem że do większości mężczyzn rzeczywistość dociera z opóźnieniem, i co dla mnie jest oczywiste na twarzy mojego męża występuje zdziwienie czasem zadziwienie tudzież zaduma bez słów;-)............... ja potrzebuję tego rozstania by zobaczyć siebie, by móc dojrzeć i spojrzeć na siebie z drugiej strony (pytanie czy mogę być tak frywolna???) ALE po co ? czego oczekuję, co chcę ujrzeć???nagle olśni mnie jakie ja cudo w domu mam?czego nie widziałam gdy byłam obok?set "zarzucił" mi pytanie czemu nie chcę przyjaźni krzyśka teraz tylko po rozstaniu?za co chce ukarać krzyśka??
zapewne za moje nieszczęście - odpowiadam, sporą część mojego niezadowolenia zrzucam na krzyśka, przy czym on wcale nie narzeka, co mnie wkurza, ja się miotam a on twierdzi że to ja mam problem, zatem stąd moja niechęć do krzyśka bo on chce brać odrzucając jakiekolwiek przeciwności ..inny facet? wcale nie musi być lepszy inny , ale Vero bo zainrygowałaś mnie i zachwyciłaś;-) popatrz jeżeli mamy przyzwolenie na dużo, nawet powtarzamy wszystko to co nam pozostanie po osiągnięciu tego?, następny facet, następne mieszkanie???

Autor:  Vero [ sobota, 7 lip 2012, 13:31 ]
Tytuł:  Re: próba

Tak, w Krakowie gorąco jak w tropikach. A nam jeszcze dzisiaj się przytrafiła awaria i wodę odcięło na kilka godzin.

Niesamowite jest, jak odczuwalny jest brak, gdy odebrane jest nam coś, co uznajemy za oczywistość, za codzienność, za niezmiennik. Dopiero nie mając wody zauważyłam, jak często z niej korzystam. Ja już nie mówię o praniu, sprzątaniu i gotowaniu, ale uderzyło mnie, jak bezwiednie korzystam z bieżącej wody, by spłukać z rąk sok z pomidora, by obmyć twarz ze słonego potu, namoczyć gąbkę, by przetrzeć blat itp. Nie brakowało mi wody ze względu na te rzeczy wielkie, lecz właśnie z powodu tych drobiazgów.

Może mężczyzna w życiu kobiety też jest potrzebny jak ta woda. Nie do spłodzenia potomstwa, nie do utrzymania rodziny, nie do wykonywania prac siłowych - zupełnie nie do tego, do czego dała nam go ewolucja. To znaczy owszem do tego też, ale dlaczego potrzebujemy mieć go na co dzień? Nie każdego dnia płodzimy dzieci. Kasę mógłby przynosić raz w miesiącu, i przychodzić od czasu do czasu, gdy trzeba przemeblować mieszkanie.

A jednak, w naszej współczesności mężczyzna pełni jakieś inne role w życiu kobiety. Nie żyjemy w społeczności z wieloma innymi kobietami, które będą naszymi towarzyszkami codzienności. Mężczyzna wszedł w to miejsce. A to znaczy, że ten facet, to ma być naprawdę dobry przyjaciel. Nie ktoś, kto jest blisko, a tak naprawdę obok, lecz rzeczywisty towarzysz życia.


Canasto, mówiąc o pożegnaniu z Marcinem myślałam o pożegnaniu się z nim w swojej głowie, a nie z nim - żywym człowiekiem - TO ZA MAŁO. Pożegnanie kompletne to takie, po którym już o nim nie myślisz, nie rozważasz go jako opcji. Jest, ale tylko w czasie przeszłym.

Ja jestem dość kategoryczna. Ludziom czasami wydaje się, że chcieliby czegoś. Gdy mężczyzna chce być z jakąś kobietą, to z nią po prostu jest. Jeśli się z nią nie wiąże, to znaczy, że jedynie coś mu się roi w główce, ale sam do końca nie wie, co.

Autor:  canasto [ wtorek, 10 lip 2012, 12:55 ]
Tytuł:  Re: próba

tropiki nadal.....ja też miałam przejścia z wodą u moich rodziców więc bliskie mi są twoje odczucia!...............właśnie przy tych drobiazgach:przy podaniu owoca dziecku, po przyjściu z podwórka ehhhh.....przy braku czuje się niedosyt i i smak tego czego nie ma, dobra to powiedz mi dlaczego jek tak bardzo nie znoszę krzyśka? :sciana: jestem w pracy i wydaje mi się że jest ok, dzwonię do niego i mówię co potrzeba i np proszę go o przysługę :wypożyczenia książki czy odbiór paczki, przychodzę do domu i po prostu szał, piana i jestem świadoma swojego zachowania ale po prostu nie wiem czemu się tak się zachowuję??

Autor:  canasto [ wtorek, 17 lip 2012, 07:54 ]
Tytuł:  Re: próba

hej , czasu na rozwój brak jak to mówi Set..........nie mniej nie znoszę krzyśka a teraz jedziemy na wspólne wczasy na dwa tygodnie z dzieckiem............ktos mi powiedział ostatnio że tylko narzekam i nawet nie dotyczyło to mojej sytuacji rodzinnej, żle to ocenił bo po pierwsze stwierdziłam fakty pewnej ekipy w pracy a jak patrzę na siebie w mieszkaniu to fakt nie uśmiecham się złoszczę chodze rozdrażniona i tylk o wydaję polecenie.......tak jestem nieszczęśłiwa, jak łatwo to przechodzi przez usta a trudno wpłynąć na swoją decyzje swojego życia mającą wpływa na jutro............tylko czy moje życie należy do mnie i czy napewno mogę wszystko bez poniesienia konsekwencji.wczoraj dowiedziałam się że mąż sąsiadki znęcał się nad nią i bił, w efekcie wyjechał do innej kobiety nie informując jej o tym .pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy : ona jest wolna..................pozdrawiam wszystkich których zainteresował mój wątek mój dramat mój strach może głupota ...............mam nadzieję że tym razem nie zawiodę siebie, nie odłożę na potem i podejmę decyzję mającą wartość....do usłyszenia

Autor:  Vero [ wtorek, 17 lip 2012, 10:52 ]
Tytuł:  Re: próba

Postawiłaś sobie diagnozę. Tak to potraktuj. Nie żyj w przekonaniu, że jesteś nieszczęśliwa, tylko pomyśl, że zdiagnozowałaś u siebie taką przypadłość "bycie nieszczęśliwą". Pomyśl, że to uleczalne, jak przeziębienie. A lekarstwem na przeziębienie nie jest życie w przekonaniu, że "gdybym mieszkała w innym, lepszym kraju, o wspaniałym klimacie, to nie chorowałabym". To jest myśl mniej więcej tego samego kalibru co ta "gdybym była z innym mężczyzną, może życie wyglądałoby cudownie".

Szczęście nie jest zależne od tego, czy będziesz z mężem, czy go za chwilę rzucisz. Zacznij od budowania szczęścia po kroku. Jak w przeziębieniu. Zadbaj o siebie. Bądź dla siebie dobra. Gdy jesteś przeziębiona, to czego nie robisz? Np. nie wychodzisz z mokrą głową z domu, nie siedzisz na mrozie. Jeśli chcesz być szczęśliwą, zamiast być nieszczęśliwą, to przestań się zadręczać myślami o tym, jak jest źle. Zadbaj o siebie, zaczynając od myślenia o sobie. Zrób sobie RTZ, zamień myśli "jestem nieszczęśliwa" na myśli, które dodają skrzydeł "mam prawo do szczęścia, mam wiele możliwości, by osiągnąć szczęście, chcę być szczęśliwa". "Kocham siebie i chcę dla siebie tego, co dobre". "Mogę osiągać szczęście poprzez dobre traktowanie siebie, poprzez dogadzanie sobie drobiazgami". "Mogę nauczyć się budować swoje szczęście od teraz, od razu". "Mogę to zrobić bez wykonywania gwałtownych ruchów". "Nie ma najmniejszego powodu, bym zazdrościła sąsiadce. Widzę jej życie tylko przez dziurkę od klucza. Odszedł od niej mąż, ale moje życie jest zupełnie inne. Nie wiem, czy lepsze, czy gorsze. To nie jest istotne, bo moje życie jest inne, a największą jego wartością jest to, że jest moje i mam na nie wpływ". "Nie jest ważne to, że nie mogę kontrolować wszystkiego. Ważne jest to, że mam wpływ na to, co mówię robię i w jaki sposób to mówię i robię". "Na tym poziomie mam wpływ na świat zewnętrzny".

A na najbliższe dni:

"Mogę się zrelaksować podczas wakacji, bez względu na to, czy jedzie ze mną mój mąż, czy nie. Będę się wysypiać, będę leniuchować. Nie będę nikomu usługiwać. Nie będę prowokować konfliktów".

"Mogę odrzucić myśli o tym, że nienawidzę Krzyśka na rzecz myśli, że mam czas odpoczynku i relaksu".

Nawet chory, leżący w łóżku, może się na jakiś czas oderwać myślami od tego, jaki to strasznie chory jest i czerpać radość z oglądanej w tv komedii, czy ze słuchania muzyki. Myślenie "jakiż jestem biedny, bo chory" odbiera spokój, odbiera radość z oglądania filmu". Nie okradaj się z wakacji, zanim się one zaczęły.

Autor:  vikinger [ wtorek, 17 lip 2012, 11:41 ]
Tytuł:  Re: próba

Vero, świetne to co napisałaś :)

Autor:  canasto [ poniedziałek, 6 sie 2012, 16:07 ]
Tytuł:  Re: próba

hej;-) witam......siedzę w kilmatyzownym pomieszczeniu to mam orzeźwiające spojrzenie na dzień, ale za oknem pokazuje mi 38 stopni więc oddaje swój tlen na otrzebę np kobiet w ciąży ;-) nie powiem jest suchota, na Chorwacji też grzało ale oddychało się lekko, zdążyłam tylko odczytać wypowiedź waszą na temat mojego urlopu i zadziałało jak aloes na zniszczone końcówki włosów ;-) to znaczy nie wiem czy mój umysł zawładnął ciałem ale z dobrych wiadomości miałam bardzo fajny urlop z mężem i córeczką ale UWAGA wakacje się skończyły i koniec litości dla męża;-), poprostu czad wróciły problemy wróciły niedomówienia, nieporozumienia, różnice celów, zresztą jakich celów, krzysiek nie ma ich a moje stanowią problem dla niego i poprostu znów nie jest dobrze.tak tylko się żale bo zaraz muszę z biura wyjść na ten upał hehe i tak smutno że dwójka fajnych ludzi nijak ma się do siebie a zdążyliśy "zepsuć" córkę.............ehhh, ostatnio usłyszałam róbcie co chcecie byle zdrowie było, to bardzo ważne ............dobra nie mogę pisać, pa

Autor:  Vero [ wtorek, 7 sie 2012, 14:00 ]
Tytuł:  Re: próba

Super, że wakacje się udały :)

A teraz do rzeczy. Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że mówisz dość demagogicznie ;) Może to specyfika forum, i tego, że nie chcesz wchodzić w szczegóły i tego, że piszesz z pracy, zazwyczaj w pośpiechu. Niemniej jednak stwierdzenie:
Cytuj:
różnice celów, zresztą jakich celów, krzysiek nie ma ich a moje stanowią problem dla niego i poprostu znów nie jest dobrze
jest jakieś takie miałkie.
Może określ te cele, nazwij je, przyjrzyj się im. Weź pod uwagę, że faceci rozmawiają zupełnie innym językiem niż kobiety. Ja np. gdy rozmawiam z mężem o tym, jak to będzie po urodzeniu dziecka, że będę potrzebowała jego pomocy bardziej niż teraz, to dla niego brzmi zupełnie kosmicznie. On tego sobie nie potrafi wyobrazić. Nigdy w życiu nie miał dziecka na rękach, nie wie, co dzieci jedzą, jak szybko się rozwijają, itp. I wiem, że jakiekolwiek rozmowy teraz są kompletnie bez sensu. One są potrzebne mnie, nie jemu. Więc jak chcę pogadać o dzieciach, to robię to koleżankami. Jego czas przyjdzie. Dziecko przyjdzie na świat, poznają się, dotkną, zamieszkamy pod wspólnym dachem i będziemy budować nowy porządek od podstaw, razem. A nie jakieś hipotetyczne rozważania, planowanie. Facet tego nie przyswaja.

Ciekawi mnie, co Cię denerwuje i co wg Ciebie stanowi dla męża ów problem, o którym wspomniałaś, podczas gdy dla Ciebie jest to ważne.

Pamiętajmy jeszcze, że poza sprawami fundamentalnymi, które wydaje nam się są w życiu decydujące, jest masa drobiazgów, z których składa się codzienne życie. I tak czasami chyba łatwiej jest ustalić zasady co do wychowania dzieci wedle jakiejś religii, bo to jest coś czytelnego, zrozumiałego dla obojga małżonków, niż np. ustalić strategię mycia garów. Serio.

Gdy my rozmawiamy o tym, czy chcemy wychowywać dziecko po katolicku, czy nie, to mąż jest otwarty na rozmowę. Razem dochodzimy do tego, co jest dla nas obojga ważne. Zaczynamy od ustalenia naszego światopoglądu. Rozważamy, jaki jest sens i celowość wychowywania w jakiejkolwiek religii, uszczegóławiamy to na katolicyzm, w którym my zostaliśmy wychowani. Analizujemy, czy nam coś takie wychowanie dało, czy może właśnie coś nam odebrało. I tak mogę opowiadać o tym i opowiadać ze spokojem, bo nasze rozmowy na ten temat są zazwyczaj spokojne i bez trudu znajdujemy wspólny front.

Problem się pojawia, gdy zaczynam mówić o myciu garów. O tak! Bo po pierwsze wg męża to jest głupota i strata czasu o tym mówić. Skoro proszę, by umył i on myje, to znaczy że jest ok i nie ma tematu. I tu jest niespodzianka. Bo on podchodzi taktycznie do zadania, po męsku taktycznie. Ja też mam swoją taktykę, która dla niego jest zupełnie nie do przyjęcia, choć mam argumenty, mocne, by ją przeforsować. No i o co się kłócimy? O to, czy w pierwszej kolejności ma umyć szklanki, czy patelnię! Nie ma szans dogadać się raz na całe życie w tej kwestii. Bo on będzie mył tak, żeby zacząć od rzeczy najmniej zasyfionych, stopniowo dochodząc to tych ociekających olejem. A mnie jednego dnia będzie potrzebna na gwałt patelnia do grillowania, a drugiego garnek. I każdego dnia chciałabym, by on tę kolejność dla mnie zmieniał. On jednak każdorazowo podchodzi do mycia garów jak do standardowego zadania, które opanował po swojemu i nikt nie powinien mu wchodzić w paradę.

To takie moje małe dwa przykłady na to, jak czasami łatwo się dogadać w sprawach trudnych i jak trudno w tych z pozoru łatwych. Jedyny sposób na to, żeby nas szlag nie trafił z powodu tych małych spraw, to pozwolić temu, kto robi, robić tak, jak chce, jak mu wygodniej. Nawet kosztem wyższej racji. Bo żadna wyższa racja nie istnieje poza tym, by nam było dobrze we dwoje, a niebawem troje.

Owszem są ludzie źle dobrani, którzy nigdy nie powinni byli się wiązać. Są też idealnie do siebie pasujący, ale nie potrafiący rozeznać, co jest ważne a co nie, i psujący to, co mogło być naprawdę dobre.

Mam znajomego, który twierdzi, że jego rodzice nie powinni byli się w ogóle spotkać, tak skrajnie rożni byli i nie pasowali do siebie. A jednak, gdyby nie ich spotkanie, nie byłoby teraz jego na tym świecie. Człowieka nietuzinkowego, który sporo dobrego uczynił. Można by rozpatrywać małżeństwo jego rodziców w kategoriach takich, że go skrzywili w dzieciństwie. Tak samo ja mogę mówić o swoich, że doskonale do siebie pasują, ale wszystko spieprzyli potykając się o pierdoły, krzywdząc przy tym mnie.

A jednak oboje wyrośliśmy na ludzi, nie możemy narzekać na nieciekawe życie. Znajdujemy sposoby, by osiągać swoje szczęście z naszymi mężami i żonami. Nawet udaje nam się nie powielać schematów rodziców. Brzmi bajecznie? Pewnie że tak. Ale wierz mi, canasto, doskonale wiem, jak należałoby spieprzyć całkiem fajny związek. Każdego dnia jednak wybieram opcję "nie pieprzenia" go.

Strona 3 z 5 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 [czas letni (DST)]
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/