Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest piątek, 13 gru 2019, 08:12



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 26 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Mężczyzna z problemami 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Mężczyzna z problemami
Margerytka napisał(a):
Na dobrą sprawę nawet ten głupi upór w "trwaniu mimo wszystko" pewnie przejęłam od swojej mamy, i jeszcze ta presja otoczenia, że "jak to..."

Nie poddawaj się presji otoczenia! Słuchaj siebie, swojego organizmu!
Aż mnie zmroziło, gdy przeczytałam o "trwaniu mimo wszystko". Nie rób tego!!! Żadne "mimo wszystko"!!!


poniedziałek, 31 sty 2011, 19:35
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 1 lis 2009, 18:58
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Mężczyzna z problemami
Dopiero teraz jestem w stanie sensownie napisać. Wybrnęłam (przynajmniej na razie) z egzaminów i pisania mgr.

BAOBAB napisał(a):
Co DOBREGO daje ci to, gdy "tkwisz w tej sytuacji"
Co DOBREGO o sobie wtedy myslisz?
Po co robisz "niewiele"?
ILE chcesz zrobic?
Przed czym chroni cie "tkwienie w sytuacji, ktora cie przygnebia"?


Zadajesz iście Setmanowe pytania...
Co dobrego mi daje "tkwienie w takiej sytuacji"? Wszystko to, co w naszym związku jest fajne, odpowiada mi, jest OK- konkretniej napiszę na końcu postu.
Co dobrego o sobie myślę, kiedy jestem "mimo tego co złe"? Jakieś absurdalne poczucie, że jestem dla kogoś dobra, że komuś pomagam, i aż mi się ciśnie na klawiaturę to, co napisała Pelagia w innym temacie:

"Hej, hej, Pelu: Czy to Ci czegoś nie przypomina? :sciana: Ile jeszcze związków? Ile jeszcze razy „chcesz” odgrywać rolę Zbawcy Wieloryba? Ile jeszcze razy masz – zgodnie z Twoją „wolą” – być przez niego pożarta? Ilu jeszcze Wielorybów „musisz” zamienić w Rekinów, by zaspokoić swoją „potrzebę” bycia nieszczęśliwą?
I - wreszcie - jak długo masz zamiar czuć się nieszczęśliwa, ponieważ … nikt nie chce być Twoim Wymarzonym Wielorybem? Nikt nie oczekuje od Ciebie zbawienia i nikt nie chce Cię – tak jak to jest w Twoim scenariuszu – pożreć."

Chyba mam tu wiele do przemyślenia... Może to, co robię, daje mi pretekst do tego, żeby być nieszczęśliwą, mieć powody do narzekania, móc na "okoliczności" zwalić to, że jest źle... A "tkwienie w sytuacji, która mnie przygnębia" pomaga w ucieczce od bycia szczęśliwą... A może to zupełnie nie tak i o tym, że się upieram być z S. decyduje ta odrobina która daje nam wzajemnie radość? Nie wiem tego w tej chwili...

NIKOLA2006 napisał(a):
Gosik , tak mi przyszło na myśl coś.... a twój mężczyzna zawsze tak się zachowywał? Od początku był taki wiszący na ramieniu ,szukający w tobie oparcia?
Jak to było na początku?


Olu, na początku bywało z tym baaardzo różnie. Tyle, że teraz, z perspektywy czasu mam wrażenie, że wtedy za często tłumaczyłam sobie, że S. zachował się tak czy tak, bo miał trudny dzień, zły czas i tak dalej... Mam wrażenie, że teraz jest lepiej niż było kiedyś. Poza tymi sytuacjami podbramkowymi są też takie, kiedy potrzebuję jego wsparcia i je otrzymuję, są sytuacje, kiedy się mną opiekuje i jest OK... a patrząc racjonalnie na to co robię, czasem trudno pomóc komuś, kto tak się nakręca jak ja... W każdym razie czasem oboje zachowujemy się jak dzieciaki i pytanie tylko czy dorośniemy na tyle, żeby się porozumieć...

Łucja2 napisał(a):
Margerytka napisał(a):
Na dobrą sprawę nawet ten głupi upór w "trwaniu mimo wszystko" pewnie przejęłam od swojej mamy, i jeszcze ta presja otoczenia, że "jak to..."

Nie poddawaj się presji otoczenia! Słuchaj siebie, swojego organizmu!
Aż mnie zmroziło, gdy przeczytałam o "trwaniu mimo wszystko". Nie rób tego!!! Żadne "mimo wszystko"!!!

Jeśli chodzi o słuchanie samej siebie- tego dopiero się uczę; przekonała mnie do tego sytuacja zupełnie niezwiązana z moim związkiem. Trudno mi się wyrwać z "co pomyślą inni", ale coraz lepiej sobie z tym radzę- co do słuchania siebie: przychodzi mi to z trudem bo długo uczyłam się nie słyszeć swoich myśli, nie czuć tego, czego nie chcę czuć... teraz to "odwracam".
To też nie jest do końca "trwanie mimo wszystko"- boję się, że kiedy jest marnie, patrzę na to wszystko naprawdę czarno i pesymistycznie, kiedy dobrze- zbyt optymistycznie. Od niedawna zdarza mi się myśleć (i rozmawiać z S.) o naszym byciu razem wtedy kiedy jest "tak sobie", kiedy nie miotają nami żadne silne emocje, kiedy można na spokojnie...

_________________
"Nieważne, co nadchodzi,
Chcesz tego, czy nie,
Nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień,
I właśnie o to chodzi,
O to chodzi, wiem."


poniedziałek, 7 lut 2011, 21:48
Zobacz profil
Site Admin
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 8 paź 2009, 14:17
Posty: 115
Lokalizacja: Śląsk
Post Re: Mężczyzna z problemami
A co z uczuciami? Miłość, sympatia? Nic o nich nie piszesz...

Z czym nie radzi sobie Twój chłopak? Mówisz, że "nie wiesz co zrobić" - a co on robi? Niektórzy przyzwyczajają się do bezradności i zamiast szukać rozwiązania, chcą żeby inni je za nich znaleźli...

Swoją drogą, może pokaż mu, w innych sferach, że DAJE RADĘ, że może więcej niż mu się zdaje, że ma potencjał. Kiedy nabierze przekonania, że potrafi, choć sądził, że nie, możliwe, że to, o czym piszesz, wcale nie jest takie straszne i nie-do-pokonania. :bb:

_________________
Voilà, ma petite Amélie, vous n'avez pas des os en verre. Vous pouvez vous cogner à la vie. Si vous laissez passer cette chance, alors avec le temps, c'est votre cœur qui va devenir aussi sec et cassant que mon squelette. Alors, allez y, nom d'un chien!

/Moja mała Amelio, nie masz kości ze szkła. Trzeba biec za życiem, bo jeśli ta szansa przeminie to Twoje serce stanie się tak wyschnięte i łamliwe jak mojej kości - tak więc dalej, odwagi, goń za tym!/ :D


sobota, 26 mar 2011, 18:54
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 1 lis 2009, 18:58
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Mężczyzna z problemami
lumineuse napisał(a):
A co z uczuciami? Miłość, sympatia? Nic o nich nie piszesz...


Lumi, na początku było wariackie zakochanie, dużo później zapewnianie siebie wzajemnie, że to miłość, tylko, że z mojej strony z biegiem czasu zostawała tylko sympatia a coraz mniej zafascynowania, zauroczenia... im bardziej go poznawałam. Czasem mam wrażenie, że sama siebie chciałam przekonać, że to miłość. Idealizowałam go. Odkąd zamieszkaliśmy razem, przestałam czuć się dla niego ważna, zmienił się, mając mnie na codzień. Może zresztą ja też się zmieniłam. Zapomniałam, że jeśli sama siebie nie pokocham to marne szanse, żebym obdarzyła kogokolwiek miłością...

Cytuj:
Z czym nie radzi sobie Twój chłopak? Mówisz, że "nie wiesz co zrobić" - a co on robi? Niektórzy przyzwyczajają się do bezradności i zamiast szukać rozwiązania, chcą żeby inni je za nich znaleźli...


Mam wrażenie, że wszystko zaczyna się od tego, że S. pochodzi z dosyć religijnej rodziny, ale bez przesady. Z jednej strony mama pyta go co jakiś czas czy był w kościele, a z drugiej 100% akceptuje to, że mieszkamy razem, że śpimy razem nawet kiedy nocujemy u niego w domu. Czasem mam wrażenie, że nie tyle jego rodzina co on sam stwarza problemy: byłem kiedyś ministrantem, jestem katolikiem i nie umiem tego pogodzić z tym, że uprawiam z Tobą seks i tego nie żałuję, że mi z tym fajnie, to sobie w ramach "pokuty" podowalam i wszystko będzie OK? Co do bezradności- tak często słyszę, jak chciałby sobie super radzić i być szczęśliwy, a często kończy się po prostu na dowalaniu sobie i upiciu się na smutno... Skostniałe poglądy "bo rodzice mi tak wpoili i tego się będę trzymał" choć widzę, jak mu przeszkadzają.

Cytuj:
Swoją drogą, może pokaż mu, w innych sferach, że DAJE RADĘ, że może więcej niż mu się zdaje, że ma potencjał. Kiedy nabierze przekonania, że potrafi, choć sądził, że nie, możliwe, że to, o czym piszesz, wcale nie jest takie straszne i nie-do-pokonania. :bb:


Jeśli tylko mogę pokazać mu, że faktycznie w innych sferach, jak najbardziej coś mu wychodzi świetnie, robię to. Za to jeśli mi się nie uda, "obrywam" podwójnie bo słyszę, jaki to jest beznadziejny i zaczynam myśleć, że wcale to nie jego zdanie na własny temat tylko coś w stylu "zobacz jaki jestem słabiutki i jak bardzo potrzebuję żebyś mnie przytuliła, zajęła się mną i nade mną się poużalała'- a piszę to dlatego, że przekonałam się kilka razy, że S. ma o sobie samym lepsze zdanie niż na codzień pokazuje.

Wygląda na to, że dobrze mi zrobi zastanowienie się, co mi daje bycie z mężczyzną, któremu mialabym "pomóc"... bo to już nie przypadek jeśli historia się powtarza. :(

_________________
"Nieważne, co nadchodzi,
Chcesz tego, czy nie,
Nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień,
I właśnie o to chodzi,
O to chodzi, wiem."


niedziela, 27 mar 2011, 12:04
Zobacz profil

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Mężczyzna z problemami
Margerytka napisał(a):
Wygląda na to, że dobrze mi zrobi zastanowienie się, co mi daje bycie z mężczyzną, któremu mialabym "pomóc"... bo to już nie przypadek jeśli historia się powtarza. :(

Chcesz być jego MAMUSIĄ?


środa, 13 kwi 2011, 10:47
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 9 lut 2010, 00:07
Posty: 184
Post Re: Mężczyzna z problemami
A ja mam pytanie Margerytko, czy książka, którą polecałaś "Kochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz" Eva-Maria Zurhorst zmieniła Twoje postrzeganie związku?
Właśnie jestem w trakcie jej czytania, za Twoją radą i myślę sobie, że to o czym mówi, to prawo do bycia SOBĄ, zrozumienia SIEBIE i tym samym odkrycia partnera.
Myślę, że droga, którą przeszła i opisała Łucja viewtopic.php?f=21&t=56&start=130
Cytuj:
"Przez ZROZUMIENIE :D , ale takie rozumem i sercem :D
Poza tym "wywalczyłam" sobie więcej przestrzeni dla samej siebie :D
Wyszłam z roli "mamuśki" od wszystkiego, dbam o siebie pod każdym względem, realizuję swoją pasję, nie oczekuję akceptacji od innych... Naprawdę dałam sobie prawo do bycia SOBĄ I okazało się, że dostrzegliśmy się z mężem od nowa :D
Warto pracować nad sobą. Często okazuje się, że wcale się dobrze nie znamy-sami i partnera. A jedna zmiana pociąga za sobą drugą... Z oporami, ale udaje się wiele zmienić, gdy istnieje mocna więź uczuciowa.
Życie jest piękne! "

Myślę, że to, co ważne i co wspomniała Łucja, że łatwiej jest "gdy istnieje mocna więź uczuciowa."

Jestem mężatką od dwóch lat (bez 16 dni), byłam z poprzednim partnerem przez 6 lat. Bywało między nami podobnie, jak między Tobą a Twoim partnerem, oświadczał się 3 razy, ale zawsze w sposób nie taki, jak go prosiłam, było to w jego pojęciu być może romantyczne, ale mimo mojej otwartej prośby wygłoszonej przed oświadczynami i powtarzanej kilkukrotnie, nie zrobił tego "po mojemu" teraz jestem mu wdzięczna, że nie zrobił tego po mojemu. W tamtym związku popełniłam wiele błędów, których już nie umiałam naprawić, przypłaciłam to depresją. Dopiero wyjazd na roczne stypendium otworzył drogę do wolnego myślenia. Przez dwa lata przed rozstaniem psuło się między nami, ale mimo widocznych znaków, nie chciałam tego dostrzec. Wyjazd i fizyczna odległość, i te przypadki, będące znakami sprawiło, że zupełnie inaczej spojrzałam na życie, znów byłam SOBĄ, śmiałam się, spotykałam ludzi. Decyzję o rozstaniu miałam już przepracowaną, ale chciałam sobie i związkowi dać szansę. Widziałam jednak, że moje uczucie się wypaliło, że nie ma nic, zgliszcza, że jest głębokie przywiązanie, ale nie miłość, że ona zgasła już dawno temu, a ja nie chciałam tego sama przed sobą przyznać.
Wdałam się w romans, który zaowocował małżeństwem, ale życie kopnęło mnie jeszcze raz,żeby mi za dobrze nie było i woda sodowa nie uderzyła do głowy. Wiedziałam już, że zakochanie to piękny stan, ale mija, a praca nad związkiem, to praca nad samą sobą. Choć już zdążyłam przejść pierwszy kryzys, to wiem, że dzięki pracy nad sobą, daję SOBIE prawo do bycia SOBĄ, wychodzę z roli mamuśki a staję się żoną. Uczę się nieoczekiwać akceptacji od innych, choć jeszcze nie zawsze się udaje.

Margerytko każdy ma swoją własną drogę, po prostu idź swoją :)


środa, 13 kwi 2011, 17:27
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 1 lis 2009, 18:58
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Mężczyzna z problemami
jky napisał(a):
A ja mam pytanie Margerytko, czy książka, którą polecałaś "Kochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz" Eva-Maria Zurhorst zmieniła Twoje postrzeganie związku?
Właśnie jestem w trakcie jej czytania, za Twoją radą i myślę sobie, że to o czym mówi, to prawo do bycia SOBĄ, zrozumienia SIEBIE i tym samym odkrycia partnera.
Myślę, że droga, którą przeszła i opisała Łucja viewtopic.php?f=21&t=56&start=130


Co mi dała? Hm... Z jednej strony uświadomiłam sobie, że samo rozstanie niekoniecznie pomoże- raczej, że to co się dzieje, to tylko nie problem typu "bo my się nie możemy porozumieć"... Nie bez powodu zaangażowałam się w taki a nie inny związek, chociaż dopiero niedawno to zauważyłam. Książka mi uświadomiła, że właśnie to, co się dzieje między nami może mi pomóc poznać siebie, jeśli będę chciała to dostrzec. Łącznie z tym, że to co mnie najbardziej wścieka w moim mężczyźnie, wścieka mnie nie bez powodu. Jeśli wścieka, to prawdopodobnie coś w sobie tłumię, albo czegoś nie dopuszczam do głosu... Jeśli odrzucę to wściekanie się i odnajdę to, co "schowane", może się okazać, że jestem w stanie się porozumieć z kimś kto mnie wściekał.

Za to trudniejsze wydaje mi się otwarcie się na drugą osobę i zaufanie, kiedy nieraz się przekonałam, że bycie "bezbronnym" w tej akurat relacji może być cokolwiek ryzykowne. Chociaż co do zaufania, to akurat inny temat...


Cytuj:
Jestem mężatką od dwóch lat (bez 16 dni), byłam z poprzednim partnerem przez 6 lat. Bywało między nami podobnie, jak między Tobą a Twoim partnerem, oświadczał się 3 razy, ale zawsze w sposób nie taki, jak go prosiłam, było to w jego pojęciu być może romantyczne, ale mimo mojej otwartej prośby wygłoszonej przed oświadczynami i powtarzanej kilkukrotnie, nie zrobił tego "po mojemu" teraz jestem mu wdzięczna, że nie zrobił tego po mojemu. W tamtym związku popełniłam wiele błędów, których już nie umiałam naprawić, przypłaciłam to depresją. Dopiero wyjazd na roczne stypendium otworzył drogę do wolnego myślenia. Przez dwa lata przed rozstaniem psuło się między nami, ale mimo widocznych znaków, nie chciałam tego dostrzec. Wyjazd i fizyczna odległość, i te przypadki, będące znakami sprawiło, że zupełnie inaczej spojrzałam na życie, znów byłam SOBĄ, śmiałam się, spotykałam ludzi. Decyzję o rozstaniu miałam już przepracowaną, ale chciałam sobie i związkowi dać szansę. Widziałam jednak, że moje uczucie się wypaliło, że nie ma nic, zgliszcza, że jest głębokie przywiązanie, ale nie miłość, że ona zgasła już dawno temu, a ja nie chciałam tego sama przed sobą przyznać.
Wdałam się w romans, który zaowocował małżeństwem, ale życie kopnęło mnie jeszcze raz,żeby mi za dobrze nie było i woda sodowa nie uderzyła do głowy. Wiedziałam już, że zakochanie to piękny stan, ale mija, a praca nad związkiem, to praca nad samą sobą. Choć już zdążyłam przejść pierwszy kryzys, to wiem, że dzięki pracy nad sobą, daję SOBIE prawo do bycia SOBĄ, wychodzę z roli mamuśki a staję się żoną. Uczę się nieoczekiwać akceptacji od innych, choć jeszcze nie zawsze się udaje.

Margerytko każdy ma swoją własną drogę, po prostu idź swoją :)


Czytam, to co piszesz i przychodzi mi do głowy spooooro do przemyślenia. Chyba nie od rzeczy było tu pytanie Łucji o "mamuśkowanie". Widzę to tak: mam wrażenie, że szukałam właśnie kogoś, kim będę się "musiała opiekować", o kogo będę "musiała zadbać", i tak dalej... A jednocześnie sama zostawiam sobie taką "bezpieczną" przestrzeń, gdzie co prawda uniknę zranienia, ale bliskości też nie zaznam... Im więcej takich rzeczy widzę, tym bardziej dostrzegam, że skupienie się na tym, co mogę w sobie odkryć, jak lepiej poznać, co dla mnie ważne, co się liczy (zamiast tego, do czego sama siebie przekonuję, że się liczy) jest bardzo sensowne. A i przy okazji lepsze od dawania drugiej osobie tego, co niby dla niej dobre (a to tylko moje widzimisię) i złoszczenia się, że daję z siebie tyle, a nic z tego dobrego nie wynika. W sumie dużo sprowadza się do tego, że jeśli sama zacznę się zmieniać, zmieni sie duuużo wokół mnie.

Ciągle odkrywam, co dla mnie ważne i jaka jest moja własna droga ;)

_________________
"Nieważne, co nadchodzi,
Chcesz tego, czy nie,
Nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień,
I właśnie o to chodzi,
O to chodzi, wiem."


środa, 13 kwi 2011, 20:25
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 9 lut 2010, 00:07
Posty: 184
Post Re: Mężczyzna z problemami
Margerytka napisał(a):
Co mi dała? Hm... Z jednej strony uświadomiłam sobie, że samo rozstanie niekoniecznie pomoże- raczej, że to co się dzieje, to tylko nie problem typu "bo my się nie możemy porozumieć"... Nie bez powodu zaangażowałam się w taki a nie inny związek, chociaż dopiero niedawno to zauważyłam.


To w jaki związek się zaangażowałam uświadomił mi kiedyś zabawnie Andrzej ;)

Margerytka napisał(a):
Czytam, to co piszesz i przychodzi mi do głowy spooooro do przemyślenia. Chyba nie od rzeczy było tu pytanie Łucji o "mamuśkowanie".
Ciągle odkrywam, co dla mnie ważne i jaka jest moja własna droga ;)

I ja zaczęłam się pakować w rolę mamuśki, nauczona, że najlepsza żona to "zaradna pomoc domowa" poda do stołu, sprzątnie ze stołu, nie wymaga, jeszcze opierze i skarpetki potulnie pozbiera. A teraz uczę się, że jak mąż zachowuje się jak dorosły człowiek i sam ogarnia podstawowe rzeczy, to nie znaczy, że złą żoną ma, tylko że samodzielny jest :) Uczę się, że wyręczanie we wszystkim i zawsze nie jest pomocą. A atrakcyjna partnerka dba też o siebie, swój rozwój, bo to wszystko daje się pogodzić. Wciąż mówię, że się uczę, bo wciąż nie zawsze jest to dla mnie oczywiste.


środa, 13 kwi 2011, 22:28
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 1 lis 2009, 18:58
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: Mężczyzna z problemami
jky napisał(a):
I ja zaczęłam się pakować w rolę mamuśki, nauczona, że najlepsza żona to "zaradna pomoc domowa" poda do stołu, sprzątnie ze stołu, nie wymaga, jeszcze opierze i skarpetki potulnie pozbiera. A teraz uczę się, że jak mąż zachowuje się jak dorosły człowiek i sam ogarnia podstawowe rzeczy, to nie znaczy, że złą żoną ma, tylko że samodzielny jest :) Uczę się, że wyręczanie we wszystkim i zawsze nie jest pomocą. A atrakcyjna partnerka dba też o siebie, swój rozwój, bo to wszystko daje się pogodzić. Wciąż mówię, że się uczę, bo wciąż nie zawsze jest to dla mnie oczywiste.


Trochę mi szkoda, że na razie nie mam jak wrócić do "Kochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz" ale zrobię to w okolicach świąt... (aktualnie moja siostra się zaczytuje) bo widzę, że dużo by mi to dało. Za to tak naprawdę od dziś czytam jakby ciąg dalszy czyli "Kochaj siebie,a przetrwasz każdy kryzys"... i czytałam właśnie o "mamuśkowaniu" i próbach zmieniania kogoś na siłę, uszczęśliwiania... Okropnie trudno mi z tego "wyjść" chociaż i tak jest już trochę lepiej. Do niedawna ciężko mi było uwierzyć, że rzeczywiście, jak ja się poukładam, samo to dużo zmieni między nami.

Nie wiem do końca jak nam się ułoży, ale z trudem przychodzi mi uświadomienie sobie, że nawet dzięki tym wszystkim sprzeczkom, kłótniom i złym chwilom mogę zrozumieć siebie i jak sama mogę pomóc.

_________________
"Nieważne, co nadchodzi,
Chcesz tego, czy nie,
Nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień,
I właśnie o to chodzi,
O to chodzi, wiem."


piątek, 15 kwi 2011, 20:49
Zobacz profil

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: Mężczyzna z problemami
[quote="Margerytkaczytałam właśnie o "mamuśkowaniu" i próbach zmieniania kogoś na siłę, uszczęśliwiania... Okropnie trudno mi z tego "wyjść" chociaż i tak jest już trochę lepiej. [/quote]

Najtrudniej jest postawić pierwszy krok. Z następnymi coraz łatwiej :D Jeśli zauwazasz, co robisz niedobrego dla siebie, to już duży postęp :ok: Powoli zastąpisz stere nawykowe zachowania na nowe :D , jeśli tylko będziesz CHCIAŁA :D


środa, 20 kwi 2011, 09:26
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 26 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL