Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest niedziela, 23 lut 2020, 19:46



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 167 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 12, 13, 14, 15, 16, 17  Następna strona
CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!! 
Autor Wiadomość
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Dodała bym jeszcze coś...... czemu kiedyś chciałam iść z tym człowiekiem przez życie i co się zmieniło, że już nie chcę? Czy ten człowiek faktycznie jest inny i nie pasuje do mnie? Czy to ja nie chcę tego człowieka chcąc widzieć tylko jego wady.......

Wiecie , dziewczyny jak cofnę się o te kilka miesięcy..... pamiętam co myślałam......." jakim cudem wyszłam za tego człowieka.... toż to masakra totalna..... on nie pasuje do mnie......potrzeba mi kogoś lepszego , kto zrozumie" Byłam kontrolowana, krytykowana i oceniana na każdym kroku, on był wiecznie niezadowolony... wiecznie miał jakieś ale.....wytykał błędy i nie mówił o tym co dobre, żyłam jak w klatce.... każde moje dążenie do rozwoju było powodem do kłótni... a w efekcie była masa cichych dni i oddalanie się...
Dzisiaj okazuje się , że miałam cały czas pod ręką człowieka jakiego potrzebowałam.....tyle że nie umiałam go zauważyć... docenić....
Dzisiaj nie mam awantur o internet, fotografię, rower czy wyjście z przyjaciółkami.... cud jakiś?
hehehehe

Oczywiście nie jest to przepis doskonały.... każdy ma inaczej i faktycznie czasem okazuje się że obecny związek to pomyłka....ale warto to sprawdzić... spojrzeć na siebie inaczej i na partnera tak bez emocji i projekcji....

Buziaki- Ola


niedziela, 4 lip 2010, 20:32

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Hej dziewczyny, pozwolę sobie na mały komentarz.

Moim zdaniem nie chodzi ani o rozwój osobisty, ani o wyjścia z koleżankami, ani o żadną inną formę wolności i niezależności. Chodzi tylko i wyłącznie o zmianę, jaka dokonuje się w kobiecie. Też tak kiedyś miałam, że dałam się ograniczyć, a jak mi różowe okulary spadły, to zaczęłam się buntować. I tu jest cały problem. Zamiast od początku związku zaznaczać swoje zdanie, dążyć do spełniania własnych pasji, to kobiety około 20-tki mają tendencję do tego, by traktować mężczyznę jako swoje jedyne hobby i jedyną ambicję. Nawet taki detal jak słuchanie swojego ulubionego rocka, pomimo tego, że mąż lubi tylko muzykę klasyczną, może zapobiec katastrofie, która nastąpi niechybnie w przyszłości. Przecież w końcu nastąpi bunt. A skoro już nastąpił, to niesprawiedliwością jest obwiniać chłopa za to, że nas pokochał takimi, jakie się mu same zaprezentowałyśmy na początku i tkwiłyśmy w tym kilka lat. Ponadto mężczyzna widzący zmiany w kobiecie zaczyna podejrzewać, iż ich przyczyna może być inny mężczyzna. Bo to wygląda dokładnie tak, jak oni się nauczyli na własnym przykładzie. "Jak się poznaliśmy, zaczęła słuchać bluesa, teraz słucha Chopina - pewnie wpadł jej w oko jakiś facet, który lubi muzykę klasyczną. Gdy się poznaliśmy, zainteresowała się językiem węgierskim - językiem moich dziadków, którym ja też mówię. Teraz ma fazę na japoński - to jest dobitny dowód na to, że zakochała się w jakimś Japończyku".

Mnie nauczenie się tego kosztowało dwa związki. Nie żałuje jednak niczego, bo dzisiaj czuję się z własnym mężem doskonale. Jesteśmy wspólnotą, podejmujemy wspólne decyzje, a jednak każde z nas ma autonomię w działaniu.

Jest jeszcze (a propos postu WAgulek) kwestia charakteru Matki-Polki. "Mam dziecko, to muszę siedzieć w domu." Typowe ograniczanie własnych możliwości. Co ciekawe są tacy, którzy potrafią sobie wmówić, że ich jedynym sposobem na rozerwanie się jest pójść do knajpy na imprezę. No wiadomo, że tam się dziecka nie weźmie. A przecież istnieje nieskończona ilość rozwiązań, w których dzieci również mogą uczestniczyć. Wystarczy porzucić myślenie "dziecko=balast" oraz drugie "tylko ja potrafię zając się dzieckiem, nikomu nie mogę go powierzyć na cały dzień".

Trzymam kciuki za wyciąganie wniosków z własnych błędów i zaniedbań oraz za siłę w ich eliminowaniu z własnego postępowania. I trzymam kciuki za siebie, za umiejętność gryzienia się w język, gdy przyjdzie mi do głowy bezsensownie skrytykować męża za jakąś pierdołę :D


poniedziałek, 5 lip 2010, 09:38
Zobacz profil

Dołączył(a): czwartek, 1 lip 2010, 19:21
Posty: 6
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Witajcie
Miło że odpisujecie i że wywiązala się dyskusja, ktora daje do myślenia. Oczywiście to jak potrafię opisać moją sytuację to niestety za mało abyście mialy pełny obrazek mojego zycia ...wiec na tej podstawie ciężko coś komuś doradzić-ale i tak miło że się wypowiadacie-zawsze to jednak uruchamia jakieś struny, pokazuje ze mozna inaczej myslec, ze ktos mial podobnie itd.

Nie uda mi się zacytować wszytskiego co piszecie i odnieść się do tego,ale z calą pewnością musze odnieść się do zdania że rozstać się jest naprościej i najwygodniej.....oj, nie, nie zgadzam się, mimo, ze wcześniej, zanim to zrobilam, też tak myślalam.
To była jedna z najtrudniejszych decyzji z moim życiu , to był długi proces, przeplakany, przemyślany, przepracowany na wszystkie strony...moze mial być to początkowo akt desperacji, ze juz nic innego nie mogę zrobić...że być moze trochę to nami wstrząśnie, ze rozstanie powoli nam spojrzec na to co się dzialo z dystansu....że może to ON coś zrobi...i masa innych przemyśleń. Nie jest to najlatwiejsze wyjście, oj nie-przynajmniej nie w takich okolicznosciach jakie ja mam-dwojka malych dzieci, wspolny kredyt itd-ale to się wie dopiero, jak się taką decyzję podejmie i uruchomi :)

Poza tym myślę....ze owszem, to rpawda że nalezy zacząć od siebie....ze mozna inaczej odbierać zachowania męża.....ze mozna sie przestać bać jego zlości, nie dać się wciągać w te stane emocjonalne itd.....mozna zmienić siebie i postrzeganie tej rzeczywistosci, ktore za pewne zaprocentuje kiedyś zmianą zachowania męza....być moze....ale on tez ma jakas swoją osobowość, oczekiwania, postrzeganie mnie.....żeby być taką jaką się jest "po nowemu", robić to co się chce, mimo ze on cie nie akceptuje takiej zmienionej w najmniejszym stopniu....to strasznie, strasznie ciezka praca.....wymagajaca determinacji, ogromnej wiedzy w tym zakresie (a ja jej jeszcze nie mam przepracowanej, na razie teoretycznie trochę wiem.....ale to za mało zeby tak po prostu wdrożyc w życie) a przede wszytskim wymagająca poczucia-że kocham tego faceta, nie chce go stracic, chcę poprawić nasze relacje, uzdrowić związek, bo nie mogę bez niego żyć.............a mi, bez mojego męza żyje się lepiej....i przeraża mnie myśl, ze moglabym zechcieć sprobować powalczyć.....ja chyba najpierw musialabym powalczyc ze sobą i ze swoimi reakcjami na jego osobę...ja przy nim nie umiem być sobą...wiec wg mnie w naszym przypadku chyba terapia wspolna jak juz wchodzi w grę...o ile zechcielibysmy tego wspolnie..... ale ...ja juz chyba nie umiem z nim życ....nie chcę.....
wiem, ze w kazdym nowym zwiazku mogloby byc podobnie-schematy sie powtarzają....tyle ze wtedy bedąc 20-latką i majac zupelnie inną swiadomości weszlam w ten zwiazek z zupelnie innym zalozeniem-nie liczylam sie JA, nie mialamj takiej potrzeby, byl ON i byl dla mnie wsyztskim...dlatego pozowlilam na to wszystko na co pozwolilam i bylo mi z tym dobrze...
źle sie zaczęlo robic, jak doszly dzieci i nowa rzeczywistośc, poczucie uwiazania....i ta magiczna 30-tka....kiedy wyszla ze skorupy kobieta świadoma swoich potrzeb i potrzebująca stac się odrębną jednostką........
wiec jeśli teraz ta świadoma kobieta bedzie miala wejśc z nowy związek...to juz zupelnie innym mysleniem....bez porownania z zupelnie innym...z doświadczeniem, z obrazkiem przeszlości, ze śiadomością ile wnoszę i czego oczekuję....i przede wszystkim ze NIE MUSZĘ, ZE CHCĘ, ze umiem być sama ze sobą i ze umiem być szczęsliwa po prostu...
aj...przepraszam, chyba mieszam troche;)
nie umiem opisac wam swojej historii aby miala obraz taki jak w rzeczywistosci jest
i wcale to nie jest tak, ze ja sie skupiam tylko na negatywach
probuje wlasnie myslec o nim cieplo, przypominac sobie fajne rzeczy ktore nas lączyly-przeciez byl milością mojego zycia...jest ojcem moich dzieci.........wypaliło się....zniechęcal mnie do siebie przez te ostatnie 2-3 lata niezwykle skutecznie.....poddalam sie...stwierdzialm, ze szkoda zycia.....to naprawde trudny egzemplarz......byc moze gdybym wczesniej inaczej myslala......kiedy jeszcze mieszkalismy pod jednym dachem...kiedy nie poczulam sie dobrze bez niego......oj...temat rzeka

wroce do niego jesienią....teraz potrzebuję jeszcze potrzymać ten dystans i pooglądać to wszystko z boku.....

pozdrawiam was serdecznie i dziękuję że jesteście , że piszecie i że rozumiecie ....:) aga


poniedziałek, 5 lip 2010, 10:41
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 19:47
Posty: 125
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Z dystansu widać lepiej,czasem jest potrzebny jak oddech :) :beach:


wtorek, 6 lip 2010, 00:40
Zobacz profil

Dołączył(a): sobota, 13 lut 2010, 00:52
Posty: 357
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
minęło pięć lat od tej jesieni, kiedy ja planowałam wrócić:)
Niestety: drzwi były już - zamknięte:)
Na szczęście - w MOIM przypadku - wyszło to na dobre...


wtorek, 6 lip 2010, 16:55
Zobacz profil
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Z pewnością czytając posty twoje na forum - nie mamy pełnego obrazu sytuacji.... Ty wiesz najlepiej co dobre dla ciebie:)))) Trzymam kciuki za powodzenie:)


wtorek, 6 lip 2010, 22:04

Dołączył(a): czwartek, 1 lip 2010, 19:21
Posty: 6
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Dziękuję :) kochani jesteście:)
wierzę, że podejmę słuszną decyzję-skontaktowalam się z Andrzejem, zaczęlam czytać jego kolejną ksiązką i planuję przxeczytać wsztsko co mozliwe ;)

dam sobie jeszcze trochę czasu...poobserwuję sytuację z boku i zacznę przepracowywać to jeszcze raz, być może skorzystam z pomocy Andrzeja-to niesamowity facet :) juz dziala na mnie terapeutycznie a zamieniliśmy mailowo kilka zdań :)
W międzyczasie chcę (już napisalam odruchowo "muszę'.....i widzę, ze również odruchowo zamienilam na "chcę" ;)rozwiązać jednen problem z ktorym sobie nie radzę-ale napiszę w innym miejscu-w koncu ten wątek jest na inny temat :)
Pozdrowienia.Aga


środa, 7 lip 2010, 20:59
Zobacz profil
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Dasz radę Aga :)
Pisz jak ci idzie i co odkrywasz:) Może przyda się innym:)


czwartek, 8 lip 2010, 19:12
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 13 kwi 2010, 07:44
Posty: 8
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Wiecie co...

Czy to jakaś "przypadłość" kobiet, czy raczej głupopta nastolatek (niektórym przytrafia się w późniejszym wieku), ale bardzo często słyszę, że dziewczyna nie widzi świata poza swoim chłopakiem, mężem... wybrankiem.
Sama musiałam dostać porządnie po dupie, żeby przekonać się, że zawsze warto jest mieć swoich przyjaciół, kolegów, koleżanki, znajomych, swoje zainteresowania, upodobania, hobby...
Miałam 20 lat kiedy poznałam Radka. Fascynował mnie pod każdym względem. Młody, inteligentny i przystojny (wtedy tak myślałam :D ) student prawa. A poza tym muzyk... no dla mnie to była prawdziwa rewelacja. Mogłam z nim spędzać 24 godziny na dobę i zawsze miałam o czym rozmawiać, co robić. Moja przyjaciółka, znajomi często zapraszali mnie na imprezę, koncert etc., ale ja zawsze wolałam spędzać czas z Radkiem. Stałam się nawet zaborcza o czas, który spędzał na uczelni. Tylko on się dla mnie liczył, tylko z nim chciałam spędzać czas...
Ale po pewnym czasie zaczęło się psuć między nami. W końcu zerwał ze mną. Świat się dla mnie zawalił. Ryczałam non stop chyba z tydzień. W tydzień schudłam 5 kilo. Moja mama była przerażona. Nie wiedziała już jak może mi pomóc. A co dla mnie było najgorsze okazało się, że jestem zupełnie sama. Pamiętam, jak poszłam do swojej byłej przyjaciółki, a jej mama powiedziała: " nie widziałaś świata poza swoim chłopakiem, przez ostatnie 3 lata miałaś wszystkich w dupie, nie miałaś dla nikogo czasu, i co teraz". To było bardzo szokujące i przykre, ale również bardzo potrzebne. Mną trzeba było po prostu mocno potrząsnąć, żebym znów samodzielnie zaczeła myśleć.

Po latach bardzo cieszę się, że związek z Radkiem w końcu udało mi się definitywnie zakończyć (wracaliśmy do siebie chyba z 5 razy). Wiele mnie to nauczyło. Po paru latach uczucia również przeszły, chociaż wydawało mi się, że już nigdy się nie zakocham. Spotkałam się nawet kiedyś z Radkiem i wiecie co... on się wcale nie zminił. Wydawało mu się, że ciągle ma przed sobą kukiełkę, marionetkę, którą można sterować. Nie wyobrażacie sobie jaka dumna byłam z siebie, że zmieniłam się, że mam własne zdanie, własne poglądy i upodobania, które potrafię głosić, a nawet bronić.

Dziewczyny,
proszę nie traćcie w związkach samych siebie. Nie zapominajcie, że największą wartością jesteście Wy same. Wg. mnie facet, który na siłę ogranicza, forsuje swoje zdanie, zainteresowania, sposób spędzania czasu, tak naprawdę nie kocha. Wiem, że słowo tolerancja jest bardzo wzniosłe, dlatego może zrozumienie będzie w tym wypadku właściwsze. Sama uczę się tego każdego dnia. I wiecie co? Im lepiej mi to wychodzi, tym lepiej wygląda mój obecny związek. Choć nie brak w nim burz i zakrętów, ważne, że wspólnie udaje nam się wyjść na prostą. Ale tylko nasza wspólna praca może doprowadzić nasz związek do perfekcji.

Życzę Wam wytrwałości. Czasami rzeczywiście warto oddalić się i spojrzeć na wszystko z boku. Poza tym wg. mnie dzieci, kredyt czy wspólne mieszkanie naprawdę nie są ogromną przeszkodą w rozstaniu. Najtrudniej jest dojść do tego, czego właściwie się chce, co się liczy. Szczęśliwa i uśmiechnięta jesteś najlepszą mamą i wzorem dla swoich dzieci. Nie zawsze szczęśliwa rodzina, to mama i tata razem.

Trzymam mocno kciuki. Wierzę, że uda Ci się podjąć właściwą decyzję. Dobrą przede wszystkim dla Ciebie!

Pozdrawiam,
Monika

:friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends: :friends:


piątek, 9 lip 2010, 12:02
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 19:47
Posty: 125
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Może warto spojrzeć z dystansu... ja tez uważam,że rodzina nie jest święta sama z siebie, to kwestia wyboru... świadomego wyboru... nie za wszelką cenę bynajmniej :beach: :beach: :beach:


piątek, 9 lip 2010, 23:06
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 167 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 12, 13, 14, 15, 16, 17  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL