Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest środa, 22 sty 2020, 08:33



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 167 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17  Następna strona
CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!! 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
:) Zaniechanie sprzątania nie działa, przynajmniej teraz, gdy mieszkamy w akademiku...

Gary, owszem mój mąż zmywa bez szemrania. Asystuje przy gotowaniu z różnym nastawieniem - zależy od tego, czy ma dużo innych prac na głowie (nauki). Natomiast gdy dochodzi do takiej sytuacji, że on siedzi cały dzień w domu, a ja cały dzień w pracy i wracam wypruta wieczorem, to nie mogę liczyć nawet na to, że ziemniaki obierze i nastawi. Chyba że odpowiednio wcześniej wykonam jakieś dwa, trzy telefony w tej sprawie i zdecydowanie powiem, że właśnie w tej chwili ma się za to wziąć, bo ja już wychodzę do domu, a jestem potwornie głodna :)

Mój ojciec zachowywał się identycznie przez 20 lat. Potem, gdy okazało się, że został sam w domu na rok, to się zaczął uczyć dać o siebie. Lecz wystarczy, że mama pojawia się w domu, on zapomina wszelkie swoje umiejętności. Wydaje mi się, że unikam błędów mojej matki, które sprawiają, że nikt nie chce jej pomagać w kuchni (łącznie ze mną), bo nie da się jej zadowolić, a mimo wszystko jak biorę się za gotowanie, to mężczyźni nie chcą pomagać z własnej inicjatywy również mnie.


piątek, 4 cze 2010, 00:14
Zobacz profil

Dołączył(a): piątek, 11 gru 2009, 01:27
Posty: 7
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Co do postu Oli i lęku przed odrzuceniem: to tu mnie boli najbardziej :(

Bo, owszem, mogę mieć dystans do braku akceptacji i odrzucenia przez różne osoby, ale
za cholerę nie potrafię, jeśli chodzi o mojego męża i jeśli chodzi o odrzucenie fizyczne.
Chyba nadałam mu jakąś "magiczną" moc w tym zakresie i dlatego kiedy jest dla mnie niedostępny, bardzo cierpię. Kiedy mu o tym mówię natomiast, jest albo rozdrażniony, albo zakłopotany i twierdzi, "że nic z tym nie zrobi", bo ma inne potrzeby, niż ja i szluss. Impas.

A sprzątanie i gotowanie niby mamy podzielone, a i tak regularnie są zgrzyty i renegocjowanie kontraktu ;)
Dla mnie to never ending story.


piątek, 4 cze 2010, 03:35
Zobacz profil
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Tussinko , pomyśl.... jest lęk przed odrzuceniem........

Czy to odrzucenie o którym mówisz jest faktycznie odrzuceniem? Czy tylko Ty tak widzisz i czujesz?
Jak on się zamyka najwidoczniej potrzebuje chwilki dla siebie.... faceci tak mają..... tak sądzę patrząc po swoim... mam momenty gdzie po prostu się izoluje i już. Kiedyś mnie to bardzo martwiło i cierpiałam wyobrażając sobie nie wiadomo co.... dzisiaj wrzucam na luz bo wiem że mnie kocha , ma chwile gdzie chce byc sam ze swoimi myślami.... nawet jak jest zły na mnie to nie daję się wciągać w negatywne emocje.... to jego złość a nie moja.... ja robię swoje.....będąc sobą.....Złość mija , pozostają wnioski po jakimś tam fochu jak się zdarzy ( ostatnio mało ich) ...
Po co uzależniasz swoje nastroje i uczucia od tego co on robi? To bez sensu....
To tak jakbyś zależała od niego w sensie funkcjonowania.... jakby twoje emocje , radość, smutek itd zależały od tego w jakim nastawieniu jest on..... a przecież jestescie odrębnymi istotami . Będąc razem zachowuje się pewną odrębność... hmmm autonomię.....

Buziaki....


sobota, 5 cze 2010, 20:22

Dołączył(a): czwartek, 1 lip 2010, 19:21
Posty: 6
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Witajcie
Kilka dni temu "odkryłam" Andrzeja Setmana...przeczytałam Bellę zatapiając się w niej bez reszty....przeczytałam z grubsza stronkę, opowiadania i fragmenty książek...czekam na wyplatę żeby hurtem kupić pozostale jego książki, bo jestem oczarowana i zszokowana tym co odkryłam....
Dziś weszlam na forum i omijając najpierw z premedytacją dział "cudowny związek"-ponieważ mój się wlaśnie rozpadł i chyba nie pora na takie czytadła ....jednak podkusilo mnie żeby tu wejść.
Przeczytalam caly ten post od deski do deski......i cóż, pewnie gdybym wiedziała, że tak się da...że tak można...że można inaczej....(to, ze trzeba zacząć od siebie akurat wiedzialam......ale nie do konca wiedzialam jak to zrobić...
bo akurat to ze sie zmienilam i zaczęlam siebie lubić taką wlasnie nową...to juz byla zmiana wg mnie na lepsze......)
Początkowe listy Oli czytalam prawie jak swoją historię (w sensie relacji z mężem, mojej i Oli potrzebę czegoś więcej w życiu itd...opis zachowań męża Oli pasowal do mojego niemalże jak ulał...itd)
Pewnie gdybym trafiła na te tematy kilka miesięcy temu może zawalczylabym tym sposobem o swoje małżeństwo.....zamiast się poddać.......a może jednak u mnie było to bardziej skomplikowane, bo mąż mnie zmieniającej się, odkrywającej swoją kobiecość, chcącej czegoś jeszcze w życiu niż tylko KKK...kompletnie nie akceptował, gasił, podcinał skrzydła, kontrolował, "zamknął w klatce", osaczył, spowodowal, ze czulam się w tym malżenstwie jak w więzeniu............a może wlasnie tak mialo być ze trafilam tu dopiero teraz .....jak sądzę wszystko dzieje się po coś....

Olu-wielkie uznanie i wielkie gratulacje, jestem pod wrażeniem.Twoją historię czyta się jak dobrą nowelę i czeka się w napięciu na ciąg dalszy :)

Moja droga w tą nową świadomość, czy sama nie wiem jak to nazwać-rozwój osobisty, chęć poprawy jakości życia, zmiany myślenia itd zaczęla się w zasadzie po rozstaniu z mężem...kiedy to "wyszłam z klatki, poczulam że żyję i że życie może być bardziej pełne niż do tej pory-mimo ogromnych problemow w początkowej fazie po rozstaniu(dwojka malych dzieci,ostry osąd rodziny mojej i jego :"matka powinna myśleć o dzieciach a nie o sobie, moglas sie jeszcze przemęczyć kilka lat, to twoja wina, wybralaś swoj rozwoj zamiast rodzinę itd), zero pomocy ze strony bliskich, wsparcie kilku osob, ktorych o to nie podejrzewalam (a jednak cuda sie zdarzają :) )oj...dluga historia......
ale wlasnie jakoś tuż po rozstaniu mialam szkolenia w firmie -wystarczyly dwa szkolenia po dwa dni -zarządzanie zmianą i coaching.......ku swojemu wlasnemu zdziwieniu brałam bardzo czynny udział w tych zajęciach, chłonęlam tą wiedzę calą sobą i poczulam, ze to jest to czego szukam......coś co mnie kręci, interesuje, czego chce się nauczyć, wiecej wiedzieć itd....zwykle sie nie odzywam "publicznie" a podczas tych szkolen nie moglam usiedziec, wyrywalam sie pierwsza do udzielania odpowiedzi na pytania jakie zadawal trener i sama bylam zszokowana ze wiem o co chodzi...ze to czuję (nie wszyscy od razu zlapali na czym polega np ;informacja zwrotna, sposoby komunikacji typu FUKO, GROW itd a ja automatem dawalam przyklady)

Wrocilam z tych szkolen inna....zaczelam szukac w sieci tego rodzaju tematow i wciągnelo mnie to niesamowicie....czytam blogi o rozwoju osobisty, artykuły , czytam...czytam.... chlonę....na razie teoretycznie, malymi kroczkami probuje coś wdrożyc w życie, ale zmiana myślenia i setki zapisanych karteczek mądrymi zdaniami, cytatami, wszędzie wieszam, czytam, rozmawiam, zupelnie inaczej rozmawiam, zupelnie inaczej myslę....analizuję rozne sytuacje w zyciu, "przeramowuję "...analizuję swoje uczucia, emocje, umiem je nazywać o dziwo.......to jest niesamowite :)
I w koncu trafilam tu..........i zatapiam się dalej.....
mam swoje marzenia (a cale malzenskie życie praktycznie nie mialam marzeń wierząc, ze dom, dzieci i mąz to juz wszystko co mozna miec) cele-mimo ze jest mi cięzko finansowo odkladam pieniądze, zamierzam jeżdzic na takie szkolenia, spelniać się.......eh.....

Być moze Andrzej wyrzuci moj post w inne miejsce.= uznając ze to nie w temacie....ale chcialam odnieść się do tego co przeczytałam ...i trochę się rozpisalam po swojemu nie do konca na temat.........

Mojego malzenstwa pewnie juz nie uratuję sposobem Oli....bo jest pomiędzy nami przepaść w sposobie myślenia i podejscia do roli żony w życiu rodzinnym i spoleczenstwie .....ale dalo mi to do myślenia, ze być moze nawet takiego opornego męża jak moj daloby się....... być moze ....

Pozdrawiam serdecznie. Olu-jeszcze raz wielkie uznanie i trzymaj tak dalej.
Pozdrawiam was wszystkich-strasznie tu fajnie........będę zagladać...ma jeszcze tyle pytań, wątpliwości, tematow do ogarnięcia, roziwązania, jeszcze tyle musze się nauczyć.......i strasznie mi z tym dobrze, bo jeszcze tyle przede mną :D


czwartek, 1 lip 2010, 20:03
Zobacz profil

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
WAgulek napisał(a):
Kilka dni temu "odkryłam" Andrzeja Setmana...przeczytałam Bellę zatapiając się w niej bez reszty....przeczytałam z grubsza stronkę, opowiadania i fragmenty książek...czekam na wyplatę żeby hurtem kupić pozostale jego książki, bo jestem oczarowana i zszokowana tym co odkryłam....

Wrocilam z tych szkolen inna....zaczelam szukac w sieci tego rodzaju tematow i wciągnelo mnie to niesamowicie....czytam blogi o rozwoju osobisty, artykuły , czytam...czytam.... chlonę....na razie teoretycznie, malymi kroczkami probuje coś wdrożyc w życie,

będę zagladać...ma jeszcze tyle pytań, wątpliwości, tematow do ogarnięcia, roziwązania, jeszcze tyle musze się nauczyć.......i strasznie mi z tym dobrze, bo jeszcze tyle przede mną :D

Witaj wśród kobiet, które chcą "inaczej" i wierzą, że można :D


piątek, 2 lip 2010, 08:06
Zobacz profil
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
WAgulek napisał(a):

Początkowe listy Oli czytalam prawie jak swoją historię (w sensie relacji z mężem, mojej i Oli potrzebę czegoś więcej w życiu itd...opis zachowań męża Oli pasowal do mojego niemalże jak ulał...itd)
Pewnie gdybym trafiła na te tematy kilka miesięcy temu może zawalczylabym tym sposobem o swoje małżeństwo.....zamiast się poddać.......a może jednak u mnie było to bardziej skomplikowane, bo mąż mnie zmieniającej się, odkrywającej swoją kobiecość, chcącej czegoś jeszcze w życiu niż tylko KKK...kompletnie nie akceptował, gasił, podcinał skrzydła, kontrolował, "zamknął w klatce", osaczył, spowodowal, ze czulam się w tym malżenstwie jak w więzeniu............a może wlasnie tak mialo być ze trafilam tu dopiero teraz .....jak sądzę wszystko dzieje się po coś....

Olu-wielkie uznanie i wielkie gratulacje, jestem pod wrażeniem.Twoją historię czyta się jak dobrą nowelę i czeka się w napięciu na ciąg dalszy :)



Mojego malzenstwa pewnie juz nie uratuję sposobem Oli....bo jest pomiędzy nami przepaść w sposobie myślenia i podejscia do roli żony w życiu rodzinnym i spoleczenstwie .....ale dalo mi to do myślenia, ze być moze nawet takiego opornego męża jak moj daloby się....... być moze ....

Pozdrawiam serdecznie. Olu-jeszcze raz wielkie uznanie i trzymaj tak dalej.
Pozdrawiam was wszystkich-strasznie tu fajnie........będę zagladać...ma jeszcze tyle pytań, wątpliwości, tematow do ogarnięcia, roziwązania, jeszcze tyle musze się nauczyć.......i strasznie mi z tym dobrze, bo jeszcze tyle przede mną :D




Wycięłam resztę zostawiłam to co mnie zainteresowało bardziej:)

Aguś....czytałas moja historię..... i odniosłas wrażenie że jest twoja......
mam swoją teorię na ten temat.....My kobiety mamy dużo podobnych historii.... duzo podobnych elementów wynikających z tego , że jestesmy kobietami np.... to tak ogólnie bo nadal przerabiam ten temat i podobieństwa.....robimy te same błędy i podobnie działamy.


piszesz, że mąz podcina ci skrzydła, kontroluje, osacza, zamyka w klatce..... Tu sie z toba nie zgodzę- to twoje działanie;)
moje pytanie ile jestescie po slubie, jak długo się znacie i dokładnie od kiedy odkryłas , że chcesz więcej i chcesz się rozwijać:)?
Jak było u was zanim się zaczełas rozwijać? Co robiłaś? Jakie były relacje?


jak czytam twoje słowa że twojego małżeństwa nie da się uratować.... to aż we mnie się gotuje:)
Jak mniemam macie róznicę zdań odnośnie podziału ról... a nawet powiem.... pewnie on by chciała byś siedziała w domu itd:)))))) Wiesz o co chodzi:) Miałam to samo:)
MOja uwaga skoro piszesz że nie da się nic uratować to pokazujesz swoje podejście do tematu- nie chcesz:)
NIe wiem czy mozna czy nie bo to zależy od ciebie i jego:) Ale wystarczy chcieć:))))
A z tego co widzę , nastawiłaś się negatywnie na męża i tak filtrujesz wszystko co on robi- negatywnie:)
Więc czas się przestawić i zobaczyć co będzie:)
Jakiś czas temu widziałam swojego męża jako marudę, zrzędę, kontrolera i blokowacza moich aspiracji..... dzisiaj jest inaczej.... on jest i ja jestem... jakis cud?:))))))A jestesmy razem:) Szczęśliwi:) Ktos mi męża podmienił??????????????????????????????????????????????
POwiem Ci w sekrecie- zacznij od siebie heh:) :girlP:

Kotuś nie ma co gratulować- każda z nas to potrafi jak zechce:) WYSTARCZY ZACHCIEĆ:)
każda z nas to umie i potrafi jak zechce:)

Buziak- Ola


sobota, 3 lip 2010, 20:48

Dołączył(a): czwartek, 1 lip 2010, 19:21
Posty: 6
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
piszesz, że mąz podcina ci skrzydła, kontroluje, osacza, zamyka w klatce..... Tu sie z toba nie zgodzę- to twoje działanie;)
moje pytanie ile jestescie po slubie, jak długo się znacie i dokładnie od kiedy odkryłas , że chcesz więcej i chcesz się rozwijać:)?
Jak było u was zanim się zaczełas rozwijać? Co robiłaś? Jakie były relacje?


Cytuj:
"jak czytam twoje słowa że twojego małżeństwa nie da się uratować.... to aż we mnie się gotuje:)
Jak mniemam macie róznicę zdań odnośnie podziału ról... a nawet powiem.... pewnie on by chciała byś siedziała w domu itd:)))))) Wiesz o co chodzi:) Miałam to samo:)
MOja uwaga skoro piszesz że nie da się nic uratować to pokazujesz swoje podejście do tematu- nie chcesz:)
NIe wiem czy mozna czy nie bo to zależy od ciebie i jego:) Ale wystarczy chcieć:))))
A z tego co widzę , nastawiłaś się negatywnie na męża i tak filtrujesz wszystko co on robi- negatywnie:)
Więc czas się przestawić i zobaczyć co będzie:)
POwiem Ci w sekrecie- zacznij od siebie heh:) :girlP: "


Dzięki Oluniu za odpowiedź....hm....oczywiście masz rację w tym co piszesz...ja już rzeczywiście nie chcę ...czuję że dzieli nas taaaaaaaaka przepaść, której nie chcę już chyba przeskakiwać, budować mostu itd....może już go nie kocham...nie wiem...tak dużo zlego się między nami wydarzyło...tak źle się czulam w tym małżenstwie od 2-3 lat.....
Już chyba samo to, ze podejmując decyzję o rozstaniu poczulam ulgę że już NIE MUSZĘ....ze moje zycie nalezy do mnie.....itd
sama nie wiem.....to temat rzeka, do przegadania i przepracowania przez wiele godzin....tak sądzę..i chyba nie na tym forum.....
Nie mieszkamy razem od kilku miesięcy....prawie nie rozmawiamy...nasz kontakt ogranicza sie do ustalen związanych z dziećmi, staramy sie mieć dobre relacje, a raczej poprawne, dla dobra dzieci, ale żadnych glębszych rozmow nie prowadzimy, takie tam zdawkowe....zeby nie draznić, nie wywolywac cięzkiego tematu i generlanie oboje uciekamy od tego chyba....
przegadywalismy te dwa lata kryzysu non stop..... tyle listow do niego napisalam, bo rozmowy nie skutkowaly, tyle sie natlumaczylam....ze jak sie rozstalismy...to juz nie chce do tego wracac, znowu odgrzebywać itd
Cytuj:
piszesz, że mąz podcina ci skrzydła, kontroluje, osacza, zamyka w klatce..... Tu sie z toba nie zgodzę- to twoje działanie;
) być moze.........chociaz racja, nie myslalam o tym w ten sposob...zresztą od niedawna w zasadzie myśle inaczej ale tego tematu juz nie ruszalam tym nowym sposobem myslenia...oddalam od siebie przepracowywanie tego na nowo-dalam sobie czas do jesieni....jak mawiala Scarlet Ochara "pomyśle o tym jutro " :) wiec ja postanowilam "pomyśle o tym jesienią "-dalam sobie pol roku mniej wiecej.......
Odpowiadając krotko i na temat na twoje pytania (tylko czy ja umiem krotko....hm...niechybnie mam talent do rozpisywania się )-w powyższym cytacie-pewnie pozwolilam na to że tak mnie traktował, dalam sobie podcinac te skrzydla, dotykalo mnie to jakim tonem do mnie mowil, dawalam sie blyskawicznie wciągać w jego stan emocjonalny, jego rozrażnienie , napięcie udzielało mi się lotem błyskawicy, wyczuwalam na kilometr ze cos jest nie tak i jego napięcie mnie dusiło.....nie umialam sie od tego uwolnić.....to bylo trochę tak jak wyczylama na forum o przemocy psychicznej.....i jak podawals przyklady.....to ja z przerażeniem odkrylam, ze tyle przykladow pasuje do mojej sytuacji ....ze to być może bylo w pewnym sensie to..jakas forma przemocy na ktora pozwoliam......... ale sama zgotowalam sobie taki los...wiem, nadal to mam, dlatego lepiej sie czuję jak go nie ma blisko, nawet juz po rozstaniu jak zdarzalo mu sie u nas nocowac i "spędzalismy wieczory przez tv" probując zachowac pozory ze calkiem nam sie milo gada.....jak bylam napięta maxymalnie....to jest jakieś toksyczne uzaleznienie od jego nastroju....nie wiem jak to nazwać.....ale zdaje sobie sprawe ze umiem sie od tego uwolnic, ze przeciez nie musze sie tak czuć, ze pozwalam na to jakoś podswiadomie, ze to jest silne, a ja z tym nie walcze swoją nową swiadomością..................ale zawalcze............w swoim czasie, do wszystkiego chyba trzeba dojrzec i byc gotowym...tak jak dojrzalam i bylam gotowa na rozstanie.........
jejku, przepraszam, ze tak sie moze chaotycznie wypisuję
wypisywanie sie dziala na mnie terapeutycznie :)
ok, moze jednak odpowiem na twoje pytania : :)

znalismy sie 6 lat przed slubem-prawie od razu mieszkalismy razem
po slubie jestemy 8 lat -wiec razem 14
wszystko sie zaczelo walic, jak urodzilam drugiego synka (w ogole źle znioslam ciąże , karmienie itd-chyba dopadla mnie deprecha, ogromne poczucie winy, ze mam to drugie dziecko z wyrachowania, bo juz czas, skoro i tak chcemy miec dwojkę, to lepiej teraz, bo jak poczekam, to w ogole sie nie zdecyduję....ciąza i karmienie-koszmar (ta druga), poczucie bycia uwiązaną do kaloryfera i ze juz tylko dzieci, gary i nic mnie w zyciu nie spotka.....)
z takim poczuciem krzywdy i niezrozumienia (bo ty jestes nerwowa to i dziecko wiecej placze, na wszystko w zyciu przyjdzie czas, teraz masz male dzieci, to sie MUSISZ poswiecic im, jeszcze pozyjesz, pojeżdzisz itd)a ja chcialam JUZ, TERAZ wyjsc z domu bez wozka i jak kazdy czlowiek czasem NIC NIE MUSIEC ...........nakręcalam sie sama pewnie, bylam w jakiejs matni, szoku, czulam sie jak w klatce.........mialam ochote uciekac z domu.....byle dali mi spokoj.....bylebym mogla zyc....fatalnie sie czulam....
wrocilam do pracy po maciezynskim........zaczely sie zmiany w firmie....awansowalam.....dostalam dodatkowe projekty, wiecej pracy, odpowiedzialnosci wyjazdy, cos sie dzialo-wciagnelo mnie to, dalo mi poczucie ze jestem cos warta, ze zycie jednak nie jest takie zle, ze dam rade...
i zrobilam ogromny bląd....ze nie pomyslalam ze calosc moich mozliwosci to tylko 100 % a ja chcialam w kazdej dziedzinie zycia byc na 100% co razem daje z 300-500 co najmniej......nieźle co? chcialam sprawdzic sie w pracy, jako kierownik, w nowym wydziale...jednoczesnie chcialam byc dobrą mama, miec czas dla dzieci i chęć do zabawy z nimi-tez na 100 %, dom na tip-top, do tego cchialam miec czas dla siebie, skonczylam 30-tke i obudzil sie we mnie kociak w sensie potrzeb seksualnych-zaczelam kwitnąć.....chcieć czegos jeszcze ,poczulam sie bardziej kobieco, seksownie, wiec rowniez zapragnelam byc 100% kochanka i zoną, ....oj......
udawalo mi sie do czasu.................i tak niezle to wszystko umialam pogodzic-robocop normlanie

generlanie po urodzeniu drugiego synka, w okolicach magicznej 30-tki poczulam, ze wyszlam ze skorupy...jak wrocilam do pracy i zaczelam zyc inaczej niz jako wylącznie matka-dostalam skrzydel..........zmienilam sie z żonki, ktora do tej pory żyla zyciem swojego męża, jego pracą, pasjami, muzyką, fimami i jego marzeniami zaczelam mieć wlasne,.........przypomnialo mi sie ze lubie inną muzyke, inne filmy, ze mam swoje marzenia......ze chce troche inaczej zyc, niz do tej pory, ze cos jeszcze mi sie w zyciu chce.......
i tu zaczely sie schody, bo moj mąż mnie takiej nie akceptowal...o czym informowal mnie na bieżąco, nieprzyjemnie, ostro krytykując cokolwiek nie powiedzialam..... kiedy tylko mialam swoje, odmienne zdanie...kiedy chcialam wyjsc z kolezankami,kiedy musialam jechac w delegacje, nie daj Boze na 2 dni...........do tego mega zazdrosny, zaborczy.......trzepanie telefonu, komputera, przepytywanie, dąsy, fochy, napięcie......
no ...to sie zaczęlo jak sie domyślacie
dluuuuuuuuuuga historia....

ogolnie tu jest pies pogrzebany-mial zonke ktora byla bluszczem, spragniona związku, dla ktorej byl calym światem, a odkąd wyszlam ze skorupy, poczulam sie kobietą, odrębną od niego osobą ze swoimi marzeniami, pracą, ambicjami, moj horyzont sie rozszerzyl znacznie i mąż juz przestal byc dla mnie calym światem....byly w nim dzieci i ich potrzeby, praca, ktora polubilam , przyjaciele , ogolnie swiat stal sie dla mnie większy i nie ograniczal sie tylko do niego.....a jemu sie to nie spodobalo......i to bardzo, bardzo......teraz....jak interesuję się psychologią, rozwojem osobistym...to juz w ogole..."nie poznaje swojej żony" i mowi to z dezaprobatą, niechęcią.....

a jesli chodzi o rozwoj osobisty...to zaczelam wglębiac się w te tematy dopiero po rozstaniu..,jakos w marcu wrocilam ze szkolen....i zaczelam szukac w sieci...czytac.....i jestem zszokowana ze nie wiedzialam tego wszystkiego wczesniej, ze niby to takie proste , oczywiste prawdy, ale nikt mi tego nie powiedzial....ze MOZNA INACZEJ, ze CHCĘ A NIE MUSZĘ....itd....i że to moje myśli ksztaltują rzeczywistość...... ze tak wiele zalezy ode mnie.....cudowna jest ta wiedza....bardzo pomogla mi w najtrudniejszym momencie zycia po rozstaniu.....i pewnie pomoze mi uwolnic sie od toksycznego uzalenienia od humorkow mojego meza.........bo pewnie sam papier rozwodowy tego nie zrobi....
jejku, moze ja powinnam isc na terapie co? Olu jak myslisz?????
nie wracalam do tych tematow dawno, bo chcialam sie od nich odciąc na jakis czas, az podejme ostateczna decyzje (bo moj mąz biernie czeka co dalej...ale tez juz chyba sie z tym pogodzil i czuje ze nie ma ochoty wracac, nic w tym kierunku nie robi kompletnie...), wiem,, ze mam sprawy nie pozamykane, nie poukladane do konca w glowie, bo dalam sobie czas...a tym miedzyczasie staram sie zyc....i sobie radzic...i nawet nie umiem plakac tak sie zacielam pt-ze jestem silna :) ....
przepraszam was za ten chaos........pewnie nic z tego nie zrozumialyscie....w kolejnych postach byc moze sie wyklaruje......to taka dluga historia a ja nie umiem jej skrocic.....i mam na ten temat mase roznych odczuc, przemyslen, ze gdybym pisala to innego dnia byc moze bylabym to inna historia, skupilabym sie na czyms innym....bo to kawal zycia w koncu...

wypisalam sie, troche duzo i nie do konca w temacie......pewnie wyrzucicie mnie z tego forum :)

ale to racja Olu...mamy podobne schematy postępowania, czujemy jako kobiety podobnie, popelniamy podobne blędy.....itd, i dlatego tak sie dobrze rozumiemy :)

pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odzew, pytania ktore poruszają nieruszane dawno struny....opinie, uwagi i konstruktywną informację zwrotną :) buziaki
aga


sobota, 3 lip 2010, 22:07
Zobacz profil
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Hej Aguś:)

Na początek to co mi się rzuciło w oczy - piszesz CHCĘ A NIE MUSZĘ a w poprzednim poście piszesz , że coś musisz- poszukaj:))))))Wiem- to nawyk - tez się na tym łapię notorycznie:) Słowo owo mocno wpisane jest w nasz język:)

Na gorąco co jeszcze mam na myśli zanim po kolei odpowiem na twój post..... zastanawiam się nad tym wiekiem 30..... W tym roku kończę 30.... czyżby kobiety około 30 dojrzewały do uzywania rozum?

Piszesz o przepaści między wami.... o tym wszystkim co złe mdzy wami siĘ wydarzyło.....
Moje pytanie CHCESZ KONCENTROWAć SIĘ NA TYM ZŁYM?CHCESZ TO PAMIĘTAĆ I ROZPAMIĘTYWAĆ I TRZYMAĆ JAKO KARTĘ PRZETARGOWĄ PT " NO BO BYŁO ŹLE"?


Dalej.... to co we mnie się burzy..... "robimy coś dla dobra dzieci."..... ok... to wy tak uważacie.... a dzieci mają swój rozum i widzą więcej niż myślicie:))))) Tłumaczenie że cos jest dla dobra dzieci to wg mnie wymówka.......Rozsataliscie się na dobre? Juz tak na 100%?
Nie mieszkacie razem- dzieci i tak widzą, odczuwają, poprawne kontakty są ok ale to nie zmienia faktu, że im się rozpadło życie.COŚ sie zmeniło.......


Z tego co piszesz ja widzę związek do uratowania... bo ty Ty odbierałaś jego słowa tak nie inaczej, to Ty wciągałaś się w jego emocje, zamiast to zamieniać...Ty twierdzisz , że to uzależnienie ...:))))))
Masz nowa świadomość jak mówisz ... zastosuj ją w praktyce:)\
O ile chcesz:))))
A jak myślisz.... ktos nowy , nowy związek .... będzie inaczej?
Pamiętaj, że uczysz swojego faceta jaki ma być.... to on reaguje na twoje zachowanie.....

Twój mąż jest twoim tworem........nauczyłaś, go że żona siedzi w domu i nie ma aspiracji.....jak zaczęłaś coś zmieniać zatrzęsłaś jego światem......to była nowość i dziwisz się , że nie poparł entuzjastycznie twoich aspiracji? Robiłam dokładnie to samo:)))))hihihiihi
Miałaś to, czego go nauczyłaś li i jedynie;))))))))))))))))

Rozstanie jest najłatwiejsze:) Wygodne:))))

Pisanie jest dobre daje dystans:))))) I pozwala się uporządkować myślowo:)

Mocno przytulam- Ola


sobota, 3 lip 2010, 22:39

Dołączył(a): wtorek, 20 paź 2009, 19:47
Posty: 125
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Czytam Was dziewczyny i rozmyslam takze o mojej historii...Jakos rozumiem Ciebie Agulku, choc moja historia ma prawie dwadzieścia lat :)
Wiele zmieniłam w swoim zyciu i moje aspiracje wykraczają poza rolę matki Polki,a jednak...Nie zawsze wszytsko da się załatwić tylko sobą, swoimi zmianami, swoim rozwojem.Tak myślę,że czasami odejscie pozwala naprawdę przyjrzeć sie związkowi z dystansu i nie mozna całe życie samą sobą załatwiać wszystkiego. Każda historia jednak jest inna... Jest indywidualna i niepowtarzalna...Nie wiem czy warto stosować tu jakieś matryce...
Może sie mylę ? :beach: :beach: :beach:


sobota, 3 lip 2010, 23:19
Zobacz profil

Dołączył(a): poniedziałek, 4 sty 2010, 14:18
Posty: 292
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
sylwesterbonnard napisał(a):
Nie zawsze wszytsko da się załatwić tylko sobą, swoimi zmianami, swoim rozwojem. Każda historia jednak jest inna... Jest indywidualna i niepowtarzalna...Nie wiem czy warto stosować tu jakieś matryce...
Może sie mylę ? :beach: :beach: :beach:

Schemat ten sam, ale osoby go wypełniające są jednak inne...
Kojarzy mi się z ciastem- wrzucam do miski te same składniki, mieszam zgodnie z instrukcją, a jednak smakuje inaczej niż u ciotki czy koleżanki :niewiem:
Podstawowe pytania brzmią: Czego chcę? Czynadal z TYM człowiekiem chcę iść przez życie?


niedziela, 4 lip 2010, 09:24
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 167 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL