Zobacz tematy bez odpowiedzi | Zobacz aktywne tematy Teraz jest piątek, 6 gru 2019, 08:25



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 167 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 13, 14, 15, 16, 17
CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!! 
Autor Wiadomość

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Byli partnerzy kontra przyszli (potencjalni) to bardzo rozległy temat. Spotkałam się z przeróżnymi postawami mężczyzn i kobiet w tej materii. Zdarzało się dość często, choć to pewnie nie jest jedyna reguła, że mężczyźni, będący z fajną laską, nabierali pewności siebie, że jeśli z tą zerwą, to nie będą mieli problemu ze znalezieniem lepszej. W tym samym czasie zetknęłam się z postawą kobiet, które bały się rozstania, bo tak naprawdę bały się, że nie znajdą równie fajnego faceta. Do tego ostatniego zdaje się pasować powiedzenie, że "kobieta jest jak małpa - nie puszcza gałęzi, dopóki nie złapie nowej". Gdy owej gałęzi nie ma, a stroną zrywającą jest facet, to kobieta zazwyczaj jest ogromnie zagubiona. Często po takim rozstaniu żyje przeszłością.

Po co ja to piszę?

Bo zdarzają się jeszcze przypadki pośrednie. Ani nowy facet, ani kompletny brak faceta. Zdarza się jeszcze facet urojony. Ja tak kiedyś miałam, że posiadałam taką swoją największą (niespełnioną) miłość, przez wiele lat. W międzyczasie zakochiwałam się i odkochiwałam w różnych chłopakach, ale nic nie powodowało we mnie wodospadu uczuć, ani potem jakiegoś ogromnego załamania, bo przecież ja miałam swój ideał, gdzieś tam, nawet jeśli wiedziałam, że on nigdy ze mną nie będzie. On dobrze wiedział, że się w nim kochałam, ale z jego strony brakowało tej iskry. Wiedział, że mógłby mnie mieć w każdej chwili, na zawołanie, wystarczyłoby jedno skinienie. Podobałam mu się, ale on chciał być równie zakochany w kobiecie, jak ja byłam w nim. Podobnie było w Lalce z bohaterką Prusa, Stawską, która kochała Wokulskiego, ale on miał inną niespełnioną miłość. Wydawało mi się w tej mojej młodości przypadającej na czas końca liceum i potem studiów, a następnie jeszcze po studiach, że to będzie trwać wiecznie. Że nie będzie mi dane szczęście w miłości. Bo nawet gdy poznawałam kogoś nowego, to wyobrażenia tamtego jednego chłopaka przyćmiewało każdego następnego. Ciągnęło się to przez lata. Nie pozwalało w pełni zaangażować z jakiś związek. Bo nawet gdy się angażowałam ciałem, to serce wciąż było podzielone. Nikt nie zdołał być bardziej idealny... Co nie przeszkodziło mi wikłać się w coraz to nowe relacje. To tak jest, gdy związek z ideałem toczy się tylko i wyłącznie w mojej głowie. Taki związek w głowie doprowadził mnie do związania się z kimś, kto był kompletnie nie dla mnie, kto mnie krzywdził, bo uśpiłam swoją intuicję i zdrowy rozsądek. To było nieuczciwe w stosunku do niego, jak i wobec mnie samej. I mogłoby się tak wszystko ciągnąć i ciągnąć do usranej śmierci, gdyby nie odważne powiedzenie sobie: NIE, NIE CHCĘ TAK ŻYĆ. CHCĘ BYĆ Z MĘŻCZYZNĄ, KTÓRY BĘDZIE CHCIAŁ BYĆ ZE MNĄ, KTÓREGO POKOCHAM Z WZAJEMNOŚCIĄ, Z KTÓRYM PRZEŻYJĘ WSZYSTKIE STADIA ZAKOCHANIA, Z KTÓRYM BĘDĘ MOGŁA ZAŁOŻYĆ RODZINĘ. Po prostu przestałam sobie sama wkręcać, że fascynacja to miłość. Miałam wtedy sporo już lat, bo 27, ale udało się :) Gdy otworzyłam się na związek, nie obarczając go żadną przeszłością, okazało się, że moja przeszłość, to nic więcej niż przeszłość. Poczułam pewność i spokój. Ale decyzja zapadł w mojej głowie, nigdzie indziej.

Opisuję to wszystko, bo w życiu przychodzi ten moment, kiedy się zaczyna rozumieć, że naprawdę ma się wpływ na swoje myśli, emocje, zachowania. U mnie to nastąpiło, zanim poznałam Andrzeja. Odważnie, choć nie bez strachu, powiedziałam sobie, że chcę czegoś innego, że chcę zerwać z dotychczasowym sposobem myślenia i czucia, który prowadził na manowce. Przyznaję, jestem z siebie dumna :D, bo gdy spotkałam tego właściwego faceta, to wszystkie poprzednie miłostki i miłości, rzeczywiste i urojone, po prostu przestały istnieć. Pamiętam o nich, ale one nie mają już wpływu na moje postępowanie w moim małżeństwie.

Ja nie wiem, na ile moja historia pokrywa się z historiami innych kobiet, ale szczęśliwego zakończenia życzę wszystkim.


niedziela, 31 lip 2011, 21:22
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 1 lis 2009, 18:58
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Po przeczytaniu tego co napisałaś, coś mi zaczęło świtać. W moim przypadku było podobnie w każdym z tematów, które poruszyłaś...

Rozstając się z każdym z moich byłych chłopaków, czułam się totalnie zagubiona, towarzyszył mi lęk, że nie spotkam nikogo naprawdę fajnego i czasem efekt był taki, że zaczynałam być z kimś, kto jakby nie do końca mi odpowiadał... Jak na to teraz patrzę, widzę, że w moich związkach tak naprawdę mało było mnie, mówienia wprost, czego pragnę, lub czego nie... Sprawiałam wrażenie zaangażowanej a chyba tylko w części tam byłam.

Kiedy napisałaś o mężczyźnie urojonym, zdałam sobie sprawę, że aż za dobrze to do mnie trafia, bo coś podobnego mi się zdarzyło. Kiedyś zaangażowałam się w związek, mimo, że zależało mi na kimś zupełnie innym, kto nie odwzajemniał moich uczuć. Nawet byłam przekonana, że tamten Ktoś już nic dla mnie nie znaczy, że jestem zakochana w chłopaku z którym zaczęłam być. Niedługo później nasz związek się rozsypał, a od tamtej pory jestem ostrożniejsza. Co nie znaczy, że nie popełniam głupich błędów. Przez większość mojego obecnego związku idealizowałam zupełnie innego mężczyznę, właściwie to podkochiwałam się w nim... a teraz zdałam sobie z tego sprawę i z jednej strony głupio mi za siebie (swoją drogą mocno tą fascynację stłumiłam, co później "przypłaciłam" złością, którą coraz trudniej było ugłaskać...) a z drugiej... pesymistycznie to widzę na przyszłość.

Mam nadzieję, że nie zaplątałam za bardzo.

_________________
"Nieważne, co nadchodzi,
Chcesz tego, czy nie,
Nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień,
I właśnie o to chodzi,
O to chodzi, wiem."


poniedziałek, 1 sie 2011, 23:08
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 9 lut 2010, 00:07
Posty: 184
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Vero,
bardzo dziękuję za ten wpis. :heart: :rose:

Coś sobie uświadomiłam, gdy pisałaś, że byłaś zakochana w ideale, że związek toczył się w Twojej głowie. Ja natomiast byłam zakochana w obrazie, iluzji mojego partnera. Nie chciałam dostrzec, jaki jest naprawdę. Nie chciałam dostrzec, że moja relacja z partnerem ma swoje wady i że totalny brak seksu przy przez pół roku (i nieudane pożycie przez 3 lata), wręcz fizyczna niechęć do kontaktu fizycznego, nawet niewinnego, jak pocałunek, pogłaskanie czy objęcie, na które reagowałam wzdrgnięciem, jakbym wsadziła niechcący rękę w pajęczynę pod łóżkiem, oznaczały nic innego, jak głębokie problemy w związku. A przynajmniej mój problem w tej relacji. A ja sobie tłumaczyłam, że to tak po prostu jest, że to normalne, że mi przejdzie.

Myśl, że coś mogłoby być nie w porządku i że to nie jest miłość mojego życia zaczęła tym silniej kiełkować, im bliżej było do wyjazdu na stypendium. Dopiero daleko od domu, partnera uświadomiłam sobie, jak bardzo w ciągu tych kilku ostatnich lat się zagubiłam, jak bardzo zaprzepaściłam siebie, ile przyjaciół straciłam, bo najważniejszy był ON. Dopiero rozłąka, dystans pomógł mi zrozumieć czego chcę, jakiego partnera szukam. I wtedy właśnie pojawił się mój mąż. To była istna wariacja, żyłam właściwie nie śpiąc, bo dzieliła mnie od niego różnica czasu siedmiu godzin, a jeszcze chciałam chodzić na zajęcia, jeszcze wyjść ze znajomymi.
I mimo, że uświadomiłam sobie, jakiego partnera i związku chcę, nie uchroniło mnie to przed wchodzeniem w stare nawyki, przenosiłam swoje chore zachowania i myśli z poprzedniego związku do mojego małżeństwa. Po pół roku małżeństwa zaczał się kryzys, wtedy trafiłam na Andrzeja, pojechałam na szkolenie, przyjechałam nabuzowana wiadomościami i entuzjazmem i zaczeło się dziać jeszcze gorzej, równia pochyła jeszcze kolejne 4 mce, aż on powiedział "dość, jak to wszystko ma być tak dalej, to się rozwiedźmy, jesteśmy młodzi i sobie ułożymy życie na nowo". Jednocześnie każde z nas nienawidziło drugiego i kochało równie mocno, walczyliśmy 4 tygodnie, albo kłotnia, albo ciche dni. W końcu przyjechała jego ciotka (nie z okazji kłótni, aw odwiedziny do syna),kuzyn zrobiliśmy coś na kształt sądu koncyliacyjnego, usiedliśmy na przeciw siebie i ciotka poprowadziła tę rozmowę, wyrzygaliśmy sobie wszystko, ustaliliśmy regułu gry, daliśmy sobie szansę. Od tamtej pory jest coraz lepiej. Jak mówi moja mama życie to nie je bajka.. I ma rację, to upadki i wzloty. Oboje miewamy gorsze dni, ale nauczyliśmy się z tym żyć, wiemy, jak nie prowokować partnera, ale rozładować napięcie. Czasem się coś nie uda i coś wybuchnie, ale już nie dramatyzujemy z tego powodu. I im więcej ja robię dla siebie i niego, tym on więcej robi dla siebie i mnie.

Byłam taką małpą o jakiej pisała Vero i jestem pewna, że gdyby mój mąż nie pojawił się na horyzoncie, moje zerwanie byłoby odroczone w czasie, ale wiem, że nastąpiłoby tak czy owak. I cieszę z każdego z moich związków, bo każdy nauczył mnie jak żyć razem z kimś, każdy z tych chłopaków wniósł coś nowego do mojego życia.

Cieszę się, że nie spotkałam mojego męża mając 25 czy 26 lat, wtedy nie umiałabym go docenić.

"Każda potwora znajdzie swego amatora" skoro ja znalazłam, to coś w tym jest :D


poniedziałek, 1 sie 2011, 23:10
Zobacz profil

Dołączył(a): wtorek, 9 lut 2010, 00:07
Posty: 184
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Margerytka napisał(a):
Po przeczytaniu tego co napisałaś, coś mi zaczęło świtać. W moim przypadku było podobnie w każdym z tematów, które poruszyłaś...


Margerytko Vero zagrała na czułej strunie ;) i poruszyło nas obie, nawet się wpisem jakoś zgrałyśmy w czasie :drinks:

Margerytka napisał(a):
Jak na to teraz patrzę, widzę, że w moich związkach tak naprawdę mało było mnie, mówienia wprost, czego pragnę, lub czego nie... Sprawiałam wrażenie zaangażowanej a chyba tylko w części tam byłam.

To był mój problem i choć jest mniejszy niż był, to nadal czasem nie potrafię powiedzieć wprost o moich pragnieniach i chęciach. Mimo, że poczyniłam już spore postępy, to jeszcze czasem się łapię, o mówienie o czymś sprawia mi trudność. Nie wiem, czy jestem dla siebie zbyt łagodna, stawiam za niskie wymagania, ale uważam, że zmiana w związku wymaga czasu i każdy ma swoje własne tempo.


poniedziałek, 1 sie 2011, 23:22
Zobacz profil

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Jak widać metod na uciekanie przed zaangażowaniem się, bo to chyba można do tego sprowadzić, jest wiele. Ja "na Wokulskiego", jky "na Platona". A Ty, M., nie kręć teraz z jakimiś pesymistycznymi wizjami, tylko ze swoim kajecikiem :) Kto wie, może to, co pesymistyczne wydaje się teraz, przeobrazi się w optymistyczne albo może się okaże, że to tylko iluzja.

W Tak... chcę kochać Andrzej umieścił fragment o zmyślonej pigułce powodującej zakochanie. Podobnie jak bohaterka II części, tak i ja nie chciałabym, by mój ideał sprzed lat ją zażył. Fajnie było odczekać te kilka lat, by zakochać się bez proszków i być bez nich pokochaną. I podobnie jak Sun, czy jky, wdzięczna jestem za możliwość sparingu z byłymi chłopakami. Bez tych doświadczeń byłabym tak samo głupiutka jak 10 lat temu, tyle że starsza i być może bardziej sfrustrowana. To taka sama nauka, jak każda inna. Byłoby błędem rozpatrywać rozwiązane związki tylko w kontekście porażek.

Aha, M., głupie błędy są ok. Są dużo bardziej bezpieczne niż błędy mądre.

_______________

Żal
To ten facet co nie fair
Ze mną wciąż o ciebie grać chce
Książę nocy władca tych sal
Z oknem na bal

Jemu sny twe otwierają drzwi
On przychodzi i opowiada film
Beztroski flirt jak flesz zachodu wśród fal
I oto żal

Jan Kondrak Szal - fragment


wtorek, 2 sie 2011, 00:52
Zobacz profil
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 1 lis 2009, 18:58
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
Vero napisał(a):
Jak widać metod na uciekanie przed zaangażowaniem się, bo to chyba można do tego sprowadzić, jest wiele. Ja "na Wokulskiego", jky "na Platona". A Ty, M., nie kręć teraz z jakimiś pesymistycznymi wizjami, tylko ze swoim kajecikiem :) Kto wie, może to, co pesymistyczne wydaje się teraz, przeobrazi się w optymistyczne albo może się okaże, że to tylko iluzja.


Ile ludzi, tyle metod...
Przeprosiłam się z kajecikiem, nawet nie jednym :) Pora wziąć się za ten bałagan ;)

Jak tak na to patrzę, to też bym nie chciała, żeby ktoś, kto nie odwzajemniał moich uczuć, zakochał się we mnie jak po zażyciu magicznej tabletki. Teraz o takich fascynacjach myślę, że też były mi potrzebne, żebym coś zrozumiała i może żebym potrafiła rozpoznać kogoś, z kim naprawdę będzie mi fajnie.

_________________
"Nieważne, co nadchodzi,
Chcesz tego, czy nie,
Nie zawsze będzie tak.
Wstaje nowy dzień,
I właśnie o to chodzi,
O to chodzi, wiem."


wtorek, 2 sie 2011, 11:42
Zobacz profil

Dołączył(a): niedziela, 8 lis 2009, 16:46
Posty: 810
Post Re: CUD - czyli Kobieta używająca ROZUM!!!
jky napisał(a):
Nie wiem, czy jestem dla siebie zbyt łagodna, stawiam za niskie wymagania, ale uważam, że zmiana w związku wymaga czasu i każdy ma swoje własne tempo.

Samoakceptacja obejmuje również tempo naszej pracy. Ja się długo nie mogłam pogodzić z faktem, że jestem powolna. Że powoli dochodzę do oczywistych prawd, że powoli czytam, że wolno myślę. Po serii autokopniaków Andrzej poprosił, bym przeczytała jedno z opowiadań http://www.setman.pl/mozna_inaczej/71rock3.pdf
I już bez dowalania sobie mówię otwarcie, że powoli dochodzę do rozwiązań, gdyż po drodze analizuję każde potencjalne. Aby móc odrzucić złe rozwiązania, potrzeba czasu. Czytam powoli, ale dzięki temu czytam ze zrozumieniem, a także wyłapuję błędy. A gdy czytam dla rozrywki, to po prostu delektuję się lekturą. Itd., itd.


wtorek, 2 sie 2011, 13:57
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 167 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 13, 14, 15, 16, 17


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Forum style by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL